Korzystam ze sie internet pojawil, bo jak do tej pory byl bardzo kiepski.
Dzien trzeci na lodce sie konczy, drugi dzien nurkowania. Wszyscy tutaj sa O WIELE bardziej doswiadczeni ode mnie w nurkowaniu. Maja kilkaset nurkow zaliczonych, ja mam tylko 40… Wiec troche sie balam.
Jest tutaj wielka roznica z nurkowaniem, do ktorego jestem przyzwyczajona. Do tej pory zawsze byl ‘trener’ na 3, 4 osoby, pomagal ci jak ci cos nie szlo, sprawdzal, czy masz wystarczajaco powietrza, i czlowiek sie czul bezpiecznie.
Tutaj, jestes za siebie sam odpowiedzialny. Jeden ‘trener’ na grupe 10 osob, mozesz z nim nurkowac lub nie, mozesz wynurzyc sie kiedy chcesz, sam musisz pilnowac ile masz powietrza, nikt sie z toba nie cycka. Porownalabym to do bycia w podstawowce do wkroczenia w dorosle zycie.
Pierwszy dzien byl latwizna, mysle sobie jak tak ma byc, to super, dam rade, idzie mi swietnie!
Drugi dzien (czyli dzisiaj). Pierwszy nurek, i musielismy od razu zejsc na glebokosc 25 metrow. Probowalam, probowalam, i nie moglam! Pyrkalam sobie na powierzchni… a moja grupa coraz dalej… kiedy mi sie w koncu udalo zejsc, grupy nigdzie nie bylo, babelkow nigdzie nie bylo… musialam wrocic na lodz. Stracilam nurka… .
Drugie nurkowanie dzisiaj, troche sie balam, ale dolozylam sobie 1kg ciezaru, aby nie miec problemu ze zejsciem pod wode. Pod wode zeszlam, a jakze, ale prad byl barzdzo silny! W miejscu, gdzie mielismy obserwowac rekiny, wszyscy juz tam doplyneli, przypieli sie haczykami do kamieni (zeby ich prad nie znosil), i obserwuja sobie rekiny. A ja z pradem walcze, i probuje do nich doplynac (pod prad) i nie moge… w koncu zeszlam na dno, i kamien po kamieniu, lapiac sie co chwila (wyobraz sobie wspinaczke po scianie, tylko ze w poziomie, a nie pionie), udalo mi sie do nich dotrzec. Ale stracilam na to bardzo duzo powietrza…
Przy 70-50 barach w butli juz powinnismy sie zaczac wynurzac, absolutne minimum powietrza w butli w momencie, gdy stajemy po nurkowaniu na lodzi, powinno byc 30 bar (a to i tak jest bardzo malo, bo w Egipcie zazwyczaj 60 bar to minimum). Wszyscy sobie nurkuja, wiec nie chcialam osobie, ktora ze mna nurkowala psuc ‘nurka’. Ale jak spojrzalam, i juz mialam 30 bar, to mowie ze musimy sie wynurzac. Doplynelysmy na glebokosc 5 metrow – na 5 metrow nalezy zrobic tzw. Safety stop, czyli 3 minuty sie wisi w wodzie, zanim mozna sie wynurzyc.
Ja czuje ze coraz mniej mi powietrza leci, coraz mniej, wiec zanim jescze moj ‘safety stop’ sie skonczyl, wynurzylam sie. Ale juz nie mialam zadnego powietrza aby nadmuchac ‘kamizelke’. Nic. Zero. Fale olbrzymie, nosza mnie w prawo i w lewo, a ja tylko probuje z calych sil utrzymac sie na powierzchni, nie opic sie za duzo slonej wody, nie utonac…
Moja partnerka na szczescie nadmuchala mi kamizelke (zapomnialam, ze mozna to zrobic ustami, a nie regulatorem i powietrzem z butli), i ostatkami sil doplynelysmy do lodzi.
Nigdy w zyciu jeszcze mi sie nie zdarzylo, aby powietrze skonczylo mi sie calkowicie. Nigdy w zyciu nie powinno sie to wydarzyc. Ten nurek to na pewno byla ciezka, ale wartosciowa lekcja!
Za to trzeci nurek byl fantastyczny! Latwy, malutki prad tylko byl, i widzielismy duuuuuzo rekinow! Minimum 5 z nich plywalo sobie obok nas, jeden to sie prezentowal tuz tuz obok nas, w ta i z powrotem… To byl piekny nurek.
Jutro o 6 rano znow pobudka, i zaczynamy od nowa!