Grozba grzybowa

Zuzia je lunch, i je, i je, i je….
Wkurzylam sie, i poskarzylam ojcu (czyli Matt’owi).

Matt do Zuzi:
– Jak mi mama jeszcze raz poskarzy, ze nie jesz lunchu, to nie dostaniesz nic innego do jedzenia, tylko zupe grzybowa! Na sniadanie, lunch, i kolacje! Caly dzien tylko zupa grzybowa!
(Zuzia nienawidzi grzybow).

Od tej pory, gdy tylko Zuzia sie obija z jedzeniem, mowie:
– Bo dostaniesz grzyby!

I zawsze dziala 🙂

Torba maki

Widzieliscie kiedys w jakimkolwiek amerykanskim serialu nastolaka/nastolatke, ktora musiala nosic ze soba dwukilogramowy woreczek maki, udajac, ze to jest dziecko?

Tak sie wlasnie czuje, jak taka amerykanska nastolatka, tyle ze nie amerykanska, a polska, i nie nasto, a dziestka. A, i nie chodze na dyskoteki.

Ale mam taki worek przyczepiony do ramienia non stop. Ide do kuchni, worek ze mna. Ide do lazienki, worek ze mna. Robie lunch Zuzi, worek na ramieniu.
Oczywiscie wydajac dzwieki. I wazy 5 kilo, nie dwa

Czytadla

Oto ksiazki, ktore udalo mi sie przeczytac (od kwietnia, zaznaczam. I zaznaczam rowniez, ze wiekszosc przeczytalam podczas pobytu w szpitalu. Po urodzeniu Oli i przyjsciu z nia do domu tempo czytania spadlo drastycznie).

1. Sue Townsend Cappucino years (Czas cappucino).


Jak ktos zna Adriana, to wie. Jak nie zna, to goraco polecam.

2. Patrick Suskind Pachnidło. Bardzo interesujaca powiesc, o postaci ktora poszukiwala zapachu idealnego. Wywarla na mnie glebokie wrazenie.

3. Joy Fielding, Laleczka.

4. Lauren Baratz-Logsted, Cienka rozowa kreska.
5. Laura Caldwell, Na rozstaju drog.
Pozycje  4 i 5 to zadne gorne loty, po prostu tylko to mieli w przyszpitalnym kiosku. Tych ksiazek z serii  "Literatura w spodnicy" przeczytalam jeszcze kilka, ale juz nie pamietam.

Witaj Katar!

Ciag dalszy rocznicy romantyczny nie byl – siedzielismy w pokoju i rozmawialismy o dupie marynie z tesciowa i babcia. Coz, moze za rok.

A tymczasem…
Pakowanie zajelo nam pol dnia, a gdy juz zapakowalismy wszystkie 10 toreb okazalo sie, ze nasz bagaz wazy 130 kilogramow. Niezle, co?

Na Heathrow kazano nam zglosic sie 4 godziny przed odlotem (zazwyczaj sa to 2 godziny)- wiadomo, wzmozona ochrona i bezpieczenstwo. Zatem sie zglosilismy. Z bagazem problemu nie bylo, ale za to byly kolejki. I to jakie!!!

Nic dziwnego, poniewaz kazda osobe bardzo dokladnie sprawdzali – standardowo przeswietlano bagaz, ale dodatkowo rowniez ‘obmacywali’ kazdego, buty trzeba bylo zdejmowac…

No i zabierali bezwzglednie kazdy plyn (woda, szmpon, wodka – nie ma znaczenia), krem, kosmetyk.. stracilismy sudokrem do pupy Oli 😦 kazali nam kupic w bezclowym. A co jakbym nie miala pieniedzy? pytam sie. No coz… odpowiedzi nie bylo. Na szczescie mialam pieniadze i pupa dziecka nie musiala cierpiec w zwiazku z tymi wszystkim hockami klockami ktore sie teraz odbywaja na lotnisku.

Dolecielismy do Kataru, i oczywiscie pogoda dopisala (hi hi hi) – o pierwszej w nocy byly 33 stopnie! Dzisiaj upaly dochodza do 48.
Klimatyzacja chlodzi dom, ale i tak w domu jest 28 stopni – do normalnej temperatury pewnie sie schlodzi dopiero za kilka dni.

A ja wracam juz do uporzadkowanego zycia katarskiej gospodyni domowej, i o poczynaniach Mazusow w Katarze bede regularnie donosila.

p.s. chcialam hurtem podziekowac za wszystkie komentarze – do tej pory nie mialam mozliwosci stosunkowac sie do nich, ale wszystkie dokladnie czytalam i bralam sobie do serca.

Trzy lata

Rocznica zaczela sie calkiem romantycznie – o 4 rano najmlodszy czlonek rodziny S. zaczal sie wydzierac, bo jej gazy w brzuchu fokstrota tanczyly.
Zatem matka S. (od trzech lat zona ojca S.) zerwala sie aby brzuszek masowac.
Potem bylo juz tylko lepiej: malzonek opuscil swoja zone i pojechal po swoja babcie. Zona rocznicowa pozostala w domu z tesciowa.
Okolo 16 (kiedy malzonek juz powrocil) wszyscy gapilismy sie na plastikowego dinozaura na baterie, ktory dziarskim krokiem podazal dookola pokoju wykrzykujac basem: I’ve come here to eat popcorn and kick butts (przyszedlem tutaj aby jesc popkorn i skopac tylki), oraz bekal jak zawodowy piwosz.

CDN (jako ze dzien sie jeszcze nie skonczyl).

