Zeby nie bylo za wesolo, we wtorek zmarl moj sasiad. Przyjaciel. Phil.
Phila znalam od wielu lat, w sumie odkad zamieszkalam na swojej ulicy. Mial psa, ktory jest w wieku Freksia. Gdy ja potrzebowalam, Phil zajowal sie Piegusem, gdy Phil lecial na Goa ja zajmowalam sie jego psem.
Jesli siebie potrzebowalismy, to wiedzielismy, ze mamy wsparcie… to u Phila na podjezdzie parkowalam swoj samochod, jak nie mial zaplaconego podatku i nie moglam parkowac na ulicy pod domem. A Phil placil za parking na ulicy za swojego wana, po to, abym ja mogla z jego podjazdu korzystac…
Dwa czy trzy lata temu Phil mial przyjsc na swieta do nas, ale jakos tak nie wyszlo, czy to Covid, czy inne chorobsko…
W tym roku Phil sie bardzo cieszyl na kapuste z grzybami. W ramach podziekowania za podjazd obiecalam mu ta kapuste. Mowil o niej kilka razy w tygodniu, bardzo sie cieszyl.
Phil mial ciezki rok tez. Latem zmarla mu mama. Dwa miesiace pozniej zdechl jego ukochany pies. Od tego czasu Phil sie tak naprawde nie pozbieral. Pil coraz wiecej, przewracal sie… w czwartek czy piatek zlama reke spadajac ze schodow.
Byl samotny. Byl nieszczesliwy. Ola zadzwonila do niego pewnego dnia. Jak on bardzo sie cieszyl… mowil o tym wiele razy w ciagu ostatnich tygodni. Zaprosila go na Wigilie. Potwierdzilam, jak z nim rozmawialam… znow powiedzial, jak sie nie moze doczekac sprobowac tej kapusty z grzybami…
Zadzwonil do mnie w sobote. Nie odebralam. Zostawil wiadomosc, cos na temat prezentow.. nie bardzo rozumialam, Phil byl bardzo pijany i nie mowil wyraznie.
We wtorek nastepnego tygodnia spadl znow ze schodow. Nie mial reki, nie mogl sie zlapac. Nasza kolezanka znalazla go o 15, na dole schodow. Juz nie zyl.
Wciaz w to nie wierze. Wciaz mysle, ze moglam zrobic wiecej.
2025 jest rokiem przekletym, wszystko, co ostatnio opisalam… biedna Zuzia doswiadczyla 4 smierci w ciagu drugiej polowy tego cholernego roku (jej prababcia, ciocia – moja siostra, Phil i wczoraj sie dowiedziala, ze jej przyjaciel ze studiow… ktory mial slub brac za kilka miesiecy…). Wczoraj powiedziala: moze ja cos zrobilam, ze tak smierc przyciagam, ze wszyscy dookola mnie umieraja, i to jest moja kara.
To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze zniesmiemy… tylko kiedy ‘duzo’ zaczyna byc ‘zbyt duzo’.To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze
Ach, jakie to bylo kilka tygodni! Teraz juz troche ochlonelam, wiec moge sie zebrac aby napisac, ale jak to mowia Anglicy, when it rains, it pours, czyli nieszczescia chodza parami, albo kiedy sie wali, to na calego.
Wrocilam z Polski mniej wiecej 4 tygodnie temu.
Sobota.
Otwieram poczte, a tam mandat. £100. Za zle parkowanie. Dalej idziemy, a tam kolejne przypomnienie o mandacie. I kolejne, ze nie zaplacilam, zatem teraz kwota wzrosla do £170. Ale na tym sie nie konczy, dalej idzie list od windykatora dlugow, ze nie place, wiec teraz moj dlug stal sie ich problemem.
Dzwonie do nich, wyjasniam sytuacje, ze nie bylo mnie w Anglii przez kilka miesiecy. Ok, przeslij dowod, np. bilety lotnicze, to zmniejszymy ten dlug do stowy ponownie. Ok, to juz jest cos.
Ale cos mnie tknelo, i mysle sobie: przeciez ten pub (bo mandat dostalam za parking przy pubie) ma parking dla klientow. W dodatku wystawilam niebieska karte mamy. Zadzwonilam zatem do pubu, i pytam:
Wy oferujecie parking dla kilentow, tak?
Widocznie musi to byc czesty problem, bo od razu mowi: mandat dostalas? No tak, dostalam.
Okazalo sie, ze powinnam zarejestrowac samochod w pubie. A jak sie tego nie zrobi, to wala mandaty. Problem w tym, ze nie jest to nigdzie (wyraznie lub nie, nie ma po prostu) napisane. Wiele ludzi sie na to lapie, i pewnie niektorzy placa.
Poprosil mnie o przeslanie mandatu, i powiedzial, ze sie tym zajma, i anuluja mandat.
Po kilku tygodniach (i telefonach ode mnie) dostalam wiadomosc od pubu, ze mandat zostal uniewazniony. Zalatwione.
Wciaz sobota.
Ale to nie koniec klockow z samochodem. Dostalam rowniez pismo, ze moj podatek drogowy nie jest oplacony. Bez tego podatku samochod nie moze stac na drodze publicznej, moga go odholowac, dac mandat, etc. (podatek skonczyl sie miesiac wczesniej, ja mieszkam w centrum miasta, i parking jest na ulicy przed domem, i tak dobrze, ze przez ten miesiac nikt nie zauwazyl, ze bez podatku oplaconego stoi!).
Zabieram sie do placenia podatku, ale sie okazuje, ze przeglad coroczny (MOT) rowniez sie skonczyl.
A bez przegladu nie oplace podatku.
A najblizszy przeglad dostepny dopiero za tydzien!
Poniedzialek.
