Gorace zrodla

Z Omanu wpis przedostatni.

Nastepnie wybralismy sie do goracych zrodel. Jechalismy przez piekne plantacje palm daktylowych, podziwiajac cudne gory. Gdy dojechalismy, zaparkowalismy samochod na parkingu. Dookola staly tablice skierowane do turystow, proszace o ‘nie wchodzenie na podworka mieszkancow’ i ‘nie przeszkadzanie mieszkancom’.

Przed naszymi oczami rozciagnal sie cudny widok – gory, mnostwo kamieni, i strumyk. Woda w strumyku rzeczywiscie byla goraca – ciekawe, dlaczego?

W strumyku siedziala kobieta, i najnormalniej w swiecie robila……… pranie! Gdy skonczyla, zebrala ubrania w tobolek, polozyla go na glowie, i poszla to pranie rozwieszac. Poniewaz kobiety nie chcialy zgodzic sie na zdjecie, tutaj tylko fotka kupki prania, czekajacej na swoja kolej 🙂

Poszlismy nieco dalej, i, w towarzystwie lokalnych dzieciakow dumnych i szczesliwych, ze moga zaprezentowac swoje umiejetnosci w jezyku angielskim (Hi, what’s your name? Hi, I’m Mohammed!), ryzykujac zycie, przekroczylismy strumyk – wykorzystujac do tego mokre i sliskie kamienie. Oplacalo sie – widok byl jeszcze piekniejszy.
A w strumyku siedziala starowinka, ktora zmywala garnki! Nieco dalej stala grupka kobiet, plotkujaca przy wywieszaniu prania.
Przy brzegu pasl sie osiol, ktory powital nas glosnym ‘iiiiiicho, iiiiiicho’. A za nami podazala biala koza, i trzy male, czarne kozki.
Czas cofnal sie o 150 lat…. az zal bylo wyjezdzac….

Powyzej: kobiety plotkuja przy suszacym sie praniu. Ponizej – w takich domach mieszkaja.

Jak mrowki zur wyzarly

Wczoraj postanowilam zakwas zrobic na zurek, bo oczywiscie tutaj nie kupie.  Maki zytniej tez nie widzialam, smsuje zatem do mamy: czy zurek z maki przennej da rade?

Mama dowcipnisia odpisuje, ze rade da, i ze jest niedziela palmowa, zatem zebym sobie galazke palmy do wazonu wsadzila. Ta, chyba daktylowej!

Ale nic, robie zakwas – maka, woda, lisc laurowy, ziarna jalowca (zamiast ziela angielskiego, ktorego nie mam), i za porada mamy kawalek chleba (podobno lepiej kisnie. Tyle tylko ze chleb tez pszenny tutaj, a nie zytni). Czosnku nie mam, wiec planuje dorzucic pozniej. Przykrywam sloik sciereczka.

A zeby mi lepiej kislo, to postanowilam wyniesc sloj w cieple miejsce, a wiadomo, tutaj najcieplej na dworze. Postawilam sloik w ogrodku, i oddalam sie innym czynnosciom domowym.

Wieczorkiem, gdy juz sloneczko zaszlo, ide niedoszly zakwas zabrac do domu. I co widze? Dookola sloika czarno od mrowek! W sloiku tez nie lepiej: dziesiatki mrowek plywaja w moim wyczynie kulinarnym, dziesiatki pasa sie na sciankach sloika, dziesiatki wciaz probuja pokonac gory scierki kuchennej….

I tak to mrowki zrobily sobie wyzerke na moim wielkanocnym zurku.

Kontrasty omanskie

Po delfinach wybralismy sie w droge do Barka. Barka to wioska rybacka, taka tradycyjna, gdzie rybacy po porannym polowie susza sieci na brzegu morza, gdzie mewy wyzeraja resztki ryb ze smietnikow, gdzie dzieciaki pasa kozy, i gdzie kobiety w czasie sjesty wypoczywaja przed domem. To tradycyjna wioska z walacymi sie chalupami, w ktorych klimatyzacja to rzadkosc, a nie norma. Wioska, gdzie nie dotarl jeszcze ped i pospiech swiata wspolczesnego. To wioska jak sprzed stu laty.

Sportowy mustang zaparkowany pod strzecha z suchych lisci palmowych 🙂

Opowiesc szalenca

Wszystkim wielbicielom Lotu nad kukulczym gniazdem goraco polecam ksiazke John Katzenbach’a pt. Opowiesc szalenca. Chociaz nie tylko im. Tym, ktorzy lubia kryminaly, napiecie, i spojrzenie na pewne sprawy z nieco innego punktu spojrzenia, rowniez goraco polecam.

