Zmiana plci

Poznajcie panstwo Divot. Wydaja sie byc szczesliwym malzenstwem, mieszkajacym na przedmiesciach, ze statystyczna dwojka dzieci. Nagle, pewnego dnia, wszystko sie zmienia.

Nick postanawia, ze jest kobieta w ciele mezczyzny, i ze podejmuje kroki aby stac sie Nicola.

Alison od dawna czula sie mezczyzna w ciele kobiety. Czy rowniez zdecyduje sie na zmiane plci?

Jaki wplyw beda mialy te decyzje na losy rodziny?

A czy wiecie, ze mezczyzna potrzebuje jednej operacji, aby stac sie kobieta, a kobieta potrzebuje az trzech?
I czy wiecie, ze podczas operacji penisa formuje sie z lechtaczki, i ze do sztucznej, nowo utworzonej pochwy trzeba wkladac plastikowe tuby, aby sie pochwa nie zarosla?

Tego wszystkiego i jeszcze kilku innych szczegolow mozecie sie dowiedziec z ksiazki David’a Nobbs pt. Sex and Other Changes. Niestety, po polsku nie udalo mi sie znalezc, moze nie zostala przetlumaczona?


Meet the Divots. They seem to be a happy couple living in a suburbian house with their two kids. Suddenly, one day, everything changes.

Nick decides that he is a woman in man’s body, and he will have an operation to become Nicola.

Alison has always felt that she is really a man. Will she also decide to have a sex change operation?

How will these decisions influence the family life?

And do you know that a man to become a woman needs one operation, and a woman needs three to be a man?
And do you know that during the op the penis is created from clitoris, and to a newly formed vagina one has to put plastic tubes so that it doesn’t close?

All these, and other things you can find out in a book by David Nobbs Sex and Other Changes.

Jednodniowe malzenstwo

Doha: mezczyzna zazadal rozwodu od swojej zony w dzien po slubie. Dlaczego? Bo nie byla dziewica. Co wiecej, miala sztuczna blone dziewicza – taka operacyjnie wstawiana.

W sadzie okazalo sie, iz mloda malzonka miala wczesniej chlopaka, z ktorym byla przez 2 lata, i z ktorym uprawiala seks. Gdy ja porzucil (bo jego rodzice nie zgadzali sie na slub), pojechala do innego arabskiego kraju, gdzie poddala sie operacji rekonstrukcji blony dziewiczej.

Sad oznajmil rozwod malzonkow, a dziewczyna wrocila do domu zszokowanych rodzicow, ktorzy ograniczyli jej swobode.

Klamstwo nie poplaca? 😉

Za Penninsula.


Doha: a man has taken his wife to court a day after their marriage. Because she wasn’t a virgin. Moreover, she had her virginity restored by surgical operation.

In the court it turned out that the girl has previously had a boyfriend, for two years, and she has had sex with him. When he left her (as his parents didn’t want him to marry her), she went to another Arab country  to have her virginity restored.

The court granted the divorce, and the girl came back to her parents’ house. Shocked parents have restricted the girl.


From Penninsula.

Nowe zycie

Dzisiaj zaczelam swoje nowe zycie. Zycie gospodyni domowej. Zatem wstalam pelna energii (he he he), zrobilam dziecku sniadanie, sobie kawe, obgarnelam mieszkanie, i nawet pranie wstawilam. A pozniej (jako ze mam zamiar byc inteligentna gospodynia domowa) zasiadlam przed komputerem z kawa aby przeczytac dzisiejsze wiadomosci.

Zaraz, zaraz, ktos zapyta. Jak to, od dzisiaj gospodyni domowa? A do tej pory to co ja niby robilam?

No tak, ale ostatnio pojawila sie propozycja pracy, i w sumie bylo juz przesadzone, ze do pracy pojde – pozostaly tylko formalnosci do zalatwienia (bo to nie tak latwo zaczac prace w Katarze, wiecie, wizy, sponsorzy, i tak dalej). Zatem psychicznie czulam sie juz pracownica.

