Biurokracja w Katarze

A niech mi ktos ponarzeka na biurokracje w Polsce, to nogi powyrywam. Albo zaprosze do Kataru.

Bo zalatwienie sprawy w urzedzie katarskim przypomina pielgrzymke – dluga droga, duzo przystankow, i tlumy ludzi.

Wreszcie (po roku!) poszlam zrobic sobie katarskie prawo jazdy. Tutaj
mozna jezdzic na miedzynarodowym bardzo krotko (nie pamietam, miesiac?
dwa?), a pozniej trzeba miec katarskie prawo jazdy. Ironiczne, bo
Katarczycy to chyba najgorsi kierowcy na swiecie πŸ™‚

Zatem sie wybralam do urzedu. Urzad to rudera, w rzedzie siedzi ze 20
urzednikow i urzedniczek (Arabowie, babki w abbayach i z zaslonietymi
twarzami), a petenci tlocza sie w kolejkach. Petentow sa chyba tysiace,
trudno sie poruszac. Same chlopy, gapili sie na mnie, bo ja nie chlop,
tylko baba, w dodatku biala.

Do biura wybralam sie z plikiem dokumentow. Oczywiscie bylam odsylana
od okienka do okienka, bez slowa wyjasnienia: pani 1 popatrzyla na
dokumenty, odeslala mnie do pani 2. Pani 2 postawila pieczatke,
odeslala do pani 3. Pani 3 napisala cos po arabsku, odeslala mnie do
pani 1. Pani 1 spiela dokumenty spinaczem (!!!) i odeslala mnie do pani
4. Tam mi zbadano wzrok, i pielgrzymka od okienka do okienka zaczela
sie od nowa.

W koncu wyslano mnie do Kapitana. Kapitan cos nagryzmolil, i odeslal
mnie do pani 1. Pani 1 odeslala mnie do pani 4. Pani 4 powiedziala, ze
bede musiala zdac egzamin z jazdy (bo Kapitan nagryzmolil rozkaz).
Bylam zszokowana, bo np. Matt’owi tylko wzrok zbadali. Wiem, ze Hindusi
musza zdawac egzamin, ale mialam nadzieje, ze ja nie bede musiala – w
koncu jestem z Europy.

Pani 4 widziala moje zdumienie, i poradzila mi, abym wrocila do
Kapitana i z nim porozmawiala. Tylko zebym nie mowila, ze to Pani 4 mi
tak doradzila.

Poszlam wiec do Kapitana, i Matt zaczal z nim rozmawiac. Ale dlaczego –
pyta sie – ja mialem tylko wzrok badany, a ona musi zdawac egzamin???
Kapitan mial wyjasnienie proste – aaa, bo to jest inna procedura!
Padlo oczywiscie tradycyjne pytanie, czyli gdzie Matt pracuje, po czym
Kapitan wzial korektor, zamazal to, co wczesniej napisal, i napisal cos
nowego. Okazalo sie, ze juz nie musze zdawac egzaminu, i mam katarskie
prawo jazdy bo moj maz nosi garnitur i pracuje w firmie X. πŸ™‚


Qatari bureaucracy is like pilgrimage – it’s a long way, many stops and many people.

Finally (after a year!) I went to get the Qatari driving licence done.
Here international driving licence is valid for a very short period of
time (not sure, a month? two?) and then you have to have qatari
licence. Ironic, because Qataris are the worst drivers in the world.

So I went to hte office. The office is a very shabby building, where 20
officials sit in a row (they are Arabs, women are dressed in abbayas
and cover their faces), and customers queue, queue, queue. There are
thousands of them, only men, they were staring at me, because I’m not a
man, I’m a white woman.

To the office I went with lots of documents. Of course I was sent from
one person to another, without a word of explanation: woman 1 looked at
the documents and sent me to lady no 2. Lady no 2 stamped papers, and
sent me to lady no 3. Lady no 3 wrote sth in Arabic and sent me to lady
no 1. Lady no 1 stapled the documents (!!!) and sent me to lady no 4.
There I had an eye check, and the pilgrimage started again.

Finally I was sent to the Capitain.The Capitain wrote something, and
sent me to lady no 1. Lady no 1 sent me to lady no 4. Lady no 4 said
that I’ll have to have a road test (that’s what the Capitain wrote). I
was shocked, because Matt had only an eye test. I know that Indians for
example have to take a road test, but I was hoping I won’t have to do
it – after all I’m from Europe.

