Ramadan

Wczoraj zaczal sie Ramadan, o ktorym pisalam juz co roku chyba, wiec w tym roku zrobie sobie przerwe i nie napisze nic.

W kazdym badz razie oznacza to, ze kluby zamkniete, ze alkoholu w barach i hotelach niet, i cale zycie towarzyskie przenosi sie na grunt prywatny, czyli tzw. modny ostatnio homing (w przeciwienstwie do clubbing).

Do tego dochodzi wilgotnosc olbrzymia. Tak duza, ze wychodzac z dziewczynkami na dwor po pieciu minutach one mokre jak rude myszy i chca wracac.

A Ola, przyzwyczajona do spedzania calych dni w piaskownicy (w Polsce) od rana juz wola: mama, ajci! ajci (czyli na spacerek). I wytlumacz jej tutaj, ze ajci to nie ma, bo za goraco 🙂 no i piaskownicy niet (sic!).

Jeszcze kontaktu jako takiego z katarskoscia nie mialam, ale pewnie niedlugo sie zacznie – jazda po idiockiemu, wpychanie bez kolejek, namioty ramadanowe z przepysznym jedzeniem…

Utknelam w samolocie :)

Wrocilam juz do Kataru. Teraz wiem, jak czuje sie klaustrofobik zamkniety w malenkim pokoju… Jak tylko wyladowalam, to chcialam od razu wracac. Chcialam aby ktos mnie wsadzil do samolotu lecacego do Polski. Czulam wewnetrzny opor przed tymi drzwiami prowadzacymi na zewnatrz… A dojechawszy do willi poplakalam sie, bo tak bardzo nie chcialam tu byc.

Swoja droga jezyk polski w departamencie ‘dom’ jest zupelnie nie przemyslany. Po angielsku mamy ‘house’ na okreslenie budynku, w ktorym mieszkamy, i ‘home’ na okreslenie domu rodzinnego, miejsca, gdzie chcemy byc, gdzie sa ludzie najblizsi naszemu sercu (w wiekszosci wypadkow, oczywiscie). Po polsku trzeba napisac: wrocialam z lotniska do ‘domu’, chociaz to miejsce, do ktorego wrocilam wcale nie jest moim ‘domem’. 

Ale ja chcialam o samolocie. Lecialam przez Londyn. Po wyladowaniu w Londynie wysiadlam z samolotu jako ostatnia. Ide sobie korytarzem prowadzacym do drzwi, za ktorymi jest nastepny korytarz prowadzacy do odprawy celnej. Ale co to? Drzwi sa zamkniete!! Zostalam uwieziona pomiedzy samolotem a lotniskiem! Bez mozliwosci ucieczki 🙂

Wrocilam do samolotu aby poprosic o pomoc. A w samolocie nie ma nikogo! Weszlam sobie do kokpitu, w kokpicie tez nikogo nie bylo. Moze zmarnowalam okazje aby nauczyc sie latac? Ha ha ha.

Wracam do zamknietych drzwi. Na szczescie wisial tam telefon, a na nim jeden numer, do pomocy technicznej.

Zadzwonilam, wyluszczylam o co mi chodzi, ale facet pewnie pomyslal, ze sobie jaja robie, bo sie rozlaczyl.

Zadzwonilam ponownie. Inny facet podal mi jakis numer telefonu, pod ktorym zadzwonilam, i po raz trzeci wyjasnilam, ze utknelam, i nie moge sie wydostac. Slyszalam, ze probowal opanowac smiech, ale obiecal, ze zaraz kogos przysle.

No i przyszla kobieta, ktora mnie wypuscila. Powiedziala, ze nie wie, jak to sie moglo stac. No coz, ze mna wszystko jest mozliwe 🙂

Na lotnisku musialam czekac 3 godziny na polaczenie do Kataru, i przez cale trzy godziny czulam sie jak idiotka, ktora nie potrafi kontrolowac rozwrzeszczanego dzieciaka. Bo Ola, oczywiscie, postawila sobie za punkt honoru doprowadzenie mnie do czarnej rozpaczy i musze przyznac, ze jej sie udalo. Wrzeszczala na cale gardlo, czerwona na buzi jak burak, bo nie chciala isc, nie chciala byc niesiona na rekach, nie chciala nic, tylko chciala sobie wrzeszczec. A ludzie patrzyli na mnie jak na wyrodna matke. I probowali Ole uciszyc: chodz, malenstwo, chcesz to? A moze tamto? A malenstwo ze swoim wscieklym i glosnym: "NIE" zwracalo czerwona buzke w strone mamy aby powyc jeszcze troche! Dobrze im tak, po co sie wtracaja 🙂

A na koniec British Airways we wspolpracy z Qatar Airways zgubili mi wozek.

