Strat w roku 2025 ciag dalszy….

Zeby nie bylo za wesolo, we wtorek zmarl moj sasiad. Przyjaciel. Phil.

Phila znalam od wielu lat, w sumie odkad zamieszkalam na swojej ulicy. Mial psa, ktory jest w wieku Freksia. Gdy ja potrzebowalam, Phil zajowal sie Piegusem, gdy Phil lecial na Goa ja zajmowalam sie jego psem.

Jesli siebie potrzebowalismy, to wiedzielismy, ze mamy wsparcie… to u Phila na podjezdzie parkowalam swoj samochod, jak nie mial zaplaconego podatku i nie moglam parkowac na ulicy pod domem. A Phil placil za parking na ulicy za swojego wana, po to, abym ja mogla z jego podjazdu korzystac…

Dwa czy trzy lata temu Phil mial przyjsc na swieta do nas, ale jakos tak nie wyszlo, czy to Covid, czy inne chorobsko…

W tym roku Phil sie bardzo cieszyl na kapuste z grzybami. W ramach podziekowania za podjazd obiecalam mu ta kapuste. Mowil o niej kilka razy w tygodniu, bardzo sie cieszyl.

Phil mial ciezki rok tez. Latem zmarla mu mama. Dwa miesiace pozniej zdechl jego ukochany pies. Od tego czasu Phil sie tak naprawde nie pozbieral. Pil coraz wiecej, przewracal sie… w czwartek czy piatek zlama reke spadajac ze schodow.

Byl samotny. Byl nieszczesliwy. Ola zadzwonila do niego pewnego dnia. Jak on bardzo sie cieszyl… mowil o tym wiele razy w ciagu ostatnich tygodni. Zaprosila go na Wigilie. Potwierdzilam, jak z nim rozmawialam… znow powiedzial, jak sie nie moze doczekac sprobowac tej kapusty z grzybami…

Zadzwonil do mnie w sobote. Nie odebralam. Zostawil wiadomosc, cos na temat prezentow.. nie bardzo rozumialam, Phil byl bardzo pijany i nie mowil wyraznie.

We wtorek nastepnego tygodnia spadl znow ze schodow. Nie mial reki, nie mogl sie zlapac. Nasza kolezanka znalazla go o 15, na dole schodow. Juz nie zyl.

Wciaz w to nie wierze. Wciaz mysle, ze moglam zrobic wiecej.

2025 jest rokiem przekletym, wszystko, co ostatnio opisalam… biedna Zuzia doswiadczyla 4 smierci w ciagu drugiej polowy tego cholernego roku (jej prababcia, ciocia – moja siostra, Phil i wczoraj sie dowiedziala, ze jej przyjaciel ze studiow… ktory mial slub brac za kilka miesiecy…). Wczoraj powiedziala: moze ja cos zrobilam, ze tak smierc przyciagam, ze wszyscy dookola mnie umieraja, i to jest moja kara.

To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze zniesmiemy… tylko kiedy ‘duzo’ zaczyna byc ‘zbyt duzo’.To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze

Status Mamy w Anglii oraz NFZ

Nie pamietam, czy pisalam, ale jesli nie, to tak w skrocie.

Odkad Dagmara zmarla, ja przejelam opieke nad Mama. A Mama opieki potrzebuje non stop, nie ma mozliwosci, aby sama mieszkala. Lekow sama nie wezmie, jesc sobie nie zrobi, pamiec krotko i srednioterminowa w ogole jej nie dziala, przepala czajniki, bo wstawia bez wody, i zapomina, ze wstawila, no generalnie jest jak male dziecko.

Oczywiscie ja do Polski nie moge sie przeprowadzic, wiec Mama musi mieszkac ze mna w Anglii. A ze Anglia nie jest w Unii Europejskiej, wcale tak latwo nie jest tutaj teraz sie osiasc.

Zlozylam wniosek o wize, ktory kosztowal ponad £1000 – ze na podstawie, iz Mama potrzebuje ciaglej opieki. Ale na szczescie zapytalam na facebookowym forum Polakow mieszkajacych tutaj w okolicy, i powiedzieli mi, abym ta wize odwolala (na szczescie zwracaja pieniadze), bo malo kto ja dostaje, i ze moge sie ubiegac o status osoby osiedlonej (lub raczej tzw. pre-settled status) – poniewaz ja mam prawo zostac w Anglii na zawsze (unlimited right to remain), moge sie ubiegac dla mamy na podstawie, ze wymaga opieki, i na podstawie laczenia rodzin.

Aby ten wniosk zlozyc powiedziano mi, ze musze byc w Polsce do czasu uzyskania decyzji (dlatego bylam w Polsce przez kilka miesiecy). Wniosek zlozylam, zalaczylam wszelakie dokumenty, ktore Polacy z forum poradzili abym zalaczyla (akty urodzenia, pokazujace zwiazki rodzinne; akt malzenstwa, bo zmienilam nazwisko; listy od lekarza, pokazujace, ze jest chora i wymaga opieki; dokumenty potwierdzajace jej niepelnosprawnosc… wszystko tlumaczone przez tlumacza przysieglego).

Wniosek jest darmowy, zlozylam, i tylko trzeba bylo czekac.