Zadzwonilam do DVLA (Driver and Vehicle Licencing Agency – czyli taka centralna agencja rzadowa, ktora zajmuje sie rejestracja pojazdow i kierowcow w calej Wielkiej Brytanii. Rejestruja pojazdy, wydaja prawa jazdy, pobieraja podatki drogowe, maja wszystkie informacje na temat przekroczen drogowych ludzi, punktow karnych itd. – generalnie wszystko), tlumacze sytuacje: bylam w Polsce. Siostra zmarla. Mama bez opieki. Dopiero wrocilam. Najblizszy przeglad dopiero w czwartek. Czy moze moj samochod postac na drodze do tego czasu?
Nie. Sorki. Bedzie odholowany.
Wiec zaczelam szukac opcji, bo mysle sobie teraz jak juz wiedza, ze stoi bez podatku, to NA PEWNO kogos wysla i mi go odholuja.
Na szczescie jeden z moich znajomych pozwolil mi uzyc swojego podjazdu.
Czwartek.
Jade na przeglad, samochod zadbany, wiec sie nie obawiam, na pewno przejdzie.
Wieczorem ide po odbior, a tu sie okazuje, ze wielki problem – wszystkie swiatla z tylu sa zepsute – zadne nie dziala. No i spryskiwacze na swiatla przednie tez nie dzialaja. Nie przeszlo.
Pytam: ale te spryskiwacze dwa lata temu przeszly, i to u Was, jeden nie dzialal, powiedzieliscie mi, ze jak sie drugi odlaczy, to wtedy jest ok i przejdzie samochod przeglad…? Zasady sie zmienily, teraz nie przejdzie.
Czwartek wciaz.
Dzwonie do salonu Audi umowic wizyte. Dopiero za tydzien. (dopoki nie mam przegladu, nie moge zaplacic podatku za samochod, dopoki nie ma podatku, samochod nie moze stac na drodze… a znajomy placi codziennie za parking abym ja mogla na jego podjezdzie parkowac. No nie jest idealnie). Poza tym autoryzowany diler kupe kasy bierze, o wiele wiecej niz lokalne warsztaty. Szykuje sie na wydatek rzedu £1000, bo jak zadne swiatlo z tylu nie dziala, to powazny problem.
Szukam lokalnych warsztatow, pytam sasiadow o rekomendacje. Wieczorem zadzwonilam do warsztatu tuz obok domu, przyjedz jutro, mowi Josef, spojrzymy.
Piatek.
Podjechalam, i Josef (z akcentu pewnie z Bulgarii lub Rumunii, ale nie zapytalam) wlacza migacze, hamulec przyciska, co tam jeszcze – wszystkie swiatla dzialaja idealnie (z wyjatkiem jednego, ktory wiem, ze mi nawalal juz wczesniej). No nie ma problemu, mowi.
Zostawilam mu samochod, aby wymienil to jedno felerne swiatlo, aby zmienil wycieraczki (ktore tez test oblaly), oraz zobaczyl spryskiwacze na swiatla przednie.
Przychodze po poludniu, wycieraczki zmienione, swiatlo z tylu zmienione, a spryskiwacze w ogole nie byly zepsute, tylko pan mechanik, ktory robil przeglad, nie umial ich wlaczyc.
Rachunek: £150!!
Do tej pory nie wiem, dlaczego zadne swiatlo na przegladzie nie dzialalo (sama widzialam, nie dzialaly!) a na drugi dzien wszystko bylo ok… nie uzywany samochod byl 2 lub 3 miesiace, fakt, ale i tak to nie wyjasnia tej zagadki…
Podjechalam od razu na ponowne testowanie samochodu, oczywiscie zdal tym razem, oplacilam podatek.
Zalatwione.
Dlugi sie post zrobil. Aby Was nie zanudzic, wiecej jutro!
Odkad zmarla Dagmara, przejelam opieke nad mama. A to oznacza, ze od 2 miesiecy mniej wiecej jestem w Polsce.
Pare rzeczy mnie zdziwilo.
Przede wszystkim wszystkie sklepy i wszystko generalnie jest zamkniete w niedziele… W Anglii moze sa ograniczone godziny handlowe, ale jednak kazdy sklep jest otwarty, slusarz, szewc, krawiec, cokolwiek. W Polsce, niedziela to martwy dzien, powodzenia jak chcesz kupic pietruszke do kurczaka na obiad.
W sobote mniejsze sklepiki tez sa zamkniete, supermarkety lub sieciowki sa otwarte, ale jak szlam ulicami, wszystko na cztery klodki i bardzo malo ludzi.
Dziwne dla mnie jest rowniez to, ze przewaznie nie mozna dokonywac zwrotow. W Anglii wszystko, co sie kupuje, to jest minimum 2 tygodnie, czesto dluzej, ze mozna oddac rzecz bez spowiadania sie dlaczego. Zmienilam zdanie, moge oddac. W Polsce wiekszosc sklepow zwrotow nie przyjmuje. Ale.
Kupilam wzmacniacz sygnalu do internetu w Media Expert, ktory niestety nie dzialal. I jak chcialam oddac produkt w sklepie, to zapytali, czy chce gotowke, czy na karte zwrot. W Anglii to nawet nie byloby pytanie, placisz karta, dostajesz na karte… tutaj moglam o gotowke poprosic. Co wiecej, zaplacilam 69.99 zlotych a oddali mi 70, w Anglii w zyciu to by sie nie stalo!
Kupilam przez internet perfumy polskiej firmy, niszowe. Podalam numer swoj telefonu, angielski. Nie przyjeli zamowienia, wymagaja polskiego numeru telefonu – bardzo to dziwne, pierwszy raz sie z tym spotkalam. Aczkolwiek musze przyznac, obsluga byla bardzo mila, bardzo ‘osobista’, nie jakies boty ale prawdziwe osoby piszace do mnie i tlumaczace, ze polski numer jest wymagany. (perfumy bardzo fajne, wlasnie je testuje).
