Doha jest wiocha – uzupelnienie :)

Zatem chcialam napisac, iz tutaj kazdy zna kazdego, wszedzie widzi sie te same twarze.

Znalazlam sobie takie forum kobiet, ktore mieszkaja w Katarze. Na tym forum zadalam pytanie, skad tu znalezc nianie na wieczory (zeby rodzice wyskoczyli np. na piwo bez dziecka).

Odpisala jedna pani, malymi kroczkami do przodu, w koncu zadzwonila do mnie.

Okazalo sie, ze nie tylko mieszka bardzo blisko, to jeszcze w dodatku nasz sasiad to szef jej meza. A nasza sasiadka to jej znajoma.

Albo:

Bylismy u znajomych na imprezie. Tam byla para Francuzow. Okazalo sie, ze ich dziecie chadzaja to tego samego zlobka, co i nasze. Ba! Do tej samej grupy wrecz!

Albo:

Moja dentystka okazala sie byc kims z rodziny od kogos z biura Matta. A jej corka chodzi z nasza do zlobka, tez do tej samej grupy.

Albo:

Idziemy do innych znajomych na party, i spotykamy tam kogo? Ni mniej ni wiecej, naszych sasiadow, z ktorymi mieszkamy sciana w sciane.

Albo:

Idziemy na jakakolwiek impreze publiczna, a tam wciaz te same twarze….

Tak, Doha to zdecydowanie wiocha.

Za Moda

Wczoraj poszlismy do restauracji. Restauracja znajduje sie w hotelu Intercontinental, nazywa sie Za Moda, i naczytalam sie o niej wspanialosci – ze najlepsze jedzenie, ze prawdziwie wloskie, ze dostala nagrode za Best continental food, a nawet ze to jest night club, czyli klub nocny. Tutaj mozecie sobie poczytac troche tego pienia balwochwalczego (in English).

No to zrobilam rezerwacje, i pojechalismy. Przyjechalismy o 7, a tam pusto.

He he, mowie ironicznie. Dobrze, ze zrobilismy rezerwacje, co? Bo inaczej stolika bysmy nie dostali.

Ale nic. Wystroj rzeczywiscie swietny. Bardzo artystyczny. Na scianach torsy manekinow, ubrane w koszule i inne odzienie (nie wyglada tak makabrycznie, jak brzmi 🙂 ). Zapowiada sie niezle.

Kolo osmej mielismy wystep na zywo: pan zaczal grac na gitarze, i spiewal nawet. Zaczelo sie tez robic tloczno, wkrotce nie bylo ani jednego wolnego stolika (a jednak rezerwacja sie przydala).

Kelnerzy i kelnerki swietnie wyszkoleni, kulturalni, i uprzejmi. Talerze tak szykowne, ze az glupio z nich jesc. No generalnie pelny wypas, nic do zarzucenia.

Z wyjatkiem jednego. Jedzenie bylo okropne. Przynajmniej moje (Matt jak zwylke wybral kurczaka, i jak zwykle wybral dobrze). Ja zamowilam sobie ryby (kilka rodzajow ryb, pieczonych na weglu drzewnym). Bardzo mi nie smakowalo, to chyba pierwszy raz w zyciu, kiedy nie zjadlam wszystkiego.

No i te ceny! Butelka wody (1.5 litra) 18 riali! (w innych restauracjach, mniej eleganckich, kosztuje 5).

Dobrze, ze deserek byl pyszny. Jak zwykle zamowilam tiramisu (mam takie hobby szkodliwe dla sylwetki, wszedzie musze sprobowac tiramisu), i tutaj sie nie pomylilam. Wspaniale. A jak podane! (zdjecie wkrotce 🙂 )


Yesterday we went to a restaurant. The restaurant is in Intercontinental hotel, is called Za Moda, and I read a lot of good things about it – best food, really Italian, they got a prize for Best continental food, and even that it’s a night club. Here you can read some of these good things about the place (in English).

So I did reservation, and we went there. We came at 7 pm, and it’s empty!

