Farma strusi

W zeszlym tygodniu wybralismy sie w glab kraju ogladac farme strusi. Co one tam robia, i kto je karmi, nie mam pojecia, ale widoki byly swietne. Zwlaszcza po kilku godzinach jazdy po bezludziach i bezdrozach.

Niewiele jest miejsc na swiecie, gdzie takie olbrzymie polacie ladu sa niezagospodarowane. A tutaj godzinami mozna jezdzic, i nie widziec nic procz piachu…

A po strusiach wybralismy sie na plaze, aby skonsumowac piwo przed powrotem do domu. Ktos powie, ze nielegalnie? Bo 1.w miejscu publicznym; 2.potem musielismy auto prowadzic po tym piwie?

To pokaze jezyka 😛 i dodam numer 3 nielegalny: pojechalismy do M. i P. na kotlety. SCHABOWE!!!! 

 

 

Tak wygladaja te budynki, przy ktorych strusie sie pasa (czym one sie pasa? Trawy tam nie ma, jedynie kepki suchych wiechci. Czy strusie w ogole zra trawe???) 

 

 

 

Festiwal kulturalny w Doha

Juz jutro rozpoczyna sie siodmy festiwal kulturalny w Doha.

Gdy przylecialam do Kataru, to byly takie czasy, ze o wszelakich wydarzeniach dowiadywalo sie od znajomych, albo od znajomych znajomych.

Uslyszalo sie na przyklad, ze ktos tam powiedzial, ze cos tam sie odbedzie. I tu sie zaczynaly watpliwosci. Bo plotki chodzily, ze sie zacznie w piatek; albo w sobote; albo ze w czwartek.

Bo nie bylo wiadomo, co sie odbedzie, gdzie, i kiedy.

Bo dochodzily sluchy, ze bedzie np. pokaz marionetek, ale gdzie ten pokaz sie odbedzie, i o ktorej, to juz nikt nie wiedzial.

Takie to byly czasy.

Teraz czasy sie zmienily. Polepszyly sie.

Teraz o wydarzeniach mozna przeczytac w Gulf Times (anglojezyczna gazeta lokalna), a wiele z wydarzen ma wrecz swoje strony internetowe!!!

O tak! Rowniez festiwal kulturalny ma swoja strone ; na stronie mozna byloby zobaczyc np. wystawy; albo wioske kulturalna; albo o poezji; albo album ze zdjeciami;

Mozna byloby, gdyby bylo. Bo nie ma. Jest strona, ale linki nie dzialaja.

Na szczescie mozna obejrzec sobie tzw. plan lekcji , czyli co sie odbedzie gdzie i kiedy. Swinia bede, bo sie znow przyczepie. Na przyklad w piatek godziny sa podane w systemie 24godzinnym, a juz w sobote w systemie dwunastogodzinnym!

Albo np. Desert Love Exhibition (niedziela, godz.6). CO TO TAKIEGO??? Beda pokazywac, jak sie uprawia milosc na pustyni? A moze parzace sie wielblady? A moze chodzi o milosc do pustyni?? Jak sie wybiore, to zdam relacje.

Agnieszka Radwanska w Doha

Pisalam juz. Tylko tutaj mandat za przekroczenie predkosci wynosi 600 riali a przejechanie na czerwonym swietle kosztuje 1000 riali. I tylko tutaj mozna ogladac najwieksze gwiazdy tenisa ZA DARMO!

Bileciki trzeba odebrac, a jakze, najlepiej z kilkugodzinnym wyprzedzeniem (przed meczem). Wydaja po jednym na osobe, wiec jesli chce isc maz z zona, to obydwoje musza swoje w kolejce odstac.

Ale sa za darmo! Wczesniej (rok? Dwa lata temu? nie wiem, czas plynie niepostrzezenie…) ogladalam Haas'a i Federera. W tym roku poszlam na nasza Agnieszke i Rosjanke Sharapova.

Agnieszka grala  naprawde dobrze. Nie mamy sie czego wstydzic! Na widowni byla spora grupka fanow, niektorzy z flagami… Niestety, doping byl kiepski.. a szkoda…

Najbardziej dopingowaly chyba dzieci. Ola wydzierala sie "AM! AAAAAM! AAAAMMMM!" do pani siedzacej w rzedzie przed nami. Pani jadla czipsy. Niestety, po polsku nie rozumiala, i czipsow nie dala dopoki nie obejrzala sie do tylu i nie zobaczyla wyciagnietej lapki mojego glodomora.

Zuzia z kolezanka J. krzyczaly 'Aga' czy cos tam jeszcze. Troche w nieodpowiednich momentach, i troche za cicho, ale licza sie dobre checi, nie?