Kolejna sprawa, zginal klucz do skrzynki do listow – mowiac ‘zginal’ jestem dobroczynna, bo wiem, ze starszy syn Dagmary go zabral. Zadzwonilam do wszystkich slusarzy w miescie mamy, kazdy powiedzial, ze tego nie da sie ogarnac. Obejrzalam kilka filmikow na youtube, bardzo latwo da sie to ogarnac, a co wiecej kosztuje to tylko ze 30 zlotych za nowy zamek.
Przejscia dla pieszych! Ozesz bozesz! normalnie kazdy samochod sie zatrzymuje jak zblizam sie do pasow!!! Na pasach na slepo mozna wlazic, i samochody sie po prostu zatrzymuja. To jest niesamowite! Tak, wiem, ze takie jest prawo, ale mimo wszystko. I tak dziekuje kierowcom, bo ja jestem kierowca i wkurza mnie, jak piesi lub rowerzysci wlaza na ulice tak po prostu, wiec doceniam, i dziekuje.
Waciki do uszow. Musialam odwiedzic kilka supermarketow aby znalezc waciki do uszow. I wybielacz gesty. Nie dziwi mnie teraz, ze Mamusia zawsze prosila o wybielacz z Anglii….
Herbata! Bozesz, ja lubie mocna herbate, herbata, ktora mama miala byla totalnie do dupy. Kupilam Liptona, mysle, bedzie lepszy. A gdzie tam! Takie same siki babci Weroniki (czy ktos tak jeszcze mowi? 🙂 ) Nastepnym razem bede musiala przywiezc z Anglii, ja pije Yorkshire Tea, i mama zawsze mnie prosila, abym przywozila, teraz juz wiem, dlaczego…
Wino. Wino jest drozsze od wodki. Za butelke wina trzeba zaplacic tyle, co za pol litra wodki. Nie do pomyslenia w Anglii. Albo ze w miejszych sklepikach jest tylko wino slodkie, i jak sie chce wino wytrawne to nie ma, albo jak jest to kosztuje dwa razy tyle, co pol litra wodki (szok!).
Reklamy w telewizji. Godzinny program ma minimum pol godziny reklam. I wiekszosc to medykamenty lub srodki medyczne/ziolowe na wspomaganie roznych schorzen lub bolaczek. W Anglii tez sa reklamy, ale po pierwsze o wiele mniej, po drugie nie ma zadnych reklam produktow medycznych.
Ludzie. Musze przyznac, ze ludzie w Polsce, przynajmniej moze mlodsi, sa o wiele fajniejsi niz byli w przeszlosci. Sa bardziej otwarci, bardziej przyjacielscy. Poszlam odebrac paczke, i tuz pod paczkomatem zdalam sobie sprawe, ze mi sie skonczyl internet, wiec nie moglam sie polaczyc, aby sprawdzic kod do paczkomatu. Chlopak z firmy dostawczej akurat stal i paczki wkladal, poprosilam go o internet, bez problemu, dal, super, z usmiechem i skierowal mnie do wlasciwego paczkomatu (bylam przy niewlasciwym)! Szukalam sklepu w niedziele (znow, nie mam internetu), zapytalam przechodnia na ulicy, wszystko z siebie dal aby mi pokazac, gdzie jest otwarty sklep. Nawet babcie w beretach czasami pokazuja cos co moze usmiech przypominac 😛
Paznokcie! (sztuczne) Kosztuja tyle, co w Anglii, ale jak dziewczyny robia tutaj w Polsce to nie ma porownania! Skorki, caly manicure, i paznokcie trzymaja sie minimum miesiac, proces zajmuje okolo 2 godzin. W Anglii walna w ciagu 30 minut, kosztuje tyle samo, i paznokcie odpadaja po 2 tygodniach…
Musze przyznac, ze zycie w Polsce to dla mnie jak zycie na innej planecie. Odwiedzalam, ale nigdy tak naprawde przez ostatnie 20 lat nie mieszkalam w Polsce. Nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo jestem odcieta od polskiej realnosci, od rzeczywistosci, od stylu zycia…
Co wiecej… zawsze mowilam, ze nie wyobrazam sobie powrotu do Polski, zycia tutaj…
Teraz, po dwoch miesiacach zycia w Polsce… nie wiem. Byc moze zycie w Polsce ma swoje zalety. Byc moze moglabym sie tutaj odnalezc….
Przywiozlam Mamusie do siebie do Anglii, i musze ustalic jakis plan akcji – moze tutaj byc max 180 dni w roku, ja oczywiscie mam prace, dom, dzieci, zycie, wiec nie moge do Polski sie przeniesc. (dla tych, ktorzy nie wiedza, po wypadku 3 lata temu Mamusia wymaga stalej opieki, nie ma pamieci w ogole – prawie. Dagmara sie nia zajmowala).
Zaczelam proces wizy – na podstawie tego, ze potrzebuje ciaglej opieki, i ze w Polsce nie ma jej kto tego dostarczyc. To takie tam, obowiazki.
Ale dzisiaj troche na wesolo.
Mamusia ciagle zapomina, co gdzie ma. Juz zdazyla zgubic torebke (powiesila ja pod prysznicem), jedna kule (do tej pory nie wiemy, gdzie jest), i codziennie pyta, gdzie jest jej portfel (ktory zostawila w Polsce, bo nic w nim nie miala).
Wczoraj chcialam zlapac dokumenty medyczne Mamusi, aby wyslac je do tlumacza przysieglego. Szukam, i szukam, wiem gdzie byly, ale ich nie ma! Szukajac dokumentow zgubilam swoje sluchawki (iPody).
Caly dom wysprzatalam, szukajac tych dokumentow i sluchawek. Przelecialam wszystkie pokoje minimum trzy razy. Ze cztery godziny stracilam na szukanie – zwlaszcza tych sluchawek, bo drogie… zaswiadczenie od lekarza zawsze moge ponownie wziac, chociaz doda to czasu i pieniedzy na podroze do mojego miasta rodzinnego.
Nawet wyjelam smieci z kosza, myslac, ze moze przez przypadek te sluchawki wrzucilam. Mamy takie olbrzymie 240 litrowe kosze – jeden do recyclingu, i jeden na odpady ogolne. Rzeczy z recyclingu powyciagalam pojedynczo, ok, no nie tak zle…. ale te odpady ogolne, 2 tygodnie torebek z psimi kupami, obslizgle obrzydlistwa, smrod i muchy. A ze kosze wysokie, to czesc wysypalam na folie, ale i tak do kosza musialam zanurkowac.
Sluchawek ani widu, ani slychu.
Poszlam spac zmeczona jak nie wiem co.
Rano schodzac na dol wzielam paste do zebow do lazienki Mamusi. Ja patrze, i co widze? Obok toalety leza moje sluchawki…. No w zyciu by mi nie przyszlo, aby w toalecie Mamusi sprawdzac, czy sluchawki sa, bo nie korzystam z tej toalety!
Mamusia sie obudzila, schodzi na dol, widzi sluchawki na stole i pyta: o, a gdzie byly? (o dziwo pamietala, ze szukalam wczoraj). Mowie, u Ciebie w lazience… teraz jeszcze tylko te dokumenty musze znalezc…
Mamusia otwiera pokrowiec na telefon, wyciaga dokumenty, i mowi: no przeciez tutaj sa!
No zesz! To jak Cie pytalam wczoraj, to nie moglas powiedziec? Kilka godzin czasu i stresu bys mi oszczedzila!
A Mamusia na to: Ale mnie wczoraj nie pytalas! A potem dodaje: to daj mi te dokumenty ja je schowam, to na pewno nie zgina!
Jak mam cos cennego to Mamusi powinnam dac na przechowanie! Nie zginie, tylko nie wiadomo, kiedy sie znajdzie
Urodzila sie w 1979 roku… z nas dwoch to ona zawsze byla ta popularna osoba. Ona miala grono znajomych, kolegow, lubila wychodzic, miala z kim wychodzic. Powinno byc na odwrot, ale to ja, starsza siostra, blagalam ja, czy moge na doczepke z nia wychodzic. Uciekala, nie chciala 🙂 A ja za nia biegalam… och, mlodosc.
Ja siedzialam w domu i ksiazki czytalam, a Dagmara byla dzika dusza, zawsze ja gdzies nosilo, zawsze cos robila… Rajzer… tak sie okreslala sama.
Czesto zadawala sie ze zlym tlumem… jej pierwszy chlopak, przystojny jak nie wiem co, ale chodzili razem i kradli ze sklepow… on skonczyl w wiezieniu. Nie wiem, za co. Drugi chlopak byl porzadny, ale dlugo nie wytrzymal, pewnie byl za nudny…
Dagmara.
Jak miala 19 lat zaszla w ciaze. Wyszla za maz, w dniu slubu jej maz podbil jej oko. Za stodola ja pobil. Wytrwala z nim jakis czas, bita, ponizana. W koncu sie rozwiedli. On sobie znalazl nowa rodzine – nie wiem, czy sie zmienil, i swoja nowa zone bil tez, czy nie. Zmarl kilka lat temu, mlodo, problemy z nerkami mial i mial dialize przez kilka lat…
Dagmara.
Pozniej zwiazala sie ze swoim kolejnym partnerem, i urodzila kolejnego syna. Razem zyli, razem sie kochali, razem pili, i razem sie bili. Raz pamietam on ja zamknal na klucz w domu i zabronil jej wychodzic… W pewnym momncie przeprowadzila sie do mamy ale wciaz i wciaz do niego wracala. Do samego konca…
Dagmara.
Zawsze kochala dzieci. Swoje, i moje. Utulala i kochala moje dzieci jak swoje wlasne. Ukochana ciocia byla, ktora oddalaby wlasna skore. Sama nic nie miala, ale jak byly urodziny to jedyny swoj pierscionek dala mojej corce w prezencie…
Dagmara.
Gdy mama dostala zawalu i stracila pamiec i to byl moment kiedy wymagala stalej opieki, Dagmara przejela role opiekunki. Czy byla swietna opiekunka? Nie. Ale byla, i robila co mogla.
Dagmara.
Bylysmy sobie bardzo bliskie. I bylysmy sobie bardzo obce. Byly czasy, kiedy kochalam ja najbardziej na swiecie. I byly czasy, kiedy zyczylam jej smierci. Czego teraz bardzo sie wstydze.
Od dawna nie myslalam o niej jako ‘moja mala siostra’.
Byc moze nie docenialam jej wystarczajaco… byc moze nie rozumialam, jak duzo z siebie dawala… byc moze ocenialam ja zbyt surowo…. byc moze nie rozumialam, jak bardzo musiala sie borykac z zyciem….
Ja.
Bylam zbyt surowa. Nie rozumialam. Nie docenialam. Osadzalam. Bylam zla siostra.
Dagmara.
Nie miala wiele zycia. Jej zycie obracalo sie w zasciankowym miasteczku, z wodka, papierosami, i bez wiekszych przezyc…. pojechalysmy razem do Egiptu, bardzo jej sie podobalo, ponurkowala sobie, to bylo doswiadczeni zycia… Pojechalysmy do Madrytu, tez odpoczela…
Bylam w Wietnamie, ale nie napisalam, i nie o tym teraz, moze niedlugo. Mam duzo zdjec, ale musze obrobic.
Dzisiaj wzielam prysznic, nie to ze to jakas tam wyjatkowa okazja, no ale wzielam, i tak na golasa sobie po domu chodze, i zauwazylam, ze dwie moje bugenwilie (cudne kwiaty, w ktorych zakochalam sie w Katarze, i bodajze z Grecji sobie z 15 lat temu przywiozlam do domu – a kocham je, bo w Katarze, ale rowniez np. w Hiszpanii – rosna olbrzymie, cale ploty zaslaniaja. U mnie w domu ledwo co toto rosnie, ale jak kwitnie, to sie jak dziecko ciesze. to na zdjeciu to nie moja, ale aby Wam pokazac jak wyglada bugenwilia) maja jakies tam robaki. Mysle sobie – wyniose na dwor. Letnie slonce zabije te biale robaczki, a bugenwilie uwielbiaja slonce tak czy siak.
Zlapalam te dwie doniczki, i ide na dol. Wyobrazcie sobie teraz syrene taka, naga jak ja pan Bog stworzyl (plus kapcie), wlosy do pasa, dlugie, blond, krecone, w obydwu rekach niose doniczki z moimi bugenwiliami. Troche jak obrazek powyzej, ale na golasa, ale AI nie chce robic nagich obrazkow. Wychodze tylnymi drzwiami na patio, i pierwsza rzecz, ktora widze to…..
OCZY GRAHAM’a! Graham to moj sasiad. Gej. Ostatnio sie razem upilismy. Graham stoi w ogrodku, i rozmawia przez telefon.
Wiec widze oczy Graham’a, Graham widzi moje cycki spod bugenwilii pewnie reszte tez…. cala sytuacja zajela pol sekundy, nie wiecej, obiecuje Wam! Ja ukucnelam, prawie ze krzyz sobie swoj stary zlamalam. Graham wskoczyl do swojego domu jeszcze szybciej.
No groteska, wyobrazcie sobie scene z filmu, nie moglam przestac sie smiac!
Sasiadka moja skomentowala to tak: pewnie pierwszy raz widzial kobiete na golasa, a moze i nawet przestal byc gejem 😂
Wyobrazacie sobie? Ja do tej pory sie smieje. Napisalam do niego potem zaraz wiadomosc:
Mam nadzieje, ze nie dalam Ci urazu na cale zycie z moimi bugenwiliami!
Na co mi dyplomatycznie odpisal:
Ha ha ha. Nie. Szkolimy naszego psa, aby nie szczekal w ogrodku za bardzo.
Troche mi sie zapomnialo napisac, o ostatniej czesci naszej wycieczki do Indonezji.
Ostatnia wyspa, ktora odwiedzilismy, byl Lombok.
Lombok jest czesto nazywany ‚dziewiczym Bali’ – a to dlatego, ze jest tutaj stosunkowo malo turystow, zwlaszcza w porownaniu z Bali. Dwie godziny szybka lodzia na zachod od Bali, i jest sie na tej pieknej wyspie. Lombok znaduje sie w West Nusa Tenggara, najwiekszym miastem na Lombok jest Mataram. Lombok jest otoczony mniejszymi wysepkami, zwanymi Gilli. Mieszkancy Lombok to glownie muzulmanie, z korzeniami balijskimi (chociaz na Bali glowna religia jest buddyzm).
Do hotelu z portu przyjechalismy taksowka, Blue Bird, 30,000 rupii (okolo 2 funty?). Blue bird to taksowki, ktore maja konkurencyjne ceny, w przeciwienstwie do lokalnych kierowcow, ktorzy czesto probuja wyciagnac od turystow jak najwiecej pieniedzy – na przyklad podszedl do nas kierowca, i zaproponowal nam ta sama podroz za 150,000. W ogole w Indonezji trzeba sie bardzo targowac, spodobala mi sie miseczka, ktora jest osadzona na kawalku drewna, zapytalam, ile kosztuje, 750 tysiecy rupii mi powiedzial, (okolo 38 funtow), a kupilam ja od niego za 230 tysiecy (12 funtow). Ceny dla turystow sa straszliwie zawyzane.
Ale z drugiej strony trudno im sie dziwic, rozmawialam dzisiaj z facetem z centrum nurkowego, powiedzial mi, ze elektryk zarabia 5 milionow rupii (250 funtow), a sprzedawczyni w sklepie zarabia 2 miliony (niecale 100 funtow – to 500 czy 600 zlotych).
Nasz hotel jest cudowny, Holiday Resort Lombok, tuz przy samej plazy – z czarnym piaskiem, otoczony zielenia i roslinnoscia zapierajaca dech w piersiach.
Zostawilismy bagaze w pokoju, i wybralismy sie ‚na miasto’. Zjedlismy obiad w lokalnym ‚warung’, czyli tania jadlodajnia, gdzie gotuja posilki domowe. Za wolowine w smacznym sosie i duze piwo zaplacilam piec funtow. Danie nazywalo sie Gulai Beef (poprosilam kelnera, aby mi wybral cos, co jest najsmaczniejsze), okazalo sie, ze jest to rodzaj aromatycznego curry, z trawa cytrynowa, cynamonem, kurkuma, imbirem, gozdzikami i cala masa innych przypraw! Bardzo dobre, aczkolwiek wolowina byla ‚zujaca’, jak to mowimy u mnie w domu, czyli po polsku to chyba bedzie twarda?
Ponizej kilka posilkow, ktore jadlam.
