Wielki Budda

Wcale nie tak latwo zobaczyc Wielkiego Budde (Big Buddha). Aby dostac sie do Jego siedziby nalezy wybrac sie w 50minutowa przeprawe lodzia, a pozniej jeszcze jechac autobusem przez godzine, mijajac tradycyjne chinskie wioski, gdzie chlopi w tradycyjnych chinskich kapeluszach uprawiaja banany.

I chociaz Wielki Budda rzeczywiscie jest olbrzymi i niepodzielnie kroluje ponad okolica, aby sie do niego dostac trzeba jeszcze pokonac setki stromych schodow.

Wielki Budda stoi sobie na szczycie, w otoczeniu szesciu innych figur. Kazda z nich trzyma jakis przedmiot – lotos, szkatulke, plomien, kulki czy inne paczki tudziez figi, naczynie na cos tam, i cos, co przypomina miniaturowe organy. Kto to sa te figury, i co symbolizuja trzymane przez nie przedmioty, pozostaje dla mnie zagadka. Prosba do Buddystow lub tych, ktorzy sie tym interesuja, o wyjasnienie w komentarzach. Bede bardzo wdzieczna.

Dookola Wielkiego Buddy pelno jest straganow, na ktorych, oprocz kiczowatych pamiatek z Wielkim Budda mozna kupic kadzidelka. Kadzidelka te zapala sie albo przed Budda, albo w pobliskiej swiatyni.

A swiatynia jest piekna, udekorowana mnostwem kwiatow, z firgurkami roznych bogow. Przed figurami tymi ludzie skladaja dary, w postaci kadzidelek lub owocow. Mozna zobaczyc tez mnicha, ktory na dziedzincu uklada kwiaty w bukiet dla swojego boga.
Zdjecia jak zwykle pozniej, musze je obrobic 🙂


It’s not so easy to see Big Buddha. To get to his place you have to go on a 50minute boat ride, followed by an hour trip by bus. The bus is going through traditional Chinese villages, where Chinese peasant in traditional, Chinese hats are planting banana trees.

And although Big Buddha is really big and rules over the area, to get to him you must climb hundreds of steep steps.

Big Buddha is on the top, surrounded by six figures. Each of  these is holding an object – lotus, a box, some kind of balls, and some other things that I don’t know what they are. I don’t know who the figures are, or what they symbolize. If someone is a Buddhist, or is interested in it, please explain who the figures are and what objects they are holding in comments.

There are a lot of people selling cheap souvenirs with Big Buddha. You can also buy inscents there, which you lit in front of Buddha or in the nearby temple.

The temple is beautiful, with lots of flowers and figures of various gods. In front of these figures people put presents (fruit) and burn inscents. You can also spot a monk who is making a bucket for his god.

Widokowka z Hong Kongu

Budynek HSBC (na zdjeciu ta pusta przestrzen, o ktorej pisalam. Zdjecie ze strony http://tresolini.org/andrew/seasia_summer2004/pages/page_11.html?):

Dla zainteresowanych, goraco polecam strone, na ktorej mozna obejrzec wszystkie wiezowce w HK (rowniez te w NY i Chicago). Na stronie mozna sobie rowniez poczytac jaki wysoki jest budynek, w jakich celach jest wykorzystywany, kiedy zostal oddany do uzytku… Mozna tez tam poczytac o budynkach w Polsce.


Above photos of skyscrapers in Hong Kong. For these who are interested, I highly reccomend a webpage where you can see all skyscrapers in Hong Kong (also these in NY and Chicago). On this page you can also read how high the building is, what it’s used for, when it was finished….

Spojrz w gore

Gdybym miala porownac Hong Kong do czegokolwiek, to musialby to byc Manhattan. Poniewaz zarowno w HK jak i na Manhattanie turyste rozpoznaje sie po tym, ze chodzi z glowa zadarta do gory.

Wiezowce, wiezowce, wiezowce. W HK wprost sie nimi zachlysnelam. Wszedzie wiezowce. W HK nie ma miejsca. Przestrzen jest bardzo droga. Dlatego biurowce maja po kilkadziesiat pieter, a ludzie mieszkaja w kilkunastopietrowych blokach. Takie blokowiska widac wszedzie, rowniez na wzgorzach.

Biurowce i centra handlowe to szczyt inzynierskiej elegancji, klasy, i pomyslowosci. Pierwszego dnia, poniewaz wstalismy pozno, zwiedzalismy okolice hotelu – wlasnie podziwiajac te cudowne budynki.