A tutaj nagle okazalo sie, iz niestety, nici z zatrudnienia. Co z tego, ze facet, dla ktorego mialam pracowac, nazwijmy go Bob, bardzo chcial mnie zatrudnic. Co z tego, ze moje doswiadczenie w zarzadzaniu projektami bylo dokladnie tym, czego potrzebowal. Co z tego?

Firma ta to arabski bank, i ludzie wyzej od Bob’a postawieni nalegali, ze osoba na tym stanowisku musi znac arabski. Bob nalegal, ze nie potrzebuje osoby z arabskim, a ze potrzebuje kogos z doswiadczeniem w zarzadzaniu projektami. Nic z tego. Musi zostac zatrudniona arabska lady, a nie jakas tam Europejka.

Szkoda mi tylko Bob’a, bo dostanie Arabke, ktora wprawdzie po arabsku mowi, ale za to nic nie bedzie potrafila zrobic, wiec bedzie sobie pilowala paznokcie (z opowiadan wiem, ze tak to wyglada), a biedny Bob wciaz bedzie sam porobowal ogarnac ogrom pracy, do ktorej potrzebowal pomocy.

Transmisja

A dzis bedzie o swojskiej ksiazce napisanej przez egzotycznego pisarza, czyli o Transmisji Hari Kunzru.

Powiesc jest o Hindusach na zachodzie. A dokladniej jest to historia mlodego, zdolnego hinduskiego chlopca, ktory przyjechal do Ameryki, do Ziemi Obiecanej, bo mial nadzieje, ze stanie sie kims wielkim, ze bedzie zarabial dobre pieniadze, i ze rodzice beda z niego dumni.

I jeszcze jest to historia mlodej, niezwykle pieknej hinduskiej aktorki, podziwianej i uwielbianej, ktora kreci swoje filmy min. w Anglii.

A obydwoje tych ludzi laczy…. wirus komputerowy.

Ale tak naprawde jest to historia o zmianach, jakie zachodza w zyciu, o tym, jak nagle, niespodziewane wydarzenia potrafia zmienic ludzkie priorytety, o tym, jak tragedia moze doprowadzic do szczescia.
Polecam 🙂


Today about a book written by an exotic writer, that is Hari Kunzru’s Transmission.

It’s a book about Hindu people in the West. Or more precisely a story of young, tallented Indian boy who came to America, to Promised Land, and he was hoping to become someone big, to earn good money and make his parents proud of him.

And also a story of a young, beautiful Hindu actress, admired and loved, who makes her movies e.g. in England.

And both these people come together because of ….. computer virus.

But in fact this novel is about changes in life, about how unexpected events can change people’s priorities, how a tragedy can lead to happiness.
I really recommend.

Komedianci

W hotelu Ramada co jakis czas odbywaja sie wieczory z komikami – nazywa sie to Laughter Factory (Fabryka Smiechu). Wybralismy sie na jeden z nich.

Najwieksza frajda bylo to, ze komicy wystepowali w hotelowym barze. Nie potrafie opisac, dlaczego to byla najwieksza frajda, ale sprobuje:

1. W Katarze nie ma prawdziwych barow. Te hotelowe zazwyczaj sa takie jak lobby w hotelu, nie jak bar. Puste, bardzo eleganckie, i z delikatna muzyka. Ten bar w Ramadzie byl jak bar: zatloczony, zadymiony, muzyka grala baaaardzo glosno, i mial atmosfere baru, a nie lobby hotelowego;

2. W barze nie bylam od bardzo dawna – zdecydowanie ponad rok.

Wystepowalo trzech komikow, i tak sobie myslalam, ze zawod komika to chyba najgorszy zawod na swiecie. Wyobrazcie sobie, jakie to musi byc okropne uczucie gdy komik wychodzi na scenie, i nikt sie nie smieje z jego zartow! Albo jeszcze gorzej, jesli jego poprzednik byl wysmienity, ludzie zasmiewali sie do lez, a nasz (malo utalentowany) komik wychodzi, i nikt nawet sie nie usmiechnie. Paskudne uczucie, prawda?


In Ramada hotel every now and then there are evenings with comediants, they’re called Laughter Factory. We went to Laughter Factory few days ago.