9/9/2024
Dzisiaj wynajelismy skuter za 150,000 (£7.50 za dobe) i wybralismy sie na zwiedzanie polnocy. Wycieczka zajela nam 12 godzin, i przejechalismy okolo 200 kilometrow. Na skuterze!!! Wieczorem myslalam, ze nie rusze noga, a tylek tak mnie bolal, ze az pozniej dostalam siniaki!
Wycieczke zaczelismy od bardzo widowiskowej drogi wzdluz moza, od Senggigi do Pemenang. Widoki zapierajace dech w piersiach!
Po godzinie jazdy mniej wiecej krajobraz zaczal sie troche zmieniac, w okolicy Senggigi (tam, gdzie jest nasz hotel) uprawiaja glownie kukurydze. Jadac na polnoc kukurydza powoli zaczela byc zastepowna polami ryzowymi. Przejezdzalismy przez wiele terenow wiejskich, glownie wrecz przez wioski, gdzie ludzie zyja tradycyjnym zyciem. Duzo widzielismy pol uprawnych, na ktorych rosly pomidory (!! Kto by sie spodziewal), troche truskawek, duzo kapusty.
Nastepny przystanek – dwa wodospady, znajdujace sie niedaleko wulkanu. Pierwszy to Sendang Gile, a drugi nazywa sie Kielep. Drugi byl o wiele wiekszy, i naprawde robil wrazenie! Nie bylo lekko do nich dotrzec, poniewaz musielismy is duzo pod gore, kamienistymi drokami, nawet przez dwie rzeki musielismy przejsc (papa suche buty!).
Kolejnym punktem programu byl pokaz tradycyjnej techniki przedzenia tkanin, zwanej ikat. Jedziemy, jedziemy, przez wsie, korzystamy z map google. Google przywiozl nas na miejsce. Nad rzeka siedza kobiety, ktore robia pranie w rzece. Dzieciaki kapia sie na golasa tuz obok. Za ‚parking’ trzeba bylo zaplacic. Nie bylismy pewni, co to za miejsce, ale widze, ze pobieraja oplate za wstep, wiec pomyslalam – to musi byc to. Wchodzimy. Zaplacilismy za bilety, i idziemy, nie bardzo wiedzac, czego szukamy. Ludzie kapia sie w rzece, jest basen, stragany ze smakolykami, pikniki, dzieciaki gole w wodzie sie pluskaja.… Kazdy sie na nas patrzy jak na malpki w zoo, a my jako jedyni biali turysci probujemy sie domyslec, co to w ogole jest. Okazalo sie, ze przez przypadek weszlismy do jakiegos lokalnego osrodka rekreacyjnego, gdzie Indonyzejczycy przyjezdzaja wypoczac i sie zrelaksowac.
Zwinelismy sie bardzo szybko, z podkulonym ogonem, i pojechalismy dalej szukac przedziarki.
Dojechalismy, a jakze, i sie okazalo, ze to byl po prostu sklep, sprzedajacy jakies tam tkaniny!
No trudno, jedziemy dalej zobaczyc jak sie plecie koszyki. Dojechalismy, po 40 minutach. Ponowie, okazalo sie, ze byly dwa sklepy na krzyz sprzedajace koszyki, i to wszystko! Podejrzewam, ze jezeli wykupuje sie wycieczke z przewodnikiem przewodnik organizuje jakis tam pokaz dla turystow. My jechalismy we wlasnym zakresie…. No trudno.
Atrakcji wiele nie zobaczylismy, ale i tak bylo super zobaczyc, jak ludzie zyja. Nie widzielismy ani jednego turysty, za to musielismy sie usmiechac i wolac ‚hello’ setki razy – kazdy dzieciak na nasz widok machal radosnie i entuzjatycznie krzyczal ‚hello, hello!’. Nie tylko dzieciaki, dorosli tez! A jedna mama z dziewczynka, moze 6 letnia, poprosila, czy moze zrobic zdjecie swojej corki ze mna! Podejrzewam, ze bialych duzo nie widuja, bo jezdzilismy na skuterze przez tereny wiejskie, a zorganizowane wycieczki pewnie sie nie wybieraja po wsiach, tylko prosto do celu….
10/9/24, wtorek
Dzisiaj mielismy zwiedzac poludniowa czesc wyspy, ale moj kolega nie mial ochoty, wiec niestety tego nie zrobilismy. Lezalam caly dzien na basenie, patrzac na morze. Wieczorem wyszlam na kolacje, do Coco Beach. Domowe obiady na plazy, z widokiem na morze – szkoda, ze przyszlam troche za pozno na zachod slonca. Nie mieli elektrycznosci, cos sie stalo, na calej wyspie nie bylo pradu, wiec zupe z kurczaka jadlam w calkowitej ciemnosci (ze swieczka tylko, i pomagalam sobie telefonem). Coco Beach jest mniej wiecej 20 – 25 minut na pieszo od hotelu, ale bylo totalnie ciemno, wiec poprosilam, czy nie mogliby mi zamowic skuterka-taksi. Pani zaproponowala, ze pracownik mnie podrzuci – i mnie podrzucil na swoim skuterze! Uwielbiam takie historie, takie klimaty, gdzie cos sie dzieje zupelnie bez planu 🙂
11/09/24, sroda
Nurkowania nigdy nie za duzo, wiec jak zobaczylismy tuz przy naszym hotelu centrum nurkowe, zamowilismy sobie nurkowanie z lodzi na srode. Zrobilam trzy nurki, kazdy przy jednek z malenkich wysepek tuz obok Lombok – Gili Trawangan (zwane Gili T, pewnie turysci nie moga nazwy zapamietac), Gili Air and Gili Meno. Te wysepki to malenstwa, Gili Meno ma 4 kilometry obwodu, a Gili Air 5.
