1 kwietnia

Uwielbiam Prima Aprilis. Pasjami. Co roku wymyslam rzeczy, na ktore moi znajomi i rodzina moga sie nabrac.

W tym roku probowalam dzieciom powiedziec, ze dostalam propozycje pracy w Australii i ze sie przeprowadzamy za miesiac. Niestety dzieci juz wyrobione latami dzikich zartow, wiec od razu Ola wykrzyknela: dzisiaj jest pierwszy! prima aprilis!

Ok, nie udalo sie, ale po kilku minutach uwierzyla, ze Babcia z Polski przylatuje.

Babcia rowniez uwierzyla, ze Zuzia dzisiaj w Warszawie laduje, i zgodzila sie po nia pojechac. Rowniez moj siostrzeniec sie zaoferowal, ze pojedzie na lotnisko.

Zuzi zrobilam smakolyka, i zaraz podrzuce linka do filmiku, sami sobie obejrzycie.

Znajoimi na facebook gratulowali mi licznie z powodu zareczyn (nawet nie powiedzialam, ze sie zareczylam, tylko wrzucilam zdjecie reki z pierscionkiem, i podpisem, ze sie czuje kochana…).

Najlepsze (lub najgorsze) jednak bylo z szefowa. Gdy dolaczyla do nas 2 lata temu zrobilam jej zart, w zeszlym roku mi sie swietnie odplacila. W tym roku wyslalam jej zwolnienie lekarskie. Do konca lipca… Mamy juz jedna osobe na chorobowym do odwolania, wiec wiedzialam, ze to bedzie szok dla niej. Ale myslalam, ze nie uwierzy. Uwierzyla… Po kilku godzinach nie wytrzymalalm, zadzwonilam do niej i przyznalam sie, ze to byl tylko zart. Biedna powiedziala, ze sie prawie zalamala i juz szukala w Google jak sie szybko moze nauczyc tego, co ja robie, zeby moc mnie zastapic 😀 Obiecala, ze za rok mi sie odplaci. Ja sie tylko ciesze, ze mnie nie wylala z roboty!

Filmik z Zuzia jest tutaj: https://fb.watch/4BHtNPSkgB/

Podzial kielbasy

Zuzia wrocila z uniwersytetu do domu. Zanim przyjechala, lodowke zapelnilam polskim jedzeniem, kielbasy, sery, salatki, sledzie, wszystko, co bylo w polskim sklepie.

Bo, jak to mowia dzieci, jak jest swiezo upieczony chleb i lodowka pelna polskiego jedzenia, to znaczy ze jestesmy w domu.

Ty tego nie rozumiesz, mowia do mnie, bo ty tak mialas na codzien, a dla nas lodowka z polska kielbasa oznacza, ze jestesmy w domu.

Wiec na powitanie dziecka zapelnilam ta lodowke.

Zuzia szykuje sobie sniadanie, radosnie spiewajac, podtyka mi pod nos poska musztarde (hmmmm, Polska, wachaj! mowi), wyciaga parowki….

Liczy je skrupulatnie, i pyta:

– Czy ty zjadlas pol parowki?

Ja na to, ze tak, a bo co? Jedz ile chcesz i nie licz.

– Nie moge, bo mnie Ola zabije, mowi Zuzia.

– Wiesz, my juz tak nie wyliczamy wszystkiego w domu – mowie do Zuzi, nawiazujac do tego, jak moje dzieci (jak to kazde rodzenstwo) skrupulatnie wszystko na pol dziela, ciasto z linijka przekrawaja, aby kazdy dostal taki sam kawalek, groszki na sztuki licza….

Na co Zuzia do mnie mowi tak:

– Bo Ty zresz co chcesz, a Ola musi z tym zyc! 😀 😀

Dzien matki

Angielski Dzien Matki nie ma stalej daty, tak jak w Polsce, tylko jest obchodzony w czwarta niedziele Wielkiego Postu. W tym roku wypada dzisiaj wlasnie, 14 marca.

Moje dziewczyny co roku dwa razy mnie rozpieszczaja (z okazji Dnia Matki, bo tak naprawde to o wiele czesciej).

