Back to Black

Ok, wiem, czarny nie kazdemu pasuje, ale ja ostation mam faze na ciemne kolory. Jadalnia cala w ciemnym granacie, na przyklad.

Jak przyjechalam do Angli, 10 lat temu, kupilam w secondhandzie komode. Przez jakis czas stala taka, nie bardzo mi sie podobala, ale szkoda mi bylo ja malowac, bo to drewno….

Po jakims czasie postanowilam, ze jednak mam dosyc, i ze ja pomaluje. Wybralam farbe kredowa (tzw. chalk paint), poniewaz mozna nia malowac na wszystko, nie trzeba papierem sciernym mebla szorowac ani nic.

Znalazlam w piwnicy, po starym wlascicielu domu jeszcze, nastawke na komode.

Wiedzialam, ze doskonale do nowego mebla bedzie pasowala! Efekt koncowy byl taki:

Wiernie sluzyla mi komoda przez wiele lat, 9 czy cos w tym stylu…. Wiele zniosla, farba pozlazila w niektorych miejscach, w innych plamy kolor zakryly….

W nowej jadalni mialam miec szykowna, piekna, nowa komode. Podobaly mi sie rozne, przewaznie super drogie. A ze kasa sie skonczyla, tak naprawde (przybudowka to drogi interes), to postanowilam, ze sprobuje cos zrobic z moja stara, wysluzona komoda.

Wiem, ze ciemne kolory nie kazdemu pasuja, ale ja ostatnio mam ciemna faze wlasnie. Na przyklad jadalnia jest pomalowana na bardzo ciemny granat. I komoda tez musiala byc ciemna.

Mialam stara puszke farby czarnej, takiej ‘na polysk’. Bardzo dobrze sie nadala. Ale zanim pomalowalam, obcielam krecone nogi, oraz spedzilam kilka dni pozbywajac sie dekoracji na drzwiczkach i na szufladach. Chcialam wyglad bardziej minimalistyczny, bez rzezbien zadnych.

Dodalam czarne nozki ze zlotym kolorem, oraz zlote uchwyty (i nozki, i uchwyty kupilam na AliExpress, z Chin).

Efekt koncowy jest taki:

I co myslicie? Moze byc? Jeszcze z 10 lat posluzy….

Jaki kraj, taki konsulat

Chyba nie pisalam, ale udalo mi sie umowic wizyte w konsulacie. Kaza sie umawiac online, ale online zadnych terminow nigdy nie bylo, a sprawdzalam dwa razy dziennie, codziennie. Korona, wiadomo…. (pod konsulatem rozmawialam z kobieta, mowila, ze w zeszlym roku chciala sie na wizyte z synem umowic, probowali przez kilka miesiecy i nigdy terminow nie bylo… wiec mysle, ze to nie korona jednak.. moze brexit zatem… cos musi byc, bo jakze inaczej, ze nigdy terminow nie ma? Ale nie dygresujmy….).

W koncu zadzwonilam, i ze lzami w oczach, lamiacym sie glosem, przedstawilam swoja zalosna sytuacje. Pan wszystko spisal, na drugi dzien pani oddzwonila, i umowila mi wizyte nagla za dwa tygodnie.

I pojechalam wczoraj.

Takiego chaosu sie nie spodziewalam. Duzo widzialam, ale takiego chaosu jeszcze chyba nigdy nie widzialam.

Umowiona bylam na 14:30. Bylam wczesniej, pomyslalam: zorientuje sie co i jak, ewentualnie na herbate sobie pojde. Przed konsulatem kolejka na trzy kilometry. Pytam kobiety: czy to kolejka do konsulatu? Jak to wszystko dziala?

Powiedziala mi, ze niektorzy maja wizyty, inni nie maja, licza na lut szczescia, ze jak mam wizyte to mam isc do drzwi.

Pod drzwiami klebowisko ludzi (korona? dystans spoleczny? jaka korona? jaki dystans?). Systemu kolejkowego nie ma zadnego, pan ‘odzwierny’ co jakis czas drzwi otwiera, i ten, kto najglosniej krzyczy, zostaje przyjety. Godzina 14, a ludzie z 12 wciaz czekaja, i sie glosno zastanawiaja: to po co wyznaczac na godziny spotkania? No fakt.

