Wloska wies w Doha

 

Doha ma mnostwo centrow handlowych. Jednym z nich, najnowszym bodajze, jest Villaggio. Villaggio, jak nazwa sugeruje, jest stylizowany na wloska wioske. Piekne, lazurowe niebo na suficie (malowane, oczywiscie), fasady domkow jak z wloskiego filmu, latarnie…. Stylizowana wlsoka wies znajduje siepomiedzy Khalifa Stadium (tym, na ktorym byla olimpiada w grudniu) a innym centrum handlowym, Hyatt Plaza.

W Villaggio jest Carefour, i sporo sklepow angielskich (niektore znane rowniez w Polsce) – River Island, Pimkie, Wallis, Top Shop, Bodyshop, Next…. Wkrotce zostanie otworzonych kilka kolejnych, jak np. MAC (slynna marka kosmetykow) czy Sephora.

I oczywiscie nie moze zabraknac wszechobecnego, ukochanego przez arabskich mezczyzn, STARBUCKS…..

A tak wyglada Villaggio w srodku:

 

Villaggio

 

Malowanie ceramiki

W sobote zabralismy Zuzie na malowanie ceramiki. Prowadzi to kobieta, ktora pracuje jednoczesnie w naszym lokalnym informatorze, Marhaba. Zajecia odbywaja sie w jej domu.

Ale co to za dom! Bylismy totalnie zauroczeni atmosfera. Caly dol willi przeznaczyla na te zajecia wlasnie.

 

 

 

W jednym pomieszczeniu ma cala mase form do wylewania przedmiotow (podobno ponad tysiac), tam tez formy te sa wypalane w przedmioty gotowe do malowania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wypaleniu dzbanki, zwierzatka, filizanki i inne przedmioty poustawiane sa na dlugich polkach w kolejnym pomieszczeniu.

 

 

 

 

 

 

Liczba farb, kolorow, pedzli, w najrozniejszych rozmiarach wprost dech w piersiach odbiera.

 

W glownym pokoju ustawione sa stoly, przy ktorych dzieciaki (a we wtorki rowniez i dorosle panie) oddaja sie artystycznym przyjemnosciom, czyli malowaniu ceramicznych cudeniek. A nauczycielka chodzi dookola, puszcza uspakajajaca muzyke (plyte nagrana przez swoja corke. Corka ma glos identyczny jak Katie Melua), i uczy dzieci roznych technik malowania (przecieranie, malowanie na sucho….), oraz numerow poszczegolnych pedzli.

 

 

 

 

 

Zajecia trwaja dwie godziny. Rodzice w tym czasie moga sobie isc do pobliskiego Starbucks na kawe (co tez skwapliwie uczynilismy). Po zajeciach placi sie 20 riali (to za te dwie godziny) plus koszt figurki, ktora dziecko pomalowalo (dziecko zabiera figurke do domu). Zuzia pomalowala misia (z pomoca bardziej doswiadczonych kolezanek), ktory kosztowal 25 riali (calkowity koszt zajec zatem 45riali). Fakt, ze takiego pomalowanego misia mozna kupic za 4 riale w sklepie z tanimi artykulami, ale nie o to przeciez chodzi, prawda?

Dobre strony: dwie godziny tylko dla siebie, pelny relaks.

Zle strony: po kilkunastu zajeciach dom pelen 'dziel sztuki' w wykonaniu wlasnego dziecka. Takich jak to:

 

 

Rozmowa z trenerem

Wczoraj sie wybralam na silownie (tak przecietnie dwa razy do roku sie wybieram, o kondycje trzeba dbac!).

Nie wiedzialam, jak sie uzywa pewnych sprzetow, bo zapomnialam. Dorwalam zatem trenerea. Trener mi wyjasnial, a w jednej maszynie ustawial ciezar.

Kiedy jadlas sniadanie? on mnie pyta. Ja zrozumialam, ze on mnie pyta o to, jaka przerwe w cwiczeniach mialam. 

A tak ponad rok temu – odpowiadam radosnie. I w miedzyczasie mialam ciecie cesarskie! dodaje z duma.

Popatrzyl na mnie jakbym byla niespelna rozumu.

I tak sobie z trenerem pogadalam.

Nowy Movenpick

Weekend byl dosyc zajety.

W piatek (tutejszy weekend, jak stali bywalcy Mazusow wiedza, to piatek i sobota. Niedziela jest dniem roboczym) bylismy na urodzinach u Artura. Artur wlasnie skonczyl 4 lata, i jest synem Sylwii, mojej polskiej kolezanki  z Kataru.