Dzisiaj rano Ola obdarowala mnie kwiatami i upominkami, ktore wraz z Zuzia kupila za swoje pieniadze. Dzwonila do Zuzi, bo umowily sie, ze razem mi dadza te prezenty (Zuzia jest na uniwersytecie, wiec nie mieszka teraz w domu). Ale Zuzia nie odbierala, wiec Ola przyniosla sama te prezenty. Kazala mi zadzwonic.

Dzwonie, Zuzia odbiera… tak wczesnie, pyta sie? Byla godzina 8 rano, ale wiadomo, zycie studenckie… Mowi Zuzia tak: mamusiu, ja dopiero do pokoju wrocilam, na imprezie bylam, jeszcze nie spalam dzisiaj… jeszcze wcieta lekko byla 😀

Pozniej Ola mi urzadzila sesje SPA. Nalozyla mi maske na twarz, oraz plastikowe ‘skarpetki’, ktore sa wypelnione jakims tam kremem, aby stopy byly miekkie. To byla czesc prezentu. Wygladalam jak zbieg z zakladu psychiatrycznego.

Podala mi zielona herbate, i poniewaz musialam nogi w tych butach trzymac przez poltorej godziny, obejrzalysmy sobie film.

Nastepny Dzien Matki juz za 2 miesiace! 😀

Jak Ola bank zamknela

W czwartek wybralysmy sie z Ola do jej nowego banku. Pierwsza wizyta w prawdziwym banku, z prawdziwa karta!!!

Ola miala troche gotowki w przyslowiowej skarpecie, i chciala je wplacic na konto. Pewnie po to, aby mogla ich NIE wydawac w sklepach internetowych (zobaczcie poprzedni wpis). 😀

Poszlysmy do banku, i pan zachecil nas do skorzystania z wplatomatu. Zaoferowal swoja pomoc.

Ola wlozyla karte do bankomatu, piny, wplacenie, i tak dalej.

Nadszedl czas na pieniadze. Ola wyciaga swoje pudeleczko – jak to Ola, pelne charakteru. Drewniane pudeleczko, wylozone brokatowym papierem, a w nim banknoty pieczolowicie zwiniete w ciasne ruloniki, przewiazane wstazkami.

Ja trzymam pudeleczko, Ola rozwija te ruloniki, pan z banku patrzy…

Po kilku minutach zaoferowal pomoc. Obydwoje rozwijaja te ruloniki, ja trzymam pudelko, bankomat krzyczy: potrzebujesz wiecej czasu? TAK / NIE (TAK… ponownie TAK…. trzeci raz TAK….), pan z banku mowi:

W zyciu czegos takiego nie widzialem…. jak wpadlas na pomysl aby tak trzymac pieniadze? Ach, ty lubisz stawiac ludziom wyzwanie, co? (usmiecha sie). Masz unikalny styl…

W koncu rozwineli wszystkie te banknoty, ale one z powrotem sie rulowaly, jak to papier zwiniety przez jakis czas.

Pan wyprostowal pieniadze jak mogl, i wciska banknoty do maszyny. Maszyna pieniadze polknela, po czym wyrzucila komunikat, ze niestety, ale tym razem transakcja sie nie powiodla…

Pan z banku oswiadczyl, ze pieniadze utknely w bankomacie, i ze przyjdzie z kluczem, i je zaraz ocali.

Po 10 minutach czekania wrocil z olbrzymim kluczem, managerem banku i zastepca managera.

Zamkneli drzwi do banku, bo beda otwierac bankomat.

Otworzyli bankomat (ale to jest maszyna!! Pierwszy raz w zyciu widzialam srodek bankomatu, szkoda, ze nie moglam zrobic zdjecia, niesamowite! Wyglada jak zbita masa metalu z dziesiatkiem diod i swiatelek roznorakich…. ).

Drzwi do banku zamkniete, bankomat otwarty, ja i Ola stoimy i patrzymy, manager i zastepca managera stoja i patrza, pan z banku grzebie w bankomacie i probuje znalezc pieniadze, ktore utknely, a tymczasem przy drzwiach tworzy sie kolejka ludzi, ktorzy chca wyjsc i wejsc do banku, ale nie moga, bo drzwi sa zamkniete, bo Ola rulowala swoje pieniadze….