Lady no 4 saw my astonishment and told me to go back to the Cpt and
talk to him. But I couldn’t tell him that lady no 4 adviced that to me.

I went to the Cpt then, and Matt started talking to him. But why – he
asked – I had only an eye check, and she has to have the test?
Cpt had a simple explanation – because this is a different process!

Of course there was a traditional question – where Matt is working, and
then the Cpt crossed what he had written before, and wrote something
new. It turned out that I don’t have to take the road test anymore, and
that I have a Qatari driving licence because my husband wears suit and
works for X company. πŸ™‚

Sprytny maz

Bylo o zonie arabskiej, ktora sztuczna blona dziewicza chciala przekonac meza, ze jest nietknieta.

Dzisiaj bedzie o mezu, tez arabskim.

Zona miala piekny dom, wille, ktora kosztowala miliony riali. Jej maz, biznesmen, przekonal ja, iz powinna sprzedac ten dom – jemu w interesach nie wiodlo sie zbyt dobrze, i potrzebowali pilnie pieniedzy aby stanac na nogi. Zona mu uwierzyla, i sie zgodzila.

Aczkolwiek pewnego dnia zona otrzymala telefon od przyjaciolki, ktora mieszkala w poblizu sprzedanego domu. Przyjaciolka donosila, iz regularnie widuje meza w sprzedanej rezydencji. Zona, madra arabska kobieta, poprosila przyjaciolke, aby ta, po sasiedzku, zerknela na to, co sie dzieje.

A dzialo sie, dzialo! Gdy sasiadka doniosla, ze maz wlasnie zajechal do sprzedanej rezydencji, zona migiem sie tam zjawila. I zobaczyla mezusia z inna baba. Faceta zatkalo, jednak nie na dlugo.

Bo zaraz z tupetem oswiadczyl, iz jest teraz wlascicielem domu, a zatem zona ma wybor – albo pozostaje jego zona, i mieszkaja w wynajetym mieszkaniu, albo moze sie z nim rozwiesc – dom i tak jest jego. Spryciulek, co?

Zona wniosla sprawe do sadu – chce rozwodu i zwrotu swojego domu.


I had written about Arab wife, who tried to deceive her husband with fake virginity, today I’ll write about an Arab husband.

A wife had a beautiful house, a villa worth millions of rials. Her husband, a businessman, convinced her that she should sell the house as they are in financial troubles. Wife believed and agreed to sell the house.

However, one day she got a phonecall from her friend, who lived near the sold villa. The friend said that she sees a husband coming to the villa on regular basis. Wife, a wise, Arab lady, asked her friend to spy on the husband.

And there was a lot of things happening. When the neighbour saw the husband coming to villa, she called her friend. She (wife) stright away came to the villa, and she saw her husband… with another woman. Husband was shocked, but not for long.

Very quickly he announced to his wife that now he’s the owner of the house, so the wife has a choice – either she continues being his wife and living in a rented flat, or she can seek the divorce – after all the house is his now. Smart, huh?

Wife has filed a case in the court and she demands divorce and her villa back.

Autobusy

W Katarze do niedawna nie bylo zadnego transportu publicznego. Albo sie mialo wlasne auto, albo sie jezdzilo taksowkami tudziez limuzynami. Inna sprawa ze taksi bardzo tutaj tanie – a co ma byc drogie jak litr paliwa kosztuje ok. 80 groszy.

Ale jakis miesiac, dwa miesiace temu zaczely jezdzic autobusy! Przedsiebiorstwo sie nazywa Karwa (z ‘a’ w srodku, nie ‘u’ :)). Autobusy sa koloru turkusowego, i podobno nawet maja trasy, aczkolwiek nie wiem, gdzie mozna znalezc informacje na temat tego ktore autobusy gdzie jezdza. Nie wiem rowniez gdzie znalezc mozna rozklad jazdy – gdzieniegdzie widze przystanki, ale jest to po prostu tabliczka z nazwa Karwa i to wszystko.

No i inna sprawa, ze autobusami jezdza jedynie robotnicy fizyczni, przynajmniej jak do tej pory. Byc moze w przyszlosci to sie zmieni.

Ale autobusy sa. Kolejny krok do cywilizowania Kataru πŸ˜‰
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No prosze, jaki odzew, jakie poruszenie ‘cywilizacja’ poczynila (mowie o komentarzach πŸ™‚
Oczywiscie uzylam tego zartobliwie.

