Tak na szybko

A Wy nawet nie
wiecie, jaka to jest frajda, gdy sie zostawi rozsypane okruchy na podlodze w
kuchni, rano sie wstanie, wejdzie do tej kuchni, a tam….. NIE MA MROWEK!!!!

Albo gdy sie zostawi
jedzenie w pokoju na stole, wyjdzie sie na spacer, wroci, a tam….. NIE MA
MROWEK!!!!

Albo gdy sie
patrzy po scianach dookola, pod sufitem, w rogach pokoju, i co? I nie ma tych
paskudnych, miniaturowych pajakow!!!

Jeszcze przez
kilka dni internetu nie mam, wiec nie bede pisala. Ale juz lada dzien, lada
dzien, wracam do Mazusow.

A, i jeszcze
jedna sprawa. Szukamy imienia dla mlodej.

1. Powinno byc
polsko brzmiace

2. Nie moze miec
takiej samej formy po angielsku i po polsku (np. Aleksandra odpada, bo po
angielsku Alexandra; to samo z Joanna, bo sie zrobi DΕΌoana).

3. Najchetniej
bez polskich znakow typu Δ…, Δ™, Ε‚…..

Jakies pomysly?

P.S. na
komentarze odpowiem za kilka dni
J

P.S. 2 dzidzia jeszcze sie nie urodzila. Termin: 15 maja. Mysle, ze bedzie nieco pozniej.

A to Polska wlasnie

Lot nam minal calkiem spokojnie, zwazywszy, ze leciala baba w 9 miesiacu ciazy to chyba moge sobie pogratulowac πŸ™‚

Dojechalysmy do Warszawy, poszlysmy spac, a rano, no coz, rano trzeba bylo jesc sniadanie.

A tu niespodzianka! Nie ma talerzy, nie ma lyzek, nie ma nic! Zupelnie o tym zapomnialam! Zatem jadlysmy z Zuzia platki z mlekiem, jadlysmy je ze szklanki, PALECZKAMI!!! (znalazlam komplet drewnianych w szufladzie).

Pozniej poszlysmy na zakupy, i ludzie mieli niezly ubaw, bo widzieli kobiete z czterolatka jak sie zachwyca wyborem szynek, pasztetem, sledziami, i polskim chlebem πŸ™‚

No a jak zobaczylam piwo i wino, ktore staly sobie na polce, tak normalnie jak mleko, i gdzie kazdy moze je sobie swobodnie kupic, i ten wybor, to pomyslalam sobie ze jestem w jakims filmie science fiction πŸ™‚

QA ciag dalszy

To ja tak na szybko.

QA: Matt wieczorem wczoraj zadzwonil, oczywiscie nic nie zostalo zalatwione, kazali sie dowiedziec (!!!!) w niedziele. A ja lece w poniedzialek rano!!!

Matt sie wkurzyl. Mowi:
– Jak ja prowadzilem projekt dla X. (nazwisko szefa QA. Oczywiscie zadnego projetku nie prowadzil, tak sobie wymyslil πŸ™‚ ), to dostarczylem produkt na czas. Pan X otrzymal najlepsza opieke klienta. Teraz ja jestem klientem pana X i w taki sposob jestem traktowany??? Mam zamiar poinformowac o tym pana X.

Momentalnie zmienili ton. Kazali Matt’owi poczekac chwilke (znow!). Poczekal, po pieciu minutach wrocili do telefonu z informacja, ze jakims cudem wszystko jest zalatwione, zgoda na lot jest wydana! Ta da!

Dlaczego nie mozna inaczej, normalnie?

Zatem do poczytania z Polski!

Baba w ciazy w QA

Az sie pisac nie chce. Lece do Polski, z Qatar Airways. Leciec sie odechciewa.

Najpierw Matt pojechal do biura QA pobrac specjalna forme (bo w 36 tygodniu bede leciala, dosyc zaawansowana ta moja ciaza juz jest).

Z ta forma pojechal do mojej pani doktor, ktora miala ja wypelnic. Przyjdz jutro rano – powiedziano mezowi memu.
Poszedl rano, forma niegotowa. Czekal w szpitalu okolo godziny na pieczatke!

Pojechal z forma do biura QA. A tam mu mowia:
Ale nie masz listu od lekarza, ze ciezarna moze leciec.
A dlaczego, do cholery, nikt mu nie powiedzial, ze taki list (oprocz standardowej formy QA) tez musi miec???

Zatem biedak ponownie do mojej pani doktor, po list. Znow to zajelo kupe czasu, bo przeciez tutaj nic nie jest proste.

Matt po raz trzeci do biura QA sie fatyguje, zawiezc list.
Zadzwonimy do pana jak juz pozwolenie na lot bedzie, to wtedy pan przyjedzie i je sobie odbierze.
(
Bo QA musi zatwierdzic, ze ja moge leciec – jakby oswiadczenie MOJEJ lekarki nie wystarczylo! W koncu lekarz QA, ktory mnie w zyciu na oczy nie widzial, wie lepiej, nie?)

Dzwonia dnia nastepnego.
A bo pan nie podpisal jakiegos tam swistka, ze cos tam, i musi pan przyjechac to podpisac!

Mateusza ponioslo. Tyle razy juz tam byl, nie mogli od razu mu powiedziec, ze ma cos podpisac? Coz to, nowosc dla nich? Nigdy tego przedtem nie robili?

Ale wyjscia nie ma, jedzie po raz kolejny do biura QA. Dzwoni do mnie:
Tylko mi nogi trzymaj skrzyzowane, bron cie Panie Boze rodzic w samolocie! Wlasnie podpisalem kwitek, ze pokryje WSZYSTKIE ewentualne koszty! (ciekawe ile kosztowaloby awaryjne miedzyladowanie w razie porodu? Wolalabym sie osobiscie nie przekonywac).

Ale zgody na lot wciaz nie bylo.
Zadzwonimy do pana jak bedzie.

Dzis juz sobota, lece w poniedzialek, a zgody jak nie bylo, tak nie ma…. he he he, jak bardzo chcemy dostac zawalu to nic tylko wysylac ciezarne baby w podroz z Qatar Airways πŸ™‚


I can’t even start writing about it! I’m flying to Poland, with Qatar Airways. I’m very discouraged to fly.

First Matt went to QA office for a special form (because I’m 36 weeks pregnant, I’m quite far in this pregnancy).

With this form he went to my doctor, who was supposed to fill it in. Come tomorrow morning to pick it up – he was told.
He went in the morning, the form was not there. He was waiting for an hour in the hospital for a stamp!

He came with the form to QA office. And he was told:
But you don’t have doctor’s certificate that your wife can fly.
Why on earth nobody told him that this certificate is necessary together with QA form????

So poor guy again goes to my doctor for the certificate. Again, it took long time, because nothing is easy here.

Matt goes to QA office for the third time, to take the certificate in.
We’ll call you when the permission to fly is ready, then you can come and collect it.
Because QA has to approve me flying, as if MY doctor’s certificate wasn’t enough – after all QA doctor, who has never ever seen me, knows best, right?

They call the following day.
But you didn’t sign a special piece of paper, that something something, you have to come here and sign it!

Matt got really upset. He’s been there so many times, why couldn’t they tell him to sign something? Haven’t they done this before? Don’t they know?


But we don’t really have choice, he goes again to QA office. He calls me:
Keep your legs crossed, don’t you dare give birth on the plane! I just sign a piece of paper saying that I agree to cover all costs that may appear if you give birth on the plane! (btw, I wonder how much would that be? I don’t want to find out personally though).

But there was still no permission for me to fly.
We’ll call you when it’s ready.

Today is Saturday, I’m flying on Monday, and the permission is still not ready…. hi hi hi, if someone wants a heart attack, they should fly pregnant woman with QA…

Biala kielbasa i bufety

Kolega wczoraj przyjechal do nas, przywiozl biala kielbase…

A moj zakwas (nastepca tego, ktorego mrowki zarly) tak jakos plesnia sie pokryl po wierzchu… ale kwasny jest, wiec nie wiem, czy sie nada, czy nie… a moze w ogole nie bedzie zurku?