Pan z banku nic nie wygrzebal, i mowi, ze musi otworzyc zazalenie, i ze jutro jak beda pieniadze w bankomacie liczyc, to przeleja pieniadze Oli na jej konto.

Ola zdecydownie ma unikalny styl i jest jedyna w swoim rodzaju. Nawet i prosta sprawa, wplacenie pieniedzy do banku, Ola robi z klasa 😀

Jak Ola konto w banku otworzyla

Ola otworzyla sobie konto w banku.

W piatek dostala dostep do konta. £45 na koncie.

W sobote zazartowalam sobie (bo wiem, jaka jest rozrzutna): – To konto to chyba zawsze bedzie puste….

Ola sie poplakala, ze wcale w nia nie wierze, ze uwazam, iz tylko wydaje wszystkie pieniadze, jakie ma, i dlaczego nie mam zadnego do niej zaufania…..

Przeprosilam ja jak moglam, zrobilo mi sie glupio, wyrodna matka..

W niedziele rano Ola otworzyla konto w dwoch internetowych sklepach.

W poniedzialek rano stan konta: £4.

Kluski na mleku

Znacie? Zaloze sie, ze znacie. Kazdy Polak chyba zna. Mozna lubic, lub nie (ja nie lubie), ale chyba kazdy pamieta kluski na mleku.

Mialysmy ostatnio anglojezycznego goscia, i Ola zazyczyla sobie kluski na mleku . Wiadomo. Mleko, cukier, kluski zrobione z maki, jajka, odrobiny mleka.

Probowalysmy wyjasnic gosciowi, co to sa kluski, ale jakos nam slownictwa brakowalo.. Bo to przeciez nie pasta, makaron, nie ma chyba angielskiego odpowiednika?

Gotuje te kluski, robie, a gosc patrzy, i mowi:

Czyli generalnie, robisz zupe nalesnikowa?

Cholera. No tak. Przeciez kluski sa robione z ciasta nalesnikowego 😀 Wiec jakby nie patrzec, to jest zupa nalesnikowa…

Sprobowal, powiedzial najpierw, ze nie jest pewnien, a pozniej doszedl do wniosku, ze jednak mu smakuje, i wtrabil wszystko.

Zatem nowy zwrot wszedl do naszego slownictwa. Zupa nalesnikowa… 😀


A teraz powiem Wam cos jeszcze lepszego… oprocz tego bloga prowadze strone internetowa naszej firmy. Strona jest na Wodrpress, czyli na tej samej platformie co Olzusy. I rowniez mamy bloga, gdzie wrzucam nowinki z firmy…. mam dwa osobne loginy, ale na obydwu blogach moge pisac jako Olzusowa, i jako pracownica firmy….

I wpis ten wczoraj rano wrzucilam… a dzisiaj rano zmieniajac cos na naszej stronie firmowej zauwazylam, ze kluski na mleku dumnie sobie kroluja na blogu firmowym… pol biedy, bo krotko bylo, niecaly dzien, ale wiem, ze ludzie dostaja maila z nowymi wpisami… oooops, ale obciach! 😀

Tak mnie przechytrzyla

Ola w zyciu nie zginie, poradzi sobie, mowie Wam.

Jakis czas temu Ola bez pozwolenia wziela rower, i pojechala do swojej kolezanki na drugi koniec miasta. Bylam na nia bardzo zla, i kazalam jej natychmiast wracac do domu.

– Jesli nie wrocisz, zabiore Ci rower do konca tego roku – pogrozilam.

Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec do domu nie wrocila.

Zakazalam jej uzywac roweru, ale czytaj powyzej, Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec dalej z roweru korzystala.

Wypuscilam zatem powietrze z kol.

Gowniara jezdzila na pustych oponach. Zobaczysz, ze kola sie pogna i nie bedzie sie rower do niczego nadawal – ostrzeglam.

