Bo mnie stać.

A skoro już o samochodach mowa, to nie mogę nie wspomnieć o tablicach rejestracyjnych.

Można sobie zamówić takie specjalne, ale to, oczywiście, kosztuje. Gdybym miała na zbyciu prawie dwanaście tysięcy funtów, mogłabym jeździć golfikiem z rejestracją SYL 2. Proszę nie kwestionować zasadności tego, że tablice warte byłyby kilka razy więcej niż moje auto.

I SYL (Ja SYL) kosztowałoby mnie 27 tysięcy. A żeby ogłosić światu, że jestem królem – KKII NN GG – musiałabym wybulić 125 tysięcy funtów. To tak 610 tysięcy złotych mniej więcej.

P20 LKA (polka) to wydatek tylko 500 funtów.

To wszystko nic w porównaniu z najdroższymi tablicami świata. Tablica była taka: “5” i kosztowała… 3.5 miliona funtów. Przy minimalnych zarobkach człek musiałby harować 350 lat żeby taką sumę uzbierać. A kto kupił taką tablicę? No, kto zgadnie?

Tak jest. Arab z Dubaju. Powiedział, że 5 nie ma dla niego żadnego znaczenia. Pewnie chciał tylko mieć najdroższą tablicę rejestracyjną na świecie.

Kilka przykładów “tańszych” tablic możecie znaleźć tutaj.

A gdyby ktoś chciał sobie sprawdzić, ile kosztowałoby jego imię na tablicy, to niech kliknie tutaj.

Udanego weekendu! xx

Klucz.

Rano pojechałam do warsztatu.

Przemiły pan kazał mi usiąść i poczekać, że zaraz się mną ktoś zajmie. Usiadłam sobie, i czekałam. Po pół godzinie mniej więcej podszedł do mnie mechanik.

– To ty chciałaś opony zmieniać?

– No tak, ja.

– To daj mi klucz.

Pomyślałam sobie, że chce klucz do odkręcania koła, bo na stronie internetowej, gdzie kupowałam te opony to kazali koniecznie mechanikowi pokazać, gdzie jest klucz.

– O, ale ja nie wiem, gdzie on jest – powiedziałam. To ja z tobą pójdę, pokażesz mi, i będę wiedziała na przyszłość – ucieszyłam się.

Mechanik popatrzył na mnie jakby nie wiedział, o co mi chodzi, ale ja, niezrażona w ogóle, mówie:

– No to chodź, idziemy!

Poszliśmy.

Stanęliśmy przy aucie. Wyjęłam kluczyki z kieszeni, otworzyłam samochód, pewnie klucz gdzieś w bagażniku jest.

On mnie znów o ten klucz prosi. Co on taki niekumaty – myślę sobie. Nie rozumie, że nie wiem, gdzie on jest?

– No przecież ci mówię, że nie wiem, gdzie jest klucz – tłumaczę mu jak dziecku, nieco już zirytowana, bawiąc pilotem do samochodu.

Popatrzył na mnie jakbym była zdrowo walnięta. Po czym wyciągnął dłoń i bez ceregieli wyjął mi kluczyki do auta z ręki.

– Potrzebuję klucz, żeby otworzyć auto i ci te opony zmienić – mówi delikatnie, pewnie żeby wariatki nie urazic.

Zrobiło mi się trochę głupio. To nie potrzebujesz klucza do odkręcenia kół?

Nie potrzebował, bo w moim samochodzie koła jakoś inaczej się zdejmuje….

Teraz sobie pomyślałam, że w takim wypadku powinnam popatrzeć jak, bo pojęcia bladego nie mam jak się je odkręca.

196/65 R15 91V

Dzisiaj wkroczyłam do męskiego świata….

Już wiem, co oznaczają te tajemnicze cyferki i literki w tytule…

Zbliża mi się przegląd techniczny samochodu. W zeszłym roku opony miałam dosyć zjechane, więc domyślam się, że w tym roku nie przeszłyby przeglądu. Zatem należało się tym zainteresować.

Ok, wpisałam opony do google. Wyszło mi 167,000,000 wyników (ile to jest tak słownie? 167 milionów?). Nie tędy droga. Małymi kroczkami zajrzałam tu, zajrzałam tam, i się miło zdziwiłam!