Akcja Opowiesci szalenca toczy sie w domu wariatow. Zostalo popelnione morderstwo, i pani detektyw, probujaca zlapac przestepce, korzysta z pomocy dwoch pacjentow oddzialu psychiatrycznego.

Katzenbach pokazuje sposob myslenia osob ‘szalonych’ (co jest szalone a co nie, mozna by sie zastanawiac, prawda?), pozwala odrobine podejrzec zycie na oddziale psychiatrycznym, no i dodatkowo trzyma w napieciu.

Delfiny

Dnia ostatniego, z samego rana, pojechalismy ogladac delfiny. Za kwote
ok. 130 zlotych od osoby wsadzili nas na lodke, i zabrali w morze.

Poczatkowo wszystko bylo ekscytujace, a morze cudowne – dwukolorowe!

Ale
gdy tak plywalismy po tej zatoce, w poszukiwaniu delfinow, przez ponad
poltorej godziny, to jakos juz coraz mniej urocze sie nam to wszystko
wydawalo. W koncu jednak sie udalo!!! Zobaczylismy najpierw rybakow:

A
pozniej i same delfiny!!! Alez to byla frajda, takie dzikie delfinki,
plywaly dwojkami lub trojkami, wyskakiwaly z wody, pokazujac
pyszczki…. podobno w wodach tych zyja tez wieloryby!
Niestety,
bardzo trudno uchwycic takiego delfina na zdjeciu, zatem przedstawiam
to, co mi sie udalo zlapac. Dla Zuzi to bylo jedno z najpiekniejszych
przezyc w Omanie, chociaz nieco rozczarowana byla, bo rekina nie
widziala 🙂

Przerywnik

Oby Wam sie Oman nie znudzil (bedzie wiecej o Omanie), to maly przerywnik, bo zycie w Katarze toczy sie jak zwykle.

Mam na glowie rodzine Matt’a (rodzice jego, i siostra z mezem), wiec probuje ich jakos zabawiac.

Wczoraj wybralismy sie na suk, do sklepu z pachnidlami (pisalam juz o nim kiedys), aby zakupic tradycyjne kadzidla i perfumy (pamiatki dla dalszej rodziny w Anglii).

Gdy wybieralysmy i wachalysmy, wszedl Katarczyk z innym facetem. Katarczyk zlapal torbe, i zaczal wkladac mnostwo pudelek z perfumami, kadzidlami, i innymi specyfikami do torby.
"Sie szarogesi" – pomyslalam.

Okazalo sie, ze mialysmy szczescie spotkac wlasciciela sklepu!!! Wpada do sklepu rzadko, bo studiuje w Anglii finanse i ksiegowosc (to jego drugi fakultet, skonczyl juz studia w Ameryce).

Nawiazalismy pogawedke. Dowiedzialysmy sie, ze ma piatke dzieci (w wieku 4-16 lat), ma kilka domow, ktore wynajmuje (nie podniosl czynszu przez ostatnie 10 lat), ma kilka sklepow… Opowiedzial nam o goscinnosci arabskiej, o bogactwie na pokaz ("po co komu sluzaca do noszenia torebki? A sa tutaj takie kobiety, oj sa!"), i nieco o swojej kulturze.

Jest on bardzo sympatycznym facetem, z ogromnym poczuciem humoru! Od razu zaproponowal nam herbate (specjalnie po nia polecial do pobliskiej restauracji), przyniosl tez wode ("wody nigdy nie ma sie za duzo"), dla Zuzi przyniosl cala reklamowke napojow (od zdrowych soczkow, bo niezdrowa truskawkowa mirinde, ktora Zuzia oczywiscie wybrala; "bo nie byl pewien, na co mama Zuzi pozwoli")….

I dal nam mnostwo prezentow – w sumie cale nasze zakupy, to, co wybralysmy, podarowal nam za darmo! Powiedzial, ze im wiecej sie daje bezwarunkowo, tym wiecej do ciebie wraca…

Dla niego taki maly gest, tak niewiele, usmiech, i mile podejscie, a nas nastroil bardzo, bardzo optymistycznie na caly dzien.

No i chyba sama bede sie starala tak zyc – im wiecej sie daje bezwarunkowo, tym wiecej do ciebie wraca…

Wielki meczet



Jest to trzeci najwiekszy meczet na swiecie. I jeden z nielicznych otwartych
dla zwiedzajacych nie-Muzulmanow.
Meczet naprawde robi wrazenie.

