Psiebeczki

Najpierw jemy, a dopiero pozniej robimy wszystko inne

Czyz one nie wygladaja apetycznie, te babeczki? Zuzia sie pomylila prawie, i chciala zjesc… ale one sa nie dla niej, ale dla Piegusa, zwanego najczesciej Freksiem (oficjalnie Freckles).

Zainspirowalam sie dzisiaj, i upieklam babeczki specjalnie dla psa. Z polewa zrobiona z ziemniaka 🙂 Freksio zszamal w ciagu dwoch sekund…

Na Facebook wstawie filmik, wiec spojrzcie tam, jesli nie zagladacie. https://www.facebook.com/olzusy

Przepis:

5 lyzek owsianki zalac rosolem (bez soli najlepiej). Ja nie mialam rosolu, wiec zalalam woda, ale dolozylam psie mieso. Zostawic az owsianka zrobi sie miekka. Dodac maslo orzechowe, jajko, wymieszac porzadnie, i wstawic do mikrofalowki na 3 minuty.

‘Lukier’ zrobiony jest z ziemniaka ugotowanego i wymieszanego z majonezem.

Mniam!

Starcie zegarow biologicznych

Studentka (a.k.a. Zuzia) wrocila na lato do domu. Moje zycie biegnie sobie takim samym rytmem. Zycie studentki biegnie zupelnie innym rytmem. I zdarzaja sie starcia.

Zuzia chodzi spac o 2, 3 rano. Pozniej spi do 11. Wstaje tylko dlatego, bo musi isc z psem, gdyby nie musiala, to spalaby do 13, sama tak powiedziala.

Wstaje mloda o 11, idzie z psem, po czym je SNIADANIE o 13. Ja do 13 juz po lunchu jestem. Obiad gotuje tak jak zawsze, w naszym domu, pomiedzy 16 a 17, tak sie przyjelo, bo dzieci ze szkoly wracaly i byly karmione od razu po szkole. No ale studentka nie jest glodna, bo przeciez dopiero sniadanie jadla. Zuzia obiad na uczelni jadala o 20 albo pozniej. No i nie mozemy sie zgrac z naszymi zegarami biologicznymi i kiedy mamy jesc. A ja nalegam, abysmy obiady jadaly razem, a nie kazdy sobie kiedy mu wygodnie.

Ale to nic. Panna nie spi do 3 nad ranem, wiec po nocy lazi do toalety. A podlogi mamy drewniane, skrzypiace. Wiec mnie budzi.

Dzisiaj obudzila mnie o 24… i o 1… i o 2… w koncu sie wkurzylam, zeszlam na dol i dalam jej zjebke, bo przeciez ja musze wstac rano do pracy.

Juz mi sie nie udalo usnac, wiec o 4 rano zaprzestalam bezowocnych prob, i rozpoczelam dzien…

Ach, ilez mozna przed 8 rano osiagnac, jak sie wstanie o 4…. do 8 rano zdazylam juz:

  • Obskoczyc wszystkie media spolecznosciowe, i sprawdzic maile
  • Przeczytac wiadomosci
  • Posprzatac kuchnie
  • Zrobic swoje cwiczenia
  • Upiec chleb (rosnie)
  • Ugotowac zupe na obiad
  • Poodkurzac dom (pewnie jak mloda wstanie, to mi awanture urzadzi, ze halasowalam, i ze spac nie mogla… )

Milego poniedzialku! 🙂

Urzad skarbowy

Nie odzywam sie, bo same zle wiesci u mnie, wiec sie zaszywam i lize przyslowiowe rany.

Ale opowiem Wam swoja historie z urzedem skarbowym.

Urzad skarbowy ma 6 lat na zazadanie dokumentow. To wiecie, co zrobili? Dokladnie po 5 latach i 51 tygodniach zazadali, abym przedstawila im dowody na to, ze dochod ze sprzedazy mieszkania w Warszawie przeznaczylam na wlasne cele mieszkaniowe!

5 lat i 51 tygodni! Czy ze zlosliwosci? Czy z opieszalosci? Trudno powiedziec.

Najsmieszniejsze, ze wyslali pismo do mieszkania w Warszawie… tego, ktore sprzedalam 6 lat wczesniej, z czego dochod im wyliczylam. Na szczescie ludzie, ktorzy mieszkanie kupili przeslali mi ten list.