Pytam dzis rodzicielki mojej co sie robi z ta biala kielbasa. Pisze mi, ze sie ja ‘parzy’ (znaczy sie na malym ogniu prawie gotuje), z przyprawami, przez 10 minut. Polecialam do kuchni gaz wylaczyc, bo swoja kielbase gotowalam w duzych bablach przez okolo 45 minut. Zje sie kielbase z chlebem πŸ™‚

Albo do hotelu pojdziemy, na tzw. Easter brunch, czyli sniadanio-obiad wielkanocny. Bufet. Jedz, ile dusza zapragnie. Ceny w zaleznosci od hotelu – w Marriot okolo 100 riali od osoby, w Intercontinental 140 riali, w Ritz Carlton 215 riali (plus 17% podatku, oczywiscie).

Trudno atmosfere swiat na obczyznie stworzyc.

P.s. tak sobie czytam te moje wpisy kulinarne, i mi wychodzi, ze mam dwie lewe rece do gotowania. Jak ten moj maz tyle lat przezyl, ja sie pytam? A on nie tylko je, ale i chwali! Dzentelmen taki angielski, hi hi hi.

Omanska restauracja

Pobyt w Omanie zakonczylismy wizyta w omanskiej restauracji. Rozni sie ona od ‘zwyklych’ jadlodajni tym, ze:

  1. Kazdy (kazda grupa gosci) idzie do osobnego pomieszczenia – nie ma jednego miejsca wspolnego dla wszystkich, o nie, sa pokoje, gdzie goscie moga sie w pelni zrelaksowac, nie podgladani przez innych.
  2. W pokoju brak stolika – siedzi sie na arabskich poduchach, talerze sa stawiane na podlodze, i je sie na podlodze.
  3. Je sie dlonmi – wprawdzie podaja sztucce, ale dlaczegozby nie sprobowac tradycyjnego sposobu jedzenia, znaczy sie dlonmi?

Dania oczywiscie tradycyjne, omanskie, wliczajac w to np. habsha bakkar mahally (gotowany krowi zoladek+jelita, z cebulka i przyprawami), kozia glowa gotowana, suszone mieso rekina w kokosowm curry, czy oczy byka. Nasze potrawy (nieco bardziej tradycyjne) przyniesiono na olbrzymiej tacy, postawiono przed nami na podlodze, i pozwolono nam delektowac sie cudna mieszanka smakow….

A, i jeszcze tradycyjna toaleta. Sporo tutaj (nawet w centrach handlowych) takich ubikacji. Dzbanek sluzy do podmywania sie po. Kuca sie, oczywiscie πŸ™‚

A pozniej pojechalismy na lotnisko. I Zuzia plakala, bo ona ‘kocha Oman, i chce tu zostac na zawsze….’.

Jesli mozecie odwiedzic jeden kraj na Bliskim Wschodzie, to zapomnijcie o Katarze czy Dubaju (no, chyba ze jedziecie na zakupy). Wybierzcie sie do Omanu. Nie pozalujecie. Zakochacie sie w Omanie. Oman zachowal tradycje i obyczaje, rozwijajac sie przy tym intensywnie. I ci mili ludzie….

P.s. prosze o info, czy widac zdjecia. Mam nadzieje, zeΒ  tak.

Gorace zrodla

Z Omanu wpis przedostatni.

Nastepnie wybralismy sie do goracych zrodel. Jechalismy przez piekne plantacje palm daktylowych, podziwiajac cudne gory. Gdy dojechalismy, zaparkowalismy samochod na parkingu. Dookola staly tablice skierowane do turystow, proszace o ‘nie wchodzenie na podworka mieszkancow’ i ‘nie przeszkadzanie mieszkancom’.

Przed naszymi oczami rozciagnal sie cudny widok – gory, mnostwo kamieni, i strumyk. Woda w strumyku rzeczywiscie byla goraca – ciekawe, dlaczego?