Witamy w ‘domu’. 

Zapora i Terapia

Dawno nie pisalam o lekturach, i przyznaje, ze kilka ksiazek przeczytalam, nie opisalam, a teraz juz nawet tytulow nie pamietam.

No coz.

Ostatnie dwie to Terapia (David Lodge) oraz Zapora (Henning Mankell).

Terapia jest o takim jednym producencie filmowym, ktory znajduje sie na zakrecie zycia, bo zostawia go zona, a on probuje sam siebie odnalezc. Chadza on regularnie na tytulowa terapie, probuje odnalezc dziewczyne, z ktora sie spotykal w szkole, i zaprzyjaznia sie z lumpem.

Z opisu mojego niezbyt moze zachecajaca ksiazka, jednak czyta sie ja z wielka przyjemnoscia, i mozna sie dowiedziec wielu interesujacych faktow (jako ze bohater ma manie sprawdzania w encyklopedii wszystkiego, co sie tylko da).

 

 

 

 

 

Druga lektura, Zapora, to informatyczny kryminal. Czy za pomoca komputerow mozna wstrzasnac swiatem? Calkowicie wszystko zmienic?

Czy policji uda sie rozwiazac zagadke (nie)przypadkowych zabojstw?

Czy uda sie wlamac do komputera kogos, kto byc moze jest ogniwem laczacym i rozwiazaniem calej zagadki?

Ksiazka gruba, swietna na zblizajace sie, coraz dluzsze, jesienne wieczory.

 

 

 

 

Dzien Oli

Przyjechal nowy inhalator Oli, wiec mozemy robic inhalacje.

Jak wyglada dzien Oli?

8:00 pobudka. Fluimucil, lek na rozrzedzenie wydzieliny.

8:30 – inhalacja i oklepywanie plackow, boczkow, i przodu.

9:00 sniadanie, plus kreon (enzym trzustki, ktorego trzustka Oli nie wytwarza), plus witaminy.

Antybiotyk.

9:30 Lacidofil, pozytywne bakterie, aby antybiotyk nie wyrzadzil zbytnich szkod.

W ciagu dnia: lunch plus kreon, przekaski plus kreon.

I cwiczenia na pluca – dmuchanie, skakanie na trampolinie, wysilek fizyczny…

Kapiel.

Oklepywanie plus inhalacja.

Kolacja, plus kreon, plus witaminy. Witamin musi duzo, bardzo duzo. bo nie przyswaja tych rozpuszczalnych w tluszczach. Sa specjalne witaminy, ADEKS, dla ludzi z mukowiscydoza, ale niestety, sa dostepne w USA, nie w Polsce. Wiec Ola dostaje zwykly Vibowit Bobas. Podwojna dawke.

Antybiotyk.

Lacidofil.

A to jeszcze nic. Z tego, co sie naczytalam, to te biedne dzieci z muko to maja o wiele gorzej, np. w nocy musza oddychac tlenem podawanym z butli… i przez wiekszosc zycia sa na antybiotyku… i spedzaja wiele miesiecy w szpitalu..

A oto Ola robiaca sobie inhalacje:

 

 

 

Kolczyki

Zuzia ma wiele zyczen. Jednym z nich, takim wieloletnim juz, bylo przeklucie uszu.

Na chrzest dostala piekne kolczyki, i tak bardzo chciala je nosic.

Do tej pory jednak uszy nie byly przeklute, a to dlatego, ze tata sie nie zgadzal. Powiedzial, ze jak Zuzia skonczy 16 lat to sobie moze uszy przekuc.

W tym roku jednak postanowilam, ze Zuzia jest wystarczajaco duza na kolczyki. Poza tym wiem, ze nie jest to przelotna zachcianka, poniewaz Zuzia chciala kolczyki wystarczajaco dlugo i uparcie.

Zatem poszlysmy do salonu, i uszy zostaly przeklute.

 

Od gory: Zuzia przed zabiegiem. Wciaz usmiechnieta, chociaz odrobine niepewna. Nie wiadomo w koncu, czego sie sapodziewac!

Ponizej: wybieram kolczyki.

Od gory po prawej: dezynfekcja uszu.