Po 2 miesiacach dostalam maila, potwierdzajacego, ze aplikacja zostala przyjeta. Od tego czasu mama moze przebywac w Anglii tak, jakby miala pre-settled status, moze pracowac, uczyc sie, korzystac ze sluzby zdrowia – wszystko tak, jak ja.

Wrocilysmy do Anglii. Wczoraj, czyli mniej wiecej miesiac od maila Mama dostala status osoby osiedlonej (pre-settled, ktory nieco sie rozni od settled – glownie tym, ze musi byc w Anglii 30 miesiecy w ciagu 60 miesiecy aby nie stracic statusu. Osoba totalnie osiedlona – settled – nie ma takiego wymogu).

Wiec juz oficjalnie Mama moze kozystac ze sluzby zdrowia, oraz ze wszelakich zasilkow, ktore przysluguja Anglikom lub osiedlencom.

Szczerze mowiac troche mnie to dziwi, poniewaz Anglia tak bardzo chciala ograniczac imigracje, wyszli z Unii, nalozyli rozne utrudnienia, a tu prosze, aplikacja zlozona, i jeszcze PRZED decyzja osoba moze ze wszystkiego korzystac…

Ale nie bede narzekala. Dla mnie najwazniejsze jest, ze Mama moze ze sluzby zdrowia korzystac, co w jej przypadku jest bardzowazne.

Wrocilysmy do Anglii w sobote.

To byl poniedzialek, lub wtorek. Mama stoi w kuchni, Zuzia siedzi i pracuje, ja stoje obok Mamy.

Slabo mi, mowi Mama, i opiera sie o blat.

W nastepnej sekundzie zaczyna sie osuwac. Dobrze, ze stalam obok niej, troche upadek zlagodzilam, kto wie, co by bylo, jakby wyrznela na podloge, uderzyla glowa o blat stolu… szczescie w nieszczesciu przyslowiowe.

Lezala nieprzytomna przez chwile, ale zaraz otworzyla oczy, i zdezorientowana pyta: co sie stalo? co sie stalo?

Sprobowalam ja posadzic (na podlodze). Jak tylko usiadla, znow sie osunela. Dostala drgawek, twarz biala jak papier, usta sine, otwarte, nie oddycha … zaczelam krzyczec, ODDYCHAJ! ODDYCHAJ!

Naprawde myslalam, ze to jest ostatnia minuta jej zycia – wygladala jakby wlasnie zycie z niej wychodzilo..

Zuzia dzwoni na pogotowie, ja przerazona (po tym, co sie stalo 3 lata temu, jak Mama miala to samo, i potem ja reanimowali przez ponad godzine, i jak wtedy tez myslelismy, ze to juz koniec…), przygotowuje sie do robienia reanimacji…

Po kilku minutach – najgorszych minutach w moim zyciu – Mama sie ocknela, znow, nic nie pamieta, nie wie, co sie dzieje… kazalam jej lezec, i sprawdzilam, czy to nie jest czasem wylew – FAST, czyli

  • F face (czy jedna czesc twarzy nie opadla – wydawalo mi sie, ze troche tak, ale nie az tak bardzo),
  • A arm (czy mozna podniesc reke do gory? czy nie opada i nie jest bezwladna?)
  • S speech (czy osoba moze normalnie mowic)
  • Time (czyli jesli ktorekolwiek z objawow mozna zauwazyc, trzeba natychmiast dzwonic po pogotowie).

Objawow nie bylo, ale karetka w drodze. Przyjechali po 20 minutach – to szybko, aczkolwiek jesli Mama nie odzyskalaby przytomnosci, to by bylo o 15 minut za pozno.

Zbadali krew, cisnienie, cos tam jeszcze, i postanowili, ze ja do szpitala zabieraja.

Pojechalysmy. Mama byla w szpitalu 2 dni. Zrobili jej tomografie glowy (ok), mierzyli cisnienie (niskie), EKG serca (w normie), nie pamietam, co tam jeszcze.

Zrobili przeglad lekow (Mama na tych samych jechala, ktore jej przepisali 3 lata temu po szpitalu), i kazali przestac dawac Memotropil (lek przepisywany w Polsce, na pamiec, w Anglii nie jest zatwierdzony do uzytku) oraz leki na obnizenie cisnienia (bo juz ma niskie).

Nikt nie zapytal o to, czy ma ubezpieczenie zdrowotne, czy moze z niego korzystac… (to bylo zanim Mama dostala status, a po tym, jak dostalam maila, ze aplikacja jest dostarczona i mozna korzystac ze sluzby zdrowia). Kazali zapisac sie do lekarza ogolnego.

Zapisalam. Znow, nikt nie zapytal o to, czy ma prawo, po prostu ja zapisali… ma prawo, ale czy osoby, ktore nie maja, tez tak moga sie po prostu zapisac? Nie wiem.

W tej chwili Mama ma prawo do opieki medycznej, darmowych lekow (jesli ma sie przewlekle choroby, lub jest sie niepelnosprawnym, dzieci, kobiety w ciazy, ludzie na zasilkach – wszyscy maja leki za darmo. Okolo 89% ludzi tutaj ma recepty za darmo. Rowniez np. leki antykoncepcyjne lub leki przepisane w szpitalu sa zawsze darmowe dla wszystkich).

Jesli nie, placi sie ustalona, stala kwote za lek, £9.90 bez wzgledu na to, ile ten lek kosztuje.

