W sobote wieczorem wybralam sie z kolezanka na Demis Roussos i na pokaz tanca flamenco.
Oczywiscie nudno nie bylo, bylo po katarsku i z przygodami.
Zacznijmy od biletow. Mozna bylo kupic bilet za 100 riali (miejsca z tylu) lub za 200 (miejsca z przadu). Kupilam te za dwiescie. Ale co na tym bilecie jest napisane, to nie mam pojecia, bo jest caly po arabsku. A numer miejsca to naklejka, ktora pani sprzedajaca bilety nakleila.
Panie, ktore sprzedawaly bilety tez byly niezle. Byly to dwie Arabki; jedna mloda, ktora wykonywala cala robote. Niezbyt dobrze, bo chciala mnie posadzic na kolanach kogos innego (kupilam miejsca C25 i C26, a ona mi daje naklejke na miejsca B15 i B16, ktore juz byly zajete. Gdybym nie zauwazyla, siedzialabym na kolanach jakiegos mlodego, przystojnego dzentelmena… albo starej zlosliwej jedzy… kto wie); druga stara i wymalowana do granic mozliwosci. Byla tam chyba jedynie w roli przyzwoitki, bo po angielsku ani w zab, i w dodatku nic nie robila tylko rozmawiala przez telefon (lub pisala smsy). Bylam tam trzy razy, i za kazdym razem ona na tym telefonie.
O ktorej zaczyna sie przedstawienie? Ha, tego nie wiedzial nikt. Gdy kupowalam bilety godzina byla nieznana. Kazano mi zadzwonic W DZIEN PRZEDSTAWIENIA i sie zapytac. Dobra, zadzwonie.
Zadzwonilam. Powiedzieli mi, ze o 20, albo o 21….
W jednej gazecie bylo, ze o 22.
W drugiej gazecie bylo, ze o 21.
W Internecie bylo, ze o 22.
I badz tu czlowieku madry!
Pojechalam z kolezanka na 20.
Przedstawienie zaczelo sie o 22.
Ale zanim.
Zapytalysmy jedna z pracownic, gdzie jest Al Dafna Hall, sala, w ktorej mialy byc wystepy.
Skierowala nas na lewo.
Poszlysmy na lewo, do konca, sali nie bylo. Pytamy kogos, skierowal nas na prawo.
Idziemy na prawo, ale sali nie ma. Za to jest znow ta pracownica, co to nas na lewo dala.
Pytamy ja ponownie.
Skierowala nas na prawo.
Ale przeciez powiedzialas, ze sala jest na lewo? Pytamy, nieco zmieszane.
Ale teraz jest na prawo! (taka byla jej odpowiedz!!!!). Przeniosla sie ta sala, czy co?
Mialysmy dwie godziny do zmarnowania. Zatem obejrzalysmy sobie wystawe fotografii (glownie robione przez Katarczykow z Qatar Photographic Society. Przepiekne prace.
Odwalona bylam ladnie (czarne szpile, czarna suknia, czerwona szminka…), to i zdjecia mi robili.
Podszedl do mnie Chinczyk czy jakis inny Azjata, i pokazuje na swoj aparat. Myslalam, ze chce, abym mu zdjecie zrobila. Ale nie, on chcial sobie zrobic zdjecie ze mna!
Dobra, niech ci bedzie, mi tam nie przeszkadza, nawet jak mialby sobie dobrze robic do mojego zdjecia, usmiechnelam sie ladnie, i kolega zrobil mu zdjecie.
Potem kolega sie napalil, i tez chcial. To tez mial.
Pozniej jakis fotograf z gazety czy skads tam (wiem, bo mial profesjonalny obiektyw) chcial mi zrobic zdjecie jak ja robie zdjecie zdjeciu (pogubiliscie sie juz? :)).
Chyba nie byl zbytnio zadowolony z rezultatow, bo sie z niego smialam 🙂
Pozniej poszlam do toalety. Aby miec rece wolne do zadzierania kiecy i zdejmowania stringow wlozylam swoj piekny szal, torebke, i aparat fotograficzny do zlewu. I dopiero wtedy zauwazylam, ze kran jest automatyczny, tzn. woda zaczyna leciec jak czujnik poczuje ze cos sie tam dzieje. Chcialam chwycic aparat i wyciagnac go czym predzej z jaskini lwa, ale czujnik byl szybszy, wyczul, i zadzialal, w cholere.
Strumien wody chlusnal, wprost na szal i torebke (pal je szesc) i na moj APARAT!!! Caly mokry! Na szczescie podzespoly sie chyba nie pomoczyly, bo aparat dziala i sie nie zepsul. Na szczescie!
Obejrzalam tez wystawe kaligrafii. Cuda! Te konie to arabskie litery (wyrazy?) ulozone w obraz koni! (jest to tkany dywan).
Tuz przed wystepem Demis'a na sale wkroczyl Emir Kataru ze swoja przepiekna zona Szejka Mousa. Zasiedli w pierwszym rzedzie. W innych krajach gdyby prezydent lub krol przyjechal na wystep, to towarzyszylaby mu gwardia ochroniarzy, z krabinami, oddzielony bylby szyba pancerna od zwyklych 'ogladaczy', przeswietlaliby kazdego wszerz i wzdluz…
A tutaj nic z takich bajerow. Szejk i jego zona weszli sobie jakby nigdy nic (ludzie na sali wstali na znak szacunku), zasiedli w pierwszym rzedzie, i juz.
Musze powiedziec, ze Mousa w rzeczywistosci wyglada rownie przepieknie jak i w gazetach na zdjeciach.
Poznie byl Demis, taniec flamenco, a pozniej do domu.
Przyznaje, ze swietnie sie bawilam.
Ja to zawsze kupuje ksiazki kiedy sa nowosciami, ale zanim do nich dobrne, to mijaja wieki (bo ja akurat czytam 'nowosci' z mojej poprzedniej wizyty w Polsce! :))
1. Hari Kunzru, Impresjonista. Najpierw przeczytalam Transmisje tegoz autora, o ktorej pisalam
2. Marta Sztokfisz, Ksiezniczka Deptaku.

3. Michel Faber, Szkarlatny platek i bialy.