Mam tydzien na dostarczenie dokumentow.

Wiem, ze pieniadze przeznaczylam na przeksztalcenie strychu w sypialnie, wiec tutaj sie nie balam. Ale tydzien??

Kolejnym szczesliwym przypadkiem bylo to, ze wyrobilam sobie ostatnio dowod osobisty, wiec postanowilam wyslac dokumenty na tej platformie zaufanej (ktora jest okropna, ale nie o tym chcialam).

Wiec wyslalam im skany faktur za przebudowe strychu, wraz z listem, w ktorym im wygarnelam, ze nie mieszkam w Polsce juz od lat, zdecydowanie nie mieszkam w mieszkaniu, ktore sprzedalam, i ze nie maja wstydu dac ludziom 1 tydzien na zgromadzenie dokumenow podczas gdy sami tego zadaja po 6 latach. Podalam im swoj email, i numer komorki angielskiej.

Po trzech miesiacach krotki, lakoniczny email:

Zwracam się z prośbą o kontakt telefoniczny pod numerem tel. 22 xxxxxxx, Pozdrawiam,

Imie Nazwisko, Starszy Referent, Dział Podatków Dochodowych i Podatku od Towarów i Usług, Urząd Skarbowy

Email wygladal rzetelnie, wiec mysle zadzwonie.

Pani urzedniczka miala moje akta na biurku, na poczatku przeprosila, za korespondencje do mieszkania, i wytlumaczyla, ze nawet jesli nie mieszkam, to i tak musze druk wypelnic, bo oni w bazie maja, ze mieszkam i tam musza wysylac. Wytlumaczyla, ze moge albo wypelnic dokument ZAP-3, albo dac pelnomocnictwo komus z rodziny.

Pozniej powiedziala, ze przeliczyla funty, ktore wydalam na strych, na zlotowki, po kursie z dnia, i do pelnej kwoty z mieszkania, uwaga, uwaga, brakuje 7 zlotych, wiec musze dostarczyc jeszcze jedna fakture na minimum 7 zlotych.

I ze musze im dostarczyc dowody na to, ze dom, ktory rozbudowywalam, nalezy do mnie…

A na koniec dodala, ze wszystkie dokumenty musza byc przetlumaczone przez tlumacza przysieglego….

Faktur jest 5, plus jakas jeszcze dodatkowa na 7 zlotych, do tego 3 strony aktu wlasnosci domu. Razem 9 stron, tlumaczenie przysiegle okolo £20 za strone, latwo wyliczyc, £180 funtow. I to dobrze, ze mialam jedna firme budowlana, ktora mnie za wszystko kasowala, wyobrazcie sobie, gdybym musiala tlumaczyc faktury za kazdy kran, kaloryfer, gniazdko elektryczne!! :O

Ja nie narzekam na urzedniczke. Wrecz przeciwnie, przywrocila mi ona wiare w ludzka twarz polskiego urzedu skarbowego. Poprosila o telefon, chciala porozmawiac, powiedziec, co mam doslac, bo nie chciala kolejnego wezwania wysylac na adres, gdzie moge go nie dostac. Byla bardzo pomocna na przyklad w wyjasnianiu, jak moge ich poinformowac o tym, ze juz nie mieszkam.. Wiec ona byla naprawde w porzadku. Mialam szczescie, ze trafilam do ludzkiej osoby.

Ale polski system, polska biurokracja… ludzie w Anglii narzekaja na urzad skarbowy. Powinni z polskim sie pozadawac.

Czy Wy mieliscie jakies przygody ciekawe ze skarbowka?

P.s. w ramach ograniczenia kosztow poprosilam firme budowlana aby wystawila mi jedna zbiorcza fakture, na jednej stronie, co tez uczynili, zapytalam pani czy moge to przeslac zamiast tlumaczyc piec osobnych pism, ktore oryginalnie wyslalam. Kazala mi jutro zadzwonic. Juz sie boje. Serio.

1 kwietnia

Uwielbiam Prima Aprilis. Pasjami. Co roku wymyslam rzeczy, na ktore moi znajomi i rodzina moga sie nabrac.

W tym roku probowalam dzieciom powiedziec, ze dostalam propozycje pracy w Australii i ze sie przeprowadzamy za miesiac. Niestety dzieci juz wyrobione latami dzikich zartow, wiec od razu Ola wykrzyknela: dzisiaj jest pierwszy! prima aprilis!