Zdecydowanie na uwage zasluguje budynek banku HSBC. Znajduje sie on w centrum dystryktu biznesowego, i jest pusty w srodku – chodzi o to, ze wszystkie pietra sa jakby zbudowane po bokach kwadratu,  z pustym srodkiem. Jak np. w centrum handlowym Blue City, z tym ze na o wiele wieksza skale, oczywiscie. Stawiajac taki budynek HSBC udowodnilo, jak wiele ma pieniedzy – pamietajcie, ze ziemia jest bardzo droga w HK, i HSBC udowodnilo, ze moze sobie pozwolic na niewykorzystanie kazdego centymetra kwadratowego przestrzeni.


If I was to compare Hong Kong to anything, it would have to be Manhattan. Because in both, HK and Manhattan you can recognize a tourist because only tourists walk and look up all the time.

Skyscrapers, skyscrapers, skyscrapers. In HK there are thousands of them. Everywhere. In HK there is no space, space is very expensive. That’s why office towers are few houndreds meters high, and people live in very, very high blocks of flats. These blocks are everywhere, also on the mountains.

Office towers and shopping malls are the peak of engineer ellegance, class and innovation. On the first day, because we got up late, we were walking around the hotel, admiring the lovely skyscrapers.

Definately it’s worth mentioning the HSBC bank building. It’s in the middle of business district, and it’s empty inside – I mean all floors are built kind of on the edges of a square, with a lot of empty space in the middle. By building such a building HSBC proved how much money they have – land is very expensive in HK, and HSBC showed that they can afford not using every sqare centimeter of land they have.

Hong Kong odslona pierwsza

Do HK przylecielismy bardzo pozno w nocy – tak okolo 1. Roznica czasowa jest niemala – 4 godziny pomiedzy HK a Doha, 6 pomiedzy HK a Polska. Do tego 14 godzin lotu… bylismy wyczerpani.

Juz na lotnisku zostalam zaskoczona – powitala nas olbrzymia, udekorowana choinka. Jak to? W kraju, gdzie wiekszosc mieszkancow jest Buddystami choinka??? Ale motyw bozonarodzeniowy przewijal sie w kazdym centrum handlowym, na kazdej ulicy, doslownie wszedzie. W HK oszaleli na punkcie Bozego Narodzenia i maja choinki, bombki, oraz sztuczny snieg doslownie wszedzie gdzie sie da.

Kolejna rzecz, ktora mnie zaskoczyla, to uczynnosc Chinczykow. Na lotnisku zapytalam jednego z pracownikow, gdzie moge znalezc swoj wozek, ktory nie przyjechal z reszta bagazu. W Polsce pokazaliby mi gdzie mam sie udac. W HK on od razu kazal mi poczekac, on przyniesie. I przyniosl!

Do hotelu udalismy sie taksowka – probowalismy zorientowac sie jak dziala transport miejski, ale bylo po prostu za pozno. Zatem taksowka. Taksowki maja dwa kolory – zielony i czerwony. Kazdy kolor ma przypisany region w HK, i taksowka o danym kolorze nie moze wyjechac poza ten region.

A hotel byl cudowny…. na stoliku staly soki, owoce, woda… w lazience byly sole do kapieli, nawet waga! Pokoj, jak sie pozniej okazalo, sprzatali dwa razy na dzien! Widok z okna – niesamowity! Na piekna zatoke i port. Po prostu zyc, nie umierac.
A najzabawniejsze bylo to, gdy dziewczyna, ktora nas odprowadzila do pokoju, dziewczyna o wdziecznym imieniu Holly Ho, powiedziala do mnie (po polsku) ‘dobranoc’!!! Okazalo sie, iz czesto jezdzi do Polski, ma tam znajomych, i kocha nasz kraj. No prosze!


We arrived to HK very late at night – around 1 a.m. The time difference is big – 4 hours HK-Doha, 7 hours HK-UK. Plus 14 hours of flight left us exhausted.

I got surprised stright away, on the airport. We were saw a huge, decorated Christmas tree. How comes?? In a country where majority of citizens is Buddhists a Christmas tree? But Christmas motif was present everywhere. In HK they are crazy about Christmas and they have Christmas trees, decorations, and fake snow everywhere possible.