Ludzie narzekaja na NHS (National Health Service, odpowiednik NFZ), i tak, czeka sie bardzo dlugo, i tak, umowic sie na wizyte do lekarza ogolnego graniczy z cudem, ale jesli cos powaznego sie dzieje, to naprawde uwazam, ze NHS stoi na wysokosci zadania…

Mama ma sie teraz lepiej, ale to takie zycie na bombie – zrobila sie blada, czy znow straci przytomnosc? Dostala zadyszki, czy aby na pewno wszystko w porzadku?

Takie byly pierwsze dwa tygodnie od mojego powrotu do Anglii… A teraz nadchodzi Boze Narodzenie, wiec znow sobie nie odpoczne!

Jak mnie Anglia przywitala po powrocie z Polski, czesc 2.

Samochod zalatwiony.

Jednoczesnie musze sie uzerac z tym, co w domu.

Jak bylam w Polsce, okazalo sie, ze wielki problem mamy ze szczurami. Slychac bylo jak kwicza za sciana w toalecie (pomiedzy moja a sasiadow sciana). Ryz, kasza, makarony, kostki rosolowe – cale jedzenie w szafce pogryzione, puste paczki pozostawaly (poczatkowo Zuzia myslala, ze moja mama zjadla makaron, a puste opakowanie zostawila…)

Razem z sasiadami wzielismy szczurolapa (fletu nie mial…). Porobil co mial zrobic, ja kupilam pulapki, kazalam Zuzi wylozyc, pozatykac dziury szklana wata (??), pochowac jedzenie. Malo to dalo, szczury wciaz byly, raz Zuzia znalazla olbrzymiego w szafce…. no i gowienka ciagle sie nowe pojawialy.

Uwaga, drastyczne zdjecie, oto, co Zuzia znalazla w szafce (pewni najadl sie trutki, i nie zdazyl uciec z powrotem w rury, zdechnal w szafce podczas uczty).

Szczurolap wrocil ponownie, nowe trutki w rurach wylozyl, cos tam jeszcze zrobil. Bedzie ok, mowi.

Pierwszy weekend po powrocie do Anglii spedzilam sprzatajac kuchnie – wszystko musialam wyjac, umyc, wydezynfekowac, wyrzucic to jedzenie, ktore szczury mogly dotknac… (jak do tej pory odpukac, sladow nowych szczurow nie widze).

Ale jednoczesnie okazalo sie, ze rura w toalecie jest totalnie rozwalona, wszystko z toalety zamiast rurami to wylewa sie za cysterna w scianie. To by wytlumaczylo smrod, ktory panowal w kuchni. Myslalysmy, ze to od szczurow, a to jednak od rury…

Przyszedl budowlaniec, rure wymienil, wysuszyl to, co tam sie nagromadzilo.

Ale nowy problem sie pojawil (juz byl troche wczesniej, ale teraz sie rozrosl) – pojawily sie muchy: ćmianki (lub muchówki kanalizacyjne).

Setkami codziennie zabijam te muchy, one sa troche lepkie, i zostawiaja po sobie taki klejacy sie brud, troche jak sadza. Codziennie zabijam tych much setki, sciany w kuchni nadaja sie do malowania, a much nie ubywa… pozaklejalam wszelkie otwory, z ktorych moga wychodzic. Wylewam wrzatek do toalety i do zlewow, z plynem do zmywania. Wybielacz. Srodki chemiczne… Nic nie dziala. Mysle, ze jednak bede musiala zadzwonic po profesjonalistow, aby mi sie tych much pozbyli, bo juz nie moge (do toalety doslownie z odkurzaczem wchodze, bo boje sie, ze jak otworze drzwi to mi chmara na twarz sie rzuci – tak zle jest.

Pamietajcie, ze samochod, szczury, muchy – to wszystko dzialo sie w pierwszych dwoch tygodniach od powrotu. Do tego doszla organizacja naszego corocznego wielkiego spotkania dla naszych czlonkow (w pracy) – w czwartek mielismy, wiec to jest rowniez totalne urwanie glowy!

A na temat mamy napisze w kolejnym poscie, bo to tez mi sie na glowe zwalilo. Wyladowala w szpitalu.

Jak mnie Anglia przywitala po powrocie z Polski, czesc 1.

Ach, jakie to bylo kilka tygodni! Teraz juz troche ochlonelam, wiec moge sie zebrac aby napisac, ale jak to mowia Anglicy, when it rains, it pours, czyli nieszczescia chodza parami, albo kiedy sie wali, to na calego.

Wrocilam z Polski mniej wiecej 4 tygodnie temu.

Sobota.

Otwieram poczte, a tam mandat. £100. Za zle parkowanie. Dalej idziemy, a tam kolejne przypomnienie o mandacie. I kolejne, ze nie zaplacilam, zatem teraz kwota wzrosla do £170. Ale na tym sie nie konczy, dalej idzie list od windykatora dlugow, ze nie place, wiec teraz moj dlug stal sie ich problemem.

Dzwonie do nich, wyjasniam sytuacje, ze nie bylo mnie w Anglii przez kilka miesiecy. Ok, przeslij dowod, np. bilety lotnicze, to zmniejszymy ten dlug do stowy ponownie. Ok, to juz jest cos.

Ale cos mnie tknelo, i mysle sobie: przeciez ten pub (bo mandat dostalam za parking przy pubie) ma parking dla klientow. W dodatku wystawilam niebieska karte mamy. Zadzwonilam zatem do pubu, i pytam:

  • Wy oferujecie parking dla kilentow, tak?