Ok, nie udalo sie, ale po kilku minutach uwierzyla, ze Babcia z Polski przylatuje.

Babcia rowniez uwierzyla, ze Zuzia dzisiaj w Warszawie laduje, i zgodzila sie po nia pojechac. Rowniez moj siostrzeniec sie zaoferowal, ze pojedzie na lotnisko.

Zuzi zrobilam smakolyka, i zaraz podrzuce linka do filmiku, sami sobie obejrzycie.

Znajoimi na facebook gratulowali mi licznie z powodu zareczyn (nawet nie powiedzialam, ze sie zareczylam, tylko wrzucilam zdjecie reki z pierscionkiem, i podpisem, ze sie czuje kochana…).

Najlepsze (lub najgorsze) jednak bylo z szefowa. Gdy dolaczyla do nas 2 lata temu zrobilam jej zart, w zeszlym roku mi sie swietnie odplacila. W tym roku wyslalam jej zwolnienie lekarskie. Do konca lipca… Mamy juz jedna osobe na chorobowym do odwolania, wiec wiedzialam, ze to bedzie szok dla niej. Ale myslalam, ze nie uwierzy. Uwierzyla… Po kilku godzinach nie wytrzymalalm, zadzwonilam do niej i przyznalam sie, ze to byl tylko zart. Biedna powiedziala, ze sie prawie zalamala i juz szukala w Google jak sie szybko moze nauczyc tego, co ja robie, zeby moc mnie zastapic 😀 Obiecala, ze za rok mi sie odplaci. Ja sie tylko ciesze, ze mnie nie wylala z roboty!

Filmik z Zuzia jest tutaj: https://fb.watch/4BHtNPSkgB/

Podzial kielbasy

Zuzia wrocila z uniwersytetu do domu. Zanim przyjechala, lodowke zapelnilam polskim jedzeniem, kielbasy, sery, salatki, sledzie, wszystko, co bylo w polskim sklepie.

Bo, jak to mowia dzieci, jak jest swiezo upieczony chleb i lodowka pelna polskiego jedzenia, to znaczy ze jestesmy w domu.

Ty tego nie rozumiesz, mowia do mnie, bo ty tak mialas na codzien, a dla nas lodowka z polska kielbasa oznacza, ze jestesmy w domu.

Wiec na powitanie dziecka zapelnilam ta lodowke.

Zuzia szykuje sobie sniadanie, radosnie spiewajac, podtyka mi pod nos poska musztarde (hmmmm, Polska, wachaj! mowi), wyciaga parowki….

Liczy je skrupulatnie, i pyta:

– Czy ty zjadlas pol parowki?

Ja na to, ze tak, a bo co? Jedz ile chcesz i nie licz.

– Nie moge, bo mnie Ola zabije, mowi Zuzia.

– Wiesz, my juz tak nie wyliczamy wszystkiego w domu – mowie do Zuzi, nawiazujac do tego, jak moje dzieci (jak to kazde rodzenstwo) skrupulatnie wszystko na pol dziela, ciasto z linijka przekrawaja, aby kazdy dostal taki sam kawalek, groszki na sztuki licza….

Na co Zuzia do mnie mowi tak:

– Bo Ty zresz co chcesz, a Ola musi z tym zyc! 😀 😀

Dzien matki

Angielski Dzien Matki nie ma stalej daty, tak jak w Polsce, tylko jest obchodzony w czwarta niedziele Wielkiego Postu. W tym roku wypada dzisiaj wlasnie, 14 marca.

Moje dziewczyny co roku dwa razy mnie rozpieszczaja (z okazji Dnia Matki, bo tak naprawde to o wiele czesciej).

Dzisiaj rano Ola obdarowala mnie kwiatami i upominkami, ktore wraz z Zuzia kupila za swoje pieniadze. Dzwonila do Zuzi, bo umowily sie, ze razem mi dadza te prezenty (Zuzia jest na uniwersytecie, wiec nie mieszka teraz w domu). Ale Zuzia nie odbierala, wiec Ola przyniosla sama te prezenty. Kazala mi zadzwonic.