Otóż na wielu stronach mogłam wpisać numer rejestracyjny swojego samochodu, i automatycznie pokazało mi, jakie opony są mi potrzebne!* Do wyboru miałam trzy rodzaje. Grzebiąc dalej dowiedziałam się, że rodzaj opony jest jak byk wypisany na samej oponie!

Dowiedziałam się też, że inne opony są potrzebne do szybkiej jazdy, a inne do wolnej.

Pojechałam do warsztatu, gdzie za darmo mi sprawdzili kółka. Okazało się, że do wymiany są dwie opony, w czym jedna jest przecięta (o czym pojęcia nie miałam).

W warsztacie mogą mi wymienić obie za £190. W internecie taki sam komplet mogę mieć za £140 (montaż wliczony w cenę). No to kupiłam. Teraz czekam az przyślą do warsztatu w moim mieście, i trzymam kciuki, że jednak dobre te opony wybrałam… bo się może okazać, że zamiast na nich jeździć to kwiatki w nich będę sadzić….

 Flower in a tyre

* W Anglii można sprawdzić sobie model i kolor dowolnego samochodu online wpisując jego numer rejestracyjny. Permanentna inwigilacja, na każdym kroku i pod każdym względem.

Jak można? Wszystko można.

I nawet nie trzeba zbyt ciężko próbować.

Wczoraj był dzień butowy. Nie to, że sobie kolejną parę butów kupiłam, oczywiście, że nie, chociaż wolałabym o niebo całe.

Otóż rano Ola zgubiła jednego (JEDNEGO!!) buta na balet.

Po południu okazało się, że Zuzia zgubiła buta szkolnego. Też jednego.

Powiedzcie mi proszę, jak można pójść do szkoły w dwóch butach i jednego z nich zgubić??? No jak??

Zuzia do gubienia ma talent generalnie, dwa miesiące temu zgubiła płetwy na basenie. Trzy razy pod rząd. Przez trzy tygodnie je gubiła. Zgubiła, kupiła nowe, zgubiła, kupiła nowe, zgubiła…. potem zgubiła okulary do pływania. A teraz buta zgubiła.

A gdybym ja tak pewnego dnia dzieci swoje zgubiła…. tak na godzinę chociaż….

Corka kata

Corka kataDawno nie pisalam o zadnych ksiazkach. Co nie oznacza, ze przestalam czytac, oczywiscie.

Ostatnio przeczytalam bardzo dobra ksiazke pt. Corka Kata napisana przez niemieckiego bodajze pisarza o niemozliwym do wymowienia nazwisku Potzsch (Oliver mu rodzice na chrzcie nadali).

Niewiele jest ksiazek, ktore pamietam, ta zdecydowanie jest jedna z nich. Czytalam po angielsku, wiec nie wiem, jak wyszlo polskie tlumaczenie, ale jakie by nie bylo, ksiazke warto przeczytac.

Akcja dzieje sie dawno, dawno temu (nie pamietam, kiedy dokladnie, ale istnieli jeszcze kaci, wiec dawno 😛 ), jest kat, jest milosc, jest morderstwo, sa czarownice. Wiem, opis ten nie zachecilby nikogo (ok, niewiele osob) do przeczytania, ale zaufajcie mi – koniecznie trzeba! Oderwac sie nie moglam i pamietam fabule, a to mi sie rzadko zdarza.

A w dodatku autor ksiazki jest potomkiem tytulowego kata!!

Lubie tutaj…

No dobrze. Wyglada na to, ze zawsze tylko psiocze na tych Anglikow, wiec pomyslalam sobie, ze dzisiaj dla odmiany napisze, co mi sie tutaj podoba.

  • Strony porownujace rozmaite uslugi, ceny, towary.

Musze zaplacic OC i AC na przyklad (odpowiednik, oczywiscie). Mam do wyboru kilka stron, gdzie wpisujac kilka podstawowych informacji (od kiedy mam prawo jazdy, ile lat bezwypadkowej jazdy itd) otrzymuje porownanie ubezpieczenia od kilkudziesieciu firm. W jasny, przejrzysty sposob.

