Tak to jest w Polsce

Odkad zmarla Dagmara, przejelam opieke nad mama. A to oznacza, ze od 2 miesiecy mniej wiecej jestem w Polsce.

Pare rzeczy mnie zdziwilo.

Przede wszystkim wszystkie sklepy i wszystko generalnie jest zamkniete w niedziele… W Anglii moze sa ograniczone godziny handlowe, ale jednak kazdy sklep jest otwarty, slusarz, szewc, krawiec, cokolwiek. W Polsce, niedziela to martwy dzien, powodzenia jak chcesz kupic pietruszke do kurczaka na obiad.

W sobote mniejsze sklepiki tez sa zamkniete, supermarkety lub sieciowki sa otwarte, ale jak szlam ulicami, wszystko na cztery klodki i bardzo malo ludzi.

Dziwne dla mnie jest rowniez to, ze przewaznie nie mozna dokonywac zwrotow. W Anglii wszystko, co sie kupuje, to jest minimum 2 tygodnie, czesto dluzej, ze mozna oddac rzecz bez spowiadania sie dlaczego. Zmienilam zdanie, moge oddac. W Polsce wiekszosc sklepow zwrotow nie przyjmuje. Ale.

Kupilam wzmacniacz sygnalu do internetu w Media Expert, ktory niestety nie dzialal. I jak chcialam oddac produkt w sklepie, to zapytali, czy chce gotowke, czy na karte zwrot. W Anglii to nawet nie byloby pytanie, placisz karta, dostajesz na karte… tutaj moglam o gotowke poprosic. Co wiecej, zaplacilam 69.99 zlotych a oddali mi 70, w Anglii w zyciu to by sie nie stalo!

Kupilam przez internet perfumy polskiej firmy, niszowe. Podalam numer swoj telefonu, angielski. Nie przyjeli zamowienia, wymagaja polskiego numeru telefonu – bardzo to dziwne, pierwszy raz sie z tym spotkalam. Aczkolwiek musze przyznac, obsluga byla bardzo mila, bardzo ‘osobista’, nie jakies boty ale prawdziwe osoby piszace do mnie i tlumaczace, ze polski numer jest wymagany. (perfumy bardzo fajne, wlasnie je testuje).

Kolejna sprawa, zginal klucz do skrzynki do listow – mowiac ‘zginal’ jestem dobroczynna, bo wiem, ze starszy syn Dagmary go zabral. Zadzwonilam do wszystkich slusarzy w miescie mamy, kazdy powiedzial, ze tego nie da sie ogarnac. Obejrzalam kilka filmikow na youtube, bardzo latwo da sie to ogarnac, a co wiecej kosztuje to tylko ze 30 zlotych za nowy zamek.

Przejscia dla pieszych! Ozesz bozesz! normalnie kazdy samochod sie zatrzymuje jak zblizam sie do pasow!!! Na pasach na slepo mozna wlazic, i samochody sie po prostu zatrzymuja. To jest niesamowite! Tak, wiem, ze takie jest prawo, ale mimo wszystko. I tak dziekuje kierowcom, bo ja jestem kierowca i wkurza mnie, jak piesi lub rowerzysci wlaza na ulice tak po prostu, wiec doceniam, i dziekuje.

Waciki do uszow. Musialam odwiedzic kilka supermarketow aby znalezc waciki do uszow. I wybielacz gesty. Nie dziwi mnie teraz, ze Mamusia zawsze prosila o wybielacz z Anglii….

Herbata! Bozesz, ja lubie mocna herbate, herbata, ktora mama miala byla totalnie do dupy. Kupilam Liptona, mysle, bedzie lepszy. A gdzie tam! Takie same siki babci Weroniki (czy ktos tak jeszcze mowi? 🙂 ) Nastepnym razem bede musiala przywiezc z Anglii, ja pije Yorkshire Tea, i mama zawsze mnie prosila, abym przywozila, teraz juz wiem, dlaczego…

Wino. Wino jest drozsze od wodki. Za butelke wina trzeba zaplacic tyle, co za pol litra wodki. Nie do pomyslenia w Anglii. Albo ze w miejszych sklepikach jest tylko wino slodkie, i jak sie chce wino wytrawne to nie ma, albo jak jest to kosztuje dwa razy tyle, co pol litra wodki (szok!).

Reklamy w telewizji. Godzinny program ma minimum pol godziny reklam. I wiekszosc to medykamenty lub srodki medyczne/ziolowe na wspomaganie roznych schorzen lub bolaczek. W Anglii tez sa reklamy, ale po pierwsze o wiele mniej, po drugie nie ma zadnych reklam produktow medycznych.

Ludzie. Musze przyznac, ze ludzie w Polsce, przynajmniej moze mlodsi, sa o wiele fajniejsi niz byli w przeszlosci. Sa bardziej otwarci, bardziej przyjacielscy. Poszlam odebrac paczke, i tuz pod paczkomatem zdalam sobie sprawe, ze mi sie skonczyl internet, wiec nie moglam sie polaczyc, aby sprawdzic kod do paczkomatu. Chlopak z firmy dostawczej akurat stal i paczki wkladal, poprosilam go o internet, bez problemu, dal, super, z usmiechem i skierowal mnie do wlasciwego paczkomatu (bylam przy niewlasciwym)! Szukalam sklepu w niedziele (znow, nie mam internetu), zapytalam przechodnia na ulicy, wszystko z siebie dal aby mi pokazac, gdzie jest otwarty sklep. Nawet babcie w beretach czasami pokazuja cos co moze usmiech przypominac 😛

Paznokcie! (sztuczne) Kosztuja tyle, co w Anglii, ale jak dziewczyny robia tutaj w Polsce to nie ma porownania! Skorki, caly manicure, i paznokcie trzymaja sie minimum miesiac, proces zajmuje okolo 2 godzin. W Anglii walna w ciagu 30 minut, kosztuje tyle samo, i paznokcie odpadaja po 2 tygodniach…

Musze przyznac, ze zycie w Polsce to dla mnie jak zycie na innej planecie. Odwiedzalam, ale nigdy tak naprawde przez