W strumyku siedziala kobieta, i najnormalniej w swiecie robila……… pranie! Gdy skonczyla, zebrala ubrania w tobolek, polozyla go na glowie, i poszla to pranie rozwieszac. Poniewaz kobiety nie chcialy zgodzic sie na zdjecie, tutaj tylko fotka kupki prania, czekajacej na swoja kolej πŸ™‚

Poszlismy nieco dalej, i, w towarzystwie lokalnych dzieciakow dumnych i szczesliwych, ze moga zaprezentowac swoje umiejetnosci w jezyku angielskim (Hi, what’s your name? Hi, I’m Mohammed!), ryzykujac zycie, przekroczylismy strumyk – wykorzystujac do tego mokre i sliskie kamienie. Oplacalo sie – widok byl jeszcze piekniejszy.
A w strumyku siedziala starowinka, ktora zmywala garnki! Nieco dalej stala grupka kobiet, plotkujaca przy wywieszaniu prania.
Przy brzegu pasl sie osiol, ktory powital nas glosnym ‘iiiiiicho, iiiiiicho’. A za nami podazala biala koza, i trzy male, czarne kozki.
Czas cofnal sie o 150 lat…. az zal bylo wyjezdzac….

Powyzej: kobiety plotkuja przy suszacym sie praniu. Ponizej – w takich domach mieszkaja.

Jak mrowki zur wyzarly

Wczoraj postanowilam zakwas zrobic na zurek, bo oczywiscie tutaj nie kupie.Β  Maki zytniej tez nie widzialam, smsuje zatem do mamy: czy zurek z maki przennej da rade?

Mama dowcipnisia odpisuje, ze rade da, i ze jest niedziela palmowa, zatem zebym sobie galazke palmy do wazonu wsadzila. Ta, chyba daktylowej!

Ale nic, robie zakwas – maka, woda, lisc laurowy, ziarna jalowca (zamiast ziela angielskiego, ktorego nie mam), i za porada mamy kawalek chleba (podobno lepiej kisnie. Tyle tylko ze chleb tez pszenny tutaj, a nie zytni). Czosnku nie mam, wiec planuje dorzucic pozniej. Przykrywam sloik sciereczka.

A zeby mi lepiej kislo, to postanowilam wyniesc sloj w cieple miejsce, a wiadomo, tutaj najcieplej na dworze. Postawilam sloik w ogrodku, i oddalam sie innym czynnosciom domowym.

Wieczorkiem, gdy juz sloneczko zaszlo, ide niedoszly zakwas zabrac do domu. I co widze? Dookola sloika czarno od mrowek! W sloiku tez nie lepiej: dziesiatki mrowek plywaja w moim wyczynie kulinarnym, dziesiatki pasa sie na sciankach sloika, dziesiatki wciaz probuja pokonac gory scierki kuchennej….

I tak to mrowki zrobily sobie wyzerke na moim wielkanocnym zurku.

Kontrasty omanskie

Po delfinach wybralismy sie w droge do Barka. Barka to wioska rybacka, taka tradycyjna, gdzie rybacy po porannym polowie susza sieci na brzegu morza, gdzie mewy wyzeraja resztki ryb ze smietnikow, gdzie dzieciaki pasa kozy, i gdzie kobiety w czasie sjesty wypoczywaja przed domem. To tradycyjna wioska z walacymi sie chalupami, w ktorych klimatyzacja to rzadkosc, a nie norma. Wioska, gdzie nie dotarl jeszcze ped i pospiech swiata wspolczesnego. To wioska jak sprzed stu laty.

Sportowy mustang zaparkowany pod strzecha z suchych lisci palmowych πŸ™‚

Opowiesc szalenca

Wszystkim wielbicielom Lotu nad kukulczym gniazdem goraco polecam ksiazke John Katzenbach’a pt. Opowiesc szalenca. Chociaz nie tylko im. Tym, ktorzy lubia kryminaly, napiecie, i spojrzenie na pewne sprawy z nieco innego punktu spojrzenia, rowniez goraco polecam.

Akcja Opowiesci szalenca toczy sie w domu wariatow. Zostalo popelnione morderstwo, i pani detektyw, probujaca zlapac przestepce, korzysta z pomocy dwoch pacjentow oddzialu psychiatrycznego.

Katzenbach pokazuje sposob myslenia osob ‘szalonych’ (co jest szalone a co nie, mozna by sie zastanawiac, prawda?), pozwala odrobine podejrzec zycie na oddziale psychiatrycznym, no i dodatkowo trzyma w napieciu.