A tak na serio, Dubaj i owszem, rozwiniety jest o wiele bardziej od Polski, i rozwija sie o wiele szybciej. Ale nie dziwota, w koncu jest to panstwo BARDZO BOGATE, z masa cudzoziemcow (chociaz Dubaj jest to taki sztuczny wytwor, tak uslyszalam wczoraj odΒ  Araba, ktory tam mieszka).

Co do Kataru, to… no coz, wprawdzie olbrzymi wiezowiec potrafi stanac tutaj w ciagu kilku miesiecy (czy ktokolwiek slyszal o czyms takim w Polsce??), i przed Olimpiada w grudniu 2006 roku Katar oszalal jesli chodzi o budowy – w tej chwili Doha to wielki plac budowy niemalze; drogi tez sa swietne, przynajmniej te glowne, zazwyczaj trzypasmowki, bez dziur jak u nas.

Ale jesli chodzi o mentalnosc, to oni maja wciaz mentalnosc beduinow (i nie mowie tego zlosliwie). Kultury i historii bogatej tez Katar raczej nie ma – panstwo zaczelo sie rozwijac jakies 50 lat temu, wtedy nawet drog tutaj nie bylo. Ale Katar raczej nie martwi sie historia, stawiaja na nowosc. Na przyklad burza pomniki na rondach, nie wiem, dlaczego, burza budynki, aby wybudowac nowe.

Az dziw bierze, bo przeciez wiele kulturr do dzis czerpie z kultury (i kuchni, tak tak) arabskiej, a tutaj (w Katarze) jakos tego nie widac 😦

Biblioteka

Dodalam nowa kategorie, Biblioteka, aby latwiej bylo mi znalezc
ksiazki, ktore przeczytalam. Niestety, starych wpisow edytowac nie
moge, kategorii zmienic nie moge, zatem tutaj tylko linki do ksiazek
opisanych na Mazusach (w kolejnosci od najnowszej do najstarszej). Ksiazki z listopada 2005 juz w odpowiedniej kategorii.

  1. Mayada, Daughter of Iraq (Majjada, kobieta Iraku), Jean Sasson
  2. Bez mojej zgody, Jodi Picoult
  3. Cyfrowa Twierdza, Dan Brown
  4. Zahir, Paulo Coelho
  5. Biala Masajka, Corrine Hofmann
  6. Migdal, Nedjma
  7. Ε»ony ze Stepford, Ira Levin
  8. Na brzegu rzeki Piedry usiadlam i plakalam, Paulo Coelho
  9. Podanie o milosc, Katarzyna Grochola
  10. Wyznania gejszy, Arthur Golden
  11. Nigdy w zyciu, Katarzyna Grochola
  12. Anioly i Demony, Dan Brown
  13. Mantra czaszki, Eliot Pattisona
  14. Sto lat samotnosci, Gabriel Garcia Marquez
  15. Kod Da Vinci, Dan Brown
  16. Jedenascie minut, Paulo Coelho

Zmiana plci

Poznajcie panstwo Divot. Wydaja sie byc szczesliwym malzenstwem, mieszkajacym na przedmiesciach, ze statystyczna dwojka dzieci. Nagle, pewnego dnia, wszystko sie zmienia.

Nick postanawia, ze jest kobieta w ciele mezczyzny, i ze podejmuje kroki aby stac sie Nicola.

Alison od dawna czula sie mezczyzna w ciele kobiety. Czy rowniez zdecyduje sie na zmiane plci?

Jaki wplyw beda mialy te decyzje na losy rodziny?

A czy wiecie, ze mezczyzna potrzebuje jednej operacji, aby stac sie kobieta, a kobieta potrzebuje az trzech?
I czy wiecie, ze podczas operacji penisa formuje sie z lechtaczki, i ze do sztucznej, nowo utworzonej pochwy trzeba wkladac plastikowe tuby, aby sie pochwa nie zarosla?

Tego wszystkiego i jeszcze kilku innych szczegolow mozecie sie dowiedziec z ksiazki David’a Nobbs pt. Sex and Other Changes. Niestety, po polsku nie udalo mi sie znalezc, moze nie zostala przetlumaczona?


Meet the Divots. They seem to be a happy couple living in a suburbian house with their two kids. Suddenly, one day, everything changes.

Nick decides that he is a woman in man’s body, and he will have an operation to become Nicola.