He he, I said ironically. Good job i did reservation, he? Otherwise we wouldn’t get a table.

Not to worry. The interior is designed wonderfully. Very artistic. Manikins dressed in outfits hang on the walls (it doesn’t look as macabre as it sounds 🙂 ). Looks like a very posh place.

Around 8 pm live performance started – a man played the guitar and singed. It started to get crowded as well, soon there was not even one free table (good job I did this reservation, after all).

Stuff very well trained, knew exactly what to do, very polite. Plates so posh, that it felt like a profanation to eat from them. In general, very posh, and nothing bad about it.

Apart from one thing. Food was terrible. At least mine (Matt as usual chose chicken, and as usual chose well). I had a plate with different fish smoked on charocal. I didn’t like it at all, I think it’s first time when I left food on the plate.

And the prices! A bottle of 1.5 litre water costs 18 rials!! (in other, less posh restaurant, it costs 5).

I’m glad that at least dessert was good. As usual I ordered tiramisu (I have a hobby, which has maleficence on my figure – I have to try tiramisu anywhere I go), and I didn’t go wrong here. Delicious. And the way it was served! (photo soon 🙂 ).

Przyjechalismy z Iraku

Wczoraj na placu zabaw poznalam rodzicow dwojki dzieci. Dziewczynka ma 2 lata, chlopiec 7 miesiecy.

On jest dyrektorem w pewnych kontrowersyjnych mediach, ona opiekuje sie dzieciakami.

Pochodza z Iraku. Przyjechali do Kataru pare miesiecy temu, poniewaz irakijskie biuro tego pana zostalo zamkniete.

Obydwoje ich dzieci urodzilo sie podczas wojny. Jednak sa to najszczesliwsze dzieci, jakie kiedykolwiek widzialam. Dziewczynka bardzo towarzyska, otwarta na ludzi, chlopiec smial sie do mnie, obcej osoby, bez przerwy, glosno, radosnie, jak to dzieci potrafia.

Rodzice rowniez bardzo sympatyczni.

Nie mozna oceniac ludzi po ich narodowosci. Nie mozna.

Ona nie znala angielskiego. Tylko kilka podstawowych slow. Jednak bardzo chciala ze mna porozmawiac. Bardzo chciala mi powiedziec o sobie, ze w Iraku studiowala informatyke, ze ma 27 lat, ze jej maz pracuje w mediach, ze ciezko jej bylo, gdy byla w ciazy, o nieprzespanych nocach, utkanych strachem….

Wiec mowila. Uzywala pojedynczych, angielskich slow. Mnostwo gestow. Gdy sie zapominala, zaczynala mowic duzo i szybko, po arabsku. Ja robilam mine, ze niestety, nie rozumiem. Klepala sie w czolo. No tak! Smialysmy sie. I zaczynalysmy od poczatku.

Zapytala mnie, co studiuje. Powiedzialam. Kulture amerykanska. And isn’t it ironic…

Zapytalam ja, czy po Katarze wroca do Iraku.

Oczywiscie, powiedziala. Tam jest nasz dom.


Yesterday in the playground I met parents of two children. The girl was 2, and the boy was 7 months old.

He is a director in a controversial media, she is taking care of children.

They come from Iraq. They came to Qatar few months ago, because Iraqi the office of the guy was closed.

Both children were born during the war. Despite this, they are the happiest children I have ever seen. The girl is very sociable, open to people, the boy was laughing to me, a complete stranger, all the time, from the top of his lungs, laugh like only children can laugh.

The parents were also very nice people.

One cannot judge people by their nationality. Cannot!

She didn’t know English. Just few basic words. But she really wanted to speak to me. She really wanted to tell me about herself, that back in Iraq she studied computers, that she’s 27, that her husband works in media, that it was very hard when she was pregnant, that she didn’t sleep all nights, because of fear….

So she was talking. She was using single English words. A lot of gestures. Every now and then she started speaking a lot, fast, in Arabic. When she saw my face, telling her that I don’t understand, she laughed. And we started again.

