Wczoraj byla nasza rocznica slubu, czwarta. W prezencie dostalam zegarek. Zaden z tych ponizszych. Ten jest bez brylancikow. Zrobie zdjecie, to zobaczycie. Ale to pozniej.
Matt przygotowal rowniez niespodzianke. Romantyczny lunch na lodzi plywajacej po Tamizie….
O 10 rano wsiedlismy w pociag do Londynu. Na lodzi mielismy byc o 12. Dotarlismy nieco wczesniej, wiec postanowilismy sie ogrzac (bylo zimno i deszczowo) przy filizance kawy (Matt herbaty, kawy nie pija) w pobliskim Starbucks. Dziewczyna, ktora przyjmowala zamowienie wygladala mi na Polke, i wydawalo mi sie, ze mowi z polskim akcentem. Zatem odbierajac kawe powiedzialam "dziekuje". Nie pomylilam sie. Uslyszalam "prosze".
Zbliza sie 12. Idziemy do lodzi. Lodz nie wygladala na zatloczona. Mowie do Matt'a:
– A co jak bedziemy jedynymi na tej lodzi, ha ha ha, bo to nie weekend? Ale bedzie obciach, co?
Ale to, co nas czekalo przeszlo nasze wszelkie wyobrazenia!!!!!
Oczekiwalismy lodzi, gdzie wszyscy beda podziwiali widoki z Tamizy, jedzac sobie lunch…. a tymczasem….
Lodz to byla zwykla, publiczna lodz, plywajaca po Tamizie. Byly przystanki (Waterloo, London Bridge…), a na tych przystankach ludzie (turysci) wsiadali i wysiadali….
A w kaciku nasz stolik. Nakryty bialym obrusem, zastawiony na dwudaniowy lunch. JEDYNY!!!!
Szczeki nam opadly. Moglismy albo smiac sie, albo plakac ze wstydu.
Aby lepiej oddac Wam, jak to wygladlo, prosze sobie wyobrazic dworzec centralny, a posrodku dworca stol, z bialym obrusem, elegancko zastawiony na Wasz romantyczny obiad. Turysci laza dookola Was, a Wy jecie sobie kurczaka i salatke!!! 🙂
Przez pierwsze 10 minut nie moglismy powstrzymac smiechu. Az mnie brzuch rozbolal. Ale nic to. Jedlismy nasz lunch, podziwiajac widoki za oknem tonace w strugach deszczu. A sami bylismy ogladani przez pozostalych pasazerow lodzi 🙂
Ponizej London Bridge, oczywiscie za strugami deszczu… 🙂
London Eye. Wsiada sie w te kapsuly, ktore sa dookola, London Eye sie kreci, i mozna ogladac panorame Londynu. Oczywiscie jesli nie jest mglisto. Co sie zdarza rzadko.
Po lunchu wybralismy sie na spacer po Londynie (troche przestalo padac). Kilka widoczkow ponizej 🙂
Stacja metra Waterloo
Angielskie pocztowki i grupka muzulmanskich kobiet.
Slynne angielskie black cabs, czyli czarne taksowki. Sa glownie w Londynie, i sa bardzo drogie.
Pocztowka z Londynu…..
No to z tymi zegarkami zupelnie juz mam namieszane w glowie!!!