Ola sobie nic z tego nie robila, i dalej na rowerze jezdzila.

Dzisiaj wdalam sie w pogawedke z sasiadem z ulicy, ma mieszkanie kilka domow dalej. W pewnym momencie pyta, jak tam Ola… zdziwilam sie troche, bo skad on zna Ole, a zwlaszcza jej imie? Moze kiedys wspomnialam? Ale zeby az tak zapamietal….

– Ciesze sie, ze moglem pomoc, sasiad mowi, napompowalem jej rower, ale mam taka specjalna pompke, wiec to tylko chwile zajelo!

Szczeka mi opadla! Jakim cudem to niesamowite dziecko wpadlo na pomysl, aby sasiada poprosic o napompowanie roweru? Jakim cudem znalazlo akurat tego sasiada, ktory ma pompke, i z ktorym czasami rozmawiam? Bo tu nie jest tak, ze wszyscy sie znaja i na kawe spotykaja…

I nic sie nie wygadala, do dzisiaj myslalam, ze na pustych oponach jezdzi i rower rujnuje..

Tylko nie badz na nia zla, sasiad sie troche przestraszyl…

Zla? Absolutnie nie! Jestem pod glebokim wrazeniem jej zaradnosci i tego, jak mnie przechytrzyla! ;D

Sluzba zdrowia

Angielskim NHS (National Health Service, czyli po polsku NFZ) zachwycam sie od samego poczatku. Uwazam, ze jest niesamowity. Zawsze denerwowalo mnie, jak bardzo Anglicy narzekaja na NHS – ze sie dlugo czeka, ze to, ze sramto. Pewnie, czeka sie dlugo, ale gdzie sie nie czeka.

Teraz mnie jeszcze bardziej denerwuje, ze ci sami Anglicy, ktorzy mieszali NHS z blotem, od czasu Covid pieja hymny na czesc NHS, jakich to cudownych pracownikow ma, i nawet swego czasu wychodzili na ulice co czwartek o 19 bic pracownikom NHS brawo (tak, tak, byl taki okres tutaj gdzie w calej Anglii ludzie wychodzili przed dom bic brawo dla NHS….).

Ale nie o to chodzi. Ten wpis ma na celu pokazanie Wam, jaki cudowny NHS jest.

Pisalam juz chyba, ze wszystkie dzieci maja lekarstwa za darmo. Ludzie z przewleklymi chorobami tez maja lekarstwa za darmo. Ci, ktorzy placa, placa chyba £8 za lekarstwo, bez wzgledu na prawdziwy koszt. Jak sobie pomysle, ze w Polsce ludzie nie wykupuja lekarstw, bo ich nie stac, to jest mi bardzo przykro. Wiecie, ze srednia wieku z mukowiscydoza w Polsce jest o wiele nizsza niz w Anglii? Nie dlatego, ze mamy gorszych lekarzy. Nie. Po prostu ludzi nie stac na leki, ktore sa nieziemsko drogie, i ktore trzeba brac codziennie, przez cale zycie. Tutaj ludzie dostaja te leki za darmo.

Przyszla dzisiaj paczka do Oli. Troche nietypowa, bo pelna medykamentow. Ola wyhodowala paskudne bakterie w plucach, lekarz w szpitalu specjalistycznym nie tylko wypisal recepte, ale zaaranzowal apteke przyszpitalna aby wyslala wszystko, co bedzie Oli potrzebne poczta do nas do domu!! Lokalna apteka nie wydaje tych lekarsw, poniewaz sa zbyt drogie, wiec musialabym wybrac sie po odbior do Londynu.

Paczki olbrzymie, i ciezkie, kilka kilogramow kazda. A na paczce napisana wartosc… nieco ponizej £900. Dziewiecset funtow, czyli okolo 4500 PLN…

Sama bylam w szoku… Ale jestem bardzo wdzieczna NHS i zawsze bede.

Sama sobie zrobie

Nudzi mi sie. A co kobieta robi, jak jej sie nudzi?

Obcina sobie wlosy, przeciez to jasne, no nie?