Nurkowanie takie sobie, aczkolwiek wizialam kilka rekinow, w pewnym momencie dwa sobie siedzialy w ‘jaskini’, i bylam tak blisko! Jakby rekiny mialy zmarszczki, to bym widziala wszystkie jego zmarszczki.
A najciekawsze, ze okazalo sie, iz centrum Scuba Froggi prowadzi Polka, Alicja, wraz z mezem Tomkiem. Mieszkaja na Lombok juz od 10 lat, i maja trzy centra nurkowe. Opowiadala jak to sie zaczynalo, jakie problemy musieli przelamywac, 10 lat temu Lombok to byl trzeci swiat. Opowiadala nam, jak czesci do lodzi nie mogla kupic, musiala do Australii po nie leciec, albo jak utrzymanie ludzi, gdy nie ma klientow, kosztuje kilka tysiecy dolarow. Opowiadala, jak wszystko bardzo szybko sie psuje, przez pogode, ale rowiez przez jakosc, Indonezyjczycy nie maja pieniedzy, wiec wszystko musi byc robione tanim kosztem. Niby zycie w raju, ale jednak sa rozne problemy, ktore trzeba obejsc.
Wieczorem bylam totalnie klapnieta, ponieaz jestem chora, boli mnie gardlo, nos zatkany, kaszel…
Ale poszlam jeszcze do warung na plazy, z widokiem na morze, i zjadlam zupe tom yum, oraz grillowana rybe mahi-mahi.
12/9, czwartek
Dzis znow wyjnajelismy skuter, i pojechalismy do tradycyjnej wioski Sasakow. Sasak to rdzenni mieszkancy Lomboku, i stanowia 85% ludzkosci tej wyspy. Pozostaly procent to ludzkosc pochodzenia balijskiego.
Wioska Sasakow to miejsce, w ktorym ludzie zyja tradycyjnie, tak samo jak kilkaset lat temu. Kobiety zajmuja sie tkaniem materialow, lub przedzeniem bawelny, a mezczyzni uprawiaja role.
Wioska niestety mnie rozczarowala bardzo, z kilku powodow. Spodziewalam sie, ze bedzie turystycznie, ale nie myslalam, ze az do takiego stopnia! Po pierwsze stworzyli zasade, iz do wioski mozna wejsc wylacznie z ‘przewodnikiem’. Nasz ‘przewodnik’ przez 5 minut oprowadzil nas po kilku straganach, poinformowal nas ze ten dach zrobiony jest z ryzowej trawy, ten z kokosowej palmy, a sciana z gowna krowiego, aby utrzymywac domy w chlodzie i odstraszac komary. Po czym poprosil o napiwek. Nie opowiedzial nam nic na temat tych ludzi, ich stylu zycia, nie powiedzial nic. Musialam sobie wszystko pozniej w internecie wyczytac.
Po drugie wioska oprocz tradycyjnych domow ze strzechami to jeden wielki stragan, gdzie sprzedawane sa tkaniny i inne turystyczne ‘pamiatki’, o cenach niesamowicie turystycznych.
Pozniej wrocilismy do hotelu, bo zadnemu z nas nie chcialo sie dalej jezdzic na tym motorku. Poza tym poludniowa czesc Lomboku jest o wiele bardziej sucha niz czesc polnocna, jest tutaj o wiele wiecej ruchu motorkowego, a co za tym idzie kurzu wszedzie pelno, i smog zapierajacy dech w piersiach.
Z powodu o wiele bardziej suchego klimatu w porze suchej roslinnosc jest pozolkla, i nie mozna nic uprawiac oprocz kukurydzy – to by wyjasnilo, dlaczego, o ile pamietacie wczesniej o tym pisalam, pola kukurydzy zaczely sie zamieniac w pola ryzowe czym bardziej na polnoc. Na polnocy ryz mozna uprawiac caly rok, na poludniu tylko raz w roku, w czasie pory deszczowej.
13/9 piatek
Dzis wzielismy taksowke i przyjechalismy do Kuta, poludnie Lomboku. Glownie dlatego, bo zle zpojrzalam na daty, i zamowilam hotel o jedna noc za krotko, a jak sie zorientowalam, to juz nie mieli wolnych pokoi. Hotel w Kuta, Novotel, zamawial moj kolega. Jak przyjechalismy to sie okazalo, ze hotel jest na totalnym zadupiu, kilometry od czegokolwiek. I w dodatku reklamujacy sie jako ‘swietne miejsce na romantyczny wypad’. I rzeczywiscie, od razu bagazowy zapytal nas, czy to jest nasz miesiac miodowy, i nie wierzyl, ze jestesmy tylko znajomymi. Uwierzyl dopiero jak zobaczyl ze mamy dwa osobne lozka.
A hotel sam w sobie swietny, z prywatna plaza, widokiem na gory, oferujacy wille z prywatnym basenem (my wzielismy standardowy pokoj) i bungalowy ze slomianymi dachami…
Towarzysz podrozy odsypial kaca, wiec ja spedzilam troche czasu na basenie na plazy, i porozmawialam sobie z ‚beach boys’, jak sie nazywali, pracownikami, ktorzy wydawali reczniki kapielowe. Padla nawet propozycja malzenstwa od Chilli Boy, oraz od Sammy propozycja najpierw randki (koncze o 20, wezme Cie na skuter i pojedziemy do miasta…) a jak odmowilam, to propozycja wspolpracy i prowadzenia biznesu razem (ja otworze domowy hoteli, i bede sciagala gosci, a on bedzie zapewnial im rozrywke. Tak naprawde wcale to glupi pomysl nie jest, mogloby miec rece i nogi.