Widocznie musi to byc czesty problem, bo od razu mowi: mandat dostalas? No tak, dostalam.

Okazalo sie, ze powinnam zarejestrowac samochod w pubie. A jak sie tego nie zrobi, to wala mandaty. Problem w tym, ze nie jest to nigdzie (wyraznie lub nie, nie ma po prostu) napisane. Wiele ludzi sie na to lapie, i pewnie niektorzy placa.

Poprosil mnie o przeslanie mandatu, i powiedzial, ze sie tym zajma, i anuluja mandat.

Po kilku tygodniach (i telefonach ode mnie) dostalam wiadomosc od pubu, ze mandat zostal uniewazniony. Zalatwione.

Wciaz sobota.

Ale to nie koniec klockow z samochodem. Dostalam rowniez pismo, ze moj podatek drogowy nie jest oplacony. Bez tego podatku samochod nie moze stac na drodze publicznej, moga go odholowac, dac mandat, etc. (podatek skonczyl sie miesiac wczesniej, ja mieszkam w centrum miasta, i parking jest na ulicy przed domem, i tak dobrze, ze przez ten miesiac nikt nie zauwazyl, ze bez podatku oplaconego stoi!).

Zabieram sie do placenia podatku, ale sie okazuje, ze przeglad coroczny (MOT) rowniez sie skonczyl.

A bez przegladu nie oplace podatku.

A najblizszy przeglad dostepny dopiero za tydzien!

Poniedzialek.

Zadzwonilam do DVLA (Driver and Vehicle Licencing Agency – czyli taka centralna agencja rzadowa, ktora zajmuje sie rejestracja pojazdow i kierowcow w calej Wielkiej Brytanii. Rejestruja pojazdy, wydaja prawa jazdy, pobieraja podatki drogowe, maja wszystkie informacje na temat przekroczen drogowych ludzi, punktow karnych itd. – generalnie wszystko), tlumacze sytuacje: bylam w Polsce. Siostra zmarla. Mama bez opieki. Dopiero wrocilam. Najblizszy przeglad dopiero w czwartek. Czy moze moj samochod postac na drodze do tego czasu?

Nie. Sorki. Bedzie odholowany.

Wiec zaczelam szukac opcji, bo mysle sobie teraz jak juz wiedza, ze stoi bez podatku, to NA PEWNO kogos wysla i mi go odholuja.

Na szczescie jeden z moich znajomych pozwolil mi uzyc swojego podjazdu.

Czwartek.

Jade na przeglad, samochod zadbany, wiec sie nie obawiam, na pewno przejdzie.

Wieczorem ide po odbior, a tu sie okazuje, ze wielki problem – wszystkie swiatla z tylu sa zepsute – zadne nie dziala. No i spryskiwacze na swiatla przednie tez nie dzialaja. Nie przeszlo.

Pytam: ale te spryskiwacze dwa lata temu przeszly, i to u Was, jeden nie dzialal, powiedzieliscie mi, ze jak sie drugi odlaczy, to wtedy jest ok i przejdzie samochod przeglad…? Zasady sie zmienily, teraz nie przejdzie.

Czwartek wciaz.

Dzwonie do salonu Audi umowic wizyte. Dopiero za tydzien. (dopoki nie mam przegladu, nie moge zaplacic podatku za samochod, dopoki nie ma podatku, samochod nie moze stac na drodze… a znajomy placi codziennie za parking abym ja mogla na jego podjezdzie parkowac. No nie jest idealnie). Poza tym autoryzowany diler kupe kasy bierze, o wiele wiecej niz lokalne warsztaty. Szykuje sie na wydatek rzedu £1000, bo jak zadne swiatlo z tylu nie dziala, to powazny problem.

Szukam lokalnych warsztatow, pytam sasiadow o rekomendacje. Wieczorem zadzwonilam do warsztatu tuz obok domu, przyjedz jutro, mowi Josef, spojrzymy.

Piatek.

Podjechalam, i Josef (z akcentu pewnie z Bulgarii lub Rumunii, ale nie zapytalam) wlacza migacze, hamulec przyciska, co tam jeszcze – wszystkie swiatla dzialaja idealnie (z wyjatkiem jednego, ktory wiem, ze mi nawalal juz wczesniej). No nie ma problemu, mowi.

Zostawilam mu samochod, aby wymienil to jedno felerne swiatlo, aby zmienil wycieraczki (ktore tez test oblaly), oraz zobaczyl spryskiwacze na swiatla przednie.

Przychodze po poludniu, wycieraczki zmienione, swiatlo z tylu zmienione, a spryskiwacze w ogole nie byly zepsute, tylko pan mechanik, ktory robil przeglad, nie umial ich wlaczyc.

Rachunek: £150!!

Do tej pory nie wiem, dlaczego zadne swiatlo na przegladzie nie dzialalo (sama widzialam, nie dzialaly!) a na drugi dzien wszystko bylo ok… nie uzywany samochod byl 2 lub 3 miesiace, fakt, ale i tak to nie wyjasnia tej zagadki…

Podjechalam od razu na ponowne testowanie samochodu, oczywiscie zdal tym razem, oplacilam podatek.

Zalatwione.

Dlugi sie post zrobil. Aby Was nie zanudzic, wiecej jutro!