Zabralam sie do tego profesjonalnie. Obejrzalam tutorial na youtube, a jakze. W koncu to wyrocznia, i jak bloggerka mowi, ze ta metoda zawsze sie sprawdza, to na pewno ma racje.

Zabralam sie do roboty. Zwiazalam wlosy w kucyk, zlapalam nozyczki, i – powtarzajac akcje bloggerki krok po kroku – obcielam. Potem jeszcze ‘piorka’ porobilam, bo podobno tak trzeba…

Efekt byl piorunujacy. Zobaczcie zdjecie ponizej.

Zawolalam dziecko do pomocy. To dziecko, ktore sobie kiedys grzywke obcinalo tak, ze grzywka miala 3mm dlugosci.

Dziecko przyszlo, i wlosy mi wyrownalo. Jest o wiele lepiej, niz na zalaczonym obrazku. Ale i tak wygladam, jakbym pod kosiarke wpadla. Dookola twarzy mam geometryczne schody, ciach, ciach, ciach.

Krok nastepny? Za kilka dni sie bede farbowala. Na blond. Juz kupilam sobie perhydrol czy cos w tym stylu, farba blond, ktora rozjasni nawet i najczarniejsze wlosy.

Myslicie, ze mi totalnie odwalilo?

Zgadzam sie. Ale mi sie nudzi.

Efekt obcinania sobie wlosow metoda domowa typu zrob to sam

Zrobie ci ogrodek…

Dzwoni dzwonek.

Drzwi otwieram, a tam stoi taki ‘warszawski cwaniaczek’, czapka z daszkiem, zloty sygnet, zloty lancuch na szyi.

– Chcialas wycene na patio? mowi, mietolac wykalaczke w zebach.

– Tak, chcialam, a pan kim jest? – pytam zaskoczona, bo sie nikogo nie spodziewalam. Wszystkie wyceny, ktore mialam dostac, juz dostalam.

Skonczyla sie przybudowka, teraz nadszedl czas na ogrod. Wiec zaprosilam kilku panow, aby mi dali wycene na patio, plotek, szope…

Na mojej ulicy zawsze stal samochod, a na nim naklejki, ze robia ogrody i tak dalej. Zapytalam chlopaka, czy nie chcieliby mi dac wyceny. Ok. Przyszedl, wymierzyl, i mowi, ze jego szef przyjdzie w srode, aby ze mna porozmawiac.

Super. W srode zawsze zabieram swojego 85 letniego sasiada na zakupy, ale odwolalam, bo szef ma przyjsc.

Pan od ogrodow nie pojawil sie.

Az do dzisiaj wlasnie, okazalo sie, ze cwaniaczek przed moimi drzwiami to ‘szef’ wlasnie.

– Spodziewalam sie pana w zeszlym tygodniu – mowie.

– Ach, wie pani, duzo pracy…

No dobra, jak juz tu jest, to niech popatrzy.

Wszedl do ogrodu, powiedzialam mu, co chce, on zaczyna krokami odlegosci mierzyc. Napomknelam, ze jego ludzie juz byli, i mierzyli, miarka… tak, tak, wiem.

Polazil po ogrodzie, ‘pomierzyl’, skrytykowal czesc mojego plotu, ktora juz stala (nowo postawiony, przez budowlancow), powiedzial ze tez go trzeba wymienic (nie trzeba). No i mowi: zanim zaczne robote, to wysle ci to na pismie, ale zrobie ci to wszystko za £4500.

Czyli o £1500 – £1000 wiecej, niz pozostale 3 wyceny, ktore juz dostalam. Troche mi szczeka opadla.

Duzo mnie kosztowalo, aby nie zaczac sie smiac mu w twarz, ale mowie, ok, zatem przeslij mi wycene.

– Dobra, wysle Ci – mowi. To kiedy mam zaczynac?

– ?? zdziwilam sie. Wyslij mi wycene najpierw, tak?

– To nie chcesz, abym ci robil?

Nie mialam nic innego do odpowiedzenia, wiec (w szoku) mowie:

– Nie.

– Ok – powiedzial, odwrocil sie na piecie, i odszedl, nie mowiac nawet do widzenia…