Stoja mlodzi, stoja starzy, matki z dziecmi w wozkach, na rekach… jedna kobieta lamentuje, bo ma niemowlaka w nosidelku, i jedzenia dla niego juz nie ma, bo nie myslala, ze tyle bedzie pod konsulate stala (juz 3 godziny stoi). ‘Odzwierny’ uspakaja ja, ze sa duze szanse, iz zostanie dzisiaj przyjeta. Duze szanse? Przeciez miala wizyte na 12…

Pan sie unosi, bo na 12 tez mial, jest 14, nie wie, kiedy zostanie przyjety, jechal 3 godziny do Londynu, ostatni autobus mu odchodzi o 17, to co on ma zrobic potem, na pieszo do domu wracac?

Inna kobieta, taka naprawde ‘last minute’ ma pogrzeb jutro, mamy pogrzeb, dzisiaj ma lot, paszportu nie ma jeszcze… wiec ma nadzieje, ze dostanie tymczasowy dzisiaj, bo wieczorem za pare godzin juz ma lot…

Tuz po 14 zamkneli konsulat, i powiedzieli, ze dopiero za 40 minut zaczna ponownie przyjmowac petentow, bo zamykaja na dezynfekcje. Korona, wiadomo. Podchodzi tlusty jegomosc z czerwona, nalana twarza. On ma pytanie, i natychmiast musi sie dostac. Pcha sie do przodu, do samych drzwi. Ludzie mu tlumacza, ze zamkniete, za 10 minut otwieraja. Nie, tu jest dzwonek, on ma tylko pytanie. Zadzwonil, ‘odzwierny’ powiedzial prosze czekac 10 minut. I sie rozlaczyl. Pan nalany pcha sie ponownie, bedzie znow dzwonil, bo on nie slyszal ‘odzwiernego’. Dzwoni ponownie. Odzwierny ponownie mowi, prosze czekac 10 minut. Pan nalany krzyczy: ja mam tylko pytanie, prosze otwierac! ‘Odzwierny’ otworzyl, pan sie pcha do srodka. Razem z nim jakas Chinka wymachujaca koperta. ‘Odzwierny’ sobie na to nie pozwoli, co to to nie, i chlast, zatrzasnal drzwi.

I tak to sie odbywalo. W koncu udalo mi sie dostac do srodka. Kazali zdezynfekowac rece, przeswietlili torebke, i zmierzyli temperature. Odeslali do okienka 4 lub 6. Okienek 9 chyba, w kazdym siedzi urzednik, ale tylko okienko 4 i 6 sa tak naprawde okupowane, bo to paszporty. W srodku ponownie, zadnego systemu nie ma, zadnej kolejki, kolejny chaos.

Moj pan akurat byl bardzo mily, ale nie udalo mi sie nie slyszec pani w okienku obok, gdzie mlody chlopak, zastraszony widac, probowal wyluszczyc swoja sprawe, a ona go pytaniami bombardowala, tonem nieuprzejmym, i nie pozwolila mu powiedziec, po co tak naprawde przyszedl. A chlopak bal sie jej wejsc w slowo i powiedziec: sluchaj, kobieto, taka mam sprawe.

Poprosilam o paszport tymczasowy, i taki na stale. Bezproblemowo, pan wnioski posteplowal, zrobil co mial zrobic, kazal mi isc do okienka numer 1 wniesc oplate w wysokosci £133. I prosze wrocic za pol godziny po odbior. To mam czekac na zewnatrz w tej chaotycznej kolejce ponownie? zapytalam z przerazemniem. No tak, bo sa ograniczenia w liczbie osob, ktore moga przebywac na terenie konsulatu… Korona, wiadomo.

Takiego. Nie wychodze. Postanowilam sobie, ze nawet jesli w toalecie mam sie chowac, to nie wyjde bez paszportu tymczasowego.

Poszlam do kasy, okienko numer 1, zaplacic. Mowie do pana: zapomnialam zapytac, czy po odbior paszportu to musze cos przywozic, czy tylko mam przyjechac, czy jak to?

-Trzeba bylo pytac przy okienku – odburkuje (a mlody chlopak, nie jakis tam urzedas od 40 lat) – ja tylko kasuje.

No dobra. Skasowal. Zaczekalam pol godziny, i przy okienku numer 2 paszport tymczasowy odebralam.

Jedyne dwa pozytywy z tej wizyty to to, ze mam paszport tymczasowy, oraz wszyscy panowie, ktorzy mnie obslugiwali byli mlodzi i przystojni, a ja juz jestem w takim wieku, kiedy lubie sobie na mlodych i przystojnych popatrzec.

