Utknelam w samolocie :)

Wrocilam juz do Kataru. Teraz wiem, jak czuje sie klaustrofobik zamkniety w malenkim pokoju… Jak tylko wyladowalam, to chcialam od razu wracac. Chcialam aby ktos mnie wsadzil do samolotu lecacego do Polski. Czulam wewnetrzny opor przed tymi drzwiami prowadzacymi na zewnatrz… A dojechawszy do willi poplakalam sie, bo tak bardzo nie chcialam tu byc.

Swoja droga jezyk polski w departamencie ‘dom’ jest zupelnie nie przemyslany. Po angielsku mamy ‘house’ na okreslenie budynku, w ktorym mieszkamy, i ‘home’ na okreslenie domu rodzinnego, miejsca, gdzie chcemy byc, gdzie sa ludzie najblizsi naszemu sercu (w wiekszosci wypadkow, oczywiscie). Po polsku trzeba napisac: wrocialam z lotniska do ‘domu’, chociaz to miejsce, do ktorego wrocilam wcale nie jest moim ‘domem’. 

Ale ja chcialam o samolocie. Lecialam przez Londyn. Po wyladowaniu w Londynie wysiadlam z samolotu jako ostatnia. Ide sobie korytarzem prowadzacym do drzwi, za ktorymi jest nastepny korytarz prowadzacy do odprawy celnej. Ale co to? Drzwi sa zamkniete!! Zostalam uwieziona pomiedzy samolotem a lotniskiem! Bez mozliwosci ucieczki 🙂

Wrocilam do samolotu aby poprosic o pomoc. A w samolocie nie ma nikogo! Weszlam sobie do kokpitu, w kokpicie tez nikogo nie bylo. Moze zmarnowalam okazje aby nauczyc sie latac? Ha ha ha.

Wracam do zamknietych drzwi. Na szczescie wisial tam telefon, a na nim jeden numer, do pomocy technicznej.

Zadzwonilam, wyluszczylam o co mi chodzi, ale facet pewnie pomyslal, ze sobie jaja robie, bo sie rozlaczyl.

Zadzwonilam ponownie. Inny facet podal mi jakis numer telefonu, pod ktorym zadzwonilam, i po raz trzeci wyjasnilam, ze utknelam, i nie moge sie wydostac. Slyszalam, ze probowal opanowac smiech, ale obiecal, ze zaraz kogos przysle.

No i przyszla kobieta, ktora mnie wypuscila. Powiedziala, ze nie wie, jak to sie moglo stac. No coz, ze mna wszystko jest mozliwe 🙂

Na lotnisku musialam czekac 3 godziny na polaczenie do Kataru, i przez cale trzy godziny czulam sie jak idiotka, ktora nie potrafi kontrolowac rozwrzeszczanego dzieciaka. Bo Ola, oczywiscie, postawila sobie za punkt honoru doprowadzenie mnie do czarnej rozpaczy i musze przyznac, ze jej sie udalo. Wrzeszczala na cale gardlo, czerwona na buzi jak burak, bo nie chciala isc, nie chciala byc niesiona na rekach, nie chciala nic, tylko chciala sobie wrzeszczec. A ludzie patrzyli na mnie jak na wyrodna matke. I probowali Ole uciszyc: chodz, malenstwo, chcesz to? A moze tamto? A malenstwo ze swoim wscieklym i glosnym: "NIE" zwracalo czerwona buzke w strone mamy aby powyc jeszcze troche! Dobrze im tak, po co sie wtracaja 🙂

A na koniec British Airways we wspolpracy z Qatar Airways zgubili mi wozek.

Witamy w ‘domu’. 

Zapora i Terapia

Dawno nie pisalam o lekturach, i przyznaje, ze kilka ksiazek przeczytalam, nie opisalam, a teraz juz nawet tytulow nie pamietam.

No coz.

Ostatnie dwie to Terapia (David Lodge) oraz Zapora (Henning Mankell).

Terapia jest o takim jednym producencie filmowym, ktory znajduje sie na zakrecie zycia, bo zostawia go zona, a on probuje sam siebie odnalezc. Chadza on regularnie na tytulowa terapie, probuje odnalezc dziewczyne, z ktora sie spotykal w szkole, i zaprzyjaznia sie z lumpem.

Z opisu mojego niezbyt moze zachecajaca ksiazka, jednak czyta sie ja z wielka przyjemnoscia, i mozna sie dowiedziec wielu interesujacych faktow (jako ze bohater ma manie sprawdzania w encyklopedii wszystkiego, co sie tylko da).

 

 

 

 

 

Druga lektura, Zapora, to informatyczny kryminal. Czy za pomoca komputerow mozna wstrzasnac swiatem? Calkowicie wszystko zmienic?

Czy policji uda sie rozwiazac zagadke (nie)przypadkowych zabojstw?

Czy uda sie wlamac do komputera kogos, kto byc moze jest ogniwem laczacym i rozwiazaniem calej zagadki?

Ksiazka gruba, swietna na zblizajace sie, coraz dluzsze, jesienne wieczory.

 

 

 

 

Dzien Oli

Przyjechal nowy inhalator Oli, wiec mozemy robic inhalacje.

Jak wyglada dzien Oli?

8:00 pobudka. Fluimucil, lek na rozrzedzenie wydzieliny.

8:30 – inhalacja i oklepywanie plackow, boczkow, i przodu.

9:00 sniadanie, plus kreon (enzym trzustki, ktorego trzustka Oli nie wytwarza), plus witaminy.

Antybiotyk.

9:30 Lacidofil, pozytywne bakterie, aby antybiotyk nie wyrzadzil zbytnich szkod.

W ciagu dnia: lunch plus kreon, przekaski plus kreon.

I cwiczenia na pluca – dmuchanie, skakanie na trampolinie, wysilek fizyczny…

Kapiel.

Oklepywanie plus inhalacja.

Kolacja, plus kreon, plus witaminy. Witamin musi duzo, bardzo duzo. bo nie przyswaja tych rozpuszczalnych w tluszczach. Sa specjalne witaminy, ADEKS, dla ludzi z mukowiscydoza, ale niestety, sa dostepne w USA, nie w Polsce. Wiec Ola dostaje zwykly Vibowit Bobas. Podwojna dawke.

Antybiotyk.

Lacidofil.

A to jeszcze nic. Z tego, co sie naczytalam, to te biedne dzieci z muko to maja o wiele gorzej, np. w nocy musza oddychac tlenem podawanym z butli… i przez wiekszosc zycia sa na antybiotyku… i spedzaja wiele miesiecy w szpitalu..

A oto Ola robiaca sobie inhalacje: