Zdjecia z pustyni

A teraz kilka zdjec z wyprawy opisanej ponizej. Niestety, na zdjeciach nie slychac jak pustynia spiewala…. 😦

Po wdrapaniu sie na szczyt niezwykle stromej i wysokiej wydmy odpoczywamy i posilamy sie arbuzem z piaskiem.



Jak juz sie najadlam, to zjechalam w dol. Buczalo i wibrowalo ze hej. Mhhhhhm, bardzo fajne wrazenia 😉



A ci, co byli odwazniejsi, to zjezdzali glowa w dol! A pozniej piasek z zebow wydlubywal :)))

Spiewajace piaski

Kilka dni temu wybralismy sie na pustynie, zobaczyc (i uslyszec) spiewajace piaski. Zabladzilismy, zapytalismy o droge lokalnego Araba, wyprowadzil nas w pole (no dobra, nie w pole, ale na pustynie), bo ani w zab nie rozumial, o co nam chodzi, i gdy juz po 3 godzinach bladzenia mielismy sie poddac, gdy juz mielismy wracac do domu, oto i one, zupelnie przypadkiem je znalezlismy!!!! Spiewajace piaski!

Jest to niezwykle fascynujace, naturalne zjawisko – na pustyni slychac takie buczenie, podobne nieco do samolotu lecacego w oddali. Odglos ten jest spowodowany tarciem piasku, ktory spada z wierzcholka wydmy. Podobno dzwiek ten slychac z odleglosci 10 kilometrow!!! Pustynia zazwyczaj jest bardzo cicha – nie ma tam samochodow, zwierzat (no moze oprocz wielbladow, ale te zazwyczaj laza bezglosnie), ptakow… zatem takie buczenie jest czyms niezwyklym. Acha, piaski rowniez wibruja, zjezdzajac w dol takiej wydmy nie tylko slyszalam jak ‘spiewa’, ale rowniez czulam jak cala wibruje… Niesamowite!

Spiewajace piaski sa niezwykle rzadkim zjawiskiem, na calym swiecie jest tylko kilka takich miejsc, w ktorych mozna zobaczyc i uslyszec spiewajace piaski. Aby pustynia ‘zaspiewala’ nie wystarczy tylko piach spadajacy w dol wydmy – potrzebne sa rowniez inne czynniki, takie jak odpowiednia wielkosc ziaren piasku, odpowiednio wiejacy wiatr, wilgotnosc powietrza rowniez jest bardzo wazna….

Bylo to niesamowite przezycie – warto bylo bladzic przez 3 godziny aby znalezc to miejsce (droga powrotna zajela nam…………. 1 godzine :)).


Few days ago we went to the desert to see (and hear) singing sand dunes. We got lost, we asked a local Arab for the way, he didn’t understand what we want from him, so God knows way to where he showed us, and when we were just to give up and go home after 3 hours of driving around the desert, there they were, we found them by accident!! Singing sand dunes!

This is incredibly fascinating natural phenomenon – you can hear humming, similar a bit to a plane flying far far away. This humming is caused by the sand going down the dune. They say the sound can be heard 10 kilometers away!! Desert normally is very quiet – there are no cars, animals (ok, apart from camels, but they just wander around making no noise whatsoever), birds… so humming is something unusual. And the sand also vibrates, going down the dune I not only heard ‘singing’, but I also could feel the dune vibrate…. Incredible.

Singing dunes are a very rare phenomenon, on the whole world there are only few places like this. Because it’s not enought for the desert to ‘sing’ if the sand goes down the dune. Also the type of sand itself is important, together with precise wind and moisture conditions….

It was incredible experience – it was worth looking for it for 3 hours (the way back home took us only 1 hour). :))

Gdy kota nie ma

Myszy harcuja. Matt polecial do Florencji (szczesciarz!!) na dwa dni, a ja w domu sama z dziecieciem.

I o dziwo, bardzo mi sie to podoba! Nagle mam bardzo duzo czasu, nie wiadomo skad. Moj dzien nie jest podzielony na sekcje – poranna, zanim Matt przyjedzie na lunch, i popoludniowa, pomiedzy lunchem a powrotem do domu wieczorem.

Zatem z Zuzka spedzamy fajnie czas – pojechalysmy na basen, ugotowalam rosol (Matt zup nie jada, jak dostanie zupe na obiad, to sie pyta: a gdzie obiad??), upieklam kruche ciasteczka z orzechami (ha, nawet dobre wyszly), poszlysmy na plotki do sasiadki, pojechalysmy na zakupy, no i moge wieczorami gapic sie na polskie programy, bo mi nikt nad uchem nie brzeczy, ze ‘nie rozumieeeeee’. 🙂

A wieczorem tule sie do Zuzinej lalki (przypadkiem zostawionej w naszym lozku), bo jakos tak odzwyczailam sie od samotnego spania. A rano o 6 mloda przychodzi, wtula sie we mnie, i tak spimy do dziewiatej… bo nie trzeba taty do pracy zawozic.

