Ramadan w Carrefur

 

 

 

Ulotka reklamowa z Carrefour, na czas Ramadanu. Posrodku typowy dzbanek arabski na kawe, dwie filizanki z arabska kawa, z tylu tkanina – typowy wzorek (ten czerwono-bialo-czarny), i zwroccie uwage na ksiezyc i gwiazdy po prawej stronie – symbolizuja, ze jest noc, a zatem mozna ta kawe spozyc (gdyby byl dzien, to picie kawy jest haram! (czyli grzech).

Zagubone Lost

Ja: Gdzie jest DVD z drugim sezonem Lost?

Matt wybiera sie do polki i szuka.

Matt: Nie ma.

Ja: Wiem, ze nie ma, pytam sie gdzie jest!

Matt (po polgodzinie bezskutecznych poszukiwan):  Nie ma. Pewnie zginelo na lotnisku, wtedy, co sie torba rozprula, pamietasz? Zgubilem tez wtedy dwie ksiazki.

Ja: Bo ty zawsze wszystko gubisz! (bo rzeczywiscie ma tendencje do gubienia wszystkiego).

Matt: Bo ty zawsze tyle pakujesz! Jakbys nie zabierala tyle rzeczy, to torba by sie nie rozprula, i by nie zginelo!

Ja: To mogles to lepiej spakowac!

I tak dalej, i tak dalej. A dzisiaj mnie cos tknelo, i zapytalam Indi (naszej sprzataczki)

Ja: Indi, jakie DVD sobie ostatnio pozyczylas? (bo ona sobie czasem pozycza do ogladania).

Indi: LOST!

Ups! Znalezli sie Zagubieni!

Swiat w ziarnku piasku

 Przeczytalam wlasnie ksiazke, ktora byla najnudniejsza od daaaaawna. Co mnie bardzo zdziwilo, poniewaz autorke tej ksiazki, Joanne Harris lubie bardzo. Wszystkie jej powiesci, ktore przeczytalam do tej pory, t.j.

  Chocolate,

  Five Quarters of an Orange; oraz

  Sleep pale sister bardzo mi sie podobaly – Harris pisze ksiazki nastrojowe, jej opisy wrecz ociekaja smakiem, czytajac jej powiesci czulam sie jakbym byla w centrum wydarzen.

No i nagle Coastliners (polski tytul Swiat w ziarnku piasku)! Nuda, nuda, nuda. Czytalam po jednej stronie i usypialam – nawet w ciagu dnia! I nie ma to nic wspolnego z niedosypianiem w nocy, zapewniam!

No ale jesli 3/4 ksiazki jest o wiesniakach, ktorzy ratuja plaze, i poza tym nic sie nie dzieje…

Akcja nieco sie rozbujala na ostatnich 40, 50 stronach, ale to wcale nie ocalilo tej ksiazki w moich oczach.

Ramadan znow zawital

To chyba nasz juz trzeci Ramadan… jak ten czas szybko mija…

Ramadan jest dziewiatym miesiacem w kalendarzu muzulmanskim. Podczas Ramadanu Muzulmanie nie jedza i nie pija nic w ciagu dnia, a ucztom i festom nie ma konca po zmroku. W tym czasie je sie specjalne dania, i bardzo popularne sa tzw. Ramadan tent, czyli namioty Ramadanowe, gdzie po godzinie 20 zaczyna sie wyzerka.

Podczas Ramadanu rowniez cudzoziemcow obowiazuja specjalne zasady – nie mozna jesc i pic w miejscach publicznych, nie mozna nawet gumy zuc, nalezy sie ubierac porzadnie (to znaczy zakrywac jeszcze bardziej), trzeba na drogach uwazac, bo chociaz oni prowadza beznadziejnie i bardzo niebezpiecznie, w czasie Ramadanu jezdza jeszcze gorzej.

No i przede wszystkim cale zycie zamiera w ciagu dnia, a zaczyna sie po zmroku – sklepy otwarte do polnocy, do pierwszej to norma. To samo z restauracjami i wieszkoscia innych publicznych przybytkow.

I pracuje sie krocej – maksymalnie 6 godzin (jesli tydzien roboczy wynosi 6 dni).