Another thing that surprised me is Chinese will to help. When I asked opne of the airport workers where I can find my pushchair which didn’t arrive with the rest of the luggage, he told me to wait, he’ll bring it for me. In Poland I would be showed where to go, in HK they bring it for you.

We went to the hotel by taxi. We tried to figure out how public transport works, but it was just too late. So taxi. Taxis are in two colours – green and red. Red taxis can go to certain regions of HK, same with green ones. And they can’t go to the other region.

The hotel was marvellous…. on the table there were juices, fruit, water… in the bathroom we had bath salts, and even scales! The room, as it later turned out, was cleaned twice a day! The view from the window was amazing – lovely bay and the port.

And the funniest thing was that the girl who showed us to our room, a girl named Holly Ho, said ‘dobranoc’ (good night) to me. In Polish. It turned out that she goes to Poland often, she’s got friends there, and she loves my country. There you go!

Jestem

Juz jestem, juz wrocilam. Z calego tego przejecia zapomnialam napisac przed wyjazdem, ze wyjezdzam!!!!

A wyjechalam sobie na tydzien, na wakacje, odpoczynek zasluzony od nicnierobienia, wyjechalam  do………………………………………………………………………………………….. Hong Kongu!
Alez bylo super! Jak tylko uporam sie z mailami, pakowaniem, zdjeciami i wszystkimi takimi typowo popodrozowymi sprawami, to zaraz zaczynam opisywac. Pewnie jutro zaczne, a moze jeszcze dzis po poludniu?

Biurokracja w Katarze

A niech mi ktos ponarzeka na biurokracje w Polsce, to nogi powyrywam. Albo zaprosze do Kataru.

Bo zalatwienie sprawy w urzedzie katarskim przypomina pielgrzymke – dluga droga, duzo przystankow, i tlumy ludzi.

Wreszcie (po roku!) poszlam zrobic sobie katarskie prawo jazdy. Tutaj
mozna jezdzic na miedzynarodowym bardzo krotko (nie pamietam, miesiac?
dwa?), a pozniej trzeba miec katarskie prawo jazdy. Ironiczne, bo
Katarczycy to chyba najgorsi kierowcy na swiecie 🙂

Zatem sie wybralam do urzedu. Urzad to rudera, w rzedzie siedzi ze 20
urzednikow i urzedniczek (Arabowie, babki w abbayach i z zaslonietymi
twarzami), a petenci tlocza sie w kolejkach. Petentow sa chyba tysiace,
trudno sie poruszac. Same chlopy, gapili sie na mnie, bo ja nie chlop,
tylko baba, w dodatku biala.

Do biura wybralam sie z plikiem dokumentow. Oczywiscie bylam odsylana
od okienka do okienka, bez slowa wyjasnienia: pani 1 popatrzyla na
dokumenty, odeslala mnie do pani 2. Pani 2 postawila pieczatke,
odeslala do pani 3. Pani 3 napisala cos po arabsku, odeslala mnie do
pani 1. Pani 1 spiela dokumenty spinaczem (!!!) i odeslala mnie do pani
4. Tam mi zbadano wzrok, i pielgrzymka od okienka do okienka zaczela
sie od nowa.

W koncu wyslano mnie do Kapitana. Kapitan cos nagryzmolil, i odeslal
mnie do pani 1. Pani 1 odeslala mnie do pani 4. Pani 4 powiedziala, ze
bede musiala zdac egzamin z jazdy (bo Kapitan nagryzmolil rozkaz).
Bylam zszokowana, bo np. Matt’owi tylko wzrok zbadali. Wiem, ze Hindusi
musza zdawac egzamin, ale mialam nadzieje, ze ja nie bede musiala – w
koncu jestem z Europy.

Pani 4 widziala moje zdumienie, i poradzila mi, abym wrocila do
Kapitana i z nim porozmawiala. Tylko zebym nie mowila, ze to Pani 4 mi
tak doradzila.

Poszlam wiec do Kapitana, i Matt zaczal z nim rozmawiac. Ale dlaczego –
pyta sie – ja mialem tylko wzrok badany, a ona musi zdawac egzamin???
Kapitan mial wyjasnienie proste – aaa, bo to jest inna procedura!
Padlo oczywiscie tradycyjne pytanie, czyli gdzie Matt pracuje, po czym
Kapitan wzial korektor, zamazal to, co wczesniej napisal, i napisal cos
nowego. Okazalo sie, ze juz nie musze zdawac egzaminu, i mam katarskie
prawo jazdy bo moj maz nosi garnitur i pracuje w firmie X. 🙂


Qatari bureaucracy is like pilgrimage – it’s a long way, many stops and many people.