Zarty zartami, ale tez porozmawialismy powaznie, i jak mu powiedzialam, ze za gaz i elektrycznosc place 70 funtow, to on mi powiedzial, ze to jest jego miesieczna wyplata. Ale bardzo mi sie spodobala jego postawa po tym, co powiedzial nastepnie. Ze w Indonezji ludzie zarabiaja bardzo malo, ale tez wszystko jest tanie, bo rzad dofinansowuje. W Europie wy zarabiacie wiecej, ale tez o wiele wiecej wszystko was kosztuje. To sie rownowazy, podsumowal.
Gdy siedzialam na plazy, przylaczyly sie do mnie dwie dziewczynki, Indonezyjki. Po plazy chodza dzieciaki, i sprzedaja bransoletki plecione z nitek, oraz z muszelkami. Wczesniej dalam im po 10 tysiecy rupii. Probowalysmy rozmawiac (uzywajac tlumacza w telefonie), pozniej zaczely czytac na glos ksiazke na moim ipadzie. Pozniej chcialy jakas bajke, wiec wrzucilam youtube i oddalam ipada w ich panowanie. Ale im sie podobalo! Dolaczyla do nas jeszcze jedna mala dziewczynka, z Niemiec, i tez sie smiala z bajek!
Dziewczynki mialy po 12 i 11 lat, ale wygladaly na 7 gora, malutkie takie, nie chcialam uwierzyc, ze maja 11/12 lat. A dodam jeszcze, ze z domu na plaze sprzedawac te bransoletki przyjechaly na skuterze. SAME!!
Wieczorem szybki wypad do centrum Kuta, miasteczko okazalo sie malo ekscytujace, glownie surferzy, mlodzi ludzie, dwie ulice na krzyz, jedna wypelniona typowymi turystycznymi pamiatkami, a druga jadlodajniami.
Zjadlam kolacje, wrocilismy do hotelu, i nasza przygoda z Indonezja sie skonczyla…. Potem tylko jeszcze 24 godzinny lot do Londynu, i witajcie burze, i temperatury 3 stopnie (w nocy).
P.s. Ciekawostka.
W hotelu w Kuta pracownik, gdy dowiedzial sie, ze jestesmy z Polski, opowiedzial nam historie o sportowcu, Muhammad Zohri, atleta indonezyjski. W 2018 roku wygral bieg, ale niestety nie mial flagi indonezyjskiej. Polscy sportowcy pozyczyli mu nasza flage, a Muhammad Zohri wzial ja, zlapal do gory nogami, i dumnie biegl i swietowal swoje zwyciestwo!
Skoro Ola miala przygody, to i ja tez. Jak wiecie, u mnie podroze bez przygod rzadko sie odbywaja.
Kupilam bilety do Polski, aby odwiezc Mamusie po 10 tygodniach pobytu w Anglii. Bilety byly drogie bardzo, wiec postanowilam kupic je za punkty Avios. Dzieki temu mialysmy bilety w klasie biznes, a co za tym idzie dostep do lounge, gdzie mozna sobie cos zjesc i wypic. Na wczoraj.
W lounge mamusi oczy chodzily na prawo i lewo, bo ‘tyle tego wszystkiego’. I wypila sobie szklaneczke baileys (irlandzki likier na bazie smietanki i whiskey). Zaznaczam, ze mama nigdy nie pije tak naprawde.
Poprosilam o pomoc dla Mamusi w dojsciu do samolotu, jako ze na wozku inwalidzkim byla, a ja mialam walizke. Bardzo mila pani przyszla, przewiozla mamusie do samolotu, bez kolejek, i nas zostawila. My sie rozsiadlysmy, czekamy na start, w pewnym momencie mamusia mowi: chce mi sie rzygac.
Zanim zdarzylam wyciagnac torebke z kieszeni fotela, ona puscila juz hafta, jak to sie potocznie mowi. Za chwile drugiego. Smrod na cala biznes klase. Ludzie przed nami i za nami wstali i zaczeli odchodzic.
Gdy ja rozmawialam ze stewardessa i kapitanem, mamusia znow sobie ulzyla.
Kapitan zdecydowal, ze leciec nie moze, i ze musimy wyjsc z samolotu. Wiec czekamy na jej wozek.
Po jakims czasie przyszla ekipa sprzatajaca, z wielkimi worami plastikowymi na te wymiociny, z srodkami odkazajacymi i ze sprejami zapachowymi.
Mamusia lot o godzine opoznila.
Z podkulonym ogonem wyszlysmy z samolotu, i pani asystentka zawiozla nas do okienka, gdzie zmienili nam lot na dzisiaj. Na szczescie pani asystentka nam podpowiedziala, abysmy poprosily o hotel, jako ze mamusia chora i dlatego nie mogla poleciec. Dali nam pokoj w hotelu przy lotnisku, z obiadem i ze sniadaniem.
Dzisiaj rano mamcia sie ubrala w stroj z wczoraj, ale niestety tak smierdzial, ze ja myslalam ze zwymiotuje. Wszystkie jej inne ubrania sa w bagazu, ktory jest nadany i przyleci do Warszawy dzisiaj. Wiec dalam jej swoje spodnie i bluzke, na szczescie sa rozciagliwe, wiec sie zmiescila.
Teraz jestesmy w hotelu, za godzine sie wymeldujemy, i pojedziemy na lotnisko, i do lounge. Ale zero baileys dla Mamusi tym razem!
Dodam jeszcze, ze kilka osob w samolocie bylo bardzo niemilych, robiac chamskie komentarze na temat Mamusi, nie znajac w ogole sytuacji i dlaczego mogla zwymiotowac. Rozumiem, ze malo przyjemna sytuacja, i ze smierdzialo, ale mysle jednak ze komentarze na glos w stylu ‘this is disguisting’ (to jest obrzydliwe) byly bardzo nie na miejscu.