Po urodzinach, jako ze nie chcialo nam sie wracac do domu, pojechalismy do City Center, czyli tutejszego centrum handlowego (jednego z wielu). City Center ma to do siebie, ze w piatkowy wieczor nie nalezy sie tam wybierac. No, chyba ze sie ma nierowno pod kopula, lub jesli sie lubi dzikie hordy – bo CC w piatek wieczorem to jedyna rozrywka wiekszosci ludzi w Katarze. Zatem miejsca parkingowego szuka sie przez pol godziny minimum, a pozniej trzeba sie lokciami rozpychac aby moc wejsc do jakiegokolwiek sklepu. Gdy juz dojechalismy do CC, doszlismy do wniosku, ze jednak jestesmy choc odrobine normalni, i sie stad zmywamy.

I sie zmylismy. Pojechalismy na kolacje do nowego hotelu Movenpick. Jest to drugi Movenpick w Katarze. Ten jest wyjatkowy, poniewaz nie maja licencji na alkohol. Procenty mozna kupic w Katarze w jednym tylko sklepie, i trzeba miec na to specjalna licencje. Mozna tez sie napic wlasnie w hotelach – bo tylko hotele moga sprzedawac alkohol. Restauracje na miesce juz nie. A w nowym Movenpick nie mozna sie napic. Slyszalam, ze  to dlatego, iz wlasciciel jest bardzo wierzacym Muzulmaninem, przestrzega przykazan Koranu, i nie akceptuje w ogole alkoholu. Zatem postanowil, ze w jego hotelu wódy nie bedzie. No i dobrze, tylko ze chyba, jak Matt stwierdzil, wzial sie ten wlasciciel za zly interes. Bo spory procent dochodow hotelowych to wlasnie sprzedaz alkoholu (ktorego cena wyzsza jest niz w sklepie o kilka razy. Piwo na przyklad kosztuje cos w okolicach 30 riali chyba).

Ale bufet w Movenpick jest bardzo dobry. Wybor nie za wielki, za to jakosc jedzenia super. I mnostwo owocow, rowniez tych egzotycznych, jak passion fruit czy dragon fruit (niestety nie znam polskich nazw). Dragon fruit wyglada jak na obrazku obok.
 
Po posilku wybralismy sie obejrzec jeden z pokoi hotelowych. Matt, odkad buduje hotel Ramada, ma hopla na punkcie hoteli. Zatem poszlismy ogladac. Movenpick, jak sie dowiedzielismy, nastawil sie na gosci dlugoterminowych. Nic dziwnego zatem, ze w kazdym pokoju jest aneks kuchenny. Do tego super telewizor (plazma, chyba). Kacik do pracy, internet, kacik do relaksu, i oczywiscie loze. Pokoj byl piekny.
 
Cena tez niezla. 1100 riali za noc.
 
W sobote bylismy na malowaniu ceramiki, balecie, i Wheels and Heels, ale o tym nastepnym razem, bo do dzieciecia musze leciec. 

Madrosc dziecieca

Naczytalam sie tych wszystkich madrych teorii naukowych o wychowaniu dzieci, i po co? I na co? I w dodatku wcale mi to na dobre nie wyszlo.

Zuzia jest ostatnio bardzo, ale to bardzo niegrzeczna. Codziennie musze ja za cos opieprzac. Raz, po takim opieprzaniu, Zuzia sie pyta, czy ja ja wciaz kocham. Odpowiedzialam (zgodnie z prawda i wszelkimi teoriami naukowymi) ze i owszem, kocham ja, i zawsze ja bede kochala, bo jest moim dzieckiem, i bez wzgledu na wszystko i te pe i te de.

Po ostatniej awanturze, gdy juz bylo lepiej, mowie do niej, totalnie zrezygnowana:

– Zuzia, badz grzeczna, ja tak cie bardzo prosze, zebys ty byla grzeczna dziewczynka! 

A Zuzia mi na to rezolutnie:

– I tak mnie bedziesz kochala.

Coreczka z rozszczepem

Siostra naszej Indi urodzila coreczke. Okazalo sie, ze coreczka ma rozszczep wargi i podniebienia. Siostra Indi plakala, gdy mowila o tym Indi.

Siostra Indi mieszka na Sri Lance, nie ma meza (maz pracuje za granica, zarabia pieniadze na rodzine, bo Sri Lanka to bardzo biedny kraj), mieszka z rodzicami, i nie maja pojecia  – ani ona, ani rodzice – co to tak naprawde jest to rozszczepienie. Bedzie dziecko w przyszlosci mowilo? Normalnie jadlo? NOrmalnie wygladalo? Tyle pytan, i znikad odpowiedzi.

Poczytalam o tym rozszczepieniu. Powiedzialam Indi, aby mogla przekazac siostrze.  Okropna jest ta choroba. Biedne sa te dzieci. Biedni ich rodzice.  Smutne to bardzo.

