49

Lubie lato. Naprawde lubie. Kocham upaly. Ale kiedy codziennie temperatura siega 49 stopni i gorace powietrze parzy stopy, to chyba jest juz zbyt cieplo…. A to dopiero maj.

Owszem, nie mozna wyjsc na dwor. Owszem, klimatyzacja w aucie tak naprawde nie chlodzi, tylko grzeje, bo nawet ona nie wyrabia w tym upale. Owszem, kierownica parzy, a slonce razi w oczy. Jednakze nie zamienilabym tych 49 stopni na snieg i zime. Byc moze jeden tydzien w roku, dla dzieci…

Jade po Zuzie do szkoly. Moze by tak zalozyc rekawiczki, aby dloni nie poparzyc? 😀

Islamic Erotica

Czegoz to sie nie znajdzie w internecie…. zazwyczaj przypadkowo, szukajac calkiem innych rzeczy.

Dzisiaj znalazlam strone artysty Makana Emadiego, Iranczyka, ktory prezentuje dosyc kontrowersyjne prace z kobietami w abbayach w rolach glownych.

Warte zobaczenia.

Femme Fatale Makana Emadiego.

Sprzedaz lemoniady

 Zuzia zarobila swoje pierwsze pieniadze!!!!

Po poludniu poszla do kolezanki, i po kilku minutach przyszla z Tatiana i z Hanna, i zapytaly, czy moga robic lemoniade. Mowie, ze owszem, niech robia. No to robily. Narobily przy tym balaganu jak nie wiem co, bo wyciskaly cytryny (bardzo im to sprawnie szlo, musze przyznac), soku pelno na podlodze, wszedzie pelno polowek cytryn….

W koncu zrobily lemoniade, i zanim sie zorientowalam, one przytaszczyly coolbox, wozek na klocki, kubki plastikowe, zapakowaly lemoniade, coolbox, kubki na ten wozek, i jazda…… SPRZEDAWAC LEMONIADE!!! Bylam w szoku. Po piec riali za kubek! (mi sprzedaly za jednego, jako ze uzyczylam hali produkcyjnej oraz skladnikow – cytryn, cukru, wody, lodu…).

Lazily po osiedlu i sprzedawaly lemoniade. Jak lemoniada “wyszla”, sprzedawaly sok z zurawiny. Zarobily odpowiednio: Tatiana 18 riali (podejrzewam ze byla samozwanczym szefem, i to dlatego); Zuzia 17 riali. Hanna 13 riali. Pytalam Zuzie, skad taki podzial. Nie wiedziala.

Lemoniada w ten goracy dzien to pomysl bardzo dobry. Moze bede Zuzie ganiala codziennie, zawsze to dodatkowy dochod 😀

Przeszlosc i terazniejszosc. Zebowa sprawa.

Z przeszlosci:

Zajrzalam na stare strony Mazusow. Na samym poczatku, tuz po przyjezdzie bolal mnie zab. Bolal tak bardzo, ze do tej pory pamietam wszystko doskonale. A oto co napisalam  12 września 2004:

