33 miliony

Para piecdziesieciolatkow z malego miasteczka w Szkocji wlasnie wygrala 33 miliony funtow. Trzydziesci trzy. Jakby kogos zlotowki interesowaly, to jest to tuz ponad 191 milionow.

Dla wiekszosci ludzi jest to suma niewyobrazalnie wielka. Aczkolwiek w Londynie te pieniadze kupilyby po prostu ladne mieszkanie. Oto przecietna cena nieruchomosci w najdrozszych dzielnicach Londynu:

Screenshot_20160113_19.17.34Wyobrazacie sobie? 41 milionow za dom? I to jest srednia cena, wiec niektore domy kosztuja jeszcze wiecej. I zaloze sie, ze wiekszosc z nieruchomosci to mieszkania. Prosze bardzo, tutaj mieszkanko za 26 milionow funtow.

Ale wrocmy do rzeczywisctosci.

Mam dla Was pytanie – co kupilibyscie, gdybyscie wygrali takie pieniadze? Nie chodzi mi o inwestowanie, domy, wakacje itd. Chodzi mi o rzecz, ktora zawsze chcieliscie miec, ale na ktora Was nie stac, lub szkoda Wam wydac pieniadze, bo sa inne wydatki.

Ja od dawna marze o plaszczu Burberry, klasycznym prochowcu. Niestety, jakos nie moge sie przelamac, aby wydac £1400 na plaszcz. No i szpilki Louboutin, na mega wysokim obcasie z czerwona podeszwa.

Loterii nie wygram nigdy, bo nie gram. Ale plaszcz i buty pewnego dnia bede miala. Zapewniam Was.  😉

Trudny Afganistan w prozie

Dawno nie pisalam o zadnych przeczytanych ksiazkach. Troche dlatego, bo mniej ostatnio czytam, ale glownie dlatego, bo nie wpadlo mi w rece nic zapierajacego dech w piersiach.

Dopoki nie odkrylam Amerykanskiego pisarza Afganskiego pochodzenia, ktory nazywa sie Khaled Hosseini.

Przeczytalam dwie jego ksiazki: Chlopiec z latawcem (The Kite Runner) i Tysiac Wspanialych Slonc (A Thousand Splendid Suns).

3400 

Obie ksiazki nawiazuja do trudnego zycia w Afganistanie.

Aby pokrotce opisac fabule ksiazek*:

Tysiac wspanialych slonc: Osią fabuły rozgrywającej się w Afganistanie w ciągu ćwierć wieku, są dzieje dwóch kobiet, które zrządzeniem losu poślubią tego samego mężczyznę, despotycznego Rasheeda. Mariam ma zaledwie 15 lat, kiedy zostaje wysłana do Kabulu, by zostać żoną szewca. Druga bohaterka, ambitna i wykształcona Laila, w wyniku wybuchu bomby traci całą rodzinę. Po traumatycznych przejściach dochodzi do siebie w domu Rasheeda i Mariam. Stopniowo między kobietami rodzi się trudna przyjaźń.

Chlopiec z latawcem: Afganistan, lata 70. Dwunastoletni Amir, syn zamożnego Pasztuna z Kabulu, wychowuje sie w domu bez kobiet. By zyskać uznanie w oczach ojca, wygrywa zawody latawcowe. Pomaga mu w tym starszy o rok Hasan, służący i towarzysz zabaw. Amir jest świadkiem, kiedy na Hasana napada banda miejscowych chłopaków pod wodzą psychopatycznego Asefa, który gwałci chłopca. Z tchórzostwa i wyrachowania nie staje w jego obronie, a nawet doprowadza do sytuacji, w której Hasan musi opuścić ich dom.

