Z wizyta u Konkubiny

Do miasta Alki jedziemy pociagiem. Przygoda nie lada, zwlaszcza dla Zuzi. Ola jak to Ola, zwiedza caly dworzec. Lazi w te i we wte, zaprzyjaznila sie nawet z trojka chlystkow, ktorzy zlopali piwsko na lawce dworcowej. Podeszla do nich, i zaczela sie radosnie usmiechac. Chlopcy, nieco zmieszani, niesmialo usmiech odwzajemnili.

Pozniej, juz w miejscu docelowym, jeden z nich, nieco bardziej osmielony (pewnie wypil jeszcze kilka piw w pociagu), zobaczyl mnie na dworcu, i z werwa mnie powital:

– Ooooooo, dzien dobry! To Pani tutaj!!! Wiedzialem, ze skads Pania znam!!!! A moze Pani jedzie do Gorzowa????

Do Gorzowa nie jechalam, wiec sie radosnie pozegnalam z panem.

Ale wracajac do Alki.

Wysiadlam w pociagu, uzeram sie z wozkiem, walizka, dwojka dzieciarow, i nagle cos mi niemalze na plecy skoczylo. To byla Ona. Alka.

Zawiozla nas do domu caly czas po drodze gadajac, gadajac, opowiadajac co wlasnie mijamy….

Ona: cudowne oczy, i nogi az do nieba. Wulkan energii.

On: z twarza Pawla Malaszynskiego (to ten z Magdy M.) i – jak to sam na pol zartobliwie okreslil – boskim cialem 🙂

Przyjeli mnie jak krolowa. I tak tez sie czulam. Na glowie stawali, aby tylko nam bylo dobrze.

Przede wszystkim Alka miala plan. Dokladnie okreslila, co i kiedy bedziemy robic. Zaplanowala nawet, co bedziemy jesc na obiady!

Juz pierwszego dnia plan sie rypnal. Mielismy jechac 'do kulek', czyli na plac zabaw dla dzieci. Plac byl zamkniety. Alka niemalze sie poplakala z rozpaczy.

Przytomny Krzysiek  zaproponowal plan B. Jedziemy do centrum handlowego (bo centrum jest bardzo popularne, i w ogole warte uwagi ze wzgledu na architekture). Biedny Krzysztof przez kilka godzin musial znosic nie tylko zakupy w centrum, ale takze dwie baby i trojke dzieciakow!!! Znosil dzielnie. Trzeba mu to przyznac.

Pozniej wrocilismy do domu na drzemke (dzieci, nie my!). A po poludniu pojechalismy do innych kulek. Dzieciaki mialy radosci jak glupie. Doroslym tez sie nalezalo, wiec zabrali nas na lody. Lody mialy rozmiar konski!!! Ale byly przepyszne.

CDN w nastepnym wpisie

Jestem taka podniecona!

Jutro jade do Konkubiny . Alke poznalam przez Mazusy, napisala do mnie maila, i tak nam jakos zaskoczylo, ze zaczelysmy do siebie pisac regularnie. Pisalysmy duzo, szczerze, i otwarcie. O wszystkim. Takie pokrewienstwo dusz.

Razem mailowo przechodzilysmy ciaze, problemy malzenskie, kupki dzieciece… ale jakos nie udalo nam sie nigdy spotkac.  

Teraz postanowione, przyklepane! Jedziemy do Konkubiny w odwiedziny!!! Ja i moje dwie dziewczyny.

Jedziemy pociagiem, co dla moich malych, albo przynajmniej dla mojej piecioletniej malej, bedzie dodatkowa przygoda. Zuzia nigdy nie jechala takim prawdziwym pociagiem, teraz bedzie okazja. I to jaka! Podroz trwa ponad piec godzin!!!!

JESTEM TAKA PODEKSCYTOWANA! Bedziemy zwiedzac miasto rodzinne Alki, bedziemy wieczorami pic i palic, bedziemy gadac, gadac, gadac……

Relacje zdam jak wroce po weekendzie.

A tymczasem, calusy dla wszystkich Mazusowiczow! 

Mozna rozmawiac z Bogiem?

Czy wierzycie w to, ze ktos moze rozmawic z Bogiem? Ze komus sie objawia Bog?

Pewnie powiecie, ze taka osoba zmysla.

No a co powiedzielibyscie, gdyby ta osoba rowniez uzdrawiala?

Jest sobie dziewczynka, Faith. I ona pewnego dnia, po tym, jak znajduje tatusia in flagranti z jakas obca pania, zaczyna rozmawiac z Bogiem. Nikt jej nie wierzy, aczkolwiek zaczely sie nia interesowac media.

Pewnego dnia babcia Faith umiera. Na godzine. Bo po tym, jak Faith ja dotyka, babcia ozywa.

Innego dnia dziecko, chore na Aids, zdrowieje cudownie po zabawie z Faith….. 

A pozniej u Faith pojawiaja sie….. stygmaty.

Bardzo ciekawa ksiazka, jak to zwykle u Jodi Picoult bywa, daje duzo do myslenia. Polecam rowniez opisywana na Mazusach Bez mojej zgody .

Jodi Picoult, Jesien cudow.