Wesole jest zycie slomianej wdowy

Ksiezniczki z NY

Kolejna odslona zycia nowojorskich dziewczat, ktore maja pieniadze. Ksiazka Plum Sykes Ksiezniczki z Park Avenue do zludzenia przypomina Diabel ubiera sie u Prady. Obie ksiazki opowiadaja o tym samym, autorki obu ksiazek pracowaly dla Vouge’a, no i nawet obie wygladaja podobnie.

Ksiezniczki z Park Avenue to dziewczyny, ktorych wlosy maja idealny kolor blond, ktore lataja prywatnymi odrzutowcami, a narzeczonych traktuja jak torebki – wiecie, taki narzeczony to swietny dodatek do stroju.

Zadna to wielka literatura, te Ksiezniczki, ale do poduszki mi sie niezle czytalo. Tylko rece zalamywalam, bo glowna bohaterka, choc ‘ksiezniczka’, to glupia jak but byla…

Co mezczyzni robia, gdy im sie nudzi

Dzieki uprzejmosci Magdy dowiedzialam sie, co Matt najprawdopodobniej robil, gdy ja siedzialam przez kilka tygodni w Polsce.

Ze wzgledu na to, iz Mazusy byc moze sa ogladane przez dzieci, a nawet jesli nie, to byc moze zdjecia, ktore chce Wam pokazac moga byc dla kogos obrazliwe, postanowilam zamiescic zdjecia na blogu roboczym, a tutaj dac tylko linka.

Efekt meskiej nudy mozna obejrzec tutaj.
I oczywiscie spiesze wyjasniac wszelkie mozliwe watpliwosci, to nie sa zdjecia wykonane przez Magde Matt’owi.


What men do when they are bored?
Thanks to one of my friends I could see what Matt was most probably doing when I was away in Poland.

Because Mazusy might be read by children, or even if not, the photos I want to share may be offensive to some people, I decided to place the pictures elsewhere, and here I just put a link to it.

The effects of men’s boredom can be viewed here.
I would like to clarify, that the photos do not show Matt, and were not taken by my friend.

Dziwaki z klasa

Zycie wrocilo do normy, Matt wrocil do pracy. Ja dzis rano na basen z mloda, bo zlobek wciaz zamkniety, lubia swietowac w zlobku 🙂

Kupilismy sobie talerze wielkosci kola mlynskiego, szesc sztuk, cieszac sie, ze takie sa eleganckie i wykwintne. Gdzies przeczytalam, ze im wieksze talerze w restauracji, tym bardziej droga i elegancka ta restauracja. Wiec sie cieszylam iz nasze nowe talerze takie wielkie i ze wreszcie wsrod towarzystwa bedziemy uchodzic za ludzi z klasa (ha ha ha ha).

Dopoki nie doczytalam, ze to sa talerze do podawania dan, a nie do jedzenia z nich. Wiecie, mozna na nich makaron podac, ale dla 6 osob, a nie dla jednej. No coz, teraz nie bedziemy z klasa, tylko bedziemy dziwakami 🙂


Life is back to normal now, Matt is back to work. I went to the swimming pool with Zuzia, as nursery is still closed, they love to party in the nursery 🙂

We bought plates, enormous, huge, six of them, being happy they are so posh and ellegant. I read somewhere that the bigger the plates in the restaurant the posher and more expensive the place is. So I was so happy we’ll have big plates now, that finally society will see us as classy (ha ha ha).

Until I read on the box that they are serving plates, not food plates. You know, you can serve pasta for 6 people on this plate, not for one. Well, now we won’t be classy, we’ll be wiredos 🙂

Glowa boli od nadmiaru rozrywki :)

Dlugo mnie nie bylo, ale za to Eid bylo, albo moze nie bylo mnie, bo bylo Eid?

W kazdym badz razie dzialo sie wiele. Jesli ktokolwiek rozwaza przyjazd do Kataru, to zdecydowanie najlepsza pora jest czas Eid, czyli swiat, ktore nastepuja po Ramadanie. Bo czas Eid to jedyny czas, kiedy tutaj sie cos dzieje.

I tak w tym roku mielismy
– postacie z bajek chodzace po centrach handlowych;
– klaunow moc, tez w centrach handlowych;
– pokaz baniek mydlanych;
– pokaz wodnych fontann, polaczony z laserami i muzyka;
– zajecia dla dzieciakow (jakies teatry, teatrzyki, piosenki, spiewanie na scenie);
– cyrk w wodzie (mam nadzieje wybrac sie tam dzis wieczorem);
– cyrk na lodzie (cudne widowisko, zdecydowanie polecam. Odbywa sie w centrum handlowym na lodowisku, godzine wczesniej juz bylismy, aby miec miejsce, po prostu nie da sie opisac – kolorowe stroje, akrobacje tak nieziemskie, ze ja ze strachu paznokcie obgryzalam, a nigdy tego nie robie!!!);
– spiderman, czyli facet wdrapujacy sie na wysokie wiezowce bez zadnych widocznych zabezpieczen;
– fajerwerki;
– pokaz iluzjonistow (z Polski!!!!!), niestety, nie udalo sie nam zobaczyc 😦

I jeszcze mnostwo innych atrakcji, ktorych juz nie pamietam.

