Jak mnie Anglia przywitala po powrocie z Polski, czesc 1.

Ach, jakie to bylo kilka tygodni! Teraz juz troche ochlonelam, wiec moge sie zebrac aby napisac, ale jak to mowia Anglicy, when it rains, it pours, czyli nieszczescia chodza parami, albo kiedy sie wali, to na calego.

Wrocilam z Polski mniej wiecej 4 tygodnie temu.

Sobota.

Otwieram poczte, a tam mandat. £100. Za zle parkowanie. Dalej idziemy, a tam kolejne przypomnienie o mandacie. I kolejne, ze nie zaplacilam, zatem teraz kwota wzrosla do £170. Ale na tym sie nie konczy, dalej idzie list od windykatora dlugow, ze nie place, wiec teraz moj dlug stal sie ich problemem.

Dzwonie do nich, wyjasniam sytuacje, ze nie bylo mnie w Anglii przez kilka miesiecy. Ok, przeslij dowod, np. bilety lotnicze, to zmniejszymy ten dlug do stowy ponownie. Ok, to juz jest cos.

Ale cos mnie tknelo, i mysle sobie: przeciez ten pub (bo mandat dostalam za parking przy pubie) ma parking dla klientow. W dodatku wystawilam niebieska karte mamy. Zadzwonilam zatem do pubu, i pytam:

  • Wy oferujecie parking dla kilentow, tak?

Widocznie musi to byc czesty problem, bo od razu mowi: mandat dostalas? No tak, dostalam.

Okazalo sie, ze powinnam zarejestrowac samochod w pubie. A jak sie tego nie zrobi, to wala mandaty. Problem w tym, ze nie jest to nigdzie (wyraznie lub nie, nie ma po prostu) napisane. Wiele ludzi sie na to lapie, i pewnie niektorzy placa.

Poprosil mnie o przeslanie mandatu, i powiedzial, ze sie tym zajma, i anuluja mandat.

Po kilku tygodniach (i telefonach ode mnie) dostalam wiadomosc od pubu, ze mandat zostal uniewazniony. Zalatwione.

Wciaz sobota.

Ale to nie koniec klockow z samochodem. Dostalam rowniez pismo, ze moj podatek drogowy nie jest oplacony. Bez tego podatku samochod nie moze stac na drodze publicznej, moga go odholowac, dac mandat, etc. (podatek skonczyl sie miesiac wczesniej, ja mieszkam w centrum miasta, i parking jest na ulicy przed domem, i tak dobrze, ze przez ten miesiac nikt nie zauwazyl, ze bez podatku oplaconego stoi!).

Zabieram sie do placenia podatku, ale sie okazuje, ze przeglad coroczny (MOT) rowniez sie skonczyl.

A bez przegladu nie oplace podatku.

A najblizszy przeglad dostepny dopiero za tydzien!

Poniedzialek.

Zadzwonilam do DVLA (Driver and Vehicle Licencing Agency – czyli taka centralna agencja rzadowa, ktora zajmuje sie rejestracja pojazdow i kierowcow w calej Wielkiej Brytanii. Rejestruja pojazdy, wydaja prawa jazdy, pobieraja podatki drogowe, maja wszystkie informacje na temat przekroczen drogowych ludzi, punktow karnych itd. – generalnie wszystko), tlumacze sytuacje: bylam w Polsce. Siostra zmarla. Mama bez opieki. Dopiero wrocilam. Najblizszy przeglad dopiero w czwartek. Czy moze moj samochod postac na drodze do tego czasu?

Nie. Sorki. Bedzie odholowany.

Wiec zaczelam szukac opcji, bo mysle sobie teraz jak juz wiedza, ze stoi bez podatku, to NA PEWNO kogos wysla i mi go odholuja.

Na szczescie jeden z moich znajomych pozwolil mi uzyc swojego podjazdu.

Czwartek.

Jade na przeglad, samochod zadbany, wiec sie nie obawiam, na pewno przejdzie.

Wieczorem ide po odbior, a tu sie okazuje, ze wielki problem – wszystkie swiatla z tylu sa zepsute – zadne nie dziala. No i spryskiwacze na swiatla przednie tez nie dzialaja. Nie przeszlo.

Pytam: ale te spryskiwacze dwa lata temu przeszly, i to u Was, jeden nie dzialal, powiedzieliscie mi, ze jak sie drugi odlaczy, to wtedy jest ok i przejdzie samochod przeglad…? Zasady sie zmienily, teraz nie przejdzie.

Czwartek wciaz.

Dzwonie do salonu Audi umowic wizyte. Dopiero za tydzien. (dopoki nie mam przegladu, nie moge zaplacic podatku za samochod, dopoki nie ma podatku, samochod nie moze stac na drodze… a znajomy placi codziennie za parking abym ja mogla na jego podjezdzie parkowac. No nie jest idealnie). Poza tym autoryzowany diler kupe kasy bierze, o wiele wiecej niz lokalne warsztaty. Szykuje sie na wydatek rzedu £1000, bo jak zadne swiatlo z tylu nie dziala, to powazny problem.

Szukam lokalnych warsztatow, pytam sasiadow o rekomendacje. Wieczorem zadzwonilam do warsztatu tuz obok domu, przyjedz jutro, mowi Josef, spojrzymy.

Piatek.

Podjechalam, i Josef (z akcentu pewnie z Bulgarii lub Rumunii, ale nie zapytalam) wlacza migacze, hamulec przyciska, co tam jeszcze – wszystkie swiatla dzialaja idealnie (z wyjatkiem jednego, ktory wiem, ze mi nawalal juz wczesniej). No nie ma problemu, mowi.

Zostawilam mu samochod, aby wymienil to jedno felerne swiatlo, aby zmienil wycieraczki (ktore tez test oblaly), oraz zobaczyl spryskiwacze na swiatla przednie.

Przychodze po poludniu, wycieraczki zmienione, swiatlo z tylu zmienione, a spryskiwacze w ogole nie byly zepsute, tylko pan mechanik, ktory robil przeglad, nie umial ich wlaczyc.

Rachunek: £150!!

Do tej pory nie wiem, dlaczego zadne swiatlo na przegladzie nie dzialalo (sama widzialam, nie dzialaly!) a na drugi dzien wszystko bylo ok… nie uzywany samochod byl 2 lub 3 miesiace, fakt, ale i tak to nie wyjasnia tej zagadki…

Podjechalam od razu na ponowne testowanie samochodu, oczywiscie zdal tym razem, oplacilam podatek.

Zalatwione.

Dlugi sie post zrobil. Aby Was nie zanudzic, wiecej jutro!