Ale jejku o jejku, Boze uchron od wizyty w polskim konsulacie w Londynie, chyba ze chcesz kogos pokarac! Co za chaos, co za brak organizacji, systemu jakiegokolwiek… Na sama mysl, ze musze pojechac ponownie po odbior paszportu przechodza mnie ciarki.

Image may contain: text that says "UNIA RZECZPOSPOLITA EUROPEJSKA POLSKA PASZPORT TYMCZASOWY TEMPORARY PASSPORT"

P.s. A mozna inaczej… wiecie, jak w Anglii odnawia sie paszporty? Wypelnia sie wniosek, wysyla sie poczta, wraz ze starym paszportem, robi sie oplate, i po kilku tygodniach dostaje sie nowiutki paszport. Tez poczta. Mozna? Mozna.

Zrobotyzowane spoleczenstwo

Kupilam sobie ostatnio odkurzacz. Ale nie taki normalny, tylko taki robotowy. Nazywa sie Neato. Neato ma baze, do ktorej sie przyczepia, i z ktorej laduje sobie baterie. Gdy chce aby zaczal sprzatac, zarzucam aplikacje na telefonie, wciskam guzik, i moj odkurzacz zaczyna lazic sobie po domu, zjadajac smieci i psia siersc. Mozna sobie ustawic rozne strefy, na przyklad jadalnia, kuchnia, czy pokoj dzienny. Neato, ktorego Ola nazwala Romek, moze posprzatac cale mieszkanie, lub cale pietro w domu (po schodach nie umie chodzic), albo mozna mu kazac tylko kuchnie ogarnac po gotowaniu, na przyklad.

Musze przyznac, ze bylam sceptyczna zanim go kupilam, ale mam go od tygodnia, i jestem pod wrazeniem! Swietnie sobie radzi z omijaniem mebli i roznych innych przeszkod – a moj dom nie jest minimalistycznym z kanapa i stolem tylko, pelno mam mebli, krzesel, kominkow z podjazdami, progow pomiedzy pokojami…

Podlogi u mnie zawsze wygladaly tragicznie, z dwojka dzieci i psem, ktoremu siersc wylazi jak sie tylko na nia spojrzy zawsze pelno bylo piachu, klakow, i innych smieci. Teraz podlogi mi blyszcza! Uwielbiam. Oczywiscie po katach Romek porzadnie nie sprzatnie, ale na takie codziennie sprzatanie jest jak znalazl. Jak skonczy robic, dostaje wiadomosc, ze Romek wlasnie posprzatal – zawsze mnie to smieszy. Albo jak sie gdzies zaplacze, to dostaje komunikat, ze ‘Romek utknal, idz mu pomoz’ 😀

Ale ja nie o tym mialam. Siedze dzisiaj rano, i patrze na dywan, i mysle sobie, troche psiej siersci jest, zarzuce chyba Romka… a potem sobie pomyslalam, ze zanim go kupilam, to dupe bym z kanapy podniosla, wziela odkurzacz i sciagnela te smieci recznie. I tak sobie dalej myslalam, jak bardzo leniwi i ‘zrobotowani’ stalismy sie. Romek pozamiata podlogi, telefonem wylaczymy swiatlo, Aleksa wlaczy nam radio i telewizor – nie ma potrzeby wstawac z kanapy. Piekarnik zaczniemy nagrzewac aplikacja w telefonie, a gdy zacznie padac deszcz, okna zamknie nam Aleksa lub Google. Do drzwi juz tez nie musimy podchodzic jak ktos zadzwoni, bo nam Ring powie kto jest za drzwiami, i nawet mozemy sobie z nimi porozmawiac. Nie wstajac z kanapy.

Wydajemy duzo pieniedzy na gadzety ulatwiajace siedzenie na kanapie. A pozniej wydajemy jeszcze wiecej pieniedzy na diety cud i czlonkostwo na silowni, bo przeciez trzeba sie poruszac…

Pusty Londyn

Pierwszy raz w tym roku wybralam sie do Londynu – musialam, bo Ola znow wychodowala w plucach pseudomonas. Pseudomonas to taka bakteria, wszyscy ja mozemy dostac w plucach, ale dla ludzi z mukowiscydoza, czy pierwotna dyskineza rzesek, tak jak Ola, jest to bardzo niebezpieczna bestia. Powoduje wielkie zniszczenia w plucach, i bardzo trudno jej sie pozbyc (ludziom z chorobami pluc). Dlatego trzeba jej unikac jak ognia. Niestety, nie zawsze sie uda, i Ola znow ja zalapala. To juz trzeci raz, i powiedziano mi, ze jesli bedzie ja miala trzy razy to z cudem bedzie graniczylo pozbycie sie jej na zawsze – ze juz bedzie musiala z nia zyc, i tylko pozostanie ograniczanie spustoszenia, ktore pseudo powoduje.