Finally (after a year!) I went to get the Qatari driving licence done.
Here international driving licence is valid for a very short period of
time (not sure, a month? two?) and then you have to have qatari
licence. Ironic, because Qataris are the worst drivers in the world.

So I went to hte office. The office is a very shabby building, where 20
officials sit in a row (they are Arabs, women are dressed in abbayas
and cover their faces), and customers queue, queue, queue. There are
thousands of them, only men, they were staring at me, because I’m not a
man, I’m a white woman.

To the office I went with lots of documents. Of course I was sent from
one person to another, without a word of explanation: woman 1 looked at
the documents and sent me to lady no 2. Lady no 2 stamped papers, and
sent me to lady no 3. Lady no 3 wrote sth in Arabic and sent me to lady
no 1. Lady no 1 stapled the documents (!!!) and sent me to lady no 4.
There I had an eye check, and the pilgrimage started again.

Finally I was sent to the Capitain.The Capitain wrote something, and
sent me to lady no 1. Lady no 1 sent me to lady no 4. Lady no 4 said
that I’ll have to have a road test (that’s what the Capitain wrote). I
was shocked, because Matt had only an eye test. I know that Indians for
example have to take a road test, but I was hoping I won’t have to do
it – after all I’m from Europe.

Lady no 4 saw my astonishment and told me to go back to the Cpt and
talk to him. But I couldn’t tell him that lady no 4 adviced that to me.

I went to the Cpt then, and Matt started talking to him. But why – he
asked – I had only an eye check, and she has to have the test?
Cpt had a simple explanation – because this is a different process!

Of course there was a traditional question – where Matt is working, and
then the Cpt crossed what he had written before, and wrote something
new. It turned out that I don’t have to take the road test anymore, and
that I have a Qatari driving licence because my husband wears suit and
works for X company. 🙂

Sprytny maz

Bylo o zonie arabskiej, ktora sztuczna blona dziewicza chciala przekonac meza, ze jest nietknieta.

Dzisiaj bedzie o mezu, tez arabskim.

Zona miala piekny dom, wille, ktora kosztowala miliony riali. Jej maz, biznesmen, przekonal ja, iz powinna sprzedac ten dom – jemu w interesach nie wiodlo sie zbyt dobrze, i potrzebowali pilnie pieniedzy aby stanac na nogi. Zona mu uwierzyla, i sie zgodzila.

Aczkolwiek pewnego dnia zona otrzymala telefon od przyjaciolki, ktora mieszkala w poblizu sprzedanego domu. Przyjaciolka donosila, iz regularnie widuje meza w sprzedanej rezydencji. Zona, madra arabska kobieta, poprosila przyjaciolke, aby ta, po sasiedzku, zerknela na to, co sie dzieje.

A dzialo sie, dzialo! Gdy sasiadka doniosla, ze maz wlasnie zajechal do sprzedanej rezydencji, zona migiem sie tam zjawila. I zobaczyla mezusia z inna baba. Faceta zatkalo, jednak nie na dlugo.

Bo zaraz z tupetem oswiadczyl, iz jest teraz wlascicielem domu, a zatem zona ma wybor – albo pozostaje jego zona, i mieszkaja w wynajetym mieszkaniu, albo moze sie z nim rozwiesc – dom i tak jest jego. Spryciulek, co?

Zona wniosla sprawe do sadu – chce rozwodu i zwrotu swojego domu.


I had written about Arab wife, who tried to deceive her husband with fake virginity, today I’ll write about an Arab husband.

A wife had a beautiful house, a villa worth millions of rials. Her husband, a businessman, convinced her that she should sell the house as they are in financial troubles. Wife believed and agreed to sell the house.

However, one day she got a phonecall from her friend, who lived near the sold villa. The friend said that she sees a husband coming to the villa on regular basis. Wife, a wise, Arab lady, asked her friend to spy on the husband.

And there was a lot of things happening. When the neighbour saw the husband coming to villa, she called her friend. She (wife) stright away came to the villa, and she saw her husband… with another woman. Husband was shocked, but not for long.

Very quickly he announced to his wife that now he’s the owner of the house, so the wife has a choice – either she continues being his wife and living in a rented flat, or she can seek the divorce – after all the house is his now. Smart, huh?