Ćwierć wieku później dorosły Amir mieszka w USA, gdzie po wkroczeniu wojsk radzieckich do Afganistanu wyemigrował wraz z ojcem. Nie odstępuje go poczucie winy, świadomość własnej zdrady. Los daje mu szansę, by dokonać zadośćuczynienia. Musi zdobyć się na odwagę i powrócić do rządzonego przez talibów Kabulu, aby ocalić nie tylko siebie…

 

Ale bardzo chcialabym podkreslic, ze w ksiazkach tych, moim zdaniem, fabula nie jest najwazniejsza. Mnie zauroczyl, wciagnal jezyk, jakim ksiazki sa napisane. To, jak sie akcja odgrywa, jak autor buduje napiecie, jak nie wyjawia, co sie stanie, i nagle bum! wielkie zaskoczenie. Czytajac o losach bohaterow dostawalam gesiej skroki, lub sie balam, lub czulam niemalze fizyczny bol. Zylam w tej historii, bylam w skorze bohaterow, a to sie czesto nie zdarza.

Rowniez wstrzasnelo mna to, jakie trudne zycie w Afganistanie bylo, podejrzewam, ze wciaz jest do pewnego stopnia. Przez co ludzie musieli przejsc, co kobiety musialy znosic. I czytajac taka ksiazke czlowiek jest wdzieczny za to, co ma. Ze nikt nie zabrania moim corkom chodzic do szkoly. Ze nikt nie oddaje moich dzieci do przytulku, aby zebraly. Ze moje corki nie beda musialy wyjsc za maz w wieku 14 lat tylko dlatego, bo brak im lepszych opcji w zyciu.

Goraco polecam. A wkrotce opisze dwie kolejne ksiazki, ktore mna poruszyly.

* opis i zdjecia sciagniete z http://www.wydawnictwoalbatros.com/, poniewaz nie jestem dobra w opisywaniu fabuly 🙂 Aczkolwiek swoich ksiazek tam nie kupilam. Moje byly po angielsku.

Postanowienia

Nowy rok, nowe postanowienia, nowa ja! Podejrzewam, ze kazdy mial jakies noworoczne postanowienie, przynajmniej raz w zyciu. Niektorzy co roku cos sobie postanawiaja. Najczesciej jest tak, ze w 2016 w koncu zrobia to, czego nie dokonali w 2015, po tym, jak tego nie zrobili w 2014, jak to wczesniej zaplanowali w 2013.

Tak, moi drodzy. Podobno do 15 sytcznia okolo 90% wszystkich noworocznych postanowien zostaje zlamanych. A jakie sa najbardziej popularne? Oczywiscie w zaleznosci od tego, gdzie czytamy, ale najczesciej pojawiaja sie:

1. Schudnac

2. Rzucic palenie

3. Cwiczyc

4. Pic mniej

5. Spedzac wiecej czasu z rodzina

Ja dotrzymalam jednego noworocznego postanowienia – zeby zadnych postanowien nie robic. Udalo sie wytrzymac wiele lat. Latwo nie bylo, ale dalam rade. W tym roku sie zalamalam. Postanawiam, ze schudne, bo bede mniej jesc i wiecej cwiczyc. Przypieczetuje to postanowienie czekolada, jedzona na kanapie.

Postanawiam rowniez, ze czas spedzony z rodzina jest niczym niezastapiony. W zwiazku z tym bede dzieci do ojca czesciej wysylac.

Lamka wina uczcze postanowienie, ze bede mniej pic. Moze dwoma lampkami. Albo trzema.

A jakie sa Wasze postanowienia? Albo, jesli ich nie robicie, to jakie byloby? Albo, dlaczego nie robicie noworocznych postanowien?

No to na zdrowie! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Oby byl lepszy niz 2015. O wiele lepszy.

Boze Narodzenie otwarcie.

Najgorsze Boze Narodzenie przytrafilo mi sie piec lat temu. W lipcu 2010 roku wyladowalam w Anglii, z dwojka dzieci i dwoma walizkami. Nie znalam tutaj nikogo. Oczywiscie w ciagu piecu miesiecy nie poznalam nikogo na tyle dobrze, aby z nimi spedzac Swieta. Ustalajac z ojcem dzieci co robimy zgodzilam sie, aby on mial dzieci od 25 grudnia. Naiwnie myslalam, ze byc moze maz (wciaz jeszcze oficjanie) i jego rodzina zaprosza mnie, chociaz na godzine, zebym nie byla sama. Bo wiedzieli, ze nikogo nie znam. A nikt nie powinien byc sam tego dnia. O naiwnosci ty moja. Ojciec dzieci zebral do samochodu z samego poranka, a ja zostalam w domu. Sama. Wtedy wypilam cala butelke wodki. Szybko. Pijana totalnie  poszlam szukac papierosow (pomimo, ze nie pale, ale jakos tak mnie naszlo…) w lokalnym Tesco (zamkniete, oczywiscie), na stacji benzynowej (tez zamknieta), w jakims barze moze… nic nie bylo otwarte. Ludzi na ulicach tez nie bylo. Wrocilam do domu, bez papierosa, i usnelam na kanapie.