Dzwonie, Zuzia odbiera… tak wczesnie, pyta sie? Byla godzina 8 rano, ale wiadomo, zycie studenckie… Mowi Zuzia tak: mamusiu, ja dopiero do pokoju wrocilam, na imprezie bylam, jeszcze nie spalam dzisiaj… jeszcze wcieta lekko byla 😀

Pozniej Ola mi urzadzila sesje SPA. Nalozyla mi maske na twarz, oraz plastikowe ‘skarpetki’, ktore sa wypelnione jakims tam kremem, aby stopy byly miekkie. To byla czesc prezentu. Wygladalam jak zbieg z zakladu psychiatrycznego.

Podala mi zielona herbate, i poniewaz musialam nogi w tych butach trzymac przez poltorej godziny, obejrzalysmy sobie film.

Nastepny Dzien Matki juz za 2 miesiace! 😀

Jak Ola bank zamknela

W czwartek wybralysmy sie z Ola do jej nowego banku. Pierwsza wizyta w prawdziwym banku, z prawdziwa karta!!!

Ola miala troche gotowki w przyslowiowej skarpecie, i chciala je wplacic na konto. Pewnie po to, aby mogla ich NIE wydawac w sklepach internetowych (zobaczcie poprzedni wpis). 😀

Poszlysmy do banku, i pan zachecil nas do skorzystania z wplatomatu. Zaoferowal swoja pomoc.

Ola wlozyla karte do bankomatu, piny, wplacenie, i tak dalej.

Nadszedl czas na pieniadze. Ola wyciaga swoje pudeleczko – jak to Ola, pelne charakteru. Drewniane pudeleczko, wylozone brokatowym papierem, a w nim banknoty pieczolowicie zwiniete w ciasne ruloniki, przewiazane wstazkami.

Ja trzymam pudeleczko, Ola rozwija te ruloniki, pan z banku patrzy…

Po kilku minutach zaoferowal pomoc. Obydwoje rozwijaja te ruloniki, ja trzymam pudelko, bankomat krzyczy: potrzebujesz wiecej czasu? TAK / NIE (TAK… ponownie TAK…. trzeci raz TAK….), pan z banku mowi:

W zyciu czegos takiego nie widzialem…. jak wpadlas na pomysl aby tak trzymac pieniadze? Ach, ty lubisz stawiac ludziom wyzwanie, co? (usmiecha sie). Masz unikalny styl…

W koncu rozwineli wszystkie te banknoty, ale one z powrotem sie rulowaly, jak to papier zwiniety przez jakis czas.

Pan wyprostowal pieniadze jak mogl, i wciska banknoty do maszyny. Maszyna pieniadze polknela, po czym wyrzucila komunikat, ze niestety, ale tym razem transakcja sie nie powiodla…

Pan z banku oswiadczyl, ze pieniadze utknely w bankomacie, i ze przyjdzie z kluczem, i je zaraz ocali.

Po 10 minutach czekania wrocil z olbrzymim kluczem, managerem banku i zastepca managera.

Zamkneli drzwi do banku, bo beda otwierac bankomat.

Otworzyli bankomat (ale to jest maszyna!! Pierwszy raz w zyciu widzialam srodek bankomatu, szkoda, ze nie moglam zrobic zdjecia, niesamowite! Wyglada jak zbita masa metalu z dziesiatkiem diod i swiatelek roznorakich…. ).

Drzwi do banku zamkniete, bankomat otwarty, ja i Ola stoimy i patrzymy, manager i zastepca managera stoja i patrza, pan z banku grzebie w bankomacie i probuje znalezc pieniadze, ktore utknely, a tymczasem przy drzwiach tworzy sie kolejka ludzi, ktorzy chca wyjsc i wejsc do banku, ale nie moga, bo drzwi sa zamkniete, bo Ola rulowala swoje pieniadze….

Pan z banku nic nie wygrzebal, i mowi, ze musi otworzyc zazalenie, i ze jutro jak beda pieniadze w bankomacie liczyc, to przeleja pieniadze Oli na jej konto.

Ola zdecydownie ma unikalny styl i jest jedyna w swoim rodzaju. Nawet i prosta sprawa, wplacenie pieniedzy do banku, Ola robi z klasa 😀

Jak Ola konto w banku otworzyla

Ola otworzyla sobie konto w banku.

W piatek dostala dostep do konta. £45 na koncie.

W sobote zazartowalam sobie (bo wiem, jaka jest rozrzutna): – To konto to chyba zawsze bedzie puste….

