Rozne kariery dwulatki

Lot do Polski via Londyn, 1:30 w niedziele.
A jesli chodzi o lot, to czy mi sie nigdy normalnosc przytrafic nie moze?

Najpierw o maly wlos sie nie spoznilam na samolot, pomimo, ze na lotnisku bylam 2.5h wczesniej. Ale tak sie jakos zlozylo, ze az czytali moje imie przez glosnik: "Pasazer Sylwia S. proszona jest o natychmiastowe udanie sie do bramy numer 3. Brama jest zamykana w tej chwili!".

W samolocie Zuzia nie czula sie najlepiej, czula sie na tyle niedobrze, ze jak samolot wyladowal, Zuzia puscila pawia – bynajmniej nie do torebki na wymioty, ale na siedzenie, na koce, na podloge, i oczywiscie na siebie.

Gdy ja bylam zajeta oczyszczaniem Zuzi i pilnowaniem, aby nastepny rzut wymiotow wyladowal w torebce, a nie znow dookola, Ola postanowila rozpoczac kariere naukowca. Postanowila zbadac, co znajduje sie w wymiotach. Rezultatem byla bluzka wysmarowana nadtrawionym tunczykiem.

Bluzke musialam zdjac. Na szczescie pod spodem miala podkoszulek, wiec nie musiala paradowac z golym brzuchem.

Pozniej Ola postanowila zamienic kariere naukowca na prace streapteaserki i postanowila pozbyc sie spodni. Najbardziej skuteczny sposob? Oczywiscie nawalic kupsko tak wielkie, ze wylewa sie z pieluchy. Spodnie musialam zdjac.

Bedac bardzo leniwa i nieprzewidujaca matka (moglabym wygrac nagrode dla Najgorzej Przygotowanej na Nagle Wypadki Matki) oczywiscie nie mialam ubran zapasowych, wiec biedna Ola zostala w podkoszulku z krotkim rekawem i samej pieluszce. Wcale nie bylo goraco!

W koncu udalo sie nam doleciec. A teraz…

Obzarta parowkami wieprzowymi i pasztetowa, opita Tyskim, przeslodzona Princessa i oczytana Elle jestem w domu!

Roze na przeprosiny

Dziekuje wszystkim za komentarze.

Wczoraj M przyniosl bukiet roz, na przeprosiny. Brzmi tak typowo, prawda?

W koncu, byc moze jak sobie wszystko przemyslal, zrozumial, ze to, co zrobil, to jednak nie jest ok, ze nie ma prawa MNIE winic za to, co sie stalo…

Bukiet wiele nie zmienil (jesli chodzi o mnie).

Chcialam zrobic obdukcje, wprawdzie siniaki niewielkie, ale kto wie, kiedy moze sie przydac… niestety, powiedzieli mi, ze z tym trzeba na policje, ze szpital sam nic nie moze.

A policji nie chce w to mieszac.. juz wyjezdzam niedlugo na wakacje, do Polski.. byc moze w niedziele (chociaz biletow wciaz jeszcze nie mam!)

Problemy pomiedzy mna a M sa glebsze, nie tylko to, co sie stalo w poniedzialek. Do niedawna wciaz mialam nadzieje, ze moze on zrozumie, ze moze bedzie mozna cos jeszcze naprawic.

Teraz juz tak nie mysle. Juz wiem, ze to wszystko zaszlo za daleko.

Jednak rozwod jest takim powaznym krokiem. Teraz, kiedy sama stoje przed tym krokiem podziwiam wszystkie te kobiety, ktore sie na to zdecydowaly. Jednak to prawda, czlowiek nie zrozumie tak naprawde, dopoki sam czegos nie doswiadczy.

A, chcialam napisac, i zapomnialam.

Matt nie jest zlym facetem. Naprawde nie jest. Tylko ze z jakiegos powodu – nie wiem, kwitnaca kariera? Koledzy, ktorzy sa mlodsi, sa singlami, chodza do barow i na dziwki, i ruchaja wszystko, co im w rece wpadnie.. byc moze to, ze Matt zasmakowal nowego zycia bez rodziny przez jakis czas, i to mu sie tak bardzo spodobalo… –  wiec z jakiegos powodu on totalnie sie zagubil. Zmienil sie z odpowiedzialnego, milego faceta w niedojrzalego chloptasia, ktory chcialby sobie zycia pouzywac do woli, a jednoczesnie chcialby miec dzieci na wyciagniecie reki, bo jednak dzieci to on kocha.

Po prostu sie totalnie pogubil. Zatracil trzezwe spojrzenie na to, co tak naprawde w zyciu jest wazne. Gdy sie obudzi, o ile kiedykolwiek sie obudzi, bedzie juz za pozno. Ale tego tez nie widzi. Bo jest zbyt niedojrzaly na to, w tej chwili. 