Lekarze

Ok, kolejna rzecz, ktora w Polsce mnie zadziwia, to to, ze do lekarza mozna sie umowic niemalze z dnia na dzien! Dzwonie, i mowie, ze chce wizyte, i mam wizyte u lekarza ogonlego w ciagu tygodnia. W Anglii umowienie sie na wizyte jest prawie niemozliwe, albo oferuja Ci konsultacje telefoniczna za miesiac, albo w ogole za jakies trzy miesiace! Szok..

Druga sprawa. Poszlam z mama do lekarza ogolnego, i poprosilam go o jakies tam oswiadczenie, ze mama kiepsko podejmuje decyzje. Dala sie okrasc swojemu wnukowi, przelala mu trzy tysiace, wszystko, co miala, zostawiajac sobie 300 zlotych – co ani na leki, ani na czynsz, ani na zycie nie wystarczylo. Poszlam na policje, dwa razy, policja stwierdzila: przeciez ona sama taka decyzje podjela, my z tym nic nie zrobimy, chciala, to przelala (co jest nie do pomyslenia dla mnie, bo w Anglii to by od razu bylo potraktowane jako wyzysk osoby niepelnosprawnej). Chcialabym miec na przyszlosc cos, co pozwoli mi chronic mame przed takimi kradziezami, a nie chce jej ubezwlasnowolniac.

W kazdym badz razie, lekarz powiedzial mi: prosze isc prywatnie do neurologa, po takie oswiadczenie. Poszlam, zaplacilam, a neurolog mi powiedzial: prosze isc do lekarza, dostac skierowanie, i jutro do mnie do poradni panstwowej prosze przyjsc. Bo tutaj prywatie to takie oswiadczenie jest malo wazne, panstwowo bedzie wazniejsze, wydam skierowanie na tomologie mozgu, panstwowo sie czeka, ale prywatnie za 500 mozna szybko zrobic… czy to jest normalne?

Jak to dziala w Polsce, bo oczywiscie nie wiem, wiec bladze po ciemku…

Tak to jest w Polsce

Odkad zmarla Dagmara, przejelam opieke nad mama. A to oznacza, ze od 2 miesiecy mniej wiecej jestem w Polsce.

Pare rzeczy mnie zdziwilo.

Przede wszystkim wszystkie sklepy i wszystko generalnie jest zamkniete w niedziele… W Anglii moze sa ograniczone godziny handlowe, ale jednak kazdy sklep jest otwarty, slusarz, szewc, krawiec, cokolwiek. W Polsce, niedziela to martwy dzien, powodzenia jak chcesz kupic pietruszke do kurczaka na obiad.

W sobote mniejsze sklepiki tez sa zamkniete, supermarkety lub sieciowki sa otwarte, ale jak szlam ulicami, wszystko na cztery klodki i bardzo malo ludzi.

Dziwne dla mnie jest rowniez to, ze przewaznie nie mozna dokonywac zwrotow. W Anglii wszystko, co sie kupuje, to jest minimum 2 tygodnie, czesto dluzej, ze mozna oddac rzecz bez spowiadania sie dlaczego. Zmienilam zdanie, moge oddac. W Polsce wiekszosc sklepow zwrotow nie przyjmuje. Ale.

Kupilam wzmacniacz sygnalu do internetu w Media Expert, ktory niestety nie dzialal. I jak chcialam oddac produkt w sklepie, to zapytali, czy chce gotowke, czy na karte zwrot. W Anglii to nawet nie byloby pytanie, placisz karta, dostajesz na karte… tutaj moglam o gotowke poprosic. Co wiecej, zaplacilam 69.99 zlotych a oddali mi 70, w Anglii w zyciu to by sie nie stalo!

Kupilam przez internet perfumy polskiej firmy, niszowe. Podalam numer swoj telefonu, angielski. Nie przyjeli zamowienia, wymagaja polskiego numeru telefonu – bardzo to dziwne, pierwszy raz sie z tym spotkalam. Aczkolwiek musze przyznac, obsluga byla bardzo mila, bardzo ‘osobista’, nie jakies boty ale prawdziwe osoby piszace do mnie i tlumaczace, ze polski numer jest wymagany. (perfumy bardzo fajne, wlasnie je testuje).

Kolejna sprawa, zginal klucz do skrzynki do listow – mowiac ‘zginal’ jestem dobroczynna, bo wiem, ze starszy syn Dagmary go zabral. Zadzwonilam do wszystkich slusarzy w miescie mamy, kazdy powiedzial, ze tego nie da sie ogarnac. Obejrzalam kilka filmikow na youtube, bardzo latwo da sie to ogarnac, a co wiecej kosztuje to tylko ze 30 zlotych za nowy zamek.

Przejscia dla pieszych! Ozesz bozesz! normalnie kazdy samochod sie zatrzymuje jak zblizam sie do pasow!!! Na pasach na slepo mozna wlazic, i samochody sie po prostu zatrzymuja. To jest niesamowite! Tak, wiem, ze takie jest prawo, ale mimo wszystko. I tak dziekuje kierowcom, bo ja jestem kierowca i wkurza mnie, jak piesi lub rowerzysci wlaza na ulice tak po prostu, wiec doceniam, i dziekuje.