The best part was that the comics were in a bar. I can’t really describe why it was the best fun, but I’ll try:

1. In Qatar there are no bars. Bars in hotels are usually like lobbys, not like bars: empty, posh, and with calm, quiet music. The bar in Ramada was crowded, smoked, music was very, very loud, and the atmosphere was like in a bar, not like in a hotel lobby.

2. I haven’t been to bar for ages, at least not for a year.

There were three comics. And I was thinking, being a comic is one of the worst jobs in the world. Just imagine how awful it must feel if a comic goes on the scene and nobody laughs at his jokes! Or even worse, if comediant who was telling jokes before him was really funny! Awful, right?

Piekno po tajsku

Nieczesto zdarzaja sie nam wieczorne wyjscia. Powiem inaczej – nigdy
nie wychodzimy wieczorami bez Zuzi, po po prostu nie mamy nianki.

Ale wczoraj poszlismy. Znajomi z dwojka dzieci maja taka pelnoetatowa sluzaca,
ktora z nimi mieszka, oni tez ida, wiec Zuzia i ich dzieci zostaly ze
sluzaca.

Zatem musialam sie upieknic, bo wygladam jak zaniedbana kura domowa ostatnio. Wybralam sie do Lady Siam Massage, tajskiego salonu pieknosci, uczesac sie i zrobic sobie manicure.

Wszystkie
panie, ktore tam pracuja, pochodza z Tajlandii. Po angielsku mowia
bardzo kiepsko, za to pomiedzy soba bez przerwy szczebiotaly po
swojemu. W sumie to mogly mnie totalnie obgadac, wlacznie z rozmiarem
moich piersi, a nic bym o tym nie wiedziala 🙂

Niech obgaduja moje cyce, wybaczam, bo jaki
manicure mi zrobily!!! Ta, ktora sie mna zajmowala, wygladala na 20
lat, a miala …. 36! I dwudziestoletniego syna! Jak one to robia, ze
tak mlodo wygladaja?

Manicure zajal jej ponad godzine (!!!!!).
Namaczala moje dlonie, paznokcie smarowala dziesiatkiem roznych plynow
– olejki, ciecze, balsamy, nie wiem, co, bo wszystko z Tajlandii i nie
bylo na tym napisow po angielsku.

Skorki wycinala niezwykle
pieczolowicie, ja juz nic tam nie widzialam, a ona, niezadowolona z
efektow, smarowala skorke czyms magicznym, znow ciela, i znow masowala,
i ciela…

Zrobila mi peeling
dloni i calych ramion, az po pachy. Pozniej umyla mi dlonie i ramiona,
bardzo plynnymi, delikatnymi ruchami, dwa razy, za kazdym razem
zmieniajac wode.

Pozniej nasmarowala mi rece (az po pachy) kremem zmieszanym z olejkiem – podobno sam krem nie jest najlepszy, nalezy zawsze mieszac go z olejkiem.

Nawet po pomalowaniu paznokci tez jeszcze czyms je smarowala, malowala, masowala….

Pozniej czas na wlosy. Och, co to bylo za mycie!!! Nie na siedzaco, tylko na lezaco! Polozyla
mnie na bardzo wygodnym, wyprofilowanym ‘lozku’, i masowala mi glowe
przez ponad 15 minut! Nawet mi uszy umyla, no, nie w srodku, ale na zewnatrz, ha ha ha.
Troche sie balam czesania, bo moje wlosy sa
trudne, a w dodatku wlosy Azjatek bardzo sie roznia od europejskich
wlosow. Ale i z tym zadaniem sobie poradzila swietnie.

Podczas mojej wizyty Tajka, ktora sie mna zajmowala wywrozyla mi chlopca, na podstawie mojej dloni, ale moglam ja zle zrozumiec, wiec sie nie upieram, moze mowila o czyms zupelnie innym.

No i jeszcze jedyna rzecz, ktora od niej slyszalam, to bylo happy. Wszystko bylo happy: Tajlandia jest happy, ona sama jest happy, moje dlonie sa happy, nawet jakims cudem cazki do skorek byly happy.