Wiec wybralysmy sie do Londynu do szpitala, bo przez miesiac bedzie musiala brac taki specjalny antybiotyk. Antybiotyk moze zawezic oskrzeliki bardzo, i dlatego pierwsze podanie musialo odbyc sie w szpitalu – w razie, gdyby cos sie dzialo. Ale Ola dobrze przyjela antybiotyk, wiec teraz przez miesiac w domu bedzie musiala dwa razy na dzien go brac (poprzez inhalacje).

A wracajac do Londynu, pociagi puste, metro pustawe, ulice tez pustawe… takiego Londynu nigdy nie widzialam. Zawsze sa dzikie tlumy, ludzie sie gniota, przepychaja, jedni na drugich wpadaja…

Weszlam do sklepu jednego, przymierzac nie wolno rzeczy. Ale mozna wziac do domu, i ewentualnie pozniej oddac…. gdzie tu logika, to nie wiem, bo przeciez czy przymierze w sklepie, czy w domu, jesli mam wirusa, to mam, a jesli zabieram rzecz do domu i przynosze do sklepu to przeciez tylko zwiekszam ryzyko przenoszenia? To byly buty, nie ubranie…

Maski sa w Anglii teraz obowiazkowe w srodkach transportu, wiec kazdy w maseczce grzecznie siedzi (na peron nie wpuszczaja bez maseczki). W sklepach tez trzeba bedzie od jutra nosic.

Dziwny taki pusty Londyn, ale nie powiem, podobal mi sie.

W przyszlym tygodniu znow jade – nie pisalam, ale udalo mi sie umowic pilna wizyte w konsulacie (po rozmowie telefonicznej, gdzie ze lzami przedstawilam swoja zalosna sytuacje dokumentowa….)

Po 10 miesiacach zycia na budowie wielka przyjemnoscia sie wydaje mozliwosc zasiadniecia z poranna herbata przy kuchennym stole… Tak, kochani, po 10 miesiacach moja budowa w koncu sie skonczyla (prawie).

Wiec sobie siedze, na swoich nowych stolkach barowych, pije zielona herbate i slucham relaksujacej muzyki.

Na chwile pozwalam sobie zapomniec o paszporcie, zgubionych dokumentach, problemach z dziecmi, wizytach w szpitalach, koronie, karniszach na zamowienie, ktore sie okazaly za krotkie, i wszystkich innych rzeczach, ktore mnie ostatnio stresuja.

Moje nowe stolki barowe. Mialy byc zupelnie inne, ale z powodu ograniczen przestrzeniowych niestety, sa jakie sa.

Uwielbiam swoja wyspe (polwysep, tak naprawde) kuchenna. Lubie gotowac, ale teraz mi to sprawia jeszcze wieksza przyjemnosc. Cala ta przestrzen, na ktorej moge robic balagan (bo ja jestem bardzo balaganiacym kucharzem, kuchnia zazwyczaj wyglada jak po tornado po moim gotowaniu)! Lubie rowniez pracowac w kuchni, rozkladam sobie laptopa, wszystkie papiery (bo z domu pracujemy caly czas), i czuje sie jak w filmie amerykanskim 🙂

Zdjecia domu wrzuce, oczywiscie, jak juz wszystko skoncze – pozostaly mi male rzeczy, powyciagac wszystkie ‘duperele’ ze schowka i je porozkladac, pomalowac czesc futryn i listw przypodlogowych, zawiesic firanki…

Milej niedzieli! xx

Update, specjalnie dla M2M. Ten po lewej z Japonii, ten po prawej z Hong Kongu. I czarki do niego tez mam.

Czlowiek bez tozsamosci

Pamietacie, jak pisalam o tym, jak utknelam w Anglii bez mozliwosci wyjazdu przez kilka miesiecy, poniewaz mi sie skonczyl paszport?

