O skur….nu

Anderman caly czas

"Jakos sobie radzilem w tym skurwysynskim swiecie. Musialem sobie radzic i tak, i tak, i jeszcze inaczej; to nie moja wina, ze on jest w ten sposob urzadzony. Gdyby byl urzadzony inaczej, dzialalbym inaczej."

Tak tlumaczy swoje skurwysynskie zachowanie A.Z., bohater powiesci Janusza Andermana Caly czas.

Akcja Caly czas (310 stron) w sumie rozgrywa sie w ciagu kilku, kilkunastu sekund. Niemozliwe? A jednak. Jest to kilkanascie sekund gdy auto, w ktorym znajduje sie A.Z. pedzi wprost na wielka ciezarowke, ktora pedzi z naprzeciwka. I nie ma zadnej drogi ucieczki.

W ciagu tych kilkunastu sekund dowiadujemy sie jakim niefajnym czlowiekiem jest A.Z.  Czlowiekiem bez skrupulow, ktory wykorzystuje wszystkich aby osiagnac swoje cele i prywatne korzysci.

Caly czas jest jedna z lepszych ksiazek, ktore ostatnio czytalam. W sumie powiem inaczej – dawno nie czytalam takiej dobrej ksiazki.

10/10, zdecydowanie. 

Lulu, czyli perla

Lulu to jeden z najwiekszych, i najtanszych, supermarketow w Doha. Nie to, ze mamy tych supermarketow tak duzo, bo z takich naprawde wielkich to jest Lulu wlasnie (co po arabsku oznacza perla), oraz Carrefour. No i kilka pomniejszych, typu Giant (nie mylic ze znanym w Polsce Geant!!!).

Dzis wybralam sie do Lulu, bo w koncu trzeba bylo zrobic te zakupy. Myslalam, ze padne trupem! Lulu zawsze zapelnione jest Arabami i Hindusami – jakos upodobali sobie oni to miejsce; ale dzisiaj to te tlumy przeszly wszelkie pojecie.

Nie bylo gdzie zaparkowac.

Wozkiem trzeba bylo sie przeciskac, albo wrecz przechodzic inna alejka, gdy ta pierwsza byla zakorkowana totalnie. Zuzia mnie za rekaw ciagnie: mama, mama…. (i chce tysiac rzeczy). Ola albo probuje wydostac sie z wozka, albo krzyczy, albo przegryza wieczka od jogurtow; tudziez paluchem wierci dziury w miesie mielonym.

Dziwne te tlumy, przeciez Ramadan, oni nie jedza w ciagu dnia, ale chyba oni wszyscy te sklepy szturmuja w mysl zasady, ze jak sobie nie pojesc nie moge, to chociaz sobie popatrze na jedzenie…..  

 

Ramadan tent

Moje zycie w czasie Ramadanu konczy sie okolo godziny 13.  Bo

Jesli cokolwiek chce zalatwic, mam czas do poludnia, bo wtedy wszystko jest jeszcze otwarte (oprocz oczywiscie wszelakich przybytkow zywieniowych, wlaczajac w to kawiarnie). Potem jade po Zuzie, a po 13 to juz absolutnie wszystko jest zamkniete. Nie ma nic.  A na spacery za goraco. Wiec pozostaje siedzenie w domu.

Az do godziny 20, no ale o 20 to juz moje dzieci spia dawno snem sprawiedliwego, wiec i tak nigdzie juz nie wyjde.

Zatem Ramadanowa atmosfera malo mi sie udziela.

Chcielismy sie wybrac do tzw. Ramadan tent (pisalam w latach poprzednich). Zadzwonilismy do hotelu Ritz Carlton, gdzie taki ramadanowy bufet kosztuje 200 riali za osobe. I myslicie, ze sala pustkami stoi? A gdzie tam! Nie ma ani jednego wolnego miejsca w ten weekend! To samo w innym pieciogwiazdkowym hotelu, Intercontinental.

Wiec w ten weekend nie bedzie Ramadan Tent. Moze za tydzien. W koncu wypadaloby, nie? Jest Ramadan! 