Ponizej: Przekluwamy! Bylo na dwa pisatolety – aby oba uszy w tym samym czasie. Niestety, pani sie nacisnelo jeden pistolet za szybko, i bylo wprawdzie na dwa pistolety, ale jednak nie symultanicznie.

Ponizej: juz po zabiegu. Jak widac, Zuzia dzielnie sie trzyma, chociaz oczka troche sie zaszklily. Jednak nie poleciala ani jedna lza!!!

Ostatnie: czerwone oczy i czerwone kolczyki. Ale spelnilo sie marzenie!!!!!

 

Test potowy

Ona na etapie ‘moje’. Wszystko jest ‘moje’. Sniadanie moje, stolik moje, wlosy moje, buty moje, nawet bajka, ktora leci w telewizji jest moje. Z towarzyszaca awantura, oczywiscie, jesli ktokolwiek smie dotknac ‘moje’.

Wczoraj pojechalam do Warszawy.

Pani jak tylko Ole zobaczyla, to blagalnie mowi: tylko ty mi dziecko nie placz, ja cie prosze!! Pamietala z poprzedniego razu, jak Ola wyla cale badanie.

Ale Ola byla w dobrym humorze i nawet z zaciekawieniem obserwowala co sie dzieje.

Jak wyglada zbieranie potu? Nie jestem pewna, czy juz pisalam o tym, wiec napisze jeszcze raz.

Najpierw mylam jej raczki przez 10 minut – przedramiona, po wewnetrznej stronie, nalezy masowac (z mydlem). Pozniej pani podlacza takie elektrody i piesci przedramiona pradem, rowniez przez 10, 8 minut. Wszystko po to, aby pobudzic dzialanie gruczolow potowych.

Gdy gruczoly juz sa pobudzone, pani przykleja taki plasterek z bibulka, zawija toto folia srebrna, na to gruba warstwa ligniny, a na wierzch jeszcze pielucha tetrowa.

I z takimi pakunkami Ola musiala biegac w sloneczku przez 40 minut. Lekarz kazal z dwoch rak, zazwyczaj robi sie na jednej, ale u Oli sytuacja niejasna, wiec chcial miec dwa wyniki badan.

Po 40 minutach pani odkleila bibule, zwazyla ja, aby zobaczyc, czy nazbieralo sie wystarczajaco duzo potu (bez rewelacji, ale moze byc, jak to pani okreslila) i moglysmy jechac.

Pojechalysmy na zakupy. Kupilam Oli stroj wrozki, Zuzi body na balet, a sobie kilka ciuchow. Ale wyprzedaze juz sie koncza…

 

 

Powtorka z rozrywki

Jutro jade do Warszawy, do Instytutu. Zupelnie jak w zeszlym roku. Wizyty u lekarzy, ciagly strach czy badania wyjda dobre, dlugie podroze, zmeczenie, placz Oli….

Jutro znow bedzie test potowy. W mukowiscydozie tak jest, ze test potowy moze wyjsc dobry, a za juz potwierdzi chorobe… wiec bardzo sie boje….

Zupelnie jak w zeszlym roku… ja w Polsce, Matthew w Katarze. Ja po szpitalach, Matthew po barach. Ja z dziecmi non stop, Matthew nawet do nich nie zadzwoni… ja w strachu, ze Ola chora, a Matthew do milych azjatek po pomoc sie zwraca, bo ‘zona zolza’….

Ale wlasnie sie dowiedzialam, ze jak sie jest na srodkach antydepresyjnych (a ja jestem) to sie nie powinno rozwodzic z mezem, trzeba najpierw odstawic, a dopiero potem. I co ja mam zrobic teraz?

I jeszcze ze srodki antydepresyjne zmniejszaja ilosc dopaminy, a dopamina jest odpowiedzialna za zakochanie, dlatego na tych srodkach sie ‘odkochujemy’ (co sie stalo w moim przypadku), ale po ich odstawieniu zakochujemy sie ponownie… to ja na nich do konca zycia chyba zostane, nie chce sie zakochac ponownie w permanentnym klamcy… 

Ile kosztuje wlamanie

Pojechalysmy z mama i Jola do Zlotych Tarasow na zakupy.

Po zakupach ja poszlam zaplacic za parking, a moja mama i Jola wyjmowaly walizke Joli z bagaznika – Jola jechala pociagiem do domu.

Wracam od maszyny do placenia, a tu moja mama ma przerazenie w oczach, Jola niesmialo kroczy w moim kierunku, co sie stalo?

Okazalo sie, ze moja mama zamknela kluczyki od auta. W aucie. W bagazniku!

Nie zeby to byl pierwszy raz.

