Co mezczyzni robia, gdy im sie nudzi

Dzieki uprzejmosci Magdy dowiedzialam sie, co Matt najprawdopodobniej robil, gdy ja siedzialam przez kilka tygodni w Polsce.

Ze wzgledu na to, iz Mazusy byc moze sa ogladane przez dzieci, a nawet jesli nie, to byc moze zdjecia, ktore chce Wam pokazac moga byc dla kogos obrazliwe, postanowilam zamiescic zdjecia na blogu roboczym, a tutaj dac tylko linka.

Efekt meskiej nudy mozna obejrzec tutaj.
I oczywiscie spiesze wyjasniac wszelkie mozliwe watpliwosci, to nie sa zdjecia wykonane przez Magde Matt’owi.


What men do when they are bored?
Thanks to one of my friends I could see what Matt was most probably doing when I was away in Poland.

Because Mazusy might be read by children, or even if not, the photos I want to share may be offensive to some people, I decided to place the pictures elsewhere, and here I just put a link to it.

The effects of men’s boredom can be viewed here.
I would like to clarify, that the photos do not show Matt, and were not taken by my friend.

Dziwaki z klasa

Zycie wrocilo do normy, Matt wrocil do pracy. Ja dzis rano na basen z mloda, bo zlobek wciaz zamkniety, lubia swietowac w zlobku 🙂

Kupilismy sobie talerze wielkosci kola mlynskiego, szesc sztuk, cieszac sie, ze takie sa eleganckie i wykwintne. Gdzies przeczytalam, ze im wieksze talerze w restauracji, tym bardziej droga i elegancka ta restauracja. Wiec sie cieszylam iz nasze nowe talerze takie wielkie i ze wreszcie wsrod towarzystwa bedziemy uchodzic za ludzi z klasa (ha ha ha ha).

Dopoki nie doczytalam, ze to sa talerze do podawania dan, a nie do jedzenia z nich. Wiecie, mozna na nich makaron podac, ale dla 6 osob, a nie dla jednej. No coz, teraz nie bedziemy z klasa, tylko bedziemy dziwakami 🙂


Life is back to normal now, Matt is back to work. I went to the swimming pool with Zuzia, as nursery is still closed, they love to party in the nursery 🙂

We bought plates, enormous, huge, six of them, being happy they are so posh and ellegant. I read somewhere that the bigger the plates in the restaurant the posher and more expensive the place is. So I was so happy we’ll have big plates now, that finally society will see us as classy (ha ha ha).

Until I read on the box that they are serving plates, not food plates. You know, you can serve pasta for 6 people on this plate, not for one. Well, now we won’t be classy, we’ll be wiredos 🙂

Glowa boli od nadmiaru rozrywki :)

Dlugo mnie nie bylo, ale za to Eid bylo, albo moze nie bylo mnie, bo bylo Eid?

W kazdym badz razie dzialo sie wiele. Jesli ktokolwiek rozwaza przyjazd do Kataru, to zdecydowanie najlepsza pora jest czas Eid, czyli swiat, ktore nastepuja po Ramadanie. Bo czas Eid to jedyny czas, kiedy tutaj sie cos dzieje.

I tak w tym roku mielismy
– postacie z bajek chodzace po centrach handlowych;
– klaunow moc, tez w centrach handlowych;
– pokaz baniek mydlanych;
– pokaz wodnych fontann, polaczony z laserami i muzyka;
– zajecia dla dzieciakow (jakies teatry, teatrzyki, piosenki, spiewanie na scenie);
– cyrk w wodzie (mam nadzieje wybrac sie tam dzis wieczorem);
– cyrk na lodzie (cudne widowisko, zdecydowanie polecam. Odbywa sie w centrum handlowym na lodowisku, godzine wczesniej juz bylismy, aby miec miejsce, po prostu nie da sie opisac – kolorowe stroje, akrobacje tak nieziemskie, ze ja ze strachu paznokcie obgryzalam, a nigdy tego nie robie!!!);
– spiderman, czyli facet wdrapujacy sie na wysokie wiezowce bez zadnych widocznych zabezpieczen;
– fajerwerki;
– pokaz iluzjonistow (z Polski!!!!!), niestety, nie udalo sie nam zobaczyc 😦

I jeszcze mnostwo innych atrakcji, ktorych juz nie pamietam.