Waciki do uszow. Musialam odwiedzic kilka supermarketow aby znalezc waciki do uszow. I wybielacz gesty. Nie dziwi mnie teraz, ze Mamusia zawsze prosila o wybielacz z Anglii….

Herbata! Bozesz, ja lubie mocna herbate, herbata, ktora mama miala byla totalnie do dupy. Kupilam Liptona, mysle, bedzie lepszy. A gdzie tam! Takie same siki babci Weroniki (czy ktos tak jeszcze mowi? 🙂 ) Nastepnym razem bede musiala przywiezc z Anglii, ja pije Yorkshire Tea, i mama zawsze mnie prosila, abym przywozila, teraz juz wiem, dlaczego…

Wino. Wino jest drozsze od wodki. Za butelke wina trzeba zaplacic tyle, co za pol litra wodki. Nie do pomyslenia w Anglii. Albo ze w miejszych sklepikach jest tylko wino slodkie, i jak sie chce wino wytrawne to nie ma, albo jak jest to kosztuje dwa razy tyle, co pol litra wodki (szok!).

Reklamy w telewizji. Godzinny program ma minimum pol godziny reklam. I wiekszosc to medykamenty lub srodki medyczne/ziolowe na wspomaganie roznych schorzen lub bolaczek. W Anglii tez sa reklamy, ale po pierwsze o wiele mniej, po drugie nie ma zadnych reklam produktow medycznych.

Ludzie. Musze przyznac, ze ludzie w Polsce, przynajmniej moze mlodsi, sa o wiele fajniejsi niz byli w przeszlosci. Sa bardziej otwarci, bardziej przyjacielscy. Poszlam odebrac paczke, i tuz pod paczkomatem zdalam sobie sprawe, ze mi sie skonczyl internet, wiec nie moglam sie polaczyc, aby sprawdzic kod do paczkomatu. Chlopak z firmy dostawczej akurat stal i paczki wkladal, poprosilam go o internet, bez problemu, dal, super, z usmiechem i skierowal mnie do wlasciwego paczkomatu (bylam przy niewlasciwym)! Szukalam sklepu w niedziele (znow, nie mam internetu), zapytalam przechodnia na ulicy, wszystko z siebie dal aby mi pokazac, gdzie jest otwarty sklep. Nawet babcie w beretach czasami pokazuja cos co moze usmiech przypominac 😛

Paznokcie! (sztuczne) Kosztuja tyle, co w Anglii, ale jak dziewczyny robia tutaj w Polsce to nie ma porownania! Skorki, caly manicure, i paznokcie trzymaja sie minimum miesiac, proces zajmuje okolo 2 godzin. W Anglii walna w ciagu 30 minut, kosztuje tyle samo, i paznokcie odpadaja po 2 tygodniach…

Musze przyznac, ze zycie w Polsce to dla mnie jak zycie na innej planecie. Odwiedzalam, ale nigdy tak naprawde przez ostatnie 20 lat nie mieszkalam w Polsce. Nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo jestem odcieta od polskiej realnosci, od rzeczywistosci, od stylu zycia…

Co wiecej… zawsze mowilam, ze nie wyobrazam sobie powrotu do Polski, zycia tutaj…

Teraz, po dwoch miesiacach zycia w Polsce… nie wiem. Byc moze zycie w Polsce ma swoje zalety. Byc moze moglabym sie tutaj odnalezc….

Jestem slawna! (ok, prawie)

Dawno temu zapisalam sie do programu, gdzie od czasu do czasu wysylaja mi probki produktow do testowania. Nigdy nie wiem, jakiej firmy to jest produkt, jak sie nazwya, nie wiem nic z wyjatkiem do czego sluzy, i jak go uzywac – na przyklad szampon oczyszczajacy, lub krem nawilzajacy. Musze wypelnic ankiete na poczatku testowania, i pozniej na koniec, zazwyczaj po 2 tygodniach.

Jakis czas temu dostalam krem na czerwone krostki na ramionach (keratosis pilaris KP po angielsku). Wyslalam im zdjecie przed, po tescie wyslalam im kolejne zdjecie. Efekt byl zdumiewajaco dobry, nawet mnie zaskoczyl, bo ja generalnie nie wierze, ze kremy moga az tak bardzo cokolwiek zmienic. Odpisali mi, czy moge ponownie zdjecie wyslac, bo to zdjecie ‘po’ albo bylo wyretuszowane, albo w zlym swietle zrobione.

Zrobilam zdjecie ponownie, i im wyslalam. Zapytali, czy moga wykorzystac zdjecie do celow marketingowych dla Boots (to taka siec drogerii/aptek w Anglii, odpowiednik moze Rossmanna?), powiedzialam, ze a jak, prosze bardzo, mi nie przeszkadza. Podpisalam dokument, w ktorym za £1 zrzeklam sie praw autorskich do zdjecia, i bylo po sprawie.

To bylo w listopadzie 2023 roku.

Przedwczoraj w Boots zaczelam szukac produktu na KP, i znalazlam krem, ktorego opis brzmial dokladnie jak produkt, ktory testowalam w 2023. Z nowej linii produktow na czerwone krostki.

Kupilam.

Produkt przyszedl, i nie moglam wlasnym oczom uwierzyc! Na pudelku kremu sa zdjecia mojego ramienia! Przed i po! No po prostu nie moglam uwierzyc! Zaraz odszukalam swoje zdjecia, no i wypisz wymaluj, moje! Ze sladem po szczepionce i kazda krostka! Z wielu osob testujacych wybrali akurat moje zdjecia 🙂

Teraz na milionach pudelek w calej Wielkiej Brytanii swieca moje rece z krostkami i bez!!!