Raz zdarzylo jej sie to rowniez w Warszawie. Wtedy to, przy pomocy ochroniarzy znalazla pana wlamywacza, ktory jej autko otworzyl.

Do drugiego razu w ogole sie nie przyznala, pewnie jej bylo wstyd, siostra nakablowala. Drugi raz stal sie w T., naszym rodzinnym miasteczku.

No i trzeci raz (albo moze i nie trzeci, kto ja tam wie, moze robi to nalogowo, zamyka te kluczyki, tylko ze sie nie przyznaje? 😀 ) w Zlotych Tarasach.

Biedna mama probowala wszystkiego, aby otworzyc swojego Matiza: kluczykami od domu, od komorki, nawet otwieraczem do piwa, ktory miala w torebce. Wszystko na nic.

Probowal tez i sprzatacz auto otworzyc. Przyszedl z miotla i wiadrem (odstawil na bok, nie przydaly mu sie w otwieraniu auta), obcazkami, drutem, i nozem.

Zaczal podwazac gume dookola malego okienka w aucie, ciagnac, szarpac, nacinac…

Matka czerwona na buzi, z przerazenia, no bo wszystko popsuje, a jak nie otworzy, to podwojne straty! Ale nie smie sie odezwac, aby go nie urazic, bo moze akurat mu sie uda….

Nie udalo mu sie. Trzeba bylo zadzwonic do pana od zamkow (telefon dostalysmy od ochroniarzy parkingu), ktory zgodzil sie przyjechac, i owszsem, za pol godziny. Za 150 zlotych!

Biedna mama! Wyboru nie miala, zgodzic sie musiala, utargowalam jej do 120 zlotych…

Przyjechal pan, za pomoca dwoch poduszek dmuchanych i drucika auto otworzyl w ciagu pieciu minut (powiedzial, ze na czas nie robi, bo by zniszczyl, ale kilka sekund by mu zajelo jakby mialo byc na czas), zainkasowal 120 zlotych i powiedzial: "Do niezobaczenia, mam nadzieje".

Ja rowniez. Ze wzgledu na moja mame. Nie moze sobie pozwolic na takie wydatki zbyt czesto.

Zaproponowalysmy z moja siostra, aby powiesila sobie klucze do auta na lancuchu na szyi. Ale mama sie nie zgodzila. Boi sie, ze jeszcze sie przytnie drzwiami do auta, i wtedy to dopiero bedzie problem! 

Polskie wesele

Wesele w Polsce tez juz sie skonczylo.

Pojechalam pociagiem, z Zuzia, a brat panny mlodej mnie odebral ze stacji.

Jak zwykle, Sylwia (panna mloda) byla swietnie zorganizowana – wszystko bylo, plac zabaw dla dzieci, nianie, kierowcy, kawa i ciasteczka w naszym domku (gdzie spalysmy), nawet obiad przed weselem i przed poprawinami!!

Sylwia jest niesamowita!!!

Nasz kierowca mial niesamowita podroz. Trzy dziewczyny, rozmawiajace o cyckach i o stanikach. Usmiechal sie tylko pod wasem, i nic nie mowil, ale nastepnego dnia zapytal mnie: Nie wypadly ci cycki?

A to dlatego, ze zamiast stanika mialam takie zelowe cudenko, i glosno wyrazilam obawe, ze mi to cudenko wypadnie w trakcie zabawy!

Nie wypadlo 🙂

Wesele bylo super – goscie sie swietnie bawili. Zwlaszcza Belgowie. Swiadek zasnal na laweczce w polowie imprezy, na innej laweczcze inny Belg spal sobie slodko, zerkajac tylko od czasu do czasu czy aby swiatla sie jeszcze swieca 🙂

Pan mlody musial rozpoznac panne mloda dotykajac kolan dziewczat (z zamknietymi oczami). Bardzo sie wahal pomiedzy moim kolanem a kolanem panny mlodej. Na szczescie sie nie pomylil, bo inaczej to by mu zona glowe obciela!! 🙂

Sylwia miala rozpoznac meza po uszach. Nie miala z tym zadnego problemu. Moze dlatego, ze uszy pana mlodego takie duze? 🙂

Pozniej panowie tanczyli z paniami coraz namietniej, niektorzy calowali paniom szyje, panie sie calowaly pomiedzy soba, paniwie zreszta tez ….  nastapila wymiana telefonow i maili..

Byc moze zamieszcze zdjecia jutro… i napisze, jak to moja mama otwierala auto za 150 zlotych.