Siostra Indi nie ma pojecia, co ja czeka. Martwi sie, ze za operacje podniebienie bedzie musiala zaplacic. Okolo 6 tysiecy riali. To bardzo, bardzo duzo pieniedzy dla niej. Ale siostra Indi nie wie jeszcze, ze jej coreczke czeka wieloletnia rehabilitacja, i potrzeba specjalistycznej opieki – logopedy, laryngologa, psychologa… Oby starczylo im sil, wytrwalosci, i milosci dla tej biednej dziewczynki… 

Instytut Matki i Dziecka

Dzis mialam rozmowe telefoniczna z dietetykiem. Ola, jak jaka gwiazda hollywoodzka (tudziez bywalczyni rodzimej warszawki) posiada dietetyka.

Chcialabym tutaj pochwalic Instytut Matki i Dziecka, szpital, w ktorym rodzilam. O ile ginekologie maja ZUPELNIE BEZNADZIEJNA, I W ZADNYM WYPADKU PROSZE TAM NIE CHODZIC RODZIC, o tyle pozostaly 'serwis' jest na medal. Kompleksowa obsluga – Ola odwiedzila juz kilku specjalistow, a wszyscy na miejscu. W dodatku cala dokumentacja tam jest, i kazdy specjalista moze sobie do niej zajrzec. Ba, co wiecej, oni sie wrecz ze soba konsultuja, zupelnie nieproszeni przeze mnie!!! Pelna koordynacja. Naprawde bardzo, bardzo sobie chwale IMiDz jesli chodzi o opieke nad Ola.

No i dzis ten dietetyk (zgodzil sie telefonicznie mnie potraktowac, chociaz wcale nie musial). Utycie Oli o pol kilograma zdawalo sie napawac go szczesciem. Smucil sie, ze Ola tylko cztery posilki na dzien zjada (chociaz staralam sie jak nie wiem, nic  nie wskoralam z zalecanymi szescioma). Kazal kontynuowac diete tucznika. Wcale mnie nie pospieszal, moglam zadawac pytan do woli. I wyznaczyl mi wizyte (oczywiscie telefoniczna) na  'za miesiac'.

Potwierdzil tez moje obawy,  ze nietycie moze byc powodem mukowiscydozy. Ale zaraz mnie pocieszyl, ze to bardzo powazna choroba, i ze nie ma co wyciagac pochopnych wnioskow.

 

Nowa Ruska

Dziennik nowej rosjankiTroche sie rozczarowalam, bo kupujac ta ksiazke myslalam, ze bedzie to bardziej dokumentalne, o tzw. nowych Ruskich – czyli takich rosyjskich nowobogackich, ktorzy maja kupe forsy ktora wydaja na niezwykle drogie rzeczy. Zawsze to milo poczytac sobie o tym, jak zyja bardzo, bardzo bogaci.

A okazalo sie, ze jest to cos w rodzaju dziennika Brigit Jones (samotna kobieta opisuje – fakt, ze w zabawny sposob – swoje zyciowe perypetie), tyle ze pisanego przez Rosjanke. Ktora jest 'nowa Ruska' niejako z przypadku – bo na osiedle wprowadza sie Lysy, ktory kaze placic za ochrone, za obiady dla ochrony, i za miejsce parkingowe dla starego, rozlatujacego sie dzipa. A to, wszakze, sa zewnetrzne 'objawy' noworusczyzny.

Bo przeciez wiadomo, to, co jest tanie, jest niedobre. A to, co jest drogie, to jest dobre. No i wiadomo, ze trzeba byc na diecie, czyli rano dieta nielaczenia – je sie osobno chleb z maslem. A potem kielbase – wazne, zeby osobno. A zeby wzmocnic rezultaty diety, to po poludniu przechodzimy na diete Atkinsa – i jemy mnostwo, mnostwo tlustych, pysznych rzeczy. A wieczorem, jako ze bylo sie tak dobrym w przestrzeganiu diety, mozna sobie pozwolic na slodkosci. Prawda?

Dzienniknowej Rosjanki, czyli Jestem najpiekniejsza i najbardziej urocza to lekka, latwa i przyjemna wieczorna lektura – gdy juz nasz mozg jest zbyt zmeczony, aby przyjac cokolwiek bardziej wymagajacego. 

 

Z policji

O posterunku nie pisalam, bo mnie Matt nie zabral. Nie chcial.  Sam pojechal.

Musial sie biedny tluc od komisariatu do towarzystwa ubezpieczeniowego i z powrotem. Bo policja nie wyda oswiadczenia o ile nie zobaczy ubezpieczenia. A ubezpieczenie potrzebuje oswiadczenia od policji.

W kazdym badz razie naprawa bedzie kosztowala minimum 1000 riali.

Nie wiem, czy pisalam, ale w Katarze nie naprawi sie auta o ile nie ma sie oswiadczenia z policji. Czyli nawet jak sie wjedzie na sciane, to do niedawna trzeba bylo wzywac policje, aby spisali oswiadczenie. Ostatnio zmienili prawo, i nie trzeba juz wzywac. Ale i tak trzeba na policje pojechac, bo bez oswiadczenia ani rusz, zaden warsztat nie dotknie nawet auta.