Grunt, ze ja bylam happy jak wyszlam z salonu. I wiem, ze na pewno tam wroce.


We don’t go out too often. Or rather we never go out in the evenings without Zuzia, because we don’t have a babysitter.

But yesterday we did go out. Our friends with two kids have a live in maid, so Zuzia and their kids stayed with the maid.

So I had to get pretty, because I look like a desperate housewife, not as pretty as them, but desperately needing to do something about my looks.
So I went to Lady Siam Massage, a Thai beauty salon,  to blow dry my hair and do manicure.

All ladies working in the salon come from Thailand. They speak hardly any English, but they were constantly chatting with each other in their native language. For all that I know they could be talking about the size of my titties.

But I’ll forgive them talking about whatever they were, because the manicure was amazing!!! The woman who dealing with me looked 20, and she was 36, moreover, she had a 20 year old son! How they do it that they look so young?

Manicure took over 1 hour (!!!!!). She was soaking my hands, put potions and lotions on my nails, I have no idea what it was, as everything was from Thailand and nothing was written in English on  the bottles.

She cut skins around my nails, I saw nothing there left, and she, not happy with the results, was putting some magic mixture on them, cutting, mixtrure, cutting again…

She did peeling – hands and arms up to my armpits. Later she washed it off, twice, very gently, each time changing the water.

Later on she put on my hands and arms cream mixed with scented oiscl – apparently just the cream is no good, you should always mix cream with oil.

Even after she put varnish on the nails, she still put some other mixtures on top of this, panited over with something, massaged…

Then time for my hair. What a wash that was! Not sitting, but lying down! There was a very comfy ‘bed’, which I lied (lyed?) down on, and she gave me a head massage, for 15 minutes! She even washed my ears, not inside, outside, but still, ha ha ha.

I was afraid how the final result of blow drying will look like, because my hair is difficult, plus Asian hair is very different to European hair. But even with this job she did brilliantly.

During my visit this Thai girl told me that I’ll have a boy, just by looking at my hand, but I could have misunderstood her, so I don’t insist that’s what she said.

And one more thing. One word I heard from her was happy. Everything was happy: Thailand is happy, she herself is happy, my hands are happy, even somehow her tools were happy.

Well, most important, that I was happy when I left the place. And I know for sure I’ll be back there.

Zdjecia z pustyni

A teraz kilka zdjec z wyprawy opisanej ponizej. Niestety, na zdjeciach nie slychac jak pustynia spiewala…. 😦

Po wdrapaniu sie na szczyt niezwykle stromej i wysokiej wydmy odpoczywamy i posilamy sie arbuzem z piaskiem.



Jak juz sie najadlam, to zjechalam w dol. Buczalo i wibrowalo ze hej. Mhhhhhm, bardzo fajne wrazenia 😉



A ci, co byli odwazniejsi, to zjezdzali glowa w dol! A pozniej piasek z zebow wydlubywal :)))

Spiewajace piaski

Kilka dni temu wybralismy sie na pustynie, zobaczyc (i uslyszec) spiewajace piaski. Zabladzilismy, zapytalismy o droge lokalnego Araba, wyprowadzil nas w pole (no dobra, nie w pole, ale na pustynie), bo ani w zab nie rozumial, o co nam chodzi, i gdy juz po 3 godzinach bladzenia mielismy sie poddac, gdy juz mielismy wracac do domu, oto i one, zupelnie przypadkiem je znalezlismy!!!! Spiewajace piaski!

Jest to niezwykle fascynujace, naturalne zjawisko – na pustyni slychac takie buczenie, podobne nieco do samolotu lecacego w oddali. Odglos ten jest spowodowany tarciem piasku, ktory spada z wierzcholka wydmy. Podobno dzwiek ten slychac z odleglosci 10 kilometrow!!! Pustynia zazwyczaj jest bardzo cicha – nie ma tam samochodow, zwierzat (no moze oprocz wielbladow, ale te zazwyczaj laza bezglosnie), ptakow… zatem takie buczenie jest czyms niezwyklym. Acha, piaski rowniez wibruja, zjezdzajac w dol takiej wydmy nie tylko slyszalam jak ‘spiewa’, ale rowniez czulam jak cala wibruje… Niesamowite!