Jest jeden minus – tlumy, tlumy, tlumy!!!!! Masy ludzi, plynacych z miejsca na miejsce, jak mrowki, przepychanie, brak miejsca na oddech…. a korki na drogach! O, paskudztwo! Zatem osoby niecierpliwe powinny raczej zostac w domu.

Dzis juz ostatni dzien… a jutro Katar powroci do swej normalnosci, upalnego powietrza, pachnacego zgnusnialoscia, gdzie slonce leniwie przygrzewa, gdzie brak chmur idzie leb w leb z brakiem rozrywki, i gdzie jedynymi miejscami tetniacym zyciem sa budowy – o tak, Katar rozwija sie w zastraszajacym tempie. W koncu zbliza sie olimpiada w 2006 roku….

Eid i swieta

A jutro najprawdopodobniej skonczy sie Ramadan, i rozpocznie sie wielkie swieto Eid Al Fitr.

Eid to czas radosci, ucztowania, rozrywek. W miescie mnostwo atrakcji, dla dzieciakow i nie tylko – cyrk na lodzie, wodny cyrk, przedstawienia, teatrzyki….

Miasto wroci do zycia w ciagu dnia, sklepy i restauracje znow beda otwarte, a kawiarnie rankami beda kusily zapachem aromatycznej, swiezo parzonej kawy….

Eid to jedyne swieto w Katarze – pomyslcie, w Polsce jest Wielkanoc, Boze Narodzenie, Swieto Zmarlych, 1 i 3 maja, Nowy Rok, Boze Cialo – wszystkie te swieta sa dniami wolnymi od pracy. Rozproszone w ciagu calego roku daja nadzieje i sile do pracy – w koncu za kilka miesiecy znow sie trafi jakis dzien wolny….

A tutaj nie. Tutaj sa Eid po ramadanie (trzy dni), i pozniej (jakies dwa miesiace pozniej) kolejne Eid (znow dwa czy trzy dni). I to wszystko. Poza tymi kilkoma dniami nie ma ani jednego dnia wolnego. Pochlastac sie idzie, zwlaszcza, ze niektorzy pracuja po 6, nie 5 dni w tygodniu.


And tomorrow most probably Ramadan will finish, and Eid Al Fitr will start.

Eid is time of happiness, parties, entertainment. In the town there will be a lot of attractions for kids and not only for them – water circus, circus on ice, shows, theaters….

The town will be alive during the day again, shops and restaurants will open during the day, and coffee shops will tempt in the morning with the aroma of freshly made coffee…

Eid is the only holiday in Qatar – just think about it, in Poland or England you get lots of days of work, for various occasions, including Easter, Christmas, and so on. They are in various months of the year, so they give hope, because we know that in couple of months there will be another holiday, another day of work…

Not here. Eid is after Ramadan (three days), and then (after two months I think) there is another Eid (again two or three days). And that’s it. Apart from these few days not even one day off. Horrible, especially that some work 6, not 5 days a week.

Zolte ferrari

Wlasnie sobie uswiadomilam, ze to 1 listopada, ze w Polsce to swieto, do pracy sie nie idzie, a za to chodzi sie ‘na groby’…. tutaj zero takiej atmosfery, oczywiscie… pewnie powinien byc jakis powazny wpis, ale nie bedzie. Nie lubie cmentarzy, i nie chce myslec o zmarlych. Nie publicznie.

Zatem bedzie o Mateuszu.