Otoz teraz, moi kochani, stalam sie czlowiekiem bez zadnej tozsamosci. Poniewaz zginal mi portfel. A wraz z nim wszystkie karty kredytowe (zaden problem, odnowi sie), rysunek, ktory Zuzia mi zrobila 10 lat temu, i ktory zawsze przy sobie mialam, ‘szczesliwy pieniazek’… oraz dowod osobisty, ktory i tak stracil waznosc, oraz prawo jazdy, ktore mialam na nazwisko panienskie…

Brak prawa jazdy jest bardzo duzym problemem, poniewaz z samochodu korzystam codziennie….

I tu zaczyna sie moje bledne kolo i sytuacja z bardzo ciezkim wyjsciem, lub bez wyjscia wrecz. Dowod moge wyrobic tylko w Polsce. Duplikat prawa jazdy tez moge sobie wyrobic tylko w Polsce. Do Polski nie moge poleciec, bo nie mam paszportu. Paszportu nie dostane, bo Konsulat nie wyznacza wizyt. Aby skorzystac z portalu internetowego do wyrobienia dowodu, na ktorym moglabym do Polski poleciec, aby sobie wyrobic prawo jazdy, potrzebne jest konto, ktorego nie otworze bez waznego paszportu. Ktorego nie mam. Aby sobie wyrobic tymczasowe prawo jazdy Anglielskie, potrzebny mi wazny dowod. Lub paszport. I tak w kolko, jedno sie nie da zrobic bez drugiego. Bez zadnego dowodu tozsamosci nie istieje dla zadnego urzedu….

Jestem nikim. Nie istnieje!

Zuzia idzie dzisiaj do parku spotkac sie z kolezankami, po raz pierwszy odkad kazali nam siedziec w domu. Powiedziala, ze beda siedzialy w parku, i pily drinki. Ok, nie ma sprawy, a co bedziesz pila, pytam?

– No mam ta swoja wodke, odpowiada Zuzia

Ok, to wez blender, radze jej, wsyp lodu, wlej wodke, sok z zurawiny, troche wody gazowanej, i to wszystko blenderem zmiksuj, bedziesz miala a la margerita.

O, swietny pomysl, sie ucieszyla. Po czym nakreslila mi jak ta cala sytuacja z zewnatrz wyglada:

Troche mi glupio isc robic ten koktajl, mowi, ty pracujesz, robotnicy pracuja (drzwi mi zakladaja w kuchni), a ja, nastolatka, z butelka wodki koktajle robie… o 12 w poludnie…

No tak, dziecko, jesli tak na to spojrzec… 😀

Stalo sie cos, co nie mialo prawa sie stac

Dzisiaj dostalam ataku paniki, doslownie. I poczulam fizyczny bol, jakiego nie czulam nigdy. Poniewaz zauwazylam, przypadkowo, ze skonczyl sie termin waznosci mojego paszportu!!! Pierwszy raz w zyciu, odkad wyrobilam sobie paszport po raz pierwszy, PIERWSZY RAZ! jestem bez waznego paszportu! Jestem w takim szoku, ze nawet nie potrafie tego opisac. Sprawdzalam przez 10 minut, czy aby na pewno, nawet Alexe zapytalam, w jakim jestesmy roku, i czy aby na pewno jest 2020… I czuje sie jak osoba z klaustrofobia w windzie.

Dziwie sie rowniez, ze wpuscili mnie do Afryki Poludniowej w marcu, poniewaz paszport skonczyl sie w kwietniu…

Spojrzalam na strone konsulatu, a tam komunikat, ze w zwiazku z korona zapisy na spotkania sa zawieszone do odwolania. Telefonu nikt nie odbieral przez godzine, w koncu sie dodzwonilam, i pani mi potwierdzila, ze nie mozna sobie odnowic teraz paszportu.

Jak juz sie otworza i zaczna wydawac paszporty, to czas oczekiwania wynosi 4 do 6 miesiecy!!! 6 miesiecy???? Do grudnia??? Pandemia przybrala teraz dla mnie zupelnie nowy wymiar, o ile mialam dola, ze zadnego wyjazdu nie mam zaplanowanego, o tyle teraz normalnie depresja na calego. Do grudnia????

Na dowod tez sobie nigdzie nie pojade, bo termin waznosci dowodu mi sie skonczyl wiele lat temu…

Kolega zasugerowal, ze na prawo jazdy, ale prawo jazdy mam na nazwisko panienskie, a wszystko inne jest na nazwisko bo bylym mezu….