Babcia w rocznice

W srode bedzie nasza rocznica slubu. W planach mamy czterogodzinna podroz samochodem, urozmaicona uspakajaniem Oli (ktora absolutnie nie znosi tego srodka podrozy), oraz kilkugodzinna wizyte u babci. Czyz nie romantycznie? Zupelnie jak w basni (tej o Czerwonym Kapturku, tyle tylko ze bez zlego wilka).

Znalazly sie

Telefony sie znalazly. Byly jakims cudem na lotnisku w Londynie, przy liniach lotniczych BMI (a lecielismy LOTem!!). Matt zadzwonil do siebie, ktos odebral, i nas poinformowal, gdzie telefony sa do odebrania!!!

Moj stracil dzyndzla ozdobnego, Matt’owy telefon podrapany i zniszczony, ale hej, znalazl sie!

A my wlasnie wrocilismy z wakacji – kemping w karawanie! Relacja bedzie po powrocie do Kataru, bo internet kradziony od bezhaslowego sasiada bardzo wolny jest! No i chociaz dom pelen ludzi, i tak glownie ja sie musze najmlodsza zajmowac!

Zycie pisze najdziwniejsze historie

Tak sobie czytajac Wasze komentarze, i przegladajac Mazusy, pomyslalam sobie, iz rzeczywiscie, niejedna osobe mozna byloby obdarzyc tymi moimi przygodami.

Co wiecej, tak sobie rowniez pomyslalam, ze te moje historie i przezycia moga brzmiec jak wymyslone – siedzi sobie dziewczyna z bujna wyobraznia, i opisuje wyimaginowane sytuacje.

Ale nawet gdybym siedziala po kilka godzin dziennie, chyba braklo by mi wyobrazni. Bo to jednak zycie pisze najciekawsze scenariusze.

A tak przy okazji – korzystam teraz z internetu podlaczajac sie bezkablowo od sasiadow – bo sasiedzi hasla nie maja, i moj laptop sygnal podlapuje! Niesamowite, prawda?
p.s. Magda, zadzwon do mnie na komorke i opier… tego, kto odbierze!

O biznes klasie i innych takich

Dziekuje za kciuki. Chyba pomogly?
Okazalo sie, ze to nie mukowiscydoza (na szczescie!).
Szpital doswiadczeniem milym nie byl, wiadomo, zazwyczaj nie bywa, no chyba ze jest sie facetem i opiekuje sie nami super piekna i zgrabna pielegniarka, w dodatku mila.
Ola biedna byla kluta przynajmniej raz dziennie (bo trzeba bylo zmieniac wenflon, a zyly pekaly jej bardzo), no i antybiotyk dostawala trzy razy na dzien.
W szpitalu zostalysmy do srody nocy (wyszlysmy o 22:00!!!). A w czwartek lot do Anglii!

Wyszlysmy z tego szpitala, w czwartek rano rozpoczelam pakowanie, a tutaj…..

A tutaj w wiadomosciach podaja, ze loty odwolane, ze Heathrow zamkniete!!!
No tak. Dzwonie, dzwonie, przelozyli nam lot na dzien nastepny, na piatek).

Jak na piatek, to na piatek. Podobno nie mozna miec ZADNEGO bagazu podrecznego.
Dawaj wiec, pakujemy laptop, aparat fotograficzny i inne wazne rzeczy do wielkich toreb, ktore maja byc nadane.

Toreb mamy……10. Hmmm, wedlug przepisow to jest 2 bagaze na osobe chyba. No i limit nasz to 70 kilogramow. A my mamy…. 120. He he he, troche nas po kieszeni to pociagnie, zwazywszy, ze za kilogram nadbagazu placi sie 120 zlotych.
Ale wyjscia nie ma. Ryzykujemy.

Nie mozna rozwniez telefonow miec w samolocie. Zatem pakujemy nasze komorki do torby i nadajemy na bagaz.

Pani na lotnisku jakims cudem nie zazadala od nas kilku tysiecy zlotych. Ba, okazalo sie wrecz, ze lecimy – znow jakims cudem – w klasie biznes!!!

Zatem czekajac na lot mozemy sobie siedziec w super business lounge, czyli takiej luksusowej poczekalni. Wygodne fotele, biznesmeni w garniturach, dostep do internetu, telewizor, darmowe drinki (alkoholowe i bezalkoholowe), przekaski, slodycze, czipsy…. zyc nie umierac!

W samolocie w klasie biznesowej dostaje sie obrus na stolik, dostaje sie pyszne jedzenie (w przeciwienstwie do klasy ekonomicznej, gdzie zarcie przypomina breje wiezienna), i szklanki zamiast plastikowych kubkow.

Dolecielismy do Londynu calo i zdrowo.
I sie okazalo, ze…. ukradli nam telefony!!! Obie komorki, z torby ktos bezczelnie wyjal i sobie przywlaszczyl!!! Pal szesc komorke, ale numer! I wszystkie kontakty!

Ach, nie wspomnialam, ze wlasnie w ten piatek byly moje urodziny! Jaka dziwna mieszanka urodzinowa!

Deja vu?

znow jestesmy w szpitalu 😦
ola ma zapalenie oskrzeli.
pisze jedna reka po kryjomu korzystajac z kompa w gabinecie w instytucie. jak mnie nakryja bedzie chryja.
na drugim ramieniu ola, wlasnie ma test potowy na mukowiscydoze.
mam nadzieje ze to tylko formalnosc.
polecimy czy nie polecimy do anglii i kataru?
mam dosyc szpitali
biedna ola, 3 miesiace a tyle juz przeszla….