Ponizej pudelko z kremem i moje zdjecia na dole pudelka, na ekranie komputera moje oryginalne zdjecie, ktore wyslalam, a w tle ja z ucieta twarza, na ktorej byl wyraz niedowierzania.

Produkt nazywa sie Derma Care, KP Exfoliating Cream z Boots, ktory obiecuje eksfoljacje obumarlego naskorka i poprawe wygladu skory ktora jest szorstka i ma krostki.

To nie jest post sponsorowany, po prostu chcialam sie z Wami podzielic tym, ze moje zdjecie zostalo wykorzystane na kremie dostepnym w calym kraju! 😀

Tak sie naszukalam….

Przywiozlam Mamusie do siebie do Anglii, i musze ustalic jakis plan akcji – moze tutaj byc max 180 dni w roku, ja oczywiscie mam prace, dom, dzieci, zycie, wiec nie moge do Polski sie przeniesc. (dla tych, ktorzy nie wiedza, po wypadku 3 lata temu Mamusia wymaga stalej opieki, nie ma pamieci w ogole – prawie. Dagmara sie nia zajmowala).

Zaczelam proces wizy – na podstawie tego, ze potrzebuje ciaglej opieki, i ze w Polsce nie ma jej kto tego dostarczyc. To takie tam, obowiazki.

Ale dzisiaj troche na wesolo.

Mamusia ciagle zapomina, co gdzie ma. Juz zdazyla zgubic torebke (powiesila ja pod prysznicem), jedna kule (do tej pory nie wiemy, gdzie jest), i codziennie pyta, gdzie jest jej portfel (ktory zostawila w Polsce, bo nic w nim nie miala).

Wczoraj chcialam zlapac dokumenty medyczne Mamusi, aby wyslac je do tlumacza przysieglego. Szukam, i szukam, wiem gdzie byly, ale ich nie ma! Szukajac dokumentow zgubilam swoje sluchawki (iPody).

Caly dom wysprzatalam, szukajac tych dokumentow i sluchawek. Przelecialam wszystkie pokoje minimum trzy razy. Ze cztery godziny stracilam na szukanie – zwlaszcza tych sluchawek, bo drogie… zaswiadczenie od lekarza zawsze moge ponownie wziac, chociaz doda to czasu i pieniedzy na podroze do mojego miasta rodzinnego.

Nawet wyjelam smieci z kosza, myslac, ze moze przez przypadek te sluchawki wrzucilam. Mamy takie olbrzymie 240 litrowe kosze – jeden do recyclingu, i jeden na odpady ogolne. Rzeczy z recyclingu powyciagalam pojedynczo, ok, no nie tak zle…. ale te odpady ogolne, 2 tygodnie torebek z psimi kupami, obslizgle obrzydlistwa, smrod i muchy. A ze kosze wysokie, to czesc wysypalam na folie, ale i tak do kosza musialam zanurkowac.

Sluchawek ani widu, ani slychu.

Poszlam spac zmeczona jak nie wiem co.

Rano schodzac na dol wzielam paste do zebow do lazienki Mamusi. Ja patrze, i co widze? Obok toalety leza moje sluchawki…. No w zyciu by mi nie przyszlo, aby w toalecie Mamusi sprawdzac, czy sluchawki sa, bo nie korzystam z tej toalety!

Mamusia sie obudzila, schodzi na dol, widzi sluchawki na stole i pyta: o, a gdzie byly? (o dziwo pamietala, ze szukalam wczoraj). Mowie, u Ciebie w lazience… teraz jeszcze tylko te dokumenty musze znalezc…

Mamusia otwiera pokrowiec na telefon, wyciaga dokumenty, i mowi: no przeciez tutaj sa!

No zesz! To jak Cie pytalam wczoraj, to nie moglas powiedziec? Kilka godzin czasu i stresu bys mi oszczedzila!

A Mamusia na to: Ale mnie wczoraj nie pytalas! A potem dodaje: to daj mi te dokumenty ja je schowam, to na pewno nie zgina!

Jak mam cos cennego to Mamusi powinnam dac na przechowanie! Nie zginie, tylko nie wiadomo, kiedy sie znajdzie

Dagmara

Dagmara.

Urodzila sie w 1979 roku… z nas dwoch to ona zawsze byla ta popularna osoba. Ona miala grono znajomych, kolegow, lubila wychodzic, miala z kim wychodzic. Powinno byc na odwrot, ale to ja, starsza siostra, blagalam ja, czy moge na doczepke z nia wychodzic. Uciekala, nie chciala 🙂 A ja za nia biegalam… och, mlodosc.

Ja siedzialam w domu i ksiazki czytalam, a Dagmara byla dzika dusza, zawsze ja gdzies nosilo, zawsze cos robila… Rajzer… tak sie okreslala sama.

Czesto zadawala sie ze zlym tlumem… jej pierwszy chlopak, przystojny jak nie wiem co, ale chodzili razem i kradli ze sklepow… on skonczyl w wiezieniu. Nie wiem, za co. Drugi chlopak byl porzadny, ale dlugo nie wytrzymal, pewnie byl za nudny…

Dagmara.