  • Kompleks ma 1 kilometr dlugosci, i 885 metrow
    szerokosci


  • W srodku znajduje sie 14 metrowy zyrandol z
    krysztalow Svarowskiego, ktory podobno wazy 20 ton!!


  • Jest tutaj rowniez jeden z najwiekszych
    dywanow na swiecie – perskie dzielo sztuki, recznie tkane, skladajace sie
    z 1700 miliona supelkow, mierzy okolo 77×66 metrow.
    600 kobiet
    tkalo to cudo przez cztery lata!

Wiecej zdjec w nastepnym wpisie, bo od dwoch dni mi Mazuzy blokuje, nie wiem, dlaczego 😦

 

Czarna magia

Nizwa jest otoczona pieknymi plantacjami palm daktylowych. Sa one nawadniane specjalnym systemem zwanym falaj. Wynaleziony przez Persow 2500 lat temu, falaj jest systemem podziemnych kanalow, ktore czerpia wode z gorskich zrodel. Falaj jest wszechobecnie uzywany w Omanie do dnia dzisiejszego. Falaj w Nizwa jest najwiekszym w Omanie.

W Nizwa zobaczylismy tradycyjny suk (zamkniety, bo przybylismy okolo 13, wiadomo, poludniowa przerwa), meczet, fort, oczywiscie (Oman jest zwany krajem tysiaca fortow, i wcale sie nie dziwie – forty sa wszedzie), i piatkowy rynek. Piatkowy rynek moze i jest atrakcja dla Anglikow i innych nacji, nie dla Polakow jednakze – jest on taki sam jak nasze rodzime bazary, na ktorych sprzedaje sie chinskie podkoszulki, tanie buty, tanie ciuchy, itd., prosto z ziemi i z wielkich toreb w kratke.


Jedna z licznych plantacji palm daktylowych

Z Nizwa pojechalismy dalej, do miejscowosci zwanej Bahla. Bahla jest znana jako miejscowosc ‘zlych czarow’. Omanczycy wciaz wierza (przynajmniej niektorzy), ze czary odczyniane w Bahla moga przyniesc dobre lub zle rzeczy na ludzi. Przedzierajac sie przez waziutkie uliczki Bahla, otoczeni starymi budynkami i lokalnymi dzieciakami machajacymi do nas, nie bardzo nam sie chcialo w te czary wierzyc, ale jak tu nie wierzyc, gdy to wlasnie w Bahla:

– Zuzia ubrudzila mi jedyna bluze z dlugim rekawem;
– Matt’a z nienacka ogarnelo ogromne zmeczenie;
– Zlamalam sobie zeba jedzac jablko.

I jak tu nie wierzyc w czary?


Stare mury w Bahla

Oprocz powyzszego w Bahla widzielismy meczet, olbrzymi fort (a jakze!), i mury obronne.


Fort w Bahla. Imponujacy ze wzgledu na swoje rozmiary.


Dawne mury obronne

W drodze do Nizwa

Drugiego dnia postanowilismy wybrac sie poza Muskat, i pojechalismy do miejscowosci zwanej Nizwa. I chociaz byly to dwie godziny jazdy samochodem (Oman jest bardzo duzy, z Muskatu do przeciwleglego Salalah jest ponad 1000 kilometrow!) bylo warto: widoki podczas podrozy zapieraly dech w piersiach! Niemalze caly czas jechalismy przez pasmo gorskie Jebel Akhdar.

Gory te maja zupelnie inna strukture niz nasze polskie – sa poszarpane, bardziej piaszczyste, jako ze suszy je slonce.

Ale co najpiekniejsze, sa one roznokolorowe! Przez to, ze gromadza sie w nich rozne mineraly, jedna gora potrafi wygladac jak material w paski!

Pomiedzy gorami ciagna sie waziutkie drozki, prowadzace do malenkich wiosek, tudziez do samotnych domow przyczepionych gdzies u zbocza gory… mozna dojrzec owce lub kozy pasace sie posrod skal, a gdzieniegdzie dumnie stoi sobie meczet.


The above is the views we had whlist driving to Nizwa. It took us 2 hours to get there, but the views were spectacular – through Jebel Akhdar Mountains. Mountains are different to these we know from Europe – they are rugged and raw, and they are multicoloured – implying various minerals that are present in the rocks.