O Ramadanie pisalam obszerniej w poprzednich latach, ale teraz nie mam czasu znalezc wpisu (linka). Jesli ktokolwiek ma czas i ochote poszperac we wpisach z poprzednich lat, bede wdzieczna za linka w komentarzach. Jesli nie, postaram sie sama znalezc, jak Ola bedzie spala moze?

RAMADAN KAREEM!

 


Prawie Dama znalazla! Znalazla opis Ramadanu z 2004 roku , oraz opis z roku 2005 ! Zauwazylam, ze bylam bardzo oryginalna – tylul obu notek to "Ramadan"! I opis podobny, a jakze! Ale warto przeczytac, aby wiedziec, co to takiego ten Ramadan.
Postaram sie w tym roku nie powtarzac, i znalezc cos innego, co moglabym opisac odnosnie Ramadanu.

Dziekuje, Prawie Damo! Buzka wielka.

Ja juz wiem

A ja juz wiem. Ola tak placze i placze, bo jest niezwykle inteligenta, i bardzo szybko sie nudzi, zatem trzeba ja zabawiac bez przerwy, a jesli sie jej nie zabawia, to ona daje mi znac, ze jej sie nudzi, w sumie jedynym sposobem na to, aby mi dac znac jest placz, zatem Olenka placze wiekszosc czasu.

Niezla teoria, nie? 

Interesy z szejkiem

Zbliza sie weekend (dla nowych i przypadkowych czytelnikow wyjasnienie, ze w Katarze weekend to piatek i sobota). Ale ja nie o tym.

Uslyszalam dzisiaj historie od pewnej kobiety. Jej maz, weterynarz, wykonal jakas robote dla szejka.

A szejk zaplacil, i owszem, ale nie pieniedzmi, tylko towarem.

I podarowal weterynarzowi kilkanascie sztuk….. psow! Dobermanow i afganow.

A teraz biedny weterynarz sie glowi, co zrobic z takim przybytkiem – bo chetnych do kupna malo.

Fajnie jest robic interesy z szejkiem 🙂 

Towar wyszedl

Wybralam sie dzis na suk. Z dwoch powodow.

1. Chcialbym kupic sobie trojnog i drukarke;

2. Mam dosyc siedzenia w domu calymi dniami.

Wsiadam do auta, po minucie Ola zaczyna swoj koncert (oczywiscie a jakze Ola nie lubi jezdzic samochodem). Natezenie dzwieku z tylu wzrasta i wzrasta. Pol godziny jechalam, i pol godziny slyszalam spiewy Oli.

Dojechalam. Zaparkowanie w okolicach suku graniczy z cudem. Znalazlam miejsce w koncu – olbrzymim Pajero zaparkowac w szczelinie wielkosci malucha to nie lada sztuka. Udalo sie. To nic, ze polowa samochodu wystaje na ulice. To nic, w koncu nie zapominajmy, gdzie jestesmy, tutaj Katar, tutaj kazdy robi co chce.

Wyciagam wozek z bagaznika. Taka kolumbryna, wazy kilka kilogramow, bagaznik wysoko, utachalam sie jak nie wiem. W akompaniamencie koncertu Oli i pod ostrzalem zdziwionych meskich spojrzen (na suku samotnych kobiet sie nie widuje, a kobiet z niemowlakami tym bardziej nie).

Potem znow sie utachalam probujac manewrowac wozkiem do sklepow, i ze sklepow. Dla niepelnosprawnych to oni zdecydowanie nie sa przystosowani. No i nie zapominajmy o upale – chociaz to dopiero 10 godzina byla, a jednak juz 38 stopni. 

I zebym to ja chociaz cos kupila! Ale gdzie tam! Stoja tronogi, wszystkie trzy do wyboru. Z drukarkami jeszcze gorzej. Bo w Katarze to jest tak – jak cos rzuca na sklep (uzywajac komunistycznej gwary), to jest. A jak wyjdzie, to nie ma. Dowiedzialam sie na przyklad ze trojnogi to sprowadzaja trzy razy do roku!

Masz Ci babo placek! 

Herbaciane wariacje

Herbaciana granita z chalwa

W garnuszku zaparz dobra, mocna, czarna herbate. Dodaj do niej duzo cukru – przynajmniej jedna lyzke na kazda filizanke. Dolej rowniez wody rozanej – nie za duzo, aby nie przygasila smaku granity. Na trzy szklanki herbaty dwie lyzki wody powinny byc w sam raz. No i jesli lubisz, wcisnij sok z cytryny.