She asked me what I study. I told her. American culture. And isn’t it ironic…

I asked her whether she’s coming back to Iraq after Qatar.

Of course, she said. This is our home.

Gozdziki

Pamietacie ta piosenke:

Dzien kobiet, dzien kobiet,

Niech kazdy sie dowie,

Ze dzisiaj jest swieto dziewczynek.

Usmiechy sa dla nich,

Zabawa, i taniec,

Piosenka z radia poplynie….

Mowcie sobie co chcecie. Krytykujcie gozdziki, mowcie, ze to swieto komunistyczne, mowcie, ze dzien kobiet powinien byc codziennie. A ja tam i tak lubie Dzien Kobiet. Bo kazda okazja do swietowania jest dobra. A co!

Wszystkiego najlepszego, drogie Panie!

Bukiet dla Pan

Sto lat samotnosci

No i za minutke naraze sie wiekszosci moich czytelnikow, a czesc z nich pewnie przestanie mnie w ogole odwiedzac, przez moje ‘bluznierstwo’.

Przeczytalam Sto lat samotnosci autorstwa Gabriel Garcia Marquez. I w ogole mi sie nie podobalo, z trudnoscia dobrnelam do konca.

Jest to historia wioski Macondo, oraz rodu zalozycieli tejze osady, rodziny Buendia. Historia byc moze i ciekawa, pelno w niej kazirodczych zdarzen, smarowania sutkow kobiety bialkiem kurzym, codziennego zycia tych ludzi, prostych prawd i wierzen..

Ale ja sie, niestety, pogubilam. Bo niemal kazdy bohater ma na imie Jose Arcadio, albo Aureliano (a jest ich kilkunastu), a kazda bohaterka to Remedios albo Rebeka. Czytalam historie, i nie wiedzialam, o ktorym to Arcadio czytam, a ktory to Aureliano zostal wlasnie zabity.

Mysle, ze na podstawie Stu lat mozna byloby nakrecic swietny film, jednakze ksiazka nie podobala mi sie.

Zdjecia z arabskiego rynku

Obiecalam zdjecia z wyprawy na arabski rynek, gdzie mozna kupic owoce i warzywa, ryby, a nawet zwierzeta domowe. O rynku mozecie poczytac tutaj, a oto obiecane zdjecia.

 


 

These are the photos from the animal, fruit and vegetables, and fish markets. About the markets you can read  here.

Rynek z warzywami i owocami. A raczej maly jego wycinek. Na pierwszym planie Zuzia z kolega./Fruit and vegs market.

 

Rynek rybny. Tutaj sprzedawca pozuje do zdjecia ze swoim towarem (czyli duza ryba)./ Fish market

Obieranie krewetek/ Peeling shrimps

Obieranie krewetek z bliska/ Peeling shrimps – close up

A to juz dwa zdjecia z rynku zwierzecego. Panowie bardzo chetnie pozowali do zdjec z Zuzia :)/ Animal market. Men very willingly posed to the photos with Zuzia 🙂

 

 

Iranska restauracja

Najfajniejsze miejsca zawsze znajduje nie wtedy, gdy wiem, gdzie ide, ale wtedy gdy dojrze cos przy drodze, i postanowie zbadac, co to jest.

Tak tez bylo z pewna iranska restauracja, ktora znajduje sie niedaleko C-ring road, a ktora wypatrzylismy w piatek, przypadkiem, i postanowilismy tam zjesc.

W Katarze w wiekszosci resauracji przed posilkiem podaje sie takie placki, plaskie, zrobione z maki, wody i drozdzy, cos w podobie macy. W tej iranskiej restauracji placki te wyrabia sie na oczach gosci, posrodku restauracji, i podaje swiezutkie, jeszcze cieple.