Alison has always felt that she is really a man. Will she also decide to have a sex change operation?

How will these decisions influence the family life?

And do you know that a man to become a woman needs one operation, and a woman needs three to be a man?
And do you know that during the op the penis is created from clitoris, and to a newly formed vagina one has to put plastic tubes so that it doesn’t close?

All these, and other things you can find out in a book by David Nobbs Sex and Other Changes.

Jednodniowe malzenstwo

Doha: mezczyzna zazadal rozwodu od swojej zony w dzien po slubie. Dlaczego? Bo nie byla dziewica. Co wiecej, miala sztuczna blone dziewicza – taka operacyjnie wstawiana.

W sadzie okazalo sie, iz mloda malzonka miala wczesniej chlopaka, z ktorym byla przez 2 lata, i z ktorym uprawiala seks. Gdy ja porzucil (bo jego rodzice nie zgadzali sie na slub), pojechala do innego arabskiego kraju, gdzie poddala sie operacji rekonstrukcji blony dziewiczej.

Sad oznajmil rozwod malzonkow, a dziewczyna wrocila do domu zszokowanych rodzicow, ktorzy ograniczyli jej swobode.

Klamstwo nie poplaca? πŸ˜‰

Za Penninsula.


Doha: a man has taken his wife to court a day after their marriage. Because she wasn’t a virgin. Moreover, she had her virginity restored by surgical operation.

In the court it turned out that the girl has previously had a boyfriend, for two years, and she has had sex with him. When he left her (as his parents didn’t want him to marry her), she went to another Arab countryΒ  to have her virginity restored.

The court granted the divorce, and the girl came back to her parents’ house. Shocked parents have restricted the girl.


From Penninsula.

Nowe zycie

Dzisiaj zaczelam swoje nowe zycie. Zycie gospodyni domowej. Zatem wstalam pelna energii (he he he), zrobilam dziecku sniadanie, sobie kawe, obgarnelam mieszkanie, i nawet pranie wstawilam. A pozniej (jako ze mam zamiar byc inteligentna gospodynia domowa) zasiadlam przed komputerem z kawa aby przeczytac dzisiejsze wiadomosci.

Zaraz, zaraz, ktos zapyta. Jak to, od dzisiaj gospodyni domowa? A do tej pory to co ja niby robilam?

No tak, ale ostatnio pojawila sie propozycja pracy, i w sumie bylo juz przesadzone, ze do pracy pojde – pozostaly tylko formalnosci do zalatwienia (bo to nie tak latwo zaczac prace w Katarze, wiecie, wizy, sponsorzy, i tak dalej). Zatem psychicznie czulam sie juz pracownica.

A tutaj nagle okazalo sie, iz niestety, nici z zatrudnienia. Co z tego, ze facet, dla ktorego mialam pracowac, nazwijmy go Bob, bardzo chcial mnie zatrudnic. Co z tego, ze moje doswiadczenie w zarzadzaniu projektami bylo dokladnie tym, czego potrzebowal. Co z tego?

Firma ta to arabski bank, i ludzie wyzej od Bob’a postawieni nalegali, ze osoba na tym stanowisku musi znac arabski. Bob nalegal, ze nie potrzebuje osoby z arabskim, a ze potrzebuje kogos z doswiadczeniem w zarzadzaniu projektami. Nic z tego. Musi zostac zatrudniona arabska lady, a nie jakas tam Europejka.

Szkoda mi tylko Bob’a, bo dostanie Arabke, ktora wprawdzie po arabsku mowi, ale za to nic nie bedzie potrafila zrobic, wiec bedzie sobie pilowala paznokcie (z opowiadan wiem, ze tak to wyglada), a biedny Bob wciaz bedzie sam porobowal ogarnac ogrom pracy, do ktorej potrzebowal pomocy.

Transmisja

A dzis bedzie o swojskiej ksiazce napisanej przez egzotycznego pisarza, czyli o Transmisji Hari Kunzru.

Powiesc jest o Hindusach na zachodzie. A dokladniej jest to historia mlodego, zdolnego hinduskiego chlopca, ktory przyjechal do Ameryki, do Ziemi Obiecanej, bo mial nadzieje, ze stanie sie kims wielkim, ze bedzie zarabial dobre pieniadze, i ze rodzice beda z niego dumni.

I jeszcze jest to historia mlodej, niezwykle pieknej hinduskiej aktorki, podziwianej i uwielbianej, ktora kreci swoje filmy min. w Anglii.