Wife has filed a case in the court and she demands divorce and her villa back.

Autobusy

W Katarze do niedawna nie bylo zadnego transportu publicznego. Albo sie mialo wlasne auto, albo sie jezdzilo taksowkami tudziez limuzynami. Inna sprawa ze taksi bardzo tutaj tanie – a co ma byc drogie jak litr paliwa kosztuje ok. 80 groszy.

Ale jakis miesiac, dwa miesiace temu zaczely jezdzic autobusy! Przedsiebiorstwo sie nazywa Karwa (z ‘a’ w srodku, nie ‘u’ :)). Autobusy sa koloru turkusowego, i podobno nawet maja trasy, aczkolwiek nie wiem, gdzie mozna znalezc informacje na temat tego ktore autobusy gdzie jezdza. Nie wiem rowniez gdzie znalezc mozna rozklad jazdy – gdzieniegdzie widze przystanki, ale jest to po prostu tabliczka z nazwa Karwa i to wszystko.

No i inna sprawa, ze autobusami jezdza jedynie robotnicy fizyczni, przynajmniej jak do tej pory. Byc moze w przyszlosci to sie zmieni.

Ale autobusy sa. Kolejny krok do cywilizowania Kataru 😉
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No prosze, jaki odzew, jakie poruszenie ‘cywilizacja’ poczynila (mowie o komentarzach 🙂
Oczywiscie uzylam tego zartobliwie.

A tak na serio, Dubaj i owszem, rozwiniety jest o wiele bardziej od Polski, i rozwija sie o wiele szybciej. Ale nie dziwota, w koncu jest to panstwo BARDZO BOGATE, z masa cudzoziemcow (chociaz Dubaj jest to taki sztuczny wytwor, tak uslyszalam wczoraj od  Araba, ktory tam mieszka).

Co do Kataru, to… no coz, wprawdzie olbrzymi wiezowiec potrafi stanac tutaj w ciagu kilku miesiecy (czy ktokolwiek slyszal o czyms takim w Polsce??), i przed Olimpiada w grudniu 2006 roku Katar oszalal jesli chodzi o budowy – w tej chwili Doha to wielki plac budowy niemalze; drogi tez sa swietne, przynajmniej te glowne, zazwyczaj trzypasmowki, bez dziur jak u nas.

Ale jesli chodzi o mentalnosc, to oni maja wciaz mentalnosc beduinow (i nie mowie tego zlosliwie). Kultury i historii bogatej tez Katar raczej nie ma – panstwo zaczelo sie rozwijac jakies 50 lat temu, wtedy nawet drog tutaj nie bylo. Ale Katar raczej nie martwi sie historia, stawiaja na nowosc. Na przyklad burza pomniki na rondach, nie wiem, dlaczego, burza budynki, aby wybudowac nowe.

Az dziw bierze, bo przeciez wiele kulturr do dzis czerpie z kultury (i kuchni, tak tak) arabskiej, a tutaj (w Katarze) jakos tego nie widac 😦

Biblioteka

Dodalam nowa kategorie, Biblioteka, aby latwiej bylo mi znalezc
ksiazki, ktore przeczytalam. Niestety, starych wpisow edytowac nie
moge, kategorii zmienic nie moge, zatem tutaj tylko linki do ksiazek
opisanych na Mazusach (w kolejnosci od najnowszej do najstarszej). Ksiazki z listopada 2005 juz w odpowiedniej kategorii.

  1. Mayada, Daughter of Iraq (Majjada, kobieta Iraku), Jean Sasson
  2. Bez mojej zgody, Jodi Picoult
  3. Cyfrowa Twierdza, Dan Brown
  4. Zahir, Paulo Coelho
  5. Biala Masajka, Corrine Hofmann
  6. Migdal, Nedjma
  7. Żony ze Stepford, Ira Levin
  8. Na brzegu rzeki Piedry usiadlam i plakalam, Paulo Coelho
  9. Podanie o milosc, Katarzyna Grochola
  10. Wyznania gejszy, Arthur Golden
  11. Nigdy w zyciu, Katarzyna Grochola
  12. Anioly i Demony, Dan Brown
  13. Mantra czaszki, Eliot Pattisona
  14. Sto lat samotnosci, Gabriel Garcia Marquez
  15. Kod Da Vinci, Dan Brown
  16. Jedenascie minut, Paulo Coelho