Kelner zaprosil nas, abysmy popatrzyli z bliska  jak sie robi te placki. Najpierw kucharz rozwalkowal kawalek ciasta, a potem go okrecal w powietrzu, aby zrobil sie okragly, plaski i duzy (tak jak czasem kucharze robia ciasto na wloska pizze). Nastepnie polozyl ten placek na takiej okraglej, wypuklej, miekkiej poduszce.

Potem ta poduszke, wraz z plackiem, wsadzal do otworu pieca, chlap, i placek sie przyklejal do glinianej sciany wnetrza pieca. Po dwudziestu sekundach kucharz podwazal patyczkiem placek, wyjmowal go z pieca, i cieplutki podawal na stol.

Piec wyglada tak:

 Na dole ogien, a placki przykleja sie do scian otaczajacych ten ogien.

Po plackach kelner przyniosl nam iranska przystawke zwana raith (czyt. raita). Skladala sie ona z naturalnego jogurtu, rodzynek, ogorka i orzechow, wszystko wymieszane razem. Mniam, mniam, pyszne, goraco polecam. Mozna to jesc z tymi plackami, albo jako dip do warzyw.

Potem bylo danie glowne, ja jadlam iranskiego szaszlyka, Matt jadl kawalki kurczaka wedzone na weglu drzewnym. Bardzo bylo czuc ten wegiel drzewny.

Na koniec deserek, postanowilam skosztowac iranskich slodyczy,  dostalismy mieszanke trzech.

1. Falooda Abkar Mashti, to byly takie kluski ryzowe, cienkie jak spagetti, z lodem (bardzo zimne, moze one po prostu byly zamrozone?), i woda rozana. Kluski te jadlo sie z syropem, do wyboru truskawkowy i cytrynowy;

2. Plombiar Makhsoos. Nie jestem pewna, co to bylo. Kelner to opisal jak czekoladowy krem, bez czekolady :). Mi to smakowalo jak krem, moze on byl z biala czekolada? W srodku byly kawalki orzechow pistacjowych.

3. Bastani, czyli szafranowe lody, z kawalkami orzechow pistacjowych w srodku.

Smak deserow poczatkowo szokuje – to zdecydowanie nie jest cos, do czego przyzwyczajone jest polskie podniebienie. Trudno opisac ten smak. Niby slodkie, ale jednak inaczej. Po kilku kesach desery te zaczynaja nawet smakowac 🙂

Desery wygladaly  tak:

 Z tylu kluski, po prawej "krem czekoladowy bez czekolady", a po lewej lody szafranowe.

A oto sosy do deserow:

Jednak najbardziej zaskoczyla mnie obsluga. Niezwykle mila, uczynna, usmiechnieta. Kelner nawet dal Zuzi ksiazeczke, zeby sie nauczyla liczyc!!! Skad on ja wzial, nie mam pojecia, ale jeszcze raz sie przekonalam o goscinnosci i milosci do dzieci tutejszych ludzi.


The best places I always find not when I know where I’m going, but when I find something accidentaly, and decide to see what it is.

This happened with an Iranian restaurant, which is near C-ring road, and which we found on Friday.

In Qatar in most restaurants before a meal they serve some kind of flat bread, made of flour, water and yeast. In the Iranian restaurant we went to the bread is made in the middle of the restaurant, so that the guests can watch the cook making them.

The waiter invited us to go to the oven and watch the making process from close. First the cook took a piece of daugh and then threw it in the air, to make it thin, round and flat (imagine how they make Italian pizza). Then he put this flat piece of daugh on a round, soft pillow.

Then the pillow went inside the oven, the cook hit the clay wall of the oven with the pillow (the daugh on the pillow), the daugh stuck to the wall, the cook took the pillow out. After 20 seconds the bread was ready. The cook lifted it away from the clay wall with a stick, took bread out of the oven, and served hot to our table. You can see the oven on the photo above. Fire on the bottom, bread is stuck to the clay walls surrounding the fire.

After that we got Iranian starter called raith. It is a natural yoghurt, mixed with cucumber, raisins, and nuts. Delicious, I really reccomend it. You can it it with flat bread, or as a dip for vegs.