A obydwoje tych ludzi laczy…. wirus komputerowy.

Ale tak naprawde jest to historia o zmianach, jakie zachodza w zyciu, o tym, jak nagle, niespodziewane wydarzenia potrafia zmienic ludzkie priorytety, o tym, jak tragedia moze doprowadzic do szczescia.
Polecam πŸ™‚


Today about a book written by an exotic writer, that is Hari Kunzru’s Transmission.

It’s a book about Hindu people in the West. Or more precisely a story of young, tallented Indian boy who came to America, to Promised Land, and he was hoping to become someone big, to earn good money and make his parents proud of him.

And also a story of a young, beautiful Hindu actress, admired and loved, who makes her movies e.g. in England.

And both these people come together because of ….. computer virus.

But in fact this novel is about changes in life, about how unexpected events can change people’s priorities, how a tragedy can lead to happiness.
I really recommend.

Komedianci

W hotelu Ramada co jakis czas odbywaja sie wieczory z komikami – nazywa sie to Laughter Factory (Fabryka Smiechu). Wybralismy sie na jeden z nich.

Najwieksza frajda bylo to, ze komicy wystepowali w hotelowym barze. Nie potrafie opisac, dlaczego to byla najwieksza frajda, ale sprobuje:

1. W Katarze nie ma prawdziwych barow. Te hotelowe zazwyczaj sa takie jak lobby w hotelu, nie jak bar. Puste, bardzo eleganckie, i z delikatna muzyka. Ten bar w Ramadzie byl jak bar: zatloczony, zadymiony, muzyka grala baaaardzo glosno, i mial atmosfere baru, a nie lobby hotelowego;

2. W barze nie bylam od bardzo dawna – zdecydowanie ponad rok.

Wystepowalo trzech komikow, i tak sobie myslalam, ze zawod komika to chyba najgorszy zawod na swiecie. Wyobrazcie sobie, jakie to musi byc okropne uczucie gdy komik wychodzi na scenie, i nikt sie nie smieje z jego zartow! Albo jeszcze gorzej, jesli jego poprzednik byl wysmienity, ludzie zasmiewali sie do lez, a nasz (malo utalentowany) komik wychodzi, i nikt nawet sie nie usmiechnie. Paskudne uczucie, prawda?


In Ramada hotel every now and then there are evenings with comediants, they’re called Laughter Factory. We went to Laughter Factory few days ago.

The best part was that the comics were in a bar. I can’t really describe why it was the best fun, but I’ll try:

1. In Qatar there are no bars. Bars in hotels are usually like lobbys, not like bars: empty, posh, and with calm, quiet music. The bar in Ramada was crowded, smoked, music was very, very loud, and the atmosphere was like in a bar, not like in a hotel lobby.

2. I haven’t been to bar for ages, at least not for a year.

There were three comics. And I was thinking, being a comic is one of the worst jobs in the world. Just imagine how awful it must feel if a comic goes on the scene and nobody laughs at his jokes! Or even worse, if comediant who was telling jokes before him was really funny! Awful, right?

Piekno po tajsku

Nieczesto zdarzaja sie nam wieczorne wyjscia. Powiem inaczej – nigdy
nie wychodzimy wieczorami bez Zuzi, po po prostu nie mamy nianki.

Ale wczoraj poszlismy. Znajomi z dwojka dzieci maja taka pelnoetatowa sluzaca,
ktora z nimi mieszka, oni tez ida, wiec Zuzia i ich dzieci zostaly ze
sluzaca.

Zatem musialam sie upieknic, bo wygladam jak zaniedbana kura domowa ostatnio. Wybralam sie do Lady Siam Massage, tajskiego salonu pieknosci, uczesac sie i zrobic sobie manicure.

Wszystkie
panie, ktore tam pracuja, pochodza z Tajlandii. Po angielsku mowia
bardzo kiepsko, za to pomiedzy soba bez przerwy szczebiotaly po
swojemu. W sumie to mogly mnie totalnie obgadac, wlacznie z rozmiarem
moich piersi, a nic bym o tym nie wiedziala πŸ™‚

Niech obgaduja moje cyce, wybaczam, bo jaki
manicure mi zrobily!!! Ta, ktora sie mna zajmowala, wygladala na 20
lat, a miala …. 36! I dwudziestoletniego syna! Jak one to robia, ze
tak mlodo wygladaja?