Na drugi dzien obudzilam sie, z olbrzymim kacem, ale za to z zacietoscia, ktora pozwolila mi dokumentnie zapoznac sie z angielskim prawem rozwodowym – dowiedzialam sie wtedy, ze moge sie rozwiezc po szesciu miesiacach mieszkania w Anglii (a nie po roku, jak mnie poinformowal prawnik). W styczniu zlozylam wniosek o rozwod.

To byly najgorsze Swieta w moim zyciu.

W tym roku Swieta z kolei sa najsmutniejsze. Patrze na zdjecia z zeszlego roku, na cudowne chwile, ktore dzielilysmy ze wspanialym czlowiekiem, ktorego juz nie ma. Wiedzialam, ze bedzie mi smutno. Ale nie myslalam, ze bedzie mi az tak zle.

Nigdy nie lubilam Swiat. Ok, moze jako dziecko, ale pozniej juz nie. Glownie ze wzgledow logistycznych – rodzina rozsiana po calym swiecie, ciezko zorganizowac jakis sensowny podzial wizyt. Nie wyglada mi na to, ze w najblizszym czasie Swieta polubie. Byc moze w przyszlym roku zrobie to, co sprawdzalo sie najlepiej do tej pory  – wyjade do cieplych krajow.

Balwany!

Kto lubi snieg? Ja nie. Najwspanialsze Swieta zawsze mialam w cieplych klimatach, ze sloncem, a nie sniegiem. Prosze bardzo, mozecie mnie zlinczowac. Nie lubie zimy, nie lubie zimna, nie lubie sniegu. I tak, jak najbardziej, pochodze z Polski (bo to standardowy komentarz, gdy mowie, ze nie lubie zimy, to: Ale przeciez Ty jestes z Polski!! – bo w Polsce zimy epokowe, ze sniegiem i niedzwiedziami polarnymi. Ok, moze nie az tak bardzo, ale w porownaniu z tutejszymi 10 stopniami, temperatury polskie typu -10 to powazna sprawa).

Osobiscie od sniegu zdecydowanie wole biala czekolade. W sumie bialej nie lubie tak bardzo, ale balwany czarne byc nie moga, wiec jest biala czekolada.

A mowie o tych balwanach:

20151220_12.34.44

Balwany maja glowy wypelnione skittles (groszkami kolorowymi), wiec miejmy nadzieje, ze jak mu sie glowe rozlupie (brzmi brutalnie!) to groszki sie rozsypia kolorowym dywanem.

O oto jak powstaly balwany (przy pomocy mojej i Oli):

1. Roztopilysmy biala czekolade. Wczesniej kupilam gumowe okragle foremki, takie jak w tym linku. Lyzeczka posmarowalysmy foremki czekolada. Gdy zastygla, druga warstwa. Porada: koncowa warstwa czekolady powinna byc dosyc gruba, bo inaczej puste polowki czekoladowe beda pekaly.

2. Po wyjeciu czekoladowych ‘miseczek’ z foremek wypelnilysmy jedna polowke groszkami, pozniej druga polowka przykrylysmy, i skleilysmy polowki roztopiona biala czekolada (paluchem wystarczy posmarowac, i sie skleja).

3. Na papierze do pieczenia roztopiona czekolada narysowalysmy roztopiona dolna czesc balwana, polozylysmy na niej ‘glowe’, z patyczkow czekoladowych zrobilysmy rece, z groszkow guziki, a kapelusz (tez sklejony roztopiona czekolada) powstal z ciastek czekoladowych oreo i z czekoladowych guzikow.