Sama jestes sobie winna

Wczoraj maz wrocil do domu pijany. Niezbyt pozno, o 10:30. Wczesnie wrecz.

Zaczelam mu zadawac pytania, gdzie, z kim, bla bla bla. Chcialam zobaczyc, co ma w portfelu, ktory namietnie chowal i kategorycznie nie chcial mi pokazac.

Wiec maz, ktory mnie podobno kocha, jak mowi, zaczal sie ze mna szarpac. Potem rzucil mnie na kanape i zaczal mnie dusic. Tak mocno, ze w pewnym momencie nie moglam zlapac oddechu. Raz. Dwa razy. Pozniej jeszcze raz. Uderzyl mnie tez w twarz, niezbyt mocno, na tyle mocno jednak, ze zabolalo.

I powiedzial, juz dzisiaj, na trzezwo – ze przeciez sama jestem sobie winna. Bo po co go przesluchiwalam? Po co chcialam mu w portfelu grzebac?

Slownictwo jakiego uzywal? Pierdol sie. Wstretna suka. Glupi pojebus. Pojebana suka. I jego ulubione, ktore sie powtarzalo najczesciej – glupia suka.

Ale przeciez sama jestem sobie winna – bo on tylko chcial wrocic do mnie do domu, a ja go przesluchuje. No po co go przesluchiwalam?

Znalazlam w jego portfelu numer telefonu do niejakiej Jess. Barmanki, Azjatki oczywiscie, poniewaz moj maz uwielbia azjatki.

Ale tez jestem sama sobie winna, bo ja w swoim telefonie mam wiele numerow do facetow.

Dzisiaj rano maz, po tym juz, jak powiedzial, ze to wszystko moja wina, powiedzial: Przepraszam. A teraz ty mnie przepros za swoje zachowanie. Nie chcialam go przepraszac za to, ze go 'przesluchiwalam'. Nie chcialam go tez przepraszac za swoje siniaki na przegubach, zadrapania na brodzie, za zdrapany pieprzyk.

Zatem wspanialomyslnie zaproponowal: ja nie bede sie na ciebie gniewal, a ty sie nie bedziesz na mnie gniewala, i o wszystkim zapomnimy.

W sumie to i tak. Za co mam sie gniewac, w koncu sama jestem sobie winna. 

Gapil sie na nogi

Poszlam na obiad z dziewczynami, do hotelu.

Obok nas siedziala rodzina, w tym jeden stary facet, ktory sie gapil na moje nogi pod stolem. Nie pozostalam mu dluzna, i rzucilam mu zabijajace spojrzenie, polaczone z paskudna mina, zeby wiedzial, co o tym sadze.

Po pieciu minutach przesiedli sie do innego stolika.

Pod koniec posilku dostalysmy karte do wypelnienia, gdzie trzeba bylo ocenic jakosc posilkow, obslugi, estetyke podania….  Bylo tez miejsce na komentarze.

Wiec w komentarzach, zgodnie z prawda, wpisalam, ze facet przy stoliku obok gapil sie na moje nogi. Troche dla jaj to napisalam, zeby bylo wesolo…

Manager przeczytal, i od razu przyszedl i zaczal tlumaczyc, ze tutaj faceci sie tak gapia, bla bla bla bla. Wiedzial, o kogo mi chodzilo. Byl bardzo powazny w tej sprawie. Oczywiscie powiedzialam mu, zeby nie robil z tego zadnej afery, ze nic sie nie stalo, ze naprawde to nie ma znaczenia.

On mi na to, ze jesli dostana taki komentarz, to musza cos z tym zrobic. Nie pytalam co, czy policja, czy wywalic faceta z restauracji… wiec powiedzialam mu, aby wyrzucil ta karte z komentarzami, bo ja absolutnie nie chce zadnych akcji. 

Takze  moi drodzy. Nie piszcie nic ot tak sobie, bo wszystko moze byc kiedys wykorzystane. Na Wasza korzysc lub nie 🙂

Prezent na dzien ojca

Angielscy tatusiowie obchodza swoje swieto dzisiaj. Czy znacie moze jakies strony www, ewentualnie macie jakies pomysly na to, jaki prezent Zuzia moglaby zrobic tacie?

Chcialabym, aby zrobila laurke i jakies 'rekodzielo', ale brakuje mi pomyslow, szczerze mowiac.

Gdzie moge znalezc pomysly??? Co moze zrobic Zuzia???

Ratunku, i to szybkiego, desperacko potrzebuje 🙂 

Powialo chlodem i zdolne dzieci

Powialo chlodem.

I nie mowie tutaj o stosunkach malzenskich, gdzie maz, pytany, czy w barze, w ktorym akurat siedzi, bo przez trzy dni jest w delegacji, sa dziwki, kaze mi sie pierdo..c.

Mowie tutaj  o pogodzie.