Jak miala 19 lat zaszla w ciaze. Wyszla za maz, w dniu slubu jej maz podbil jej oko. Za stodola ja pobil. Wytrwala z nim jakis czas, bita, ponizana. W koncu sie rozwiedli. On sobie znalazl nowa rodzine – nie wiem, czy sie zmienil, i swoja nowa zone bil tez, czy nie. Zmarl kilka lat temu, mlodo, problemy z nerkami mial i mial dialize przez kilka lat…

Dagmara.

Pozniej zwiazala sie ze swoim kolejnym partnerem, i urodzila kolejnego syna. Razem zyli, razem sie kochali, razem pili, i razem sie bili. Raz pamietam on ja zamknal na klucz w domu i zabronil jej wychodzic… W pewnym momncie przeprowadzila sie do mamy ale wciaz i wciaz do niego wracala. Do samego konca…

Dagmara.

Zawsze kochala dzieci. Swoje, i moje. Utulala i kochala moje dzieci jak swoje wlasne. Ukochana ciocia byla, ktora oddalaby wlasna skore. Sama nic nie miala, ale jak byly urodziny to jedyny swoj pierscionek dala mojej corce w prezencie…

Dagmara.

Gdy mama dostala zawalu i stracila pamiec i to byl moment kiedy wymagala stalej opieki, Dagmara przejela role opiekunki. Czy byla swietna opiekunka? Nie. Ale byla, i robila co mogla.

Dagmara.

Bylysmy sobie bardzo bliskie. I bylysmy sobie bardzo obce. Byly czasy, kiedy kochalam ja najbardziej na swiecie. I byly czasy, kiedy zyczylam jej smierci. Czego teraz bardzo sie wstydze.

Od dawna nie myslalam o niej jako ‘moja mala siostra’.

Byc moze nie docenialam jej wystarczajaco… byc moze nie rozumialam, jak duzo z siebie dawala… byc moze ocenialam ja zbyt surowo…. byc moze nie rozumialam, jak bardzo musiala sie borykac z zyciem….

Ja.

Bylam zbyt surowa. Nie rozumialam. Nie docenialam. Osadzalam. Bylam zla siostra.

Dagmara.

Nie miala wiele zycia. Jej zycie obracalo sie w zasciankowym miasteczku, z wodka, papierosami, i bez wiekszych przezyc…. pojechalysmy razem do Egiptu, bardzo jej sie podobalo, ponurkowala sobie, to bylo doswiadczeni zycia… Pojechalysmy do Madrytu, tez odpoczela…

Przepraszam.

Dagmara. Daga. Dagusia.

Moja siostra.

Zmarla 31 lipca 2025 roku.

Jak sasiadowi cycki pokazalam

Bylam w Wietnamie, ale nie napisalam, i nie o tym teraz, moze niedlugo. Mam duzo zdjec, ale musze obrobic.

Dzisiaj wzielam prysznic, nie to ze to jakas tam wyjatkowa okazja, no ale wzielam, i tak na golasa sobie po domu chodze, i zauwazylam, ze dwie moje bugenwilie (cudne kwiaty, w ktorych zakochalam sie w Katarze, i bodajze z Grecji sobie z 15 lat temu przywiozlam do domu – a kocham je, bo w Katarze, ale rowniez np. w Hiszpanii – rosna olbrzymie, cale ploty zaslaniaja. U mnie w domu ledwo co toto rosnie, ale jak kwitnie, to sie jak dziecko ciesze. to na zdjeciu to nie moja, ale aby Wam pokazac jak wyglada bugenwilia) maja jakies tam robaki. Mysle sobie – wyniose na dwor. Letnie slonce zabije te biale robaczki, a bugenwilie uwielbiaja slonce tak czy siak.

Zlapalam te dwie doniczki, i ide na dol. Wyobrazcie sobie teraz syrene taka, naga jak ja pan Bog stworzyl (plus kapcie), wlosy do pasa, dlugie, blond, krecone, w obydwu rekach niose doniczki z moimi bugenwiliami. Troche jak obrazek powyzej, ale na golasa, ale AI nie chce robic nagich obrazkow. Wychodze tylnymi drzwiami na patio, i pierwsza rzecz, ktora widze to…..

OCZY GRAHAM’a! Graham to moj sasiad. Gej. Ostatnio sie razem upilismy. Graham stoi w ogrodku, i rozmawia przez telefon.

Wiec widze oczy Graham’a, Graham widzi moje cycki spod bugenwilii pewnie reszte tez…. cala sytuacja zajela pol sekundy, nie wiecej, obiecuje Wam! Ja ukucnelam, prawie ze krzyz sobie swoj stary zlamalam. Graham wskoczyl do swojego domu jeszcze szybciej.

No groteska, wyobrazcie sobie scene z filmu, nie moglam przestac sie smiac!

Sasiadka moja skomentowala to tak: pewnie pierwszy raz widzial kobiete na golasa, a moze i nawet przestal byc gejem 😂

Wyobrazacie sobie? Ja do tej pory sie smieje. Napisalam do niego potem zaraz wiadomosc:

Mam nadzieje, ze nie dalam Ci urazu na cale zycie z moimi bugenwiliami!

Na co mi dyplomatycznie odpisal:

Ha ha ha. Nie. Szkolimy naszego psa, aby nie szczekal w ogrodku za bardzo.

Lol.