
Swiat arabski, albo raczej jego plecy

Od Kataru do Anglii, z podrozami, problemami, i codziennymi rozterkami, czyli zycie normalnej rodziny w normalnym swiecie.

Urodzila sie nam jaszczurka!!! Odkryla ja Zuzia. Nagle zaczela piszczec. Biegniemy z Mattem, przerazeni, ze cos sie stalo. Patrzymy, a tam na naszej shishy (fajce wodnej) leza sobie dwa jajeczka – wielkosci malej fasolki. Jedno jest cale, a drugie jest pekniete. A z niego niezgrabnie gramoli sie malenka jaszczureczka, dzidzia taka!!!
Wygramolila sie troszke, i odpoczywa. Po kilku minutach znow troche wiecej sie wygramolila, i znow odpoczywala! Wsypalismy jej troche mrowek (mrowek ci u nas dostatek), zeby sobie pojadla, ale widocznie za slaba byla, bo nie jadla. Chcielismy jej pomoc sie wydostac (bo jajka byly na metalowej podkladce, takiej z krawedziami, sama biedna by nie wyszla, za mala jest), ale wciaz byla przyklejona do jajka, a wlasciwie do skorupki.
Zatem ja zostawilismy na kolejne pol godziny. Gdy calkiem krew wyslchla, jaszczurka oderwala sie od skorupki, i zaczela biegac dookola podstawki. Pomoglam jej wyjsc, uwazajac, aby nie dotknac i nie uszkodzic drugiego jajka.
A teraz czekamy na drugiego dzidziusia. I mamy nadzieje, ze sie jaszczurka zadomowi, i ze krzywda jej sie nie stanie.
Nazwalismy ja Jaszczurka Jacek. Druga bedzie Lizzard Lucy.

I zblizenie ponizej (zwroccie uwage na krew po lewej stronie jaszczurki):