Gdzie zalatwic pilne potrzeby

Jestesmy teraz na etapie szkolenia Oli w uzywaniu nocnika.

Jeszcze w Anglii, puscilam ja bez pieluchy, w samych rajtuzach. Ucieszylam sie nieziemsko, gdy Ola zrobila kupe wprawdzie w rajtuzy, ale siedzac na nocniku! 

Juz mi sie wydawalo, ze Ola zalapala, o co chodzi, gdy…..

Ola zrobila kupe na dywan, TUZ OBOK nocnika, i radosnie mnie wola:

-mama, mama, eee (takie stekanie), brawo! Brawo! good girl!

Albo zsikala sie na podloge pod stolem, idzie do mnie, i mowi:

-be! be!

Nocnik jest uzywany w roznorakich celach.

Swietnie nadaje sie na schronienie dla bucikow;

Tworzy wysmienity kapelusz;

Jako torebka, z ktora sie chodzi po mieszkaniu, tez nie najgorszy. 

Babski lunch

Dzis wybralam sie na babski lunch. Troche mnie to spotkanie przerazalo, szczerze mowiac, bo oprocz gospodyni nie znalam tam NIKOGO! A ja wbrew pozorom niesmiala jestem (tutaj mrugam niewinnie).

Ale ze gospodynie lubie, to sie wybralam.

I bardzo dobrze, ze sie wybralam, bo sie swietnie bawilam. Poznalam mnostwo nowych osob, wartosciowych i ciekawych, no i zdalam sobie sprawe, ze taka dawka 'swiezej krwi', nowej energii, kontakt z osobami o roznych pogladach i innych spojrzeniach na zycie, bardzo mi byla potrzebna.

Dzieki, Magda 🙂 

Oglosznie: potrzebna kobieta

Ogloszenie zamieszczone w kategorii: USLUGI:

Poszukiwana partnerka na zycie

Jestem z Indii, Maharashtra, mezczyzna, 35, dobrze wygladajacy, i mieszkajacy samotnie w malym, w pelni umeblowanym mieszkaniu. Pracuje jako inzynier w dobrej firmie chemicznej.

Nie potrafie gotowac. Szukam kobiety szczuplej i ladnej, ktora ze mna zamieszka, i bedziemy sie razem rozumiec, aby w przyszlosci stac sie partnerami zyciowymi.

Jesli jestes zainteresowana, zadzwon po 15:30.

Jesli ktoras jest zainteresowana, moge przeslac numer telefonu 🙂 

Zuzia i Ola

ZUZIA

Z uporem maniaka na Kopciuszka mowi KAPCIUSZEK. Poprawialam ja, dopoki nie zdalam sobie sprawy, iz w sumie to Zuzia ma racje. Kapciuszek ma wiecej sensu od Kopciuszka, bo Kopciuszek sie nie kopcil, ale kapcia to zgubil. Zatem jest Kapciuszek 🙂

OLA

Przyniosla mi klocki na kanape, i mowi z czarujacym usmiechem:

– Good girl! (grzeczna dziewczynka; w Anglii slyszala to bardzo czesto i sie nauczyla). 

EuroDisney

Do Francji jechalismy z UK pociagiem. Na stacji bylismy dwie godziny wczesniej (bo siostra Matt'a zle sprawdzila godzine odjazdu). Dojechalismy okolo 13, i od razu wio, do parku.

Kto byl w Disney, wie. Kto nie byl, zadne slowa tego nie opisza. Dzikie tlumy, upierdliwa, wpadajaca w ucho muzyczka, Myszki Miki, Pluta, i tym podobne wszedzie…. no i kolejki, kolejki, kolejki. Na najbardziej popularne jazdy mozna czekac w kolejce nawet i dwie godziny!!!

Na szczescie my mieszkalismy w jednym z hoteli nalezacych do osrodka, zatem wieczorem moglismy zostac dwie godziny dluzej (po zamknieciu parku). Niby nieduzo, dwie godziny, jednak pozwolily nam one zaliczyc bez czekania najbardziej oblegane atrakcje (rollercoastery).