Jest jeden minus – tlumy, tlumy, tlumy!!!!! Masy ludzi, plynacych z miejsca na miejsce, jak mrowki, przepychanie, brak miejsca na oddech…. a korki na drogach! O, paskudztwo! Zatem osoby niecierpliwe powinny raczej zostac w domu.

Dzis juz ostatni dzien… a jutro Katar powroci do swej normalnosci, upalnego powietrza, pachnacego zgnusnialoscia, gdzie slonce leniwie przygrzewa, gdzie brak chmur idzie leb w leb z brakiem rozrywki, i gdzie jedynymi miejscami tetniacym zyciem sa budowy – o tak, Katar rozwija sie w zastraszajacym tempie. W koncu zbliza sie olimpiada w 2006 roku….

Eid i swieta

A jutro najprawdopodobniej skonczy sie Ramadan, i rozpocznie sie wielkie swieto Eid Al Fitr.

Eid to czas radosci, ucztowania, rozrywek. W miescie mnostwo atrakcji, dla dzieciakow i nie tylko – cyrk na lodzie, wodny cyrk, przedstawienia, teatrzyki….

Miasto wroci do zycia w ciagu dnia, sklepy i restauracje znow beda otwarte, a kawiarnie rankami beda kusily zapachem aromatycznej, swiezo parzonej kawy….

Eid to jedyne swieto w Katarze – pomyslcie, w Polsce jest Wielkanoc, Boze Narodzenie, Swieto Zmarlych, 1 i 3 maja, Nowy Rok, Boze Cialo – wszystkie te swieta sa dniami wolnymi od pracy. Rozproszone w ciagu calego roku daja nadzieje i sile do pracy – w koncu za kilka miesiecy znow sie trafi jakis dzien wolny….

A tutaj nie. Tutaj sa Eid po ramadanie (trzy dni), i pozniej (jakies dwa miesiace pozniej) kolejne Eid (znow dwa czy trzy dni). I to wszystko. Poza tymi kilkoma dniami nie ma ani jednego dnia wolnego. Pochlastac sie idzie, zwlaszcza, ze niektorzy pracuja po 6, nie 5 dni w tygodniu.


And tomorrow most probably Ramadan will finish, and Eid Al Fitr will start.

Eid is time of happiness, parties, entertainment. In the town there will be a lot of attractions for kids and not only for them – water circus, circus on ice, shows, theaters….

The town will be alive during the day again, shops and restaurants will open during the day, and coffee shops will tempt in the morning with the aroma of freshly made coffee…

Eid is the only holiday in Qatar – just think about it, in Poland or England you get lots of days of work, for various occasions, including Easter, Christmas, and so on. They are in various months of the year, so they give hope, because we know that in couple of months there will be another holiday, another day of work…

Not here. Eid is after Ramadan (three days), and then (after two months I think) there is another Eid (again two or three days). And that’s it. Apart from these few days not even one day off. Horrible, especially that some work 6, not 5 days a week.

Zolte ferrari

Wlasnie sobie uswiadomilam, ze to 1 listopada, ze w Polsce to swieto, do pracy sie nie idzie, a za to chodzi sie ‘na groby’…. tutaj zero takiej atmosfery, oczywiscie… pewnie powinien byc jakis powazny wpis, ale nie bedzie. Nie lubie cmentarzy, i nie chce myslec o zmarlych. Nie publicznie.

Zatem bedzie o Mateuszu.

Moj stary ostatnio ocipial. Ocipial na punkcie zoltego ferrari. Podobno parkuje na jednej z uliczek obok nas. Podobno, bo nikt (oprocz Matt’a, oczywiscie) nigdy tego ferrari nie widzial. Za to za kazdym razem, gdy tamtedy przejezdzamy, musze sie gapic w uliczke, wypatrujac, czy aby nie stoi sobie zolte ferrari. Nigdy nie stoi.

Kilka dni temu stary dzwoni do mnie. Rwacym sie z podekscytowania glosem mowi:
– Jeeedzie. Je-dzie. Zolte ferrari. Jedzie.
– Taaaaa? pytam, przyznam, nieco znudzona.
– Tak, posluchaj!

I slysze wycie silnika w tle. Wieczorem Matt opisal sytuacje nieco blizej.
Okazalo sie, ze ferrari stalo w korku tuz obok naszego Pajero, Matt zatem otworzyl okno, przystawil telefon do okna, abym mogla sobie posluchac warkot silnika owego zoltego ferrari.

Pech chcial, iz kierowca ferrari rowniez mial okno otwarte, i akurat patrzyl na Matta. Pewnie myslac, ze glupi jaki, albo co. Matt potwierdzil jego przypuszczenia gdy zmieszany wymamrotal:
– Fajna bryka.
– Yhy – odpowiedzial kierowca ferrari.