Wyjechales? To nie wrocisz!

Katar przeszedl sam siebie w pobijaniu rekordowego absurdu!

Otoz kilka dni temu wprowadzono nowe prawo.

Tytulem wstepu: aby wjechac do Kataru trzeba miec wize (sluzbowa, lub turystyczna, ale zawsze wyrabiana przed przylotem do kraju). Chyba, ze posiada sie paszport z kraju znajdujacego sie na tajemniczej liscie, wtedy wize mozna sobie kupic na granicy. Do krajow tych naleza min. Wielka Brytania, USA, wiele europejskich krajow (Polska nie).

No i wlasnie ostatnio zmieniono prawo, a co! 

Jesli Brytyjczyk, Amerykanin, lub Nowozelandczyk (na razie slyszalam o tych tylko narodowosciach), ktory mieszkal w Katarze i mial wize rezydencka zdecydowal, ze chcialby wyjechac, pracowac gdzies indziej, a tym samym uniewaznil katarska wize rezydencka, nie ma powrotu do Kataru przez 2 lata! Nie otrzyma wizy na granicy chociazby nie wiem jak sie staral, nie tylko nie otrzyma wizy biznesowej, alre rowniez nie otrzyma wizy turystycznej, w ogole ma zakaz wjazdu do Kataru.

Zastanawiam sie gleboko, jaki jest cel takiego zarzadzenia. Czyzby chcieli pozbawic sie turystow? Czyzby wkurzal ich brak zdecydowania, i jak wyjechales, to nie wracaj? Czy czuja, ze maja za malo kontroli, i w jakis dziwny sposob zakaz ponownego wjazdu zwieksza im ta kontrole?

Dlaczeog przeszkadza im ktos, kto tutaj pracowal, i chcialby przyjechac znajomych odwiedzic? 

Nie wiem. Nie rozumiem.

Kolejna rzecz, ktora po prostu trzeba zaakceptowac. 

Bez tytulu

Maz trzyma w biurze telefon, taki sekretny, przez ktory kontaktuje sie ze wszystkimi swoimi dziewczynami.

Kazalam mu sie wyprowadzic. Sa pewne limity, nawet ja nie moge zniesc AZ TYLE.

Powiedzial, ze myslal, iz bylo to oczywiste, ze nasze malzenstwo jest skonczone (tak, zwlaszcza wtedy jak mowil, ze nie chce rozwodu, wtedy to bylo bardzo oczywiste), ale ze zawsze moge na niego liczyc.

Jak milo. 

Nawiedzona willa

Na poczatku chcialabym nadmienic, ze w naszej willi straszy. Slychac rozne odglosy, czasami widze przemykajacy w przedpokoju cien (i nie jest to zadne z moich dzieci. Matt rowniez widzi czasami cien, wiec to nie tylko ja), a raz zdarzylo sie cos, czego nawet nie opisze, bo pomyslicie: Dlaczego ona jeszcze w wariatkowie nie jest?

Ale w naszej willi straszy, i czasami to sobie nawet mysle, czy ten dom nie zostal wybudowany na jakims starym, arabskim cmentarzu?

Ale do rzeczy. Wchodze dzisiaj do sypialni, i slysze cos dziwnego. Co to jest? Zaraz… tak, szum wody! Pomyslalam, ze nie dokrecilam kranu w zlewie. Wchodze do lazienki, a tam wanna PELNA WODY I PIANY!!

Przerazilam sie nieziemsko! Oczywiscie pierwsza moja mysl, to ze duchy wode odkrecily. To, co teraz opisuje zajelo moze 20 sekund, wiec opisuje w zwolnionym tempie.

Podeszlam wolno do wanny, przerazona na maksa (zadne z nas sie nie kapie, zawsze bierzemy prysznic). Nachylajac sie nad wanna, aby zakrecic kurek, oczyma wyobrazni widze juz martwe cialo w tej wodzie, widze trupio-sina dlon ociekajaca krwia nagle wynurzajaca sie z tej piany, lapiaca mnie za wlosy (albo jakby nie mogla, bo wlosy obcielam i sa teraz krotkie, to za szyje) i wciagajaca pod wode tudziez duszaca moja biedna szyje!

