Z Omanu wpis przedostatni.
Nastepnie wybralismy sie do goracych zrodel. Jechalismy przez piekne plantacje palm daktylowych, podziwiajac cudne gory. Gdy dojechalismy, zaparkowalismy samochod na parkingu. Dookola staly tablice skierowane do turystow, proszace o ‘nie wchodzenie na podworka mieszkancow’ i ‘nie przeszkadzanie mieszkancom’.
Przed naszymi oczami rozciagnal sie cudny widok – gory, mnostwo kamieni, i strumyk. Woda w strumyku rzeczywiscie byla goraca – ciekawe, dlaczego?

W strumyku siedziala kobieta, i najnormalniej w swiecie robila……… pranie! Gdy skonczyla, zebrala ubrania w tobolek, polozyla go na glowie, i poszla to pranie rozwieszac. Poniewaz kobiety nie chcialy zgodzic sie na zdjecie, tutaj tylko fotka kupki prania, czekajacej na swoja kolej 🙂

Poszlismy nieco dalej, i, w towarzystwie lokalnych dzieciakow dumnych i szczesliwych, ze moga zaprezentowac swoje umiejetnosci w jezyku angielskim (Hi, what’s your name? Hi, I’m Mohammed!), ryzykujac zycie, przekroczylismy strumyk – wykorzystujac do tego mokre i sliskie kamienie. Oplacalo sie – widok byl jeszcze piekniejszy.
A w strumyku siedziala starowinka, ktora zmywala garnki! Nieco dalej stala grupka kobiet, plotkujaca przy wywieszaniu prania.
Przy brzegu pasl sie osiol, ktory powital nas glosnym ‘iiiiiicho, iiiiiicho’. A za nami podazala biala koza, i trzy male, czarne kozki.
Czas cofnal sie o 150 lat…. az zal bylo wyjezdzac….




