Ola sie poplakala, ze wcale w nia nie wierze, ze uwazam, iz tylko wydaje wszystkie pieniadze, jakie ma, i dlaczego nie mam zadnego do niej zaufania…..

Przeprosilam ja jak moglam, zrobilo mi sie glupio, wyrodna matka..

W niedziele rano Ola otworzyla konto w dwoch internetowych sklepach.

W poniedzialek rano stan konta: £4.

Kluski na mleku

Znacie? Zaloze sie, ze znacie. Kazdy Polak chyba zna. Mozna lubic, lub nie (ja nie lubie), ale chyba kazdy pamieta kluski na mleku.

Mialysmy ostatnio anglojezycznego goscia, i Ola zazyczyla sobie kluski na mleku . Wiadomo. Mleko, cukier, kluski zrobione z maki, jajka, odrobiny mleka.

Probowalysmy wyjasnic gosciowi, co to sa kluski, ale jakos nam slownictwa brakowalo.. Bo to przeciez nie pasta, makaron, nie ma chyba angielskiego odpowiednika?

Gotuje te kluski, robie, a gosc patrzy, i mowi:

Czyli generalnie, robisz zupe nalesnikowa?

Cholera. No tak. Przeciez kluski sa robione z ciasta nalesnikowego 😀 Wiec jakby nie patrzec, to jest zupa nalesnikowa…

Sprobowal, powiedzial najpierw, ze nie jest pewnien, a pozniej doszedl do wniosku, ze jednak mu smakuje, i wtrabil wszystko.

Zatem nowy zwrot wszedl do naszego slownictwa. Zupa nalesnikowa… 😀


A teraz powiem Wam cos jeszcze lepszego… oprocz tego bloga prowadze strone internetowa naszej firmy. Strona jest na Wodrpress, czyli na tej samej platformie co Olzusy. I rowniez mamy bloga, gdzie wrzucam nowinki z firmy…. mam dwa osobne loginy, ale na obydwu blogach moge pisac jako Olzusowa, i jako pracownica firmy….

I wpis ten wczoraj rano wrzucilam… a dzisiaj rano zmieniajac cos na naszej stronie firmowej zauwazylam, ze kluski na mleku dumnie sobie kroluja na blogu firmowym… pol biedy, bo krotko bylo, niecaly dzien, ale wiem, ze ludzie dostaja maila z nowymi wpisami… oooops, ale obciach! 😀

Tak mnie przechytrzyla

Ola w zyciu nie zginie, poradzi sobie, mowie Wam.

Jakis czas temu Ola bez pozwolenia wziela rower, i pojechala do swojej kolezanki na drugi koniec miasta. Bylam na nia bardzo zla, i kazalam jej natychmiast wracac do domu.

– Jesli nie wrocisz, zabiore Ci rower do konca tego roku – pogrozilam.

Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec do domu nie wrocila.

Zakazalam jej uzywac roweru, ale czytaj powyzej, Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec dalej z roweru korzystala.

Wypuscilam zatem powietrze z kol.

Gowniara jezdzila na pustych oponach. Zobaczysz, ze kola sie pogna i nie bedzie sie rower do niczego nadawal – ostrzeglam.

Ola sobie nic z tego nie robila, i dalej na rowerze jezdzila.

Dzisiaj wdalam sie w pogawedke z sasiadem z ulicy, ma mieszkanie kilka domow dalej. W pewnym momencie pyta, jak tam Ola… zdziwilam sie troche, bo skad on zna Ole, a zwlaszcza jej imie? Moze kiedys wspomnialam? Ale zeby az tak zapamietal….

– Ciesze sie, ze moglem pomoc, sasiad mowi, napompowalem jej rower, ale mam taka specjalna pompke, wiec to tylko chwile zajelo!

Szczeka mi opadla! Jakim cudem to niesamowite dziecko wpadlo na pomysl, aby sasiada poprosic o napompowanie roweru? Jakim cudem znalazlo akurat tego sasiada, ktory ma pompke, i z ktorym czasami rozmawiam? Bo tu nie jest tak, ze wszyscy sie znaja i na kawe spotykaja…

I nic sie nie wygadala, do dzisiaj myslalam, ze na pustych oponach jezdzi i rower rujnuje..

Tylko nie badz na nia zla, sasiad sie troche przestraszyl…

Zla? Absolutnie nie! Jestem pod glebokim wrazeniem jej zaradnosci i tego, jak mnie przechytrzyla! ;D