I takie sie berety narobily…

Dzien Matki

Najpiekniejsze zyczenia dla wszystkich Mam, Mamus, Mateczek, Matuli, Mamiatek! W roznych krajach swieto to ma inne daty, ale chyba jest obchodzone w wiekszosci swiata.

Moje dziecko przygotowalo mi na sniadanie salatke owocowa (z sercem, a jakze!).

Zrobila mi rowniez wlasnorecznie krem pod oczy, z kawa i sokiem z ogorka. Z poswieceniem sama krem testowala przez 2 dni na sobie, myszka doswiadczalna, aby sie upewnic, ze mnie krem nie zabije tudziez oczu nie wypali. Podobno jest bezpieczny.

Gdy salatke juz zjadlam, dzien matki sie tez skonczyl, bo dziecko zapytalo: – Co robisz na obiad?

– Mialam Cie o to samo zapytac, przeciez jest dzien matki! wykrzyknelam z udawany przerazeniem.

– Eee, tam, nie ma z czego gotowac – odparla Zuzia. Tylko zrob cos zdrowego, bo wczoraj pizza byla… To na razie, lece!

Powiedziala. I poleciala do parku, z narzeczonym sie spotkac 😀

Afera koronowa podobna do tej w Polsce

Tydzien czy dwa temu z szokiem czytalam, ze Trojka uniewaznila glosowanie listy przebojow, poniewaz pierwsze miejsce zajela piosenka Kazika krytykujaca Kaczynskiego, ktory wybral sie na cmentarz podczas gdy cmentarze byly zamkniete dla publicznosci.

Teraz wlasnie ogladam oswiadczenie Dominic Cummings, ktory jest doradca premiera Wielkiej Brytanii. Zrobila sie afera, bo Dominic wypuscil sie w podroz z Londynu do Durham, 270 czy cos kolo tego mil, tam, gdzie mieszkaja jego rodzice, pomimo nakazu rzadu, aby ludzie zostawali w domu. Afera sie zrobila, bo ludzie zaczeli sie dopytywac: to sa inne zasady dla nas, a inne dla Ciebie? Ludzi zabolalo, ze rodziny sa rozdzielone, ze nie moga sie odwiedzic w szpitalu, jechac na pogrzeb, a Dominic Cummings jedzie sobie do rodziny.

Bardzo bylam ciekawa jego oswiadczenia, bo chcialam zobaczyc, jak sie bedzie tlumaczyl. Mial przygotowana bardzo dluga historie, jak to zona sie pochorowala, i dziecko, i on… posmialam sie kilka razy, bo powiedzial np. ze taki chory byl, ze z lozka nie mogl wstac, i dziecko wyladowalo w szpitalu… na drugi dzien sie okazalo, ze dziecku nic nie jest, moze wrocic do domu. Taksowki nie wzielismy, mowi, wskoczylem do samochodu, i pojechalem po dziecko do szpitala… za chwile potem mowi, ze wciaz byl bardzo chory i nie mogl nawet chodzic…

Albo ze postanowili wrocic do Londynu, ale zona nie byla pewna, czy on moze prowadzic, bo cos mu sie w zwiazku z choroba z oczami stalo, wiec wyjechali na przejazdzke dookola miasta, aby zobaczyc, czy on moze prowadzic, i czy to bedzie bezpieczne…. zatrzymali sie przy zamku, a ze on sie zle czul, to poszli sobie na przechadzke…. pochodzili wzdluz rzeki, no i jak po jakims czasie on sie lepiej poczul, to wrocili do samochodu i pojechali do domu….

Albo w drodze do Londynu dziecku zachcialo sie siku, wiec zatrzymali sie przy lesie, zona z dzieckiem wyszla, on podazyl za nimi…. no i pobawili sie z dzieckiem w tym lesie, pospacerowali…. (zaznaczam, ze to wszystko bylo wtedy, kiedy rzad kazal ludziom siedziec w domu i nie wychodzic w ogole, poza piecioma wyjatkowymi przyczynami).

Dominic co chwila powtarza, ze nie zaluje tego, co zrobil i ze nie zrobil nic zlego, wrecz przeciwnie, dokonal najlepszego mozliwego wyboru.

Czy polski prezydent odniosl sie jakos do cmentarzowego epizodu?