WIADOMOSC Z OSTATNIEJ CHWILI: Jajka byly zlozone za toaletka, Indi, sprzatajac, znalazla je i z jakiegos blizej niewyjasnionego powodu polozyla je na shishy 🙂
Dzis po raz odbylam doswiadczenie karmienia piersia w miejscu publicznym. W panstwie arabskim.
Wybralam sie do chirurga, a ze chirurg akurat operowal, to sie wybralam do sklepu, aby kupic zabawke dla mojego dziecka – do auta, bo moje dziecko nie lubi jazdy w samochodzie. Nie lubi tez lezec w lozeczku. Nie lubi lezec na macie z zabawkami wiszacymi. Nie lubi sie bujac w chustawce dla noworodkow. Moje dziecko generalnie nie lubi nic lubic.
Ale wracajac do tematu. Pojechalam do tego sklepu, a ze bylam za wczesnie (sklepy byly jeszcze zamkniete) to sobie usiadlam w fotelu. Jedynym wolnym fotelu. W otoczeniu trzech Arabek, zakrytych zupelnie (tylko oczy bylo im widac).
Usiadlam sobie, noge na noge, kolano sie pokazalo, zakrylam. Dziecko zaczelo sie wiercic niespokojnie, acha, pewnie sie glodna robi, bo juz od godziny nic sobie nie przekasila.
No i rzeczywiscie byla glodna. Jak to zgrabnie zrobic? Jak wyciagnac cyca, aby go nie wyciagnac, jak obnazyc piers bez obnazania?
Ale wyjscia nie ma, dziecko pruje sie coraz glosniej.
Zaczelam zatem gimnastyke – zakrywajac odkrywam, zakrywajac stanik odsuwam, i z calych sil, pod czujnym okiem arabskiego grona zakrytych jurorek probuje wsunac sutek do ust Oli. Ola nieprzyzwyczajona do takiego maskowania sie wyje coraz glosniej.
W koncu sie udalo. Ola uspokojona, rytmicznie ssala piers, ja spocona i czerwona na twarzy odetchnelam z ulga. Sukces!
Tess Gerritsen, Sobowtor (tytul oryginalu: Body Double).
Dostalam od tesciowej na urodziny.
Nie macie pieniedzy? To moze bedziecie zarabiac na sprzedawaniu dzieci? Noworodkow… Ale skad wziac te noworodki? W ksiazce Tess Gerritsen dzieci wyjmuja z brzuchow kobiet ciezarnych – zabijaja 'inkubator', a dziecko sprzedaja do adopcji.
Ale nie tylko o tym jest ta ksiazka – jest oczywiscie sobowtor, zabity, jest matka psychopatka, jest tajemnica….
Bardzo ciekawa ksiazka, ktora kojarzy mi sie z perfumami Givenchy Ange ou Démon (dlatego bo zakladka w tej ksiazce byl pasek papieru spryskany tymi wlasnie perfumami. Slodkimi, z nutami szafranu i mandarynki, ylang ylang, oraz drzewa rozanego. A jaka piekna butelka…..)
Piatkowy Gulf Times zamiescil ciekawy artykul dotyczacy piekna a Islamu.
A zatem, czy kosmetyka plastyczna jest w zgodzie z przykazaniami Islamu? – pyta autor artykulu, 'Ifrat Azad. Wiekszosc Muzulmanow odpowiedzialaby, ze nie. I jest to odpowiedz poprawna – zaznacza 'Ifrad.
No dobrze, to bylo do przewidzenia. Ale z artykulu dowiadujemy sie rowniez, ze 'Allah przeklal tych, ktorzy robia tatuaze, i tych ktorzy pozwalaja sie tatuowac, i te kobiety, ktore robia sobie plomby w celach upiekszajacych i te, ktore usuwaja sobie owlosienie z twarzy, a w zwiazku z tym zmieniaja to, co stworzyl Allah.'
I tutaj ja sie zdziwilam: bo wiadomo mi bylo, ze kobiety arabskie usuwaja WSZYSTKIE wlosy z ciala. I w zyciu nie widzialam Arabki z wasami (nie mowie o tych, ktore byc moze wasy maja zakryte welonem na twarzy). Zatem jak to w koncu jest z tymi wlosami? No i dlaczego nie mozna plomb???
Wyjasnienie, ktore znalazlam w tekscie: 'Czlowiek ma obowiazek zaakceptowac to, co stworzyl Allah, w takim stanie, w jakim Allah to stworzyl, nie wprowadzajac zadnych ulepszen. Bo Alah nie stworzyl nic, co by nie bylo piekne i doskonale.'
He he he, zapewniam Was, ze widzialam wiele niedoskonalosci w Katarze. Ale nie mnie to oceniac. Bo:
'W Islamie piekno to nie kwestia gustu. Wszystko to, co stworzyl Allah jest piekne, bo Allah jest wolny od wszelakich niedoskonalosci, a zatem rowniez jego dzielo jest idealne.
Muzulmanie nie moga utozsamiac zla i niedoskonalosci z Allahem. A zatem stwierdzenie, ze ktos jest paskudny, albo ze sami jestesmy niepiekni, jest wielkim grzechem.'
Zatem nie grzesze juz, nie krytykuje wygladu niektorych Katarek, ktorym nic juz nie pomoze. I oswiadczam wszem i wobec, ze ja rowniez jestem idealna i przepiekna.
Ach, i jeszcze jedno – Allah wynagradza te zony, ktore zadawalaja meza swoim wygladem. Czyli te paskudne nagrody nie dostana? Albo jesli mezowi przestane sie podobac, czy to oznacza, ze rowniez bede pozbawiona nagrody? Zupelnie bez swojej winy? Niesprawiedliwe.
A tak na serio – czyz nie super byloby, gdyby kazdy mial takie podejscie do zycia? Ze wszystko jest piekne, ze nie trzeba wierzyc kanonom piekna lansowanym przez kolorowe magazyny, bo wszyscy jestesmy idealni?
Podpisano: Piekna Sylwia

Natsuo Kirino, Ostateczne wyjscie
Przeczytalam przed wyjazdem do Polski jeszcze.
O kolezankach z fabryki produkujacej zestawy obiadowe, ktore zrobily interes na cwiartkowaniu zwlok. Japonska mafia, i mnostwo zaskakujacych zwrotow. To w wielkim skrocie, bo dziecko placze. Moje, nie bohaterek ksiazki.
Ale goraco, goraco polecam ta ksiazke kazdemu. Wywarla na mnie olbrzymie wrazenie, a niewiele jest ksiazek, ktorych akcje pamietam.
KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE!
Wybralam sie do skepu i z polki z przysmakami filipinskimi (z Filipin) wybralam sobie sloiczek z czyms, co sie nazywa "SLODKIE MIESZANE OWOCE I FASOLKI".
Wyglada to jak, no wlasnie, jak fasola w sloiku, tyle tylko ze zatopiona w przezroczystym zelu. Pieknie poukladana warstwami. Kolorowo.