I tyle. Czasochlonne, ale dosyc latwe i niedrogie, a ile przy tym zabawy!

Wideo z instrukcjami tutaj.

Jak wygladal Jezus

Gdy slyszysz slowo ‘Jezus’, to jaki obrazek pojawia Ci sie w glowie? Zaloze sie, ze cos w tym stylu:

 

 

Jesus

 

Taki europejsko wygladajacy mlody mezczyzna, z niebieskimi oczami i calkiem przystojnie wygladajacy….

A tymczasem.

Plec brzydka z rejonow Galilei (teraz polnocny Izrael) w czasach, gdy Jezus chodzil po ziemi, w ogole tak nie wygladala.

W 2002 roku Richard Neave, ekspert of rekonstrukcji twarzy, stworzyl trojwymiarowy model typowego mezczyzny zyjacego w czasach i okolicach Jezusa.

A wygladal on tak:

 

CV-bIU4VEAAT54b

No i co Wy na ten temat sadzicie? Moja pierwsza mysl byla taka: No rzeczywiscie, przeciez to ma sens! Ale domyslam sie rowniez, ze Polakom trudno byloby czcic Jezusa, gdyby taki Jego wizerunek mieli w glowach. Oczywiscie mozemy sobie wyobrazic, ze Maryja rowniez wygladala nieco inaczej niz sie nam wydaje…

Dla spragnionych wiedzy i szczegolow, artykul oryginalny jest tutaj (po angielsku).

Zyc trzeba

Moj pies jest nieco zmieszany ostatnio. Nie bardzo rozumie, dlaczego jego pani wyrobila sobie nawyk wieczornego szlochania na kanapie. Psisko stara sie jak moze naprawic to, czego nie rozumie. Wlazi na kolana, lize mnie po twarzy, patrzy miloscie i czeka na polecenie – co mam zrobic, zeby Ci bylo lepiej? stara sie pytac.

Zrobic nic nie mozesz, piesku. Chociaz wydaje sie to niemozliwe, a jednak. Swiat sie kreci jak sie krecil, slonce wschodzi codziennie, codziennie dzieci jada do szkoly, ja do pracy, jemy sniadania, obiady, i kolacje. Ludzie sie smieja, dzieci sie bawia, wszystko jest dokladnie takie samo. Tylko ze nie jest. I nigdy juz nie bedzie. Ludzie gdy odchodza, pozostawiaja po sobie pustke, ktora trudno jest wypelnic.

Ale rano znow trzeba wstac.

Czasami trzeba pojechac z dzieckiem do szpitala. No wlasnie. Podziele sie z Wami najnowszym rozwojem wypadkow w zyciu Oli.

Tak w skrocie dla tych, ktorzy nie wiedza.

Ola ma pierwotna dyskineze rzesek (po angielsku primary ciliary dyskinesia, lub w skrocie PCD) – rzadka chorobe genetyczna, ktora jest bardzo podobna do mukowiscydozy – atakuje pluca. Dla zainteresowanych choroba w przyjazny sposob jest opisana przez pewna mame.

Do tej pory robila codziennie inhalacje, cwiczenia na pluca, i generalnie byla zdrowa.

Ale podczas ostatniej wizyty w szpitalu okazalo sie, ze w plucach i w nosie wyhodowala sobie paskudna bakterie zwana pseudomonas. Pseudomonas (paleczka roby blekitnej, jaka piekna nazwa dla paskudnej bakteriii) jest niezwykle odporna na antybiotyki, za to swietnie sie rozprzestrzenia i mnozy jak szalona. No i wyczytalam, ze ‘dramatyczna sytuacja wystepuje u pacjentow z muko, czesto zakazonych tak odpornymi szczepami, ze pomoc im jest zupelnie niemozliwa’.

Ale staramy sie walczyc z pseudomonas. Ola robi teraz trzy inhalacje dziennie, przy czym dwie z nich sa z antybiotyku atakujacego bakterie. Do tego przyjmuje antybiotyki doustnie – dwa rodzaje, oraz bierze srodek ze sterydami i jeszcze jeden taki na rozszerzenie oskrzeli.