Spiewajace piaski sa niezwykle rzadkim zjawiskiem, na calym swiecie jest tylko kilka takich miejsc, w ktorych mozna zobaczyc i uslyszec spiewajace piaski. Aby pustynia ‘zaspiewala’ nie wystarczy tylko piach spadajacy w dol wydmy – potrzebne sa rowniez inne czynniki, takie jak odpowiednia wielkosc ziaren piasku, odpowiednio wiejacy wiatr, wilgotnosc powietrza rowniez jest bardzo wazna….

Bylo to niesamowite przezycie – warto bylo bladzic przez 3 godziny aby znalezc to miejsce (droga powrotna zajela nam…………. 1 godzine :)).


Few days ago we went to the desert to see (and hear) singing sand dunes. We got lost, we asked a local Arab for the way, he didn’t understand what we want from him, so God knows way to where he showed us, and when we were just to give up and go home after 3 hours of driving around the desert, there they were, we found them by accident!! Singing sand dunes!

This is incredibly fascinating natural phenomenon – you can hear humming, similar a bit to a plane flying far far away. This humming is caused by the sand going down the dune. They say the sound can be heard 10 kilometers away!! Desert normally is very quiet – there are no cars, animals (ok, apart from camels, but they just wander around making no noise whatsoever), birds… so humming is something unusual. And the sand also vibrates, going down the dune I not only heard ‘singing’, but I also could feel the dune vibrate…. Incredible.

Singing dunes are a very rare phenomenon, on the whole world there are only few places like this. Because it’s not enought for the desert to ‘sing’ if the sand goes down the dune. Also the type of sand itself is important, together with precise wind and moisture conditions….

It was incredible experience – it was worth looking for it for 3 hours (the way back home took us only 1 hour). :))

Gdy kota nie ma

Myszy harcuja. Matt polecial do Florencji (szczesciarz!!) na dwa dni, a ja w domu sama z dziecieciem.

I o dziwo, bardzo mi sie to podoba! Nagle mam bardzo duzo czasu, nie wiadomo skad. Moj dzien nie jest podzielony na sekcje – poranna, zanim Matt przyjedzie na lunch, i popoludniowa, pomiedzy lunchem a powrotem do domu wieczorem.

Zatem z Zuzka spedzamy fajnie czas – pojechalysmy na basen, ugotowalam rosol (Matt zup nie jada, jak dostanie zupe na obiad, to sie pyta: a gdzie obiad??), upieklam kruche ciasteczka z orzechami (ha, nawet dobre wyszly), poszlysmy na plotki do sasiadki, pojechalysmy na zakupy, no i moge wieczorami gapic sie na polskie programy, bo mi nikt nad uchem nie brzeczy, ze ‘nie rozumieeeeee’. 🙂

A wieczorem tule sie do Zuzinej lalki (przypadkiem zostawionej w naszym lozku), bo jakos tak odzwyczailam sie od samotnego spania. A rano o 6 mloda przychodzi, wtula sie we mnie, i tak spimy do dziewiatej… bo nie trzeba taty do pracy zawozic.

Wesole jest zycie slomianej wdowy

Ksiezniczki z NY

Kolejna odslona zycia nowojorskich dziewczat, ktore maja pieniadze. Ksiazka Plum Sykes Ksiezniczki z Park Avenue do zludzenia przypomina Diabel ubiera sie u Prady. Obie ksiazki opowiadaja o tym samym, autorki obu ksiazek pracowaly dla Vouge’a, no i nawet obie wygladaja podobnie.

Ksiezniczki z Park Avenue to dziewczyny, ktorych wlosy maja idealny kolor blond, ktore lataja prywatnymi odrzutowcami, a narzeczonych traktuja jak torebki – wiecie, taki narzeczony to swietny dodatek do stroju.

Zadna to wielka literatura, te Ksiezniczki, ale do poduszki mi sie niezle czytalo. Tylko rece zalamywalam, bo glowna bohaterka, choc ‘ksiezniczka’, to glupia jak but byla…