"Zab i sklep z alkoholem
W srode bodajze (moze w czwartek? Tutaj wszystkie dni zlewaja mi sie w jeden) rozbolal mnie zab. Najpierw delikatnie, jak niesmialy kochanek, tylko od czasu do czasu dawal o sobie znac.
Potem, jak juz sie osmielil, z obrzymim impetem nacieral w kazdej minucie! Potem przeksztalcil sie w brutalnego natreta, ktory nie chcial mnie zostawic ani na sekunde.
Znacie ten bol, kiedy to nic nie moze pomoc? Kiedy to nie wiecie, co ze soba zrobic, kiedy chodzicie niemalze po scianach? Kiedy to chcielibyscie rozdrapac sobie dziaslo do krwi po to tylko, aby pozbyc sie zrodla bolu? To byl wlasnie taki bol.
Poszlam do dentystki. Hinduska, pod bialym kitlem ubrana w sari. Podobnie jej asystentka. Zrobila przeswietlenie, i stwierdzila, ze nic tam sie nie dzieje (podobny problem mialam w Polsce, i to samo mi powiedziala polska dentystka). Pewnie osemka sie probuje wydostac, i stad ten bol. Przepisala mi antybiotyki, i srodki przeciwbolowe.
Niestety, nic nie pomoglo… Po pieciu tabletkach przeciwbolowych wzietych w ciagu godziny wciaz bolalo….
Pierwszej nocy sie opilam, wiec spalam dobrze.
W dzien bylo ok, chociaz wiedzialam, ze on tam jest.
Drugiej nocy zaczal sie bal! Pic nie moglam, przez te antybiotyki. Wiec bolalo. Cala noc biedny Matt latal do kuchni i przynosil mi lod (bo jak przylozylam lod to bylo lepiej). Wkladam lod do buzi, przysypiam, jak sie lod roztopil, bum! Znow ten bol, wiec sie budze, wiecej lodu, i tak w kolo Macieju.
Kiedy zabraklo lodu, Matt przyniosl…. mrozone kartofle, ktore tez wkladalam do buzi. Po kartoflach mrozilam zeba wodka. W koncu okolo 3 udalo mi sie zasnac.
W sobote poszlam do dentystki. Leczenie kanalowe. I zrobil mi sie wydatek rzedu QR 600, do tego obowiazkowa koronka QR 700. Dentysci tu sa drozsi niz w Warszawie!".
 

Z terazniejszosci.

Rzeczony zab znow dawal o sobie znac. Poszlam do jednego dentysty, francuzika, ktory mi powiedzial to samo (jeden zab wrasta, a naprawa drugiego bedzie kosztowala okolo 5 tysiecy) a pozniej za wypowiedzenie tych slow zainkasowal 200 riali.

Postanowilam, ze mnie na niego nie stac.

Wrocilam wiec znow do moejej Hinduski (teraz juz nie nosi sari pod kitlem). Juz isc musialam, bo sie zab totalnie pokruszyl.

Miala mi zrobic plombe, i “przygotowac zab na koronke”.
Przygotowanie zebu na koronke polegalo na tym, ze wyciela mi kawaly dziasla dookola zeba. Jak mi powiedziala, ze zamierza ciac dziaslo, to mnie troche zemdlilo. Dala mi znieczulenie, pozniej wyciagnela wielki skalpel i dawaj, mscic sie nad moim dziaslem!
Pociela skalpelem, wyciagnela nozyce, i nozycami ciela, potem wielka pinceta wyciagala kawalki dziasla! O matko! Myslalam, ze bedzie mnie bolalo, wiec dala mi jakies leki przeciwbolowe!

O dziwo, nie bolalo, a dzisiaj zalozyla mi koronke, pierwsza w zyciu. Wiecie, ze toto wyglada jak prawdziwy zab?

Ale, ale, prawie zapomnialam o najwazniejszym. Ceny znaczaco poszly w gore. Teraz koronka kosztuje 1000 riali (w 2004 roku kosztowala jak widac powyzej 700). A za calosc zaplacilam 2000 riali. O matko i corko, nie bedzie butow przez kilka miesiecy 😉

Czy niebo istnieje

Nie moge sie doczekac kiedy wreszcie pojde do nieba

Fannie Flag

 

 

Ksiazka lekka latwa i przyjemna. Staruszka Elner umiera i idzie do nieba, gdzie rozmawia z Bogiem (pod postacia swojej sasiadki Dorothy i jej meza Raymonda). Ksiazke czyta sie lekko i jest zabawna, jednak dla mnie najwazniejsze bylo to, ze postanowilam nabrac nowej filozofii zyciowej….
Otoz Elner jest bardzo pozytywna, lubi ludzi, wybacza im wszystko… mimo, ze troche “walnieta” to jednak chyba przyjemnie sie z taka osoba przebywa…
Wiec postanowilam sobie, ze dlaczegozby nie? Ze fajnie bedzie byc taka pozytywna osoba, ktora czerpie z zycia garsciami, kazdy dzien przezywa, jakby to byl ostatni dzien jej zycia, pomaga ludziom…
Zobaczymy, na ile mi sie to uda 😀

Gra aniola

Gra aniola

Carlos Ruiz Zafón
Gra aniola jest powiescia napisana przez tego samego autora, ktory napisal Cien wiatru. Obie te powiesci laczy Cmentarz Zapomnianych Ksiazek, oraz niebezpieczenstwo, ktore niosa pewne ksiazki.