Odstaw do wystygniecia, a jak juz sie wychlodzi, wstaw do zamrazalnika.

Po godzinie, dwoch, wyjmij, i porzadnie zamieszaj.

Powtarzaj ten proces dosyc czesto – gdy granita zacznie sie scinach po sciankach, wymieszaj ja porzadnie lycha.

I to tyle. Granita jest gotowa po kilku godzinach.

Podawaj ze slodka chalwa, ja uzylam chalwy z pistacjami….

Wersja dla doroslych – dodaj do herbaty rumu, lub innego ulubionego alkoholu. Mniam mniam….

Ambasada polska w Katarze

W piatek poszlismy na obiad do Magdy i Piotrka. Zaproszony byl tez ambasador.

Bo w Katarze w koncu otwiera sie polska ambasada!! Jak to tej pory najblizsza byla w Abu Dhabi. Widocznie Polonia tak sie pieknie rozrosla, ze powstala potrzeba utworzenia naszej ambasady w Katarze. A moze powody jej powstania byly zupelnie inne…

Tak czy siak, ambasada jest, wprawdzie dopiero w stadium organizacji, ale toz to dopiero poczatki!

Obiad byl wysmienity, alkohol tez, i generalnie caly wieczor byl super. A wiecej powiedziec nie moge, bo byloby to czysta niedyskrecja. 😉 

Woda rozana

 Bardzo popularna w Katarze jest woda rozana, zwana rowniez gulub jal lub goolub. Woda roznana jest produktem ubocznym produkcji olejku rozanego, i pewnie dzieki temu jest tania – za butelke 300 ml zaplacilam 2.50 QR.

Woda rozana moze sluzyc do celow wielorakich – w krajach zachodnich uzywa sie jej (lub olejku rozanego) w kremach, tonikach do twarzy, mleczkach i innych kosmetykach (w tym rowniez w perfumach i w aromaterapii). W starozytnym Rzymie ludzie kapali sie w wodzie rozanej, jako ze wierzono, iz ma ona wlasciwosci antybakteryjne.

Mniej znane (na zachodzie) przeznaczenie wody rozanej to – jedzenie. Tutaj, w krajach Wschodu i w Azji uzywa sie wody rozanej w kuchni, np. do gotowania miesa. Podobno mozna znalezc przepisy z woda rozana juz z 8 wieku! Glownie jednak uzywa sie jej przy robieniu slodyczy. Na przyklad w mango lassi, marcepanie, czyms, co sie nazywa Turkish delight, slodkim lassi (drink z jogurtu, cukru, i roznych sokow owocowych, i oczywiscie wody rozanej). W Malezji wode rozana miesza sie z mlekiem, cukrem i rozowa farbka do zywnosci, i powstaje slodki napoj zwany bandung.

Dla kogos, kto probuje wody rozanej po raz pierwszy moze ona miec mydlany smak, pewnie dlatego, iz w naszej kulturze zapach roz kojarzy sie z kosmetykami. Aczkolwiek mi woda rozana zasmakowala. Troszke szczypie w jezyk, i nie jest slodka, wbrew pozorom! Pozniej napisze w czym mi zasmakowala.

Woda rozana sluzy nie tylko do jedzenia, ale rowniez jest waznym skladnikiem ceremonii religijnych w Islamie (rowniez w religiach Hinduskich). Na przyklad oczyszcza cialo zanim modlitwa oczysci dusze.

Czysta woda rozana jest uwazana za doskonaly tonik, zwlaszcza dla suchej i wrazliwej skory. Mozna ja rowniez spryskac cialo (dla odswiezenia lub ochlody, dla ochrony przed toksynami ze srodowiska). Albo mozna nasaczyc nia waciki, i polozyc na oczach na 10 minut. Albo dodac do kapieli….

Nie wiem, czy wode rozana mozna kupic w Polsce, tutaj jest ona w kazdym supermarkecie i jak juz napisalam, jest tania. Ale mozna ja zrobic samemu w domu – na przyklad zalewajac platki rozy (koniecznie pachnacy gatunek) woda, i wystawiajac to na slonce na kilka dni…

Ja postanowilam zrobic deser arabski, herbaciana granita z woda rozana, podawana z chalwa. Jak mi wyjdzie, opisze jutro.