Albo szukam najlepszej oferty na telefon komorkowy. Prosze bardzo. Nie ma sprawy. Ilosc darmowych minut, smsow, ile mnie to bedzie kosztowalo, jaki telefon dostane…

Porownac mozna wiele rzeczy – ubezpieczenia, telefonie, internet, dostawcow energii i gazu, konta bankowe, oszczednosciowe i karty kredytowe.

Porownywac mozna np. na Confused.com, MoneySupermarket.com lub GoCompare.com.

  • Kupony znizkowe, tzw. vouchers.

Zagladajac na strony, oferujace kupony znizkowe (lub sciagajac sobie aplikacje na iPhona) mozna zjesc obiad w restauracji za pol ceny, dostac znizke na naprawe obuwia, znizki w sklepach, zaplacic pol ceny za odbitki fotograficzne i tak dalej. Sama osobiscie dostalam 25 funtow rabatu za skrzynke wina. Wcale niemalo, prawda?

  • Wyprzedaze

A skoro juz o oszczedzaniu mowa, tutejsze wyprzedaze sa naprawde swietne, i bardzo czesto siegaja 75% normalnej ceny – ubrania, meble, AGD…. Tak naprawde nie trzeba nic kupowac w pelnej cenie, jesli jest sie gotowym poczekac na wyprzedaz.

  • Polityka zwrotu towarow

Kupilam buty. Fakt, ze drogie. Kozaczki. Cala zime przechodzilam, i urwal sie obcas. Zanioslam do szewca, on mowi, ze nie bedzie w stanie naprawic. Zanioslam do sklepu. Przyjeli bez gadania.

Tutaj nie jestesmy zdani na laske paniusi za lada. Niemalze wszystkie towary mozna oddac, i to bez podawania zadnej przyczyny. Niektore sklepy daja nam na to nawet i 28 dni!! A w czasie Bozego Narodzenia i dluzej nawet.

  • Rynek nieruchomosci

Dobre to, albo i niezbyt, ale mi akurat sie podoba. Bez problemu w intenecie mozna sprawdzic, kiedy dany dom zostal sprzedany i za ile. Mozna sobie poczyac, ile kosztuja domy w danej okolicy i ile potencjalnie kosztuje wynajem.

  • Ludzie

Nie sa zgorszeni caly czas, nie obnosza skwaszonej miny i sa generalnie grzeczniejsi. Oczywiscie nie wszyscy, uogolniam teraz. Nie wpychaja sie, karnie czekaja w kolejce, nawet na autobus.

  • Udzielanie sie.

Rodzice w szkolach udzielaja sie o wiele bardziej, niz polscy rodzice. Przychodza pomagac w lekcjach, czytac z dzieciakami, pomagaja podczas szkolnych wycieczek.

  • Mniejsza biurokracja. Wiele rzeczy mozna zalatwic przez internet i nie trzeba od okienka do okienka latac i podpisow skladac w obecnosci swiadkow.

No, to by bylo na tyle. Pewnie wiele innych rzeczy mi sie tez podoba, ale za dlugi post mi sie zrobil, wiec spadam! Pa.

Prawda na temat klamstwa.

– Jakie klamstwa opowiadaja Wasi znajomi swoim rodzicom? zapytalam swoje pociechy.

Ola bez zastanowienia wypalila – O inhalacji ci klamie. Udaje, ze oddycham, a nie oddycham.

No dobra. Zuzia lepiej pytanie zrozumiala i dowiedzialam sie, ze dzieci np. opowiadaja rodzicom, iz pani uwaza, ze sa najlepsze w klasie.

Ciekawa bardzo bylam, jakie klamstwa Zuzia opowiada. Nie sadzilam, ze mi powie, ale dowiedzialam sie, ze:

– Jak zrobie Oli krzywde, i Ola bardzo placze, to mowie bardzo glosno, zebys Ty uslyszala: Ola, Ola, co sie stalo, kochana, co ci sie stalo? a pozniej prosze ja, zeby przestala plakac, i obiecuje, ze cos jej dam. Pozniej mowie, ze jej to dam jutro, i znow ze jutro, i w koncu Ola zapomina i nie musze jej nic dawac.

