Rozne spojrzenia na seks

I dwie kolejne ksiazki, tym razem o seksie. Obie o seksie, ale jakze rozne.

Pierwsza, Dziewczyna, ktorej jedno w glowie (Abby Lee) to ksiazka, ktora powstala na podstawie bloga pisanego przez autorke.

Abby Lee chciala otwarcie mowic o swoich seksualnych pragnieniach – sypianie z wieloma facetami, seks analny, z dziewczynami, sado maso, i tak dalej. Blog dawal jej anonimowosc.

Pozniej powstala ksiazka. Nie jest ona najwyzszego lotu – taka prosta ksiazka, ktora stala sie popularna pewnie jedynie dlatego, ze jest o seksie i jest nieco inna od codziennego zycia wiekszosci.

Ale czyta sie ja latwo, i jest taka, ze tak powiem, relaksujaca.

 

 

 

 

Drugi tytul to Pozycja autorstwa Meg Wolitzer.  Para malzenska wydaje poradnik seksualny, gdzie pozycje sa ilustrowane rysunkami przedstawiajacymi pare podczas aktow seksualnych.

Ksiazke ogladaja dzieci autorow, co nie pozostaje bez wplywu na ich pozniejsze dorosle zycie. Rowniez seksualne.

Jeden syn ma problemy z osiaganiem orgazmu, drugi jest gejem, jedna corka jest byla narkomanka, ktora odciela sie zupelnie od rodziny, a druga corka nie potrafi sobie znalezc partnera….

Obie ksiazki traktuja o tym samym temacie, jednakze roznia sie bardzo – podejsciem do tematu, jezykiem, zlozonoscia przedstawionych charakterow…

Pozycja podobala mi sie bardzo, i pochlonelam ja bardzo szybko.

 

 

 

 

 

 

 

Wojenne tytuly.

Dwie ksiazki o wojnie. Rozne bardzo. Jedna z punktu widzenia Niemca, druga z punktu widzenia Zydow.

Guner Grass, "Przy obieraniu cebuli".

Akcja rozpoczyna sie we wrzesniu 1939, a konczy sie w 1959, kiedy to odbyla sie premiera "Blaszanego bebenka".

Autor ze szczeroscia opisuje swoje przezycia w czasie drugiej wojny swiatowej i po niej – wlacznie z faktem, ze z wlasnego wyboru byl czolgista w Waffen-SS.

Ksiazka bardzo ciekawa, aczkolwiek poniewaz zaczelam ja czytac w czasie trudnym dla siebie, i nie moglam sie zbytnio skupic, trudno mi bylo sie w nia zaangazowac.

 

 

 

 

 

Drugi tytul to "STRACH. Antysemityzm w Polsce tuz po wojnie."

 

 Ksiazka opisuje przesladowania Zydow przez spolecznosc polska tuz po drugiej wojnie swiatowej.

Pokazuje, ze Polacy mordowali Zydow, z premedytacja, ze ich scigali, zabijali dla pieniedzy, ale rowniez ze zwyklej zlosliwosci.

Dowiedzialam sie wielu rzeczy, o ktorych wczesniej nie mialam pojecia.

Jednak brakowalo mi jednego w tej ksiazce – obiektywizmu.

Z ksiazki wynika, ze wszyscy Polacy przesladowali Zydow, ze nieliczna garstka tych, ktorzy nie przesladowali, ukrywala sie ze strachu przed sasiadami i potepieniem…

Wydaje mi sie, chociaz oczywiscie tego wiedziec nie moge, ze ksiazka przedstawia niezupelnie prawdziwy, zeby nie powiedziec nieco przeklamany, obraz spoleczenstwa w Polsce tuz po wojnie.

Jednakze warto przeczytac, jak najbardziej. Podanych jest mnostwo przykladow, opisow sytuacji, zrodel… 

Schowek na mieso

Historia lubi sie powtarzac.

Kiedy Zuzia byla mala, pamietam do szewskiej pasji doprowadzalo mnie gdy jadla obiad, i potrafila trzymac mieso w buzi przez kilka godzin.

Teraz Ola robi dokladnie to samo!!! Dzisiaj obiad jadlysmy o godzinie 14. Jest godzina prawie 16, a Ola zdazyla sie juz przespac, napic wody, pobawic, i WCIAZ TRZYMA MIESO Z OBIADU W BUZI!!!!!

No coz. Teraz jestem bardziej zrelaksowana jesli chodzi o dzieci. Bedzie miala kolacje, jak znalazl 🙂 

A Zuzia chyba dostala ospy wietrznej… takie ma pryszcze na calym ciele.. twarde i czerwone.

Kiedys myslalam….

Kiedys myslalam, ze bede ksiezniczka. Nigdy sie nie stalam ksiezniczka.

Kiedys myslalam, ze pewne rzeczy sa na zawsze. Nic nie jest na zawsze.

Kiedys myslalam, ze warto dac komus szanse. Teraz wiem, ze nie zawsze warto. Za to warto sie zastanowic, zanim sie ta szanse da.

Kiedys myslalam, ze jestem z dojrzalym czlowiekiem. Teraz wiem, ze zupelnie tego czlowieka nie znalam. 

Kiedys myslalam, ze bede szczesliwa. Teraz mam nadzieje, ze kiedys jeszcze bede.