Manicure zajal jej ponad godzine (!!!!!).
Namaczala moje dlonie, paznokcie smarowala dziesiatkiem roznych plynow
– olejki, ciecze, balsamy, nie wiem, co, bo wszystko z Tajlandii i nie
bylo na tym napisow po angielsku.

Skorki wycinala niezwykle
pieczolowicie, ja juz nic tam nie widzialam, a ona, niezadowolona z
efektow, smarowala skorke czyms magicznym, znow ciela, i znow masowala,
i ciela…

Zrobila mi peeling
dloni i calych ramion, az po pachy. Pozniej umyla mi dlonie i ramiona,
bardzo plynnymi, delikatnymi ruchami, dwa razy, za kazdym razem
zmieniajac wode.

Pozniej nasmarowala mi rece (az po pachy) kremem zmieszanym z olejkiem – podobno sam krem nie jest najlepszy, nalezy zawsze mieszac go z olejkiem.

Nawet po pomalowaniu paznokci tez jeszcze czyms je smarowala, malowala, masowala….

Pozniej czas na wlosy. Och, co to bylo za mycie!!! Nie na siedzaco, tylko na lezaco! Polozyla
mnie na bardzo wygodnym, wyprofilowanym ‘lozku’, i masowala mi glowe
przez ponad 15 minut! Nawet mi uszy umyla, no, nie w srodku, ale na zewnatrz, ha ha ha.
Troche sie balam czesania, bo moje wlosy sa
trudne, a w dodatku wlosy Azjatek bardzo sie roznia od europejskich
wlosow. Ale i z tym zadaniem sobie poradzila swietnie.

Podczas mojej wizyty Tajka, ktora sie mna zajmowala wywrozyla mi chlopca, na podstawie mojej dloni, ale moglam ja zle zrozumiec, wiec sie nie upieram, moze mowila o czyms zupelnie innym.

No i jeszcze jedyna rzecz, ktora od niej slyszalam, to bylo happy. Wszystko bylo happy: Tajlandia jest happy, ona sama jest happy, moje dlonie sa happy, nawet jakims cudem cazki do skorek byly happy.

Grunt, ze ja bylam happy jak wyszlam z salonu. I wiem, ze na pewno tam wroce.


We don’t go out too often. Or rather we never go out in the evenings without Zuzia, because we don’t have a babysitter.

But yesterday we did go out. Our friends with two kids have a live in maid, so Zuzia and their kids stayed with the maid.

So I had to get pretty, because I look like a desperate housewife, not as pretty as them, but desperately needing to do something about my looks.
So I went to Lady Siam Massage, a Thai beauty salon,Β  to blow dry my hair and do manicure.

All ladies working in the salon come from Thailand. They speak hardly any English, but they were constantly chatting with each other in their native language. For all that I know they could be talking about the size of my titties.

But I’ll forgive them talking about whatever they were, because the manicure was amazing!!! The woman who dealing with me looked 20, and she was 36, moreover, she had a 20 year old son! How they do it that they look so young?

Manicure took over 1 hour (!!!!!). She was soaking my hands, put potions and lotions on my nails, I have no idea what it was, as everything was from Thailand and nothing was written in English onΒ  the bottles.

She cut skins around my nails, I saw nothing there left, and she, not happy with the results, was putting some magic mixture on them, cutting, mixtrure, cutting again…

She did peeling – hands and arms up to my armpits. Later she washed it off, twice, very gently, each time changing the water.

Later on she put on my hands and arms cream mixed with scented oiscl – apparently just the cream is no good, you should always mix cream with oil.

Even after she put varnish on the nails, she still put some other mixtures on top of this, panited over with something, massaged…

Then time for my hair. What a wash that was! Not sitting, but lying down! There was a very comfy ‘bed’, which I lied (lyed?) down on, and she gave me a head massage, for 15 minutes! She even washed my ears, not inside, outside, but still, ha ha ha.

I was afraid how the final result of blow drying will look like, because my hair is difficult, plus Asian hair is very different to European hair. But even with this job she did brilliantly.

During my visit this Thai girl told me that I’ll have a boy, just by looking at my hand, but I could have misunderstood her, so I don’t insist that’s what she said.

And one more thing. One word I heard from her was happy. Everything was happy: Thailand is happy, she herself is happy, my hands are happy, even somehow her tools were happy.

Well, most important, that I was happy when I left the place. And I know for sure I’ll be back there.