Zakrecilam wode i z dzikim krzykiem: MAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAATTTTTTTTTTT! biegne do Matta, ktory w ogordku rozpala grilla!

Matt biegnie do lazienki. Myslalam, ze on tez sie przerazil. Ale on sie nie bal, bo wiedzial! Odkrecil wode jakies 20 minut wczesniej aby kratke od grilla umyc, i…

zapomnial! 

Slepa, glucha i glupia Libanka, policja, i wypadek.

Czy stluczka moze byc zderzenie dwoch samochodow, gdy nic sie nie stluklo?

No nic to. Dzisiaj mialam spotkanie z policja pierwszego stopnia.

Jade sobie po rondzie, srodkowym pasem jak Bozia przykazala, nie po wszystkich mozliwych pasach jak to w Katarze sie jezdzi.

Nagle nadjezdza ona. Kobieta-kierowca. Wybaczcie, ale ja naprawde uwazam, ze kobiety sa zlymi kierowcami. Nie wszystkie, oczywiscie, ale wiekszosc. A juz na pewno w Katarze. I potrafie rozpoznac kobiete za kierownica nie widzac nawet kto siedzi w aucie.

Nic to. Nadjezdza. Prawym pasem, wyprzedza mnie, i zajezdza mi droge. Trabie, trabie jak moge, ale ta kobieta jest nie tylko slepa. Ona jest rowniez glucha!!! Wjezdza prosto na mnie.

 

Zatrzymuje sie na srodku ronda. Wysiada z auta i jazgodze. Pytam ja grzecznie, czy moze jest slepa? A moze nie potrafi prowadzic? A moze nie ma prawa jazdy? A moze zaplacila, aby je dostac?

A ona jazgocze. I wini mnie za stluczke. Patrze na nia, patrze, i oczom nie wierze. No chyba ona nie mowi tego na powaznie? Ale przypatrzywszy sie widze, ze jednak tak, ona mysli, ze to jest MOJA WINA!

Czyli nie tylko jest slepa, glucha, nie umie prowadzic, a w dodatku jest glupia!

Ok. Nie wazne. Dzwoni na policje, poniewaz ja kategorycznie zaprzeczylam jakiejkolwiek swojej winy. Swietnie, dzwon.

Dzwoni gdzies, ale z jakiegos powodu cos jest nie tak z jej telefonem, i nie moze sie dodzwonic. Ale przed chwila z kims rozmawialas, i bylo ok? Z mezem rozmawiala. Ale na policje zadzwonic nie moze.

Dobra. Wypchaj sie. Sama zadzwonie. Zadzwonilam, powiedzialam o co chodzi. Ok, przyjada. Ale prosze zjechac z ronda, bo droge blokujecie. No pewnie, ze blokujemy, ale tamta idiotka nie zdaje sobie z tego sprawy. W koncu jest slepa, nie?

I czekamy. Przyjechal moj kolega, aby mi pomoc. On ma doswiadczenie. Mial piec wypadkow, wiec wie, co robic 🙂

Dwie godziny minely, policji wciaz nie ma. Za namowa kolegi dzwonie ponownie. I dostaje opierdal od dyspozytora: CZEKALAS DWIE GODZINY I NIE ZADZWONILAS WCZESNIEJ? DZWONI SIE CO 10 MINUT ABY POLICJI PRZYPOMNIEC ZE MA PRZYJECHAC, A NIE PO DWOCH GODZINACH!!!

No dobra, a co teraz? pytam. Wysle kogos za 5 minut. Rzeczywiscie, po 10 minutach przyjezdza policjant.

Mily, niski facet. Zaczal rozmawiac ze slepa Libanka (ta, co na mnie wjechala), ktora nie potrafi prowadzic. Ona jazgocze. Zdecydowalam, ze ona po prostu nie potrafi normalnie mowic, bo po co mialaby jazgotac na Bogu ducha winnego policjanta?

Nie wiem, co wyjazgotala, bo jazgotala po arabsku.

Teraz policjant chce moja wersje wydarzen. 