Brat J. rowniez sie udzielal, wydawal dzwieki rodzaju 'yyyy! yyyyyy!' – dokladnie wtedy, gdy nasza A.R. serwowala! Checi mial podobne do Zuzi i J. – doping 🙂 🙂

Dorosli (czytaj rodzice wyzej wymienionych dzieci) z kolei odchodzili juz od zmyslow, bo mieli dosyc dzieci zachowujacych sie w caly swiat i po raz kolejny obiecywali sobie, ze z bachorami to juz nigdy nigdzie wiecej…. 🙂

Agnieszka przegrala (6:4; 6:3 o ile dobrze pamietam) i w finale zagraly dwie Rosjanki.

Zdjecie jakies wrzuce moze pozniej, na razie wciaz sa na karcie. 

Geje, mohery, i inne takie

Ja to zawsze kupuje ksiazki kiedy sa nowosciami, ale zanim do nich dobrne, to mijaja wieki (bo ja akurat czytam 'nowosci' z mojej poprzedniej wizyty w Polsce! :))

Berka Marcina Szczygielskiego kupilam jak kazda inna ksiazke, bo mnie zafrapowala okladka i opis na koncu ksiazki. Nic  o niej nie wiedzialam.

Berek lezal sobie w szafie, czekajac na swoja kolej, gdy pewnego dnia ogladalam program w TV, o tym, jak to Tomasz Raczek postanowil sie ujawnic, ze jest gejem, i pokazywal sie ze swoim partnerem, opowiadali o swoim zyciu, itd, itd (program marny niesamowicie, nudy na pudy, jedyny interesujacy fakt to to, ze mowil Raczek). Wpadl mi w ucho tytul Berek, ale nic wiecej nie slyszalam, bo niespecjalnie skupiona bylam, ale uswiadomilam sobie, ze przeciez ja ta ksiazke mam.

Wiec zaczelam ja ostatnio czytac. Przedmowe napisal Raczek wlasnie, ktory na koncu objawil swiatu, ze autor tej ksiazki, Marcin Szczygielski, jest zyciowym partnerem Raczka od pietnastu lat. Ach, to o to chodzilo! Domyslam sie, iz przy okazji wydania tej ksiazki Raczek postanowil objawic swiatu swoja orientacje seksualna, i dlatego o tej ksiazce tak glosno sie zrobilo. Ale moge sie mylic, bo reki na pulsie nie trzymam.

W kazdym badz razie ksiazka jest ok. Taka lekka, latwa i przyjemna lektura. Pomysl swietny, zestawienie dwoch przeciwleglych swiatow:

Z jednej strony zdewociala baba, ktora lazi do kosciola co niedziela i nie dopuszcza do siebie mysli ze cokolwiek, co jest inne od jej wlasnych przekonan jest dobre;

Z drugiej strony gej, ktory w poszukiwaniu milosci co weekend niemalze sypia z innym chlopaszkiem.

Takze pomysl swietny, z wykonaniem nieco gorzej, ale nie bede sie czepiala, bo jak mowie, ksiazke czyta sie lekko i przyjemnie. Taki (jak to ktos okreslil, ale nie pamietam juz kto) gejowski quasi-harlekin. 

Kilka dobrych tytulow

Oj, zaniedbalam kategorie Biblioteka, zaniedbalam, co nie znaczy, ze nie czytalam.

Zatem tak szybko:

1. Hari Kunzru, Impresjonista. Najpierw przeczytalam Transmisje tegoz autora, o ktorej pisalam tutaj , a pozniej siegnelam po Impresjoniste (za namowa Cranberry).

Impresjonista mnie  nie zawiodl, znow, bohaterem jest Hindus, a raczej pol Hindus pol Anglik (o ile dobrze pamietam, gdyz czytalam juz kilka miesiecy temu).

Czytelnik towarzyszy glownemu bohaterowi w jego zyciu… a raczej w jego zyciach, gdyz bohater przechodzi kilka etapow, ktore niezmiernie sie od siebie roznia….

Haslami rzuce tylko: meska prostytutka, eunuch, drabina spoleczna……

Oczywiscie, goraco polecam.

 

 

 

 


2. Marta Sztokfisz, Ksiezniczka Deptaku.

Historia Edyty Klein, malej dziewczynki, ktora podczas wojny przetrwala getto, a po wojnie wyladowala wsrod wyzszych sfer smietanki towarzyskiej.

Napisana lekko, pieknie, i szczerze.

 

 

 

 

 


3. Michel Faber, Szkarlatny platek i bialy.

 

O MOJ BOZE. Bardzo, bardzo mi sie podobala ta ksiazka. Napisana tak troszke inaczej, autor odnosi sie bezposrednio do czytelnika, i przeprowadza go za reke od najnizszych warstw angielskiego, wiktorianskiego, spoleczenstwa do jego warstw srednich.

Po drodze graficznie opisuje co niejaka prostytutka, Sugar, wyczynia w lozku i poza nim z niejakim panem Williamem, wlascicielem firmy perfumeryjnej.

I wiele innych watkow…..

Naprawde polecam.

Jak rowniez Jablko tego samego autora.

Jablko jest  zbiorem opowiadan, ktore dotycza losow bohaterow Szkarlatnego platka. Odrobine gorsze, moim zdaniem, od Platka, ale jesli ktos, tak jak ja, zakocha sie w Platku, to i po Jablko siegnac powinien.