W sloiku, jak przeczytalam, znajduja sie: czerwona fasola mung (posrodku), zel kokosowy (to ta slodkosc co otacza fasolki), biala fasola (po prawej), owoc palmy cukrowej (pewnie to po lewej), banan, jackfruit (nie mam pojecia, ale to jest ten zolty pasek po prawej stronie, na dole), cukier i woda.
Calosc jest niezwykle slodka, i smakuje jak poslodzona fasola zatopiona w slodkiej galaretce. A owoce palmy cukrowej maja konsystencje gestej, scietej galaretki, i sa rowniez slodkie.

Chcial czy nie chcial, gdy dzieci ida do szkoly, zycie czlowieka totalnie sie zmienia. Nagle trzeba dziecko zawiezc do szkoly i przywiezc z niej – na czas! Nie ma ze pol godziny wczesniej czy pozniej (jak to w przedszkolu bywa). Nagle trzeba wieczorem spakowac, sprawdzic, czy mundurek czysty, lekcje popoludniami odrabiac, chodzic na spotkania rodzicow, wywiadowki, i inne tego typu duperele!
No i wlasnie jak dzieci ida do szkoly, to uswiadamiamy sobie, jak sie starzejemy – wlasnie do mnie dotarlo, ze nie jestem juz nastolatka (he he he), tylko kobieta w wieku srednim (wrrr, jak to staro brzmi!). Chyba? Od kiedy zaczyna sie tzw. ‘wiek sredni’?
W kazdym badz razie mamy problem z zawozeniem Zuzi do szkoly – na 7:30 musi tam byc, trzeba ja odebrac o 12:00. Podroz zajmuje godzine w kazda strone (korki) – to cztery godziny w samochodzie. Pomijajac fakt, ze caly poranek jedno z nas (ja lub Matt) bedzie tracilo na stanie w korkach, to w dodatku Ola nienawidzi jazdy automobilem – placze caly czas.
Anyway, we have a problem with taking Zuzia to school – she has to be there at 7:30, pick up time is 12:00. Travel takes one hour each way – that’s four hours in the car. Apart from the fact that one of us (me or Matt) will spend the whole morning in traffic jams, also Ola hates cars, and she cries all the time!
Mialo byc historycznie, bo w niedziele obchodzilismy Dzien Niepodleglosci w Katarze. Mialo, ale nie bedzie, bo zgubilam gazete, z ktorej chcialam zaczerpnac informacje.
Pamietam tylko tyle, ze Katar zawarl pakt z Anglia, a pozniej ten pakt rozwiazal 1 wrzesnia (roku nie pamietam 😦 ), i od tej pory 1 wrzesnia jest dniem niepodleglosci. W zwiazku z tym jest dniem wolnym od pracy – jednym z bardzo, bardzo niewielu.
W zamian bedzie o cenach – ktore rosna, rosna szalenie.
Pisalam juz, ze wynajem mieszkan i willi jest niebotycznie drogi – znalezc cos za mniej niz 8, 9 tysiecy graniczy z cudem.
W gore poszly rowniez ceny zywnosci, taksowek, paliwa….
Ostatnio podobno (podobno, bo nie mialam mozliwosci wybrac sie) fryzjerskie uslugi zdrozaly – podwojnie!
A wszystko to przez Asian Games, czyli azjatycki odpowiednik Olimpiady, ktore maja sie rozpoczac 1 grudnia.
Szkoda tylko, ze pensje nie poszly w gore…
Katar zawsze byl drogim panstwem, teraz zycie w nim jest jeszcze drozsze. I o wiele trudniejsze, zwlaszcza dla tych biedniejszych pracownikow.
Pojechalismy do szkoly, Zuzia dumna i przejeta, wystrojona od stop do glow na bialo-czerwono, w kapeluszu….
Dojechalismy, wchodzimy do klasy, a tam…..
pustki.
Ani jednego dziecka! Co sie dzieje? Okazalo sie, ze (o czym nam nikt nie powiedzial) kazde dziecko ma wyznaczona godzine, i przychodzi na ta godzine na 10 minut, aby zapoznac sie z pania, dostac plan lekcji, itd…
No i Zuzia ma przyjsc jutro o 10:30!
He he he, alez udany pierwszy dzien w szkole, prawda? O dziwo, Zuzia przyjela to z humorem!
We arrived, we go into the classroom, and…
nothing.
Nobody. Not even one child! It turned out that each child comes at designated time, for ten minutes, to get to know teacher, schedule, and so on. We were not informed about it!
And Zuzia has to come tomorrow at 10:30!
He he he, what a good first day of school, isn’t it! Surprisingly, Zuzia took it with great sense of humour.