Zaczynam opowiadac, pokazujac auto. Slepa, glucha i glupia kobieta, ktora nie potrafi prowadzic, nie przestaje jazgotac. Po arabsku. Pokazuje swoje auto, na zderzak, gdzie rzekomo krzywda sie stala. Ale pokazuje na prawa strone, podczas gdy jej zderzak ucierpial z lewej strony (bo wjechala na mnie od prawej strony). Biedna kobieta, w dodatku nie odroznia prawej od lewej.. (z czystej uprzejmosci nie wspomne tutaj jej fryzury, cos jak lekki baranek ze zle zrobionymi blond pasemkami, i wygladajacy jak kopka siana).

Policjant kaze jej sie przymknac.

Ja i moj kolega pokazalismy policjantowi rysunek prezentujacy przebieg zdarzenia. Pokazalismy mu tez auta i co sie stalo.

Policjant dal mi swistek, z ktorym to jutro mam sie zglosic na posterunek, po raport z wypadku.

Libanski babsztyl wciaz sie nie poddaje, i rozmawia o czyms z policjantem. Nie wiem o czym, ale on jej cos wyjasnia, ona wyglada, jakby nie miala pojecia, o czym on mowi, i zgadnijcie co? Tak, tak. Zaczyna jazgotac.

Poczekalam az skonczy, i zapytalam policjanta z czyjej winy stal sie wypadek (jego opinia znajdzie sie na raporcie jutrzejszym).

Powiedzial, iz probowal tej kobiecie wytlumaczyc, ze to jej wina, nie moja.

Pewnie to wtedy miala ten debilski wyglad na twarzy.

Policjant, z usmiechem, kaze mi i tej babie powiedziec sobie do widzenia.

"Bye" mowie.

Ona jazgocze. Po arabsku.

Policjant cos mowi.

Ona mowi z niechecia: "Masalama" (do widzenia po arabsku) 

Odjezdzamy. Trzy zmarnowane godziny.

Bardzo sie ciesze, ze moj kolega byl tam ze mna. To bylo moje pierwsze doswiadczenie z policja katarska. Zazwyczaj po prostu odjezdzam, bo mi sie nie chcialo uzerac z policja.

Zobaczymy, jak to bedzie jutro na posterunku. 

Zdrady i samobojstwa

A ta ksiazke, Zdrada na trzy glosy Tess Stimson powinny przeczytac zdradzane zony, kochanki zonatych, zonaci, ktorzy zdradzaja, kobiety, ktore obawiaja sie zdrady, i mezczyzni, ktorzy mieliby ochote na romansik na boku.

Niby prosta historia, maz zdradza zone.

Ale ciekawa, bo opowiedziana z trzech punktow widzenia: zdradzajacego meza, zdradzanej zony, i z punku widzenia kochanki.

A wiecej juz nic nie powiem.

 

 

Druga ksiazka to Klub samobojcow polskiego autora Daniela Koziarskiego.

Tutaj z kolei jest czworka bohaterow.

Michal, robiacy kariere na uniwersytecie.

Magda, jego narzeczona, ktora wyjechala do Londynu szukac pracy.

Maciej Trybulski, ktory napisal swoja pierwsza powiesc i wlasnie pracuje nad druga.

Doktor Wolniewicz, psycholog czy psychiatra, ktory w sposob obcesowy przyjmuje swoich pacjentow.

Kazdy z nich opowiada swoja historie. I niby ksiazke czyta sie latwo (a najbardziej czekalam na historie Magdy, kto przeczyta, bedzie wiedzial dlaczego), ale co mi w niej przeszkadzalo to okrutne pofragmentowanie. Rozdzialy sa bardzo krotkie, a podrozdzialy (historie poszczegolnych bohaterow) jeszcze krotsze. A ze nie lacza sie one w calosc tylko kazdy sobie, mialam wrazenie jakbym ogladala kawalki czterech roznych ukladanek.

Oczywiscie, jak nietrudno sie domyslic, pod koniec ksiazki calosc jednak trzyma sie kupy, jednakze mi osobiscie bardzo przeszkadzal brak mianownika wspolnego przez cala powiesc. 

 

Mleko wielblada

Wczoraj wybralismy sie na wycieczke, na farme wielbladow.

Organizator tej wycieczki pracuje dla niejakiego szejka, szejk ów posiada olbrzymia farme (jakies 40 minut jazdy od Doha), na niej uprawia sie jakies roslinki, palmy, sa tez wielblady. Farma jest olbrzymia, tak duza, ze probujac z niej wyjechac bladzilismy jakis czas.