Then we had main meal, I had Iranian kebbab, Matt had pieces of chicken smoked on charocal.

At the end we had desserts, I decided to try Iranian ones. We got a mixture of three puddings:

1. Falooda Abkar Mashti, spaghetti-like rice noodles, with ice (they were very cold, maybe they were just frozen?) and rose water. You could eat them with strawberry or lemon syrup.

2. Plombiar Makhsoos. Not sure what it was. The water said it was a chocolate cream, but without chocolate 🙂 To me it tasted like cream, maybe it was made of white chocolate? It had pistacio nuts in it.

3. Bastani, which is saffron ice cream, with pistacio nuts.

The flavour of the deserts is shocking initially – it definately is not something my Polish palate is used to. It’s difficult to describe this flavour – it’s sweet, but differently. After few bites though it starts tasting ok :).

The deserts are on the photo above, noodles on the back, "chocolate cream without chocolate" on the right, and saffron ice cream on the left. Sauces are on the third photo.

But I was surprised most by the service. Very nice, helpful, smiling. The waiter gave Zuzia a book, so that she can learn counting! I have no idea where he took it from! But once again I saw incredible friendliness and love for children of these people.

Katar vs Arabia – kobiety

Kiedy Jehan al-Meer dorastala w Katarze, kobiety nie mogly wiele osiagnac w panstwie, ktore podziela ultrakonserwatywny odlam Islamu wystepujacy w Arabii Saudjskiej. Prawo zabranialo kobietom prowadzic auta, glosowac, a rowniez pracowac na panstwowej posadzie, jesli kobieta bylaby zwierzchnikiem mezczyzny. Pani al-Meer pozwolono studiowac w Stanach Zjednoczonych tylko pod warunkiem, ze pojechal tam z nia jej meski "opiekun" – jej brat, aby jej pilnowac.

"Teraz to jest zupelnie inny kraj" mowi pani al-Meer, profesor biochemii w Qatar University i kandydatka do loklanych wyborow. (…) Siedzac w kawiarni z mezczyzna (co jest czyms nielegalnym w Arabii) i popijajac espresso dodaje: "A kobiety w Arabii? One mysla, ze my tutaj jestesmy szczesciarami". W ciagu ostatnich siedmiu lat ten malenki emirat (Katar) przeszedl socjalna rewolucje, ktora dala kobietom – i mezczyznom – wolnosc, o ktorej nie slyszy sie w wiekszosci innych krajow Zatoki Arabskiej. Od zlagodzenia prohibicji do zniesienia cenzury*, Katar przeszedl dluga droge aby podkreslic swa odrebnosc od Arabii Saudyjskiej.

W stolicy Kataru, Doha, ktora to kilka lat temu Lonely Planet nazwalo ‘najnudniejszym miejscem na ziemi’, teraz znajduja sie kluby nocne, oglaszajace happy hours. (…) Nowy Katar ziritowal i wprowadzil w oslupienie Arabie. Gra  toczy sie o nature odlamu Islamu Wahhabi, wyjatkowo purytanskiego odlamu, zalozonego w 18 wieku przez MMohammeda ibn Abdel Wahhab (odlam ten obowiazuje w Arabii).

W arabskiej (z Saudi) odmianie Wahhabizmu plcie sa calkowicie rozdzielone, kobiety nie moga sie pokazywac w miejscach publicznych nie bedac zakrytymi od stop do glow, i inne religie sa calkowicie zakazane. Dla wielu ludzi z Zachodu ta odmiana Islamu (Wahhabi), wyznawana przez Osama bin Laden, stala sie uosobieniem nietolerancji, a nawet terroryzmu (po atakach z 11 wrzesnia).

Dla wielu Katarczykow ich kraj jest dowodem na to, ze spoleczenstwo Wahhabi moze byc nowoczesne, interpretujace Islam otwarcie. Moze uwzgledniac zmiany zachodzace w swiecie, i nie musi miec ograniczonych pogladow, jak to sie dzieje w Saudi.