Kiedys nie wiedzialam jak ciezko jest, gdy konczy sie cos, co kiedys bylo piekne. Teraz wiem. I tylko mam nadzieje, ze koniec czegos bedzie poczatkiem czegos innego… 

Alez smuty sadze. 

Takie refleksje nad przemijaniem czasu

Wiele razy myslalam juz, aby zaprzestac pisania Mazusow. Mialo byc o Katarze, i w sumie wiele juz napisalam… aby dalej pisac, musialabym sie powtarzac, bo opisalam juz tak duzo…. poza tym powstaly nowe blogi dotyczace tego miejsca…..

Ale za kazdym razem gdy chcialam sie juz poddac, myslalam o tych wszystkich wiernych Czytelnikach, ktorzy sa ze mna przez tyle juz czasu, i chce im sie napisac komentarz, i chce im sie czytac to, co ja tutaj wypisuje…

Za kazdym razem mowilam sobie: dawaj, jeszcze troche, nie mozesz zawiesc tych ludzi (bo sama zawsze czuje sie zawiedziona, gdy blog, ktory lubie, znika…).

Dzisiaj zobaczylam ta strone, sa na niej Mazusy, Mazusy sa w czolowce najdluzej istniejacych blogow … Nawet nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze pisze bloga od samego poczatku istnienia bloxa… Zaczelam pisac gdy mialam wyjechac do Kataru… rok 2004… cztery lata, mniej lub bardziej, ale jednak regularnie…

Obudzily mi sie wspomnienia… to bylo tak dawno, a jednak tak niedawno… jak szczesliwi bylismy wtedy z Mattem, jaka Zuzia byla malutka, jak rodzila sie Ola, jak poznawalam Katar, jak mnie szokowalo to, co teraz wydaje mi sie normalne… jak poznalam wielu swietnych ludzi, dzieki Mazusom wlasnie….

I mam tylko nadzieje, ze starczy mi sil, aby kontynuowac.. aby dalej pisac. Nie moge obiecac. Ale postaram sie. Potrzeba mi tylko sily, sily, sily….

Zupelnie inny sposob

Wreszcie bede na biezaco z moimi ulubionymi blogami!

Odkrylam cos, co istnieje od dawna, cos, o czym wiedzialam od dawna, ale jakos nigdy nie chcialo mi sie tego zbadac doglebniej, cos, co zawsze uwazalam za bezuzyteczne dla mnie.

RSS FEED!!!!

Pomysl przetestowania tego podrzucil mi jeden z Czytelnikow (w komentarzach gdy pytalam o zdjecia, czy zamieszczac w nowych wpisach czy do starych dodawac; przepraszam, nie pamietam teraz kto to byl).

Zaczelam testowac, i to jest totalnie super!!!

Na jednej stronie mam wszystkie swoje ulubione blogi, i naglowki z wpisow, nowe wpisy podswietlone, klikam na naglowek, i voila! Czytam co nowego!

Oszczedza mi to cala mase czasu – glownie z braku ktorego nie moglam regularnie sledzic blogow…. A teraz moge! Hura! 

Mezczyzni to psy

Otoz wczoraj doszlam do wniosku, ze mezczyzni sa jak psy. Taki pies, zobaczy kosc. Wcale nie ma na nia ochoty, nie podoba mu sie ta kosc, jest najedzony bo sie gdzie indziej najadl, i absolutnie nie ma ochoty zjesc tej kosci.

Jednak gdy inny pies sie koscia zainteresuje, to wtedy ten pierwszy pies warczy i gryzie. Nie da.

Z facetami tak samo. Moj maz-nie maz ma mnie totalnie w dupie (i w sumie juz z wzajemnoscia), malzenstwo jest tylko na papierze w tej chwili, a jednak wczoraj (wyszlismy razem do baru na imieniny Magdy) gdy jeden taki kolega poprosil mnie o numer telefonu to sie maz-nie maz uniosl strasznie i zaczal szarpac z tym biednym chlopakiem robiac scene i widowisko, po ktorym musielismy wyjsc.

I tak sie zastanawiam dlaczego? Po co? Pijany byl w sztok, to fakt, ale zachowal sie jak dziecko – moja zabawka, chociaz sie nia nie bawie, to nikt inny sie tez nie pobawi.

Zagram Wam na nerwach

Ok, dzisiaj zagram na nerwach wiekszosci zmotoryzowanych Polakow.

Jako ze paliwo kosztuje tutaj okolo 50 groszy za litr (!!!) nigdy nie interesowalo mnie, ile zzera moj samochod (Mitsubishi Pajero, z napedem na cztery kola, takie terenowe).

Wiem tylko tyle, ze co tydzien musze zatankowac,  a tankuje za 60-65 riali.

Ale w koncu, po prawie czterech latach postanowilam sprawe zbadac dokladnie, i polskim sposobem zmierzylam zuzycie paliwa na 100 kilometrow. Zatankowalam do pelna, i dawaj.

Wyszlo mi, ze auto moje pali ponad 20 litrow na 100 kilometrow!!!!

No, chyba, ze sie walnelam w obliczeniach, a jesli tak, to tutaj oto dane:

przejechalam 330 kilometrow.

zatankowalam 73 litry.

za 60 riali, ha ha ha.