Tak, Swiat sie kreci jak sie krecil, codzienne problemy nie chca magicznie zniknac i trzeba sie z nimi zmagac, zyc trzeba.

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski

Jak naprawic psa

Ola przyniosla do domu gliniana wersje Piegusa (naszego psa), ktora ulepila z dziadkiem. Niestety, Piegusowi urwala sie noga.

Dziecko z ufnoscia przyszlo do swojej ulubionej matki (ulubionej, bo innej nie ma, z braku wyboru Matka zostaje Matka Roku co roku) i poprosilo o przyklejenie nogi.

Matka super klej wziela, z zapalem zlapala psa, zeby mu lape przykleic.

Niestety. Urwalo sie ucho.

Ola nie rozumiala, dlaczego matka zaczela sie smiac. Humor calej sytuacji jakos jej bokiem przeszedl. Dziecko siedzi z buzia w podkowke, i nieufnie patrzy na matke, ktora przekonuje, ze nie szkodzi, ucho tez sie przyklei!

Nawet nie wiem, jak to sie stalo. Kiedy z najwieksza uwaga, starannoscia i delikatnoscia podnioslam psa, zeby mu ucho przykleic, ogon tez odlecial.

Ola zanosi sie lzami. Matka zanosi sie smiechem.

Biedny pies, przyszedl do szpitala ze zlamana lapa, i zamiast sie wyleczyc to stracil ucho i ogon…

Kiedy ostrzeglam Ole, ze moze powinna Piegusa zabrac z moich dloni zanim straci kolejne czesci ciala Ola niesmialo rowniez sie usmiechnela. I chociaz psa udalo sie posklejac, i Ola cala sytuacje uznala – w koncu – za dosyc zabawna, mysle, ze Szpital Matki pozostanie pusty przez jakis czas….

Czy tesknie?

Czy juz tesknisz za dziecmi? Takie pytanie bardzo czesto slysze od znajomych, kiedy mowie im, ze dzieci sa wlasnie u taty.

Czy tesknie?

Za ciaglymi klotniami? To nie moje skarpetki leza na podlodze!! Zejdz mi z drogi! Nie, nie oddam Ci tej ksiazki! Nie, nie tesknie.

Za ciaglym ‘Mamoooooooo!!’? Mamooo, ona mnie bije! Mamooo, glodna jestem! Mamooo, moge cukierka? Nie, nie tesknie.

Za cialgym balaganem? Okruchami chleba na stole, brudnymi ubraniami na podlodze, pasta do zebow na zlewie, blotem na dywanie? Nie, nie tesknie.

A moze za halasem i krzykami? Nie, tez nie tesknie.

Odpoczywam.

Posprzatam w domu, i mam porzadek. Tam, gdzie poloze, tam lezy. A jak nie poloze, to nie lezy.

Nie musze gotowac.

Nie musze jezdzic do szkoly, na tenisa, do zuchow i na pianino.

Znacie to? Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma dzieci w domu to jestesmy niegrzeczni?

No wlasnie. Jak nie ma dzieci, to przestaje byc samotna, zalatana matka, a staje sie soba. Na tych kilka dni staje sie Sylwia.

I tylko czasami, czasami, gdy jest tak cicho i tak pusto to dociera do mnie, ze moze jednak troche tesknie.

Za mala lapka ufnie wlozona w moja dlon.

Za usciskiem na dobranoc

Za naszymi rozmowami przy obiedzie na tematy wyciagane ze sloika

Za liscikiem: mamusiu, I’m so so so so sorry rze znuf biwam niegzecna (co sie tlumaczy na ‘przepraszam, ze bylam niegrzeczna’)

I za standarodwym ‘Kocham cie!’ i buziakiem gdy wyskakuja z samochodu przed szkola.

Bo jak sie ma dzieci, to zawsze sie ma kogos, kto nas kocha 😉

 

UPDATE: Dzieci wrocily wczoraj. Czy moga juz z powrotem pojechac do taty?