Ale nie zawsze Katar byl takim ‘nowoczesnym’ spoleczenstwem. W latach 80 pan Alansari, obronca praw kobiet, zostal ogloszony przez katarskiego sedziego religijnego (szkolonego w Arabii) apostata (odstepca). Zgodnie z prawem kazdy Muzulmanin ma prawo zabic odstepce. (…).

W 1995 Szejk Hamad bin Khalifa al Thani w wieku 45 lat zostal koronowany najmlodszym krolem (po tym jak wygryzl swojego ojca)**. Ksztalcony w Anglii, Szejk Hamad zaczal ubiegac sie o wzgledy Zachodu. Jego ojciec, zdetronizowany monarcha, probowal to powstrzymac, sprowadzajac pomocnikow z Arabii Saudyjskiej, co spowodowalo spore utarczki pomiedzy Katarem a Saudi. Szejk Hamad, niepowstrzymany, tylko jeszcze bardziej sie nastawil przeciwko konserwatywnemu podejscu Arabii do spraw. No i zezwolil na powstanie satelitarnej TV al Jazeera (ktora znajduje sie niedaleko od naszej willi). Zezwolil chrzescijanskim pracownikom na wybudowanie Kosciola, obiecal stworzenie narodowej legislatury. I zniosl wiele ograniczen kobiecych praw. (…)***

Ale reformy Szejka powiodly sie rowniez dlatego, iz nie tolerowal on zadnej opozycji. Rzad bardzo szybko zareagowal kiedy to lokalna gazeta w 1998 roku opublikowala list katarskiego naukowca religijnego, Abdulrahman al Nuaimi, ktory krytykowal rzad za to, iz pozwala na "nie islamskie mieszanie sie plci" i za to, ze dal kobietom prawa polityczne, co spowodowalo, iz "stracily one swoja tradycyjna role i zmienily sie w mezczyzn". Policja katarska zaaresztowala pana al Nuaimi pod zarzutem zagrozenia dla bezpieczenstwa, i trzymala go za kratkami, bez procesu, przez prawie 3 lata. (…)

(…) wiekszosc katarskich kobiet chodzi ubrana w abbaye i ma calkowicie zakryte twarze. Katarscy mezczyzni, odrozniajacy sie od nie-Katarczykow po bialymi, zwiewnymi szatami zwanymi dishadasha, i nakryciami glowy zwanymi guthra, albo mowia dyplomatycznie, ze zgadzaja sie z emirem, albo odmawiaja dysusji na tematy polityczne. Jeden mezczyzna tylko byl na tyle odwaznym, aby przyznac sie, iz czuje wstret do legalizacji alkoholu(…) .

W Katarze glosowalo wiecej kobiet niz mezczyzn. A w przyszlym roku pani al-Meer rozwaza udzial w wyborach do parlamentu. "Nie mozemy rozdzielac spoleczenstwa na dwie czesci, kobiety i mezczyzn" mow pani al Meer, poprawiajac czarna abbaya, ktora przykrywa jej rozowy spodnium. "Wahhabizm jest bardzo purytanska forma Islamu. Ale czy to oznacza, ze mamy wrocic do siodmego wieku? Nie, ja chce zyc w dwudziestym pierwszym wieku".

Fragmenty z tekstu autorstwa Glen McGhee. Caly tekst (po angielsku) mozecie znalezc tutaj.

—————————————

* No, ta cenzura to nie tak calkiem zniesiona. Pokazywalam juz na Mazusach ocenzurowane zdjecia Kurnikowej i innych…

** O detronizacji krola tez juz pisalam, mozecie sobie przeczytac o tym tutaj

*** Slyszalam, ze Saudi i Katar do dzis sie bardzo nie lubia.


The above is a translation of the article written by Glen McGhee. The article is entitled Qatar versus Saudi Arabia regarding women, and it describes changes that happened in Qatar – how women got their rights to vote, drive the car, study, what Qatari society thinks of these changes, and some other things. The article is interesting, and can be found here.