Juz sie robilo goraco. Juz bywalo 35 stopni rano. A teraz, gdy o 6:30 ide do auta, aby zawiezc Zuzie do szkoly, jest po prostu chlodno. Tylko 30 stopni, niebo pochmurne i wiatr…. Gdzie jest slonce? Gdzie jest upal???

A skoro juz o szkole.

Mam chyba genialne dziecko. Ostatnio chodze spac pozno, wstaje wczesnie, wiec jestem wyczerpana. Dzisiaj rano, gdy budzik zadzwonil o 6 po prostu go wylaczylam, i zasnelam w trzy sekundy.

O 6:18 budzi mnie Zuzia. W ciagu 18 minut moja szesciolatka sama sie ubrala, zrobila sobie sniadanie i je zjadla, uczesala sie nawet calkiem znosnie (a ma wlosy prawie do pasa) i gotowa do wyjscia, z usmiechem na buzi obudzila matke!!

Nie pozostalo mi nic innego jak zwlec tylek z lozka, zrobic jej lunch, i zawiezc do szkoly.

Czy wszystkie szesciolatki sa juz tak rozgarniete czy to tylko moja? 

Rozne spojrzenia na seks

I dwie kolejne ksiazki, tym razem o seksie. Obie o seksie, ale jakze rozne.

Pierwsza, Dziewczyna, ktorej jedno w glowie (Abby Lee) to ksiazka, ktora powstala na podstawie bloga pisanego przez autorke.

Abby Lee chciala otwarcie mowic o swoich seksualnych pragnieniach – sypianie z wieloma facetami, seks analny, z dziewczynami, sado maso, i tak dalej. Blog dawal jej anonimowosc.

Pozniej powstala ksiazka. Nie jest ona najwyzszego lotu – taka prosta ksiazka, ktora stala sie popularna pewnie jedynie dlatego, ze jest o seksie i jest nieco inna od codziennego zycia wiekszosci.

Ale czyta sie ja latwo, i jest taka, ze tak powiem, relaksujaca.

 

 

 

 

Drugi tytul to Pozycja autorstwa Meg Wolitzer.  Para malzenska wydaje poradnik seksualny, gdzie pozycje sa ilustrowane rysunkami przedstawiajacymi pare podczas aktow seksualnych.

Ksiazke ogladaja dzieci autorow, co nie pozostaje bez wplywu na ich pozniejsze dorosle zycie. Rowniez seksualne.

Jeden syn ma problemy z osiaganiem orgazmu, drugi jest gejem, jedna corka jest byla narkomanka, ktora odciela sie zupelnie od rodziny, a druga corka nie potrafi sobie znalezc partnera….

Obie ksiazki traktuja o tym samym temacie, jednakze roznia sie bardzo – podejsciem do tematu, jezykiem, zlozonoscia przedstawionych charakterow…

Pozycja podobala mi sie bardzo, i pochlonelam ja bardzo szybko.

 

 

 

 

 

 

 

Wojenne tytuly.

Dwie ksiazki o wojnie. Rozne bardzo. Jedna z punktu widzenia Niemca, druga z punktu widzenia Zydow.

Guner Grass, "Przy obieraniu cebuli".

Akcja rozpoczyna sie we wrzesniu 1939, a konczy sie w 1959, kiedy to odbyla sie premiera "Blaszanego bebenka".

Autor ze szczeroscia opisuje swoje przezycia w czasie drugiej wojny swiatowej i po niej – wlacznie z faktem, ze z wlasnego wyboru byl czolgista w Waffen-SS.

Ksiazka bardzo ciekawa, aczkolwiek poniewaz zaczelam ja czytac w czasie trudnym dla siebie, i nie moglam sie zbytnio skupic, trudno mi bylo sie w nia zaangazowac.

 

 

 

 

 

Drugi tytul to "STRACH. Antysemityzm w Polsce tuz po wojnie."

 

 Ksiazka opisuje przesladowania Zydow przez spolecznosc polska tuz po drugiej wojnie swiatowej.

Pokazuje, ze Polacy mordowali Zydow, z premedytacja, ze ich scigali, zabijali dla pieniedzy, ale rowniez ze zwyklej zlosliwosci.

Dowiedzialam sie wielu rzeczy, o ktorych wczesniej nie mialam pojecia.

Jednak brakowalo mi jednego w tej ksiazce – obiektywizmu.

Z ksiazki wynika, ze wszyscy Polacy przesladowali Zydow, ze nieliczna garstka tych, ktorzy nie przesladowali, ukrywala sie ze strachu przed sasiadami i potepieniem…

Wydaje mi sie, chociaz oczywiscie tego wiedziec nie moge, ze ksiazka przedstawia niezupelnie prawdziwy, zeby nie powiedziec nieco przeklamany, obraz spoleczenstwa w Polsce tuz po wojnie.

Jednakze warto przeczytac, jak najbardziej. Podanych jest mnostwo przykladow, opisow sytuacji, zrodel…