02.04.2009, czwartek
Wyladowalismy w Japonii. Osaka. Na lotnisku – kwarantanna. Jesli pochodzi sie z okreslonych panstw (jedyne, ktore pamietam to Somalia) nalezy sie zglosic do okienka z napisem „Kwarantanna”. Zanim sie przejdzie do odprawy siedza celnicy w maskach i z odkazaczem w spraju.
Odprawa przeszla bezproblemowo. Pobieraja odciski palcow, robia zdjecie twarzy, i juz, mozna sie znalezc na japonskiej ziemi.
Teraz pociag lotnisko-Osaka. Patrzymy na te maszyny do biletow, a tam wszystko po japonsku! I badz tu czlowieku madry! Probujemy tak, i siak, i nijak nam nie idzie zakup tego biletu.
Zapytac Japonczyka – nasuwa sie oczywiste rozwiazanie. Tylko jest maly problem – Japonczycy nie mowia po angielsku. Rozumieja calkiem sporo, ale nie mowia prawie w ogole!!!
W koncu pomogl nam pewien Niemiec studiujacy w Japonii. Okazalo sie, ze jesli wiesz jak, to jest to calkiem proste i wrecz oczywiste!
W pociagu sa ogrzewane siedzenia, co bardzo nam sie podobalo, bo nieco zmarzlismy.
Dojechalismy do Osaki, do naszego hotelu, ktory jest bezposrednio przy stacji. Check in bardzo sprawny – niemalze bez wymiany zadnych slow.
Hotel ma piekne lobby, cena tez jest calkiem „piekna”, ale pokoje sa bardzo skromne. Nieco stare, bardzo male… ale nie narzekam, nie przyjechalam w luksusach sie plawic.
Zjedlismy obiad, i poszlismy spac, wyczerpani podroza.
03.04.2009
Dzisiaj sa urodziny Zuzi. Wiec jako prezent zabralismy ja do Univedsal Studios. Wiem, ze nie jezdzi sie do Japonii by ogladac sztuczna Ameryke, ale to sa jej urodziny i chcialam, aby sie dobrze bawila.
Wydalismy kupe kasy, bardzo duzo (hot dog kosztuje 5 dolarow!!), ale Zuzia stwierdzila, ze to byly jej „najlepsze urodziny w calym zyciu”. Nalezy jej sie, zwlaszcza teraz.
Wychodzac z Universal Studios okazalo sie, ze nie mamy juz pieniedzy, nawet na pociag. Bankomat jeden i drugi nie dziala. Co robic??? Zebrac? Lapac autostop? Naprawde mielismy problem. W koncu udalo sie nam znalezc automat, ktory wyplacil nam pieniadze.
Wieczorem bylismy totalnie padnieci, wiec poszlismy zjesc obiad w hotelowej restauracji. O matko i corko, toz to byly ceny! Za butelke wina wielkosci puszki coca-coli zaplacilismy 20 dolarow (ja myslalam, ze to butelka normalnych rozmiarow, a nie jakies takie mini mini!)!
Padlismy. Roznica czasu pomiedzy Katarem a Japonia to 6 godzin, wiec troche nam sie zegar naturalny skopal. Spimy do 11 i budzimy sie zmeczeni ☺
04.04.2009.
Urodziny miesiaca.
Dzisiaj mielismy w planach wielkie zwiedzanie Osaki, ale wstalismy o 11.
W hotelu probowalismy sie dowiedziec o bilety na pociag, jakis calodobowy bilet, czy cos w tym rodzaju. Zajelo nam to godzine (pamietajcie, oni nie mowia po angielsku, a w dodatku niewiele wiedza na tematy turystyczne), i w koncu kupilismy 3 calodniowe bilety z ksiazeczka kuponow, uprawniajacych nas do znizek/darmowych wstepow na rozne atrakcje w Osace. Kazdy po 20 dolarow (pisze w dolarach, poniewaz 20.000 jen to okolo 20 dolarow, wiekszosc z Was wie, ile kosztuje dolar, pewnie niewielu wie, ile kosztuje jen. Ale placi sie tutaj jenami).
No to witaj przygodo! Najpierw sie okazalo, ze kupony nie sa wazne na pociagi, tylko na metro. Roznica niby niewielka, ale pociagi dojezdzaja pod same atrakcje, a od metra trzeba zasuwac z kopyta.
Zdecydowalam, ze zwiedzanie Japonii wymaga duzego samozaparcia i entuzjazmu, osoby niezdeterminowane poddadza sie bardzo szybko.
Pojechalismy do zamku Osaka-jo, jednej z glownych atrakcji Osaki. Zamek jak zamek, nic specjalnego, tyle tylko, ze ma bogata historie, o ktorej tutaj nie bede pisala, bo sobie mozna znalezc w internecie. Zdjecie zamieszcze po powrocie do Kataru.
Zamek zostal przeksztalcony na muzeum, i mozna sobie podziwiac panorame Osaki z osmego pietra.
Czy wspomnialam, ze bylo bardzo zimno i lal deszcz? Nie? No wiec tak bylo. Bylismy przemoczeni do samych majtek, i zmarznieci na kosc (dodam, ze my sie odzwyczailismy od zimnych temperatur 😉 ). Skarpetki mokre, ubrania mokre….
Po zamku pojechalismy do Akwarium, gdzie mozna podziwiac rozne takie morskie stwory. Akwarium jest bardzo interesujace, zwlaszcza dla dziewczynek.
Pozniej w drodze na stacje metra weszlismy do lokalnej restauracji, prowadzonej przez japonskie malzenstwo, nie mowiace ani slowa po angielsku. Jedzenie bylo takie sobie – nie wiem, dlaczego wszyscy tak sie zachwycaja japonska kuchnia – pani byla bardza smetna i humorzasta, nie usmiechnela sie ani razu, no, ale przynajmniej sie ogrzalismy.
Na naszych biletach za 20 dolarow od lebka stracilismy kupe kasy – Zuzia wchodzila wszedzie za darmo, w akwarium oszczedzilismy 1 dolara, i tylko zamek byl wliczony w cene biletu (5 dolarow). No coz, modry Polak po szkodzie.
Jutro jedziemy do Tokyo. Sayonara.