Jednak na tym podobienstwa sie koncza. Nie wiem, czy to kwestia tlumaczenia, czy kwestia samego piora autora, ale o ile Cien wiatru bardzo mi sie podobal, o tyle Gra aniola juz nie tak bardzo. Brakowalo w tej ksiazce atmosfery, a raczej wyczuwalam, ze atmosfera mrocznosci i tajemniczosci byla tworzona na sile, z miernym skutkiem.

Sama fabula byla dosyc interesujaca, ale nie ma sie czym zachwycac.

Pomimo wszystkich wad polecilabym jednak ta lekture wszystkim, ktorzy lubia tajemnicze ksiazki – pod warunkiem, ze nie beda oczekiwali dziela, ktore na zawsze zapadnie w pamiec.

 

 

 

Chlopiec w pasiastej pizamce

The Boy in the Striped Pajamas

John Boyne

Ksiazke pochlonelam w ciagu jednego dnia. Historia opowiedziana z punktu widzenia malego chlopca, Bruna. Jego tata jest “wysokim urzednikiem” ktory pracuje dla Hitlera. Przeprowadzaja sie do “Out With” (ksiazke czytalam w oryginale, ciekawa jestem, jak to zostalo przetlumaczone na jezyk polski, jesli ktos wie, niech napisze, prosze).

Maly chlopiec dziwi sie, co robia ci wszyscy ludzie za ogrodzeniem, dlaczego oni sa zawsze smutni, dlaczego nosza pasiaste pizamki, i dlaczego oni sie odgradzaja od domu Bruna?

Pewnego dnia Bruno wybiera sie na “wielka przygode”. Maszerujac wzdluz ogrodzenia z drutu kolczastego w pewnym momencie widzi chlopca. Malego chlopca, w wieku Bruna. O wiele chudszego, smutnego, i oczywiscie w pasiastej pizamie.

Chlopcy powoli zaprzyjazniaja sie z soba. Czasami Bruno przynosi swojemu koledze cos do jedzenia, ale czasami zjada wszystko sam, po drodze.

Nie napisze, co sie dzieje w historii. Ale ta ksiazke zdecydowanie powinien przeczytac kazdy. Jest napisana prostym jezykiem, i zmusza do nowego spojrzenia na wiele spraw. Pokazuje, jak skomplikowany swiat doroslych wyglada w oczach dziecka.

Nie ogladalam jeszcze filmu, ale obejrze. A kazdego wyganiam w tej chwili do ksiegarni lub biblioteki. Lektura obowiazkowa.


Kyoto


12 kwiecien 2009, niedziela

Jestesmy w Kyoto. I tutaj chcialabym zauwazyc, ze dzieci jednak moga byc przydatne. W pokoju mozna sie zameldowac o 15. My bylismy tuz po 13. W recepcji powiedziano nam, ze pokoj przygotuja za pol godziny. W tym momencie Oli sie cos nie spodobalo, wiec zaczela wyc. A Ola jak wyje, to wyje, i nic jej nie powstrzyma. A slychac ja na trzy kilometry dookola.

Wiec Ola sobie wyje, przerazona recepcjonistka uwija sie jak pszczolka aby tylko przyspieszyc pokoj. I wiecie co? Pokoj byl gotowy w piec minut 🙂

Ponizej: Stacja Kyoto. Olbrzymia, i piekna

Po poludniu wybralismy sie do ogrodu botanicznego, gdzie jest mnostwo pieknych roslin, drzew wisniowych, i moje ulubione bonsai.

A pozniej poszukiwalismy bankomatu, bo tutaj tylko niektore bankomaty akceptuja zagraniczne karty. A my w kieszeni mielismy tylko 6 dolarow 😮

 

Nastepnych kilka dni, czyli ostatnie dni wakacji opisze w telegraficznym skrocie, poniewaz nie robilam notatek i juz zaczynam zapominac.