 

Drukarka bez kabla

Kupilam drukarke.

Wrocilam do domu, zaczynam instalacje: wlaczam, laduje farbe do srodka, papier, drukuje strone probna…

Odpalam laptopa, wkladam plytke instalacyjna, juz chce instalowac, ale cos mnie tknelo, i zaczelam szukac kabla, tego co to do laptopa z jednego konca a do drukarki z drugiego wchodzi.

Szukam, szukam, i nic! Nie znalazlam!

Dzisiaj rano znow sie do sklepu wybralam, po ten kabel.

Ide do osbslugi klienta, wyjasniam o co mi chodzi.

Ale ten kabel nie jest dolaczony do drukarki, mowi mi Filipinka.

Jak sie na nia wydarlam (ok, troche za wczesnie, przyznaje, ale mnie ponioslo).

To ona mi na to, ze szefa przysle.

Przyslala.

Tamten mowi, ze wszystkie drukarki bez tego kabelka przychodza i ze trzeba sobie samemu dokupic.

Jak bez tego kabelka, sie wyklocam, skoro tutaj jak byk napisane, ze zawartosc pudelka to to, to, tamto, i ten kabelek wlasnie.

W tym momencie zauwazylam, ze tam jest taka malutka gwiazdka, i za gwiazdka tekst, ze kabelek trzeba dokupic osobno!!!

No nic, za daleko zabrnelam, wyjscia nie mialam, musialam przy swoim obstawac.

Facet mi w koncu proponuje, ze ten kabelek mi sam kupi, za wlasne pieniadze (10 riali, czyli grosze). Ja mu na to, ze jego kabla nie chce, ja chce kabel od Carrefour (bo to tam kupowalam drukarke). 

W koncu kupilam ten kabelek, ale prosze mi powiedziec, co to za glupota, aby do drukarki nie dolaczac kabla za pomoca ktorego ta drukarke sie do komputera podlacza????

Ja sie pytam, dlaczego????

Ja sie pytam, czy tak jest wszedzie, czy tylko tutaj, w tym kraju z absurdami???? 

Shake that ass!

Bylam dzisiaj na cwiczeniach w Aspire.

Aspire to obiekt sportowy, w ktorym odbywaly sie Asian Games w Doha. Teraz obiekt ten sluzy szkoleniu rozmaitych kadr, oraz uprawianiu fitnessu.

Katarczycy maja powazny problem z cukrzyca (50% Katarczykow ma cukrzyce!!!!!) oraz z nadwaga. Nie dziwi to, zwazywszy na ich tryb zycia: siedzacy do granic mozliwosci (samochodem wszedzie), zero sportu czy innej aktywnosci fizycznej (sluzba wykonuje wszelakie czynnosci fizyczne, wlacznie z otwieraniem butelki czy puszki coca coli!), zamilowanie do jedzenia, a raczej obzerania sie, w dodatku pozno w nocy, bo wioda mocno wieczorny tryb zycia, oraz uwielbienie dla deserow, a slodycze arabskie slodsze sa od najslodszego miodu pomieszanego z chalwa i cukrem.

Zatem katarski rzad postanowil zadbac o zdrowie swoich  podopiecznych, i rozpoczal kursy fitness w Aspire. Dla Katarczykow sa one darmowe, pozostali musza placic (ale bardzo niewiele, 150 riali na miesiac, a mozna chodzic na nieograniczona ilosc zajec).

Mozna sobie pocwiczyc step, ciezary, latino dance, legs bums and tums (czyli cwiczenia na nogi, brzuch i tyleczek), pilates, joga, itd itd.

Troche sie rozpisalam tytulem wstepu, a ja chcialam o czym innym.

Mianowicie dzisiaj bylam na zajeciach 'groove', czyli takie aerobowe cwiczenia-taniec (latino, hip hop, rap itd, wszystko razem pomieszane).

Na koniec zajec instruktorka wlaczyla arabska muzyke, i zaprosila kobiety do tanca w koleczku.

Matko Boska! Te Arabki to moze i maja dupy  jak szafy czterodrzwiowe. Moze i maja sadlo, celulitis i sa tluste jak zakazana tutaj wieprzowina.

Ale sposob, w jaki one tymi dupami trzesa, jak ruszaja tymi cyckami, przechodzi wszelkie pojecie!!!! Zadna biala chociazby cwiczyla tysiac i jedna noc, nigdy w zyciu tak nie zatanczy. PRZENIGDY. Napatrzec sie nie moglam. Tlusta Arabka, gdy zaczyna poruszac sie, wyglada przepieknie!! Ma taki olbrzymi wdziek, gracje, no nie sposob tego opisac.

I one sie z tym musza rodzic, musza to miec w genach, poniewaz niektore tancza lepiej, niektore gorzej, ale nawet ta najgorsza potrafila trzasc tyleczkiem o niebo lepiej od najlepszej bialej.

Shake this ass, sister!Â