A jak mi sie nie chce robic pracy domowej – dodaje – to ide do toalety, biore ksiazke, i czytam dopoki sie nie zdenerwujesz, ze tak dlugo w toalecie siedze.

Potem Zuzia zamilkla na minute, po czym ja oswiecilo i rezolutnie dodala – Nie powinnam ci mowic, o czym ci klamie, bo pozniej bedziesz wiedziala, prawda?

No, prawda 🙂

Znowu w życiu mi nie wyszło…

No dobra, temat nieco melodramatyczny, ale tak mi się ta piosenka przypomniała.

Chciałam dobrze, i znów nie wyszło. Taki już talent mam, że każdą sytuację, każdą szansę potrafię zmarnować. Czy też tak macie? Czy też może jesteście w czepku urodzeni i wszystko się Wam udaje?

Chociaż z drugiej strony, wszystko, co się dzieje, dzieje się z jakiejś przyczyny i ma jakiś głębszy sens. Przynajmniej ja w to wierzę. Zatem,

Czemu ty sie, zła godzino,
Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś- a więc musisz minąć.
Miniesz- a więc to jest piękne. 

Mój język świadczy o mnie.

– Złaź ze mnie, pi***ona głupia s**o z pier***oną tłustą dupą!

– Ty stara, głupia pier***ona p*zdo!

– Pi**ol się!

Tak krzyczało ośmioletnie dziecko do swojej matki. Przez pół godziny. Okładając ją przy tym pięściami.

Kilka wpisów temu wspominałam o pani, która ma 12 dzieci. To właśnie jej syn, który chodzi do naszej szkoły, tak się wydzierał. Nie wiem, o co mu poszło, bo nie widziałam początku, przyłączyłam się do widowiska (które rozgrywało się tuż przed moim oknem) jak dziecko leżało na ziemi, wijąc się jak piskorz, a matka siedziała na nim, próbując go opanować.

Nie oceniam matki ani sytuacji, bo sama pamiętam, jak Ola potrafiła mi takie sceny urządzać. Większość dzieci wpada od czasu do czasu w szał. Ale Ola nie przeklinała. I zastanawiam się – gdzie to dziecko nauczyło się tak mówić? Za młode jest na to, aby inne dzieci w klasie tak mówiły. Nauczyło się w domu. A to już nie jest fajne. Brat tego chłopaka chodzi do klasy z Olą – 5 lat. Ola wiele razy skarżyła się, że on jest niegrzeczny – popycha inne dzieci, bije je, przezywa. Sama słyszałam, jak mówił do Oli – to jest twój pi**olony samochód?

Reakcja matki – jakbym miała przepraszać za każdy czyn wyrządzony przez moje dzieci, to nic innego bym nie robiła, tylko bym przepraszała.

Może i tak. To ja przepraszam, ale nie chcę takiego towarzystwa dla moich dzieci.

Piękno to pojęcie względne.

Na stare lata nie tylko oczy się psują, ale i gust też, proszę Państwa.

Wczoraj siedzimy sobie z dziewczynami (wszystkie o 8 lat młodsze ode mnie, więc to w sumie nie tak dużo), wódkę pijemy, dzwoni domofon.

– To mój brat – mówi Koniara.

– No, on to jest super ciacho – dodaje Azjatka

– Baaaaardzo przystojny jest – wtrąca Spięta.

Nastawiłam się na modela, zawsze to fajnie na “ciacho” popatrzeć, zwłaszcza po wódce.

Wchodzi. Przetarłam oczy, chyba tyle nie wypiłam? Do pokoju wszedł tak na oko dwudziestolatek. Buzia pryszczata do granic możliwości. Chudy jak patyk. Za długie ręce, za wielkie stopy. Spodnie opierają się na połowie tyłka i widać szare majtki pod spodem. Za to włos wyżelowany na maksa!

To jest to ciacho????

Pamiętacie, jak byliście w szkole, i mamie Waszej zawsze podobał się najbardziej obciachowy chłopak, a ten odjazdowy nie podobał jej się w ogóle?

No. Ja oficjalnie wkroczyłam w wiek “obciachowości”.