Jednak najwiecej atrakcji miala chyba Zuzia. Przezyla swoj maly horror. Najpierw wsadzilismy ja na przejazdzke zwana "NEMO". Od metra wzrostu, nemo, no musi sie nadac.

Nadalo sie, a jakze. Zupelnie nie to, czego sie spodziewalismy. Od razu okazalo sie, ze to szybki rollercoaster, ze wjezdza w totalne ciemnosci, ze jedzie bardzo szybko, i ze zakreca do gory nogami, na boki, itp itd. Zuza z przerazenia wyla, nie zapominajcie, ze ma tylko piec lat i nigdy na czyms takim nie byla. Chyba przestala lubic Nemo.

Potem nam nie wierzyla juz w niczym, i na zadne jazdy nie chciala chodzic.

Z trudem udalo sie nam odzyskac jej zaufanie.

Do czasu, gdy zabralismy ja na pociag, ktory jezdzil po Dzikim Zachodzie. "Bedzie wolno, Zuzia, nie boj sie,  zobacz, male dzieci na to ida". I naprawde w to wierzylam….

Pociag okazal sie kolejnym rollercoasterem, szybkim, w ciemnosciach, i z plomieniami!!! Ale Zuzia zniosla to bardzo dzielnie. W nagrode kupilismy jej zdjecie (jak wszyscy mamy przerazone miny, zjezdzajac w dol z predkoscia blyskawicy).

Najfajniejsze chyba byly jednak popisy kaskaderow. Z motocyklami i samochodami. Pokazywali jak sie kreci sceny akcji w filmach. Niesamowite widowisko, kierowcy mieli do perfekcji opanowana technike (np.samochody przejezdzaly obok siebie w odleglosci centymetrow doslownie, hamowaly tuz naprzeciwko siebie, wjezdzaly na ciezarowke….) . A jeden z nich byl TAAAAAAKI przystojny.

Chociaz Disney byl swietny, pod koniec trzeciego dnia mialam juz serdecznie dosyc. Bylam bardzo, bardzo zmeczona, plecy mnie bolaly od stania w kolejkach i noszenia Oli (Oli sie wszystko podobalo. Glosno, ciemno, jej nie przeszkadzalo). 

Postaram sie wkrotce kilka zdjec pokazac. 

Kurz, kurz,zakurzony caly swiat

Albo przynajmniej nasza willa. Wrocilismy wczoraj w nocy, a dzisiaj caly dzien sprzatam, sprzatam, i sprzatam…. juz jest 20:30 a tu konca nie widac.

Zatem zasiadlam na kanapie z kieliszkiem bialego wina, i reszte odkurzania zostawiam na jutro (a kurzu wszedzie tak na 5 milimetrow minimum).

Jutro trzeba bedzie kupic buty dla Zuzi (w niedziele idzie do szkoly), no  i dokonczyc to nieszczesne sprzatanie…..

Gdy juz sie nieco ogarne, napisze jak bylo w Disney parku…. a bylo super. Zwlaszcza dla biednej Zuzi, ktora doswiadczyla wrazen ekstremalnych….. 🙂

Przed Paryzem

Ostatnio sie troche zaniedbuje, ale juz niedlugo wracam do Kataru, to nadrobie….

Wczoraj wybralismy sie odwiedzic kolege Matt'a. Piec godzin jazdy samochodem w jedna strone, kolacja i nocleg u kolegi, a rano w samochod i z powrotem piec godzin.

Kolega dom ma przecudny, warty okolo 600 tysiecy funtow. Sypialnia dla  gosci, na przyklad, ma kilkumetrowy taras…a widoki sa po prostu przecudowne… a w lazience dla gosci byl np. balsam do ciala Balenciaga….

Jutro o 6 rano jedziemy do Disneylandu pod Paryzem. Wracamy we wtorek w nocy, a w czwartek rano wylatujemy do Kataru. Takze kilka nastepnych dni bedzie dosyc napietych 🙂

 Zatem odezwe sie juz z Kataru, najprawdopodobniej…