Willa tego szejka tez niczego sobie. Chociaz widzielismy tylko pokoj reprezentacyjny i jadalnie (ze stolem na 14 osob), to i tak bylismy pod wrazeniem. Sofy i kanapy jak z sali krolewskiej, basen przepiekny i duzy….

Przyjechalo nas okolo 70 osob, kazdy przywiozl cos do jedzenia lub picia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najwieksza atrakcja mialo byc dojenie wielbladow. Niestety, dojenia nie bylo (nie wiem, dlaczego). Ale, po raz pierwszy odkad tutaj jestem, pilam mleko wielbladzicy. W smaku jest podobne do mleka krowiego, jest tylko nieco slonawe. I wcale nie smierdzi, nie wiem dlaczego, ale zawsze wydawalo mi sie, ze wielbladzie mleko bedzie smierdzialo.

 

Mleko wielbladzie wydaje sie bardziej wodniste od krowiego (ma podobno od 80 do 90% wody!), ale za to ma podobno trzy razy wiecej witaminy C.

Wyczytalam, ze wielblady nie przechowuja mleka (jak krowy) w wymionach, i jesli sie np. zaniepokoja podczas dojenia, to dupa blada, mleka nie bedzie, bo sie naplyw zatrzyma. Poza tym wielblady sa jak humorzaste panienki, bo mleko daja tylko wtedy, gdy lubia i znaja dojarza. A wielblady do tej pory doi sie tylko recznie.

Arabowie wierza, ze mleko wielbladzie, zwlaszcza z miodem i daktylami, jest silnym afrodyzjakiem. Pilam, ale mnie chcica nie naszla. Moze dlatego, bo bylo bez miodu i daktyli? 😉

Koszerni Zydzi mleka wielbladziego pic nie moga.

No i z mleka wielbladziego trudno jest zrobic maslo 🙂

Koniec swiata

Poprawilam obrazek z poprzedniego wpisu. Czy teraz widac? 

Swiat sie konczy, albo chociaz staje na glowie. Katar to panstwo bardzo bezpieczne, wyjsc w nocy to zaden tam wyczyn odwagi, kradzieze praktycznie sie nie zdarzaja.

Ok, slyszalam o obrabowanym domu czy dwoch, kilku gwaltach, i ukradzionych pieniadzach, ale ludzie, mieszkam tutaj juz 4 lata, i to bylo kilka wypadkow.

Kiedys zachwycalam sie tym, ze idac do sklepu na zakupy auto zostawia sie z kluczykami w stacyjce,  bo przeciez jest goraco, wiec klima musi chodzic.

A teraz wyczytalam, ze URKADZIONO AUTO!!!!  W bialy dzien! Tak po prostu!

Swiat staje na glowie, kradziez auta w Katarze!!!

Ja sie tylko zastanawiam, co oni zrobia z tym autem. Bo Katar taki maly, taki pilnowany… nie sprzedadza.. pojezdzic tez nie pojezdza, bo juz numer rejestracyjny pojawil sie w glownym artykule w gazecie narodowej 😀 moze na czesci? 

 

Ramadan

Wczoraj zaczal sie Ramadan, o ktorym pisalam juz co roku chyba, wiec w tym roku zrobie sobie przerwe i nie napisze nic.

W kazdym badz razie oznacza to, ze kluby zamkniete, ze alkoholu w barach i hotelach niet, i cale zycie towarzyskie przenosi sie na grunt prywatny, czyli tzw. modny ostatnio homing (w przeciwienstwie do clubbing).

Do tego dochodzi wilgotnosc olbrzymia. Tak duza, ze wychodzac z dziewczynkami na dwor po pieciu minutach one mokre jak rude myszy i chca wracac.

A Ola, przyzwyczajona do spedzania calych dni w piaskownicy (w Polsce) od rana juz wola: mama, ajci! ajci (czyli na spacerek). I wytlumacz jej tutaj, ze ajci to nie ma, bo za goraco 🙂 no i piaskownicy niet (sic!).

Jeszcze kontaktu jako takiego z katarskoscia nie mialam, ale pewnie niedlugo sie zacznie – jazda po idiockiemu, wpychanie bez kolejek, namioty ramadanowe z przepysznym jedzeniem…