Zatem poszlismy do pewnej swiatyni, gdzie widzielismy mnichow, ktorzy chodzili od swiatyni do swiatyni i sie modlili. Wygladali dziwnie, ale mieli karteczke z napisem “No photos”, wiec zdjecia niestety nie zrobilam 😦

 

W tejze swiatyni jest fontanna z uzdrawiajaca woda, wiec czekalismy oczywiscie w kolejce, aby Ola sie tej wody napila. Na pewno nie zaszkodzi 🙂

 

Niesamowity byl spacer w brzuchu Buddy – wchodzi sie do pomieszczenia, gdzie jest totalnie ciemo, ale tak ciemno, ze nie widac nawet swojej wlasnej reki przystawionej tuz do oczu. Idzie sie dotykajac liny przyczepionej gdzies tam z boku. Taka ciemnosc robi cos dziwnego z glowa, naprawde mozna zwariowac, nie wyobrazam sobie co przezywaja ludzie, ktorzy sa trzymani miesiacami w calkowitych ciemnosciach!!

Idziemy tak, idziemy, w pewnym momencie widac swiatelko, kreci sie ono, i robi coraz wieksze… wygladalo jak nerealna projekcja, naprawde. Nalezalo toto pokrecic, myslac przy tym marzenie. Podobno ma sie spelnic. Zobaczymy.

 

Pozniej lazilismy malutkimi uliczkami, pelnymi niskich domkow, kawiarenek, sklepow z pamiatkami. Doszlismy do parku, gdzie jest najslynniejsza japonska wisnia – tzw. placzaca wisnia.

 

Odwiedzilismy rynek Nishiki, gdzie sprzedaja wszelakie rodzaje najrozniejszej zywnosci japonskiej – nie wiem nawet jak sie je wiekszosc tych rzeczy!

 

Przeszlismy sie uliczka, gdzie gejsze (takie prawdziwe, nie przebierane) znikaja za malutkimi drzwiami malutkich domkow – maja tam spotkanie z klientami.

 

Zaszlismy w uliczke, gdzie dom publiczny stoi obok domu publicznego, ceny sa wypisane duzymi cyframi, a przed drzwiami stoi “naganiacz”, ktory zacheca panow do skorzystania z uslug. Oczywiscie Matta nie prosil, ha haha, bo Matt z dwojka dzieci i baba szedl 🙂

 

 

Widzielismy las bambusowy, w ktorym krecono film “Przyczajony tygrys, ukryty smok”.W tym samym miejscu jest dom slynnego aktora japonskiego (niestety, nie pamietam nazwiska), ktory za 10 dolarow mozna sobie obejrzec

 

 

Bylismy na przedstawieniu Miyako Odori, nieco podobne do teatru Kabuki-za z Tokyo, ale jednak ciekawsze. W jednym akcie pokazuja cztery pory roku. Jest to przedstawienie bardzo popularne, bilety rezerwuje sie z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem. Jest wystawiane wiosna.

W zwiazku z tym przedstawieniem poplenilam dwa przestepstwa. Najpierw zrobilam zdjecie (ponizej). Zdjecia sa absolutnie zakazane pod grozba konfiskacji sprzetu. Ja jednak podjelam ryzyko i zdjecie zrobilam. Dostalam za to opieprz w wydaniu japonskim.

Pozniej z jednego budynku ukradlam plakat z tego przedstawienia, teraz wisi mi na scianie. Tuz obok yukata, czyli tradycyjnej sukni domowej, cos w rodzaju podomki, zakupionej na ryneczku.

 

Kyoto generalnie jest bardzo piekne, pelne cudownych ogordow, uroczych swiatyn, mozna tutaj spotkac gejsze, kobiety ubrane w kimona, oraz zapedzone businesswomen.

Jeden dzien poswiecilismy na Nare, ktora byla pierwsza stolica Japonii. Nie zwiedzilismy zbyt wiele, bo padalo, i juz nie chcialam, aby dziewczyny sie przeziebily, ale bylismy w swiatyni, gdzie jest slup z dziura, dziura podobno jest wielkosci dziurki w nosie Buddy, i kazdemu, kto sie przez nia przecisnie, bedzie sie powodzilo. Niejeden juz utknal w tej dziurze, jest naprawde niewielka. Mi sie udalo (Zuzi i Oli oczywiscie tez 🙂 ).