Moj stary ostatnio ocipial. Ocipial na punkcie zoltego ferrari. Podobno parkuje na jednej z uliczek obok nas. Podobno, bo nikt (oprocz Matt’a, oczywiscie) nigdy tego ferrari nie widzial. Za to za kazdym razem, gdy tamtedy przejezdzamy, musze sie gapic w uliczke, wypatrujac, czy aby nie stoi sobie zolte ferrari. Nigdy nie stoi.

Kilka dni temu stary dzwoni do mnie. Rwacym sie z podekscytowania glosem mowi:
– Jeeedzie. Je-dzie. Zolte ferrari. Jedzie.
– Taaaaa? pytam, przyznam, nieco znudzona.
– Tak, posluchaj!

I slysze wycie silnika w tle. Wieczorem Matt opisal sytuacje nieco blizej.
Okazalo sie, ze ferrari stalo w korku tuz obok naszego Pajero, Matt zatem otworzyl okno, przystawil telefon do okna, abym mogla sobie posluchac warkot silnika owego zoltego ferrari.

Pech chcial, iz kierowca ferrari rowniez mial okno otwarte, i akurat patrzyl na Matta. Pewnie myslac, ze glupi jaki, albo co. Matt potwierdzil jego przypuszczenia gdy zmieszany wymamrotal:
– Fajna bryka.
– Yhy – odpowiedzial kierowca ferrari.

Znow o ciazy, ach te ciaze

A Wy to jak zwykle wszystko zgadniecie od razu. Jedna z moich wiadomosci zgadlyscie od razu.

Aczkolwiek, zapewniam, to nie bedzie kolejny blog ciezarnej babki. A gdybym sie zaczynala zapominac, to prosze o przywrocenie do pionu. (gratulacje mozna skladac :))

Napisze tylko ze Junior tudziez Juniorka ma 11 tygodni i 6 dni, wazy 111g., ma piec i pol centymetra dlugosci i szczeke szeroka jak zaba. Podobno pojawi sie na swiecie 15 maja, co oznacza, ze tego dnia wypadaloby zmienic nazwe Mazusow. Niestety, pomyslow w tej chwili na zmiane mi brak.

Urodzi sie najprawdopodobniej w Katarze, wiec doswiadczenie moze byc ciekawe. Porod jednakze zrujnuje finansowo biednych rodzicow, bo kazda wizyta kosztuje 100QR, USG kosztuje 150QR, krew i mocz tez za darmo nie sa.

A sam porod? he he he, ‘jedyne’ 4500 riali. A jak, nie daj Panie Boze, konieczne bedzie cesarskie ciecie, to wtedy 9000QR.

Moze otworze konto, beda chetni na datki? 🙂


This is not going to be a blog of a pregnant woman, if I forget about this promise please, remind me. But you can congratulate me, of course :))

I’ll just write that Junior is 11 weeks and 6 days old, weighs 111 grams, is five and a half centimeters long, and its jaw is enormous like frog’s mouth. It’s supposed to be in this world on 15th of May, which means that I should change Mazusy name. However at the moment I have no ideas on what it should be.

The baby will most probably be born in Qatar, so it can be quite an interesting experience. It will ruin poor parents though, every visit costs 100QR, scan 150QR, blood and urine checks also cost money.

And labour itself? Well, it’s ‘only’ 4500 rials. And if, touch wood, it has to be a Cesarian, it costs 9000QR.

maybe I’ll open up an account. Anybody willing to contribute? 🙂

Zmiana czasu

Ta zmiana czasu doprowadza mnie do szalu. Bo w Katarze czasu sie nie zmienia. Zatem teraz sa dwie godziny roznicy. Niby niewiele, a jednak! Gdy u nas jest 8 rano, w Polsce jest 6, i swiat jeszcze spi…

Wlaczam TV, a tam wszedzie przerwy. I odwrotnie, wieczorem, gdy cos sie zaczyna o 21 (powiedzmy jakis film na Canal+), to u nas juz jest 23 wieczorem, czyli czas na spanie…. Bleeee!

Najczarniejszy strach

Dostalam ochrzan od rodzicielki, ze sie z Mazusami obijam. No coz, jakos tak nie mam zaciecia ostatnio.

Rodzina angielska wyjechala, zostawila mi rozwydrzonego dzieciaka (o Zuzi mowa. Po prostu tak sie z nia bawili, ze teraz mloda uwaza calodzienne zabawy za cos naturalnego. Naturalnie ja tak nie uwazam, wiec jest konflikt rodzinny).

W Polsce nastapila zmiana czasu, a w Katarze nie. Zatem gdy ja siadam do komputera o 8 rano, wiekszosc z Was slodko jeszcze spi, bo jest godzina 6:00.

Powrocily upaly, a juz myslalam, ze zima idzie.

No i przeczytalam kolejna ksiazke, Harlan Coben, Darkest Fear, na polski zostala przetlumaczona, polski tytul Najczarniejszy strach. Inne ksiazki tego autora mozna zobaczyc tutaj. Ostatnio jestem pod wrazeniem ksiazek Coben’a, pierwsza jego powiesc (Tylko jedno spojrzenie) przeczytalam przypadkiem, a teraz mnie wciagnelo. Sa to – bo ja wiem? powiesci detektywistyczne z watkami thrillerow? W kazdym badz razie bardzo ciekawe, trzymajace w napieciu, pelne niesamowitych, zaskakujacych zwrotow oraz falszywych sladow prowadzacych donikad. Zdecydowanie polecam 🙂

O ciazy

Bedzie o ciazy, ale nie o mojej. Bedzie o ciazy-bohaterce. Bo to ciaza, moim zdaniem, jest glowna bohaterka ksiazki Tony Parsons pt. Kroniki rodzinne.

Sa trzy siostry, jedna desperacko chce dziecka, ale w ciaze zajsc nie moze; druga dzieci w tym momencie miec nie chce, ale jej sie wpadka zdarza; a trzecia w ogole nie wyobraza sobie siebie w ciazy i ma faceta, ktory podwiazal sobie nasieniowody. Ale (jak to w zyciu bywa 😉 ) nagle zmienia zdanie, i chcialaby zostac mama.

Akcja ksiazki toczy sie wokol tematu ciazy, ciaza jest w niej szeroko dyskutowana, przezycia dotyczace ciazy przewijaja sie przez ksiazke wartkim strumieniem.

Nawet ciekawa ta ksiazka, ale zbyt wiele w niej ciazy. Zupelnie jak w tym wpisie :)))


I just read a book, Tony Parsons The Family Way. This is a book about… pregnancy.

There are three sisters, one desperately wants a child, but she can’t get pregnant; second doesn’t want to have a child at the moment, but she does get pregnant by accident; third one doesn’t want to have children at all and she has a boyfriend who had vasectomy. Unfortunately (as it happens in real life ;)) all of a sudden she changes her mind and she decides that she wants to be a mum.

The book is about pregnancy, pregnancy is widely discussed in the book, it’s all about experiences during, before, and after pregnancy.

It’s quite interesting, this book, it’s just that there is too much of pregnancy in it. Exactly as in this diary entry :))

Dwie wiadomosci

Mam dwie wiadomosci, jedna wazna i jedna bardzo wazna, ale o tym jeszcze nie teraz. Moze wkrotce. A na razie ide sie polozyc, bo zmeczona jestem.

Wiecie, ze zarcie w restauracjach sie moze przejesc? Juz od tygodnia jemy w restauracjach, i mi sie za przeproszeniem wymiotowac chce jak tylko sobie pomysle o restauracji.

Ale przeciez sie ich nie przekona, ze w domu ugotowane tez moze byc dobre. W koncu jedno nie lubi ziemniakow, drugie nie tknie zupy, trzecie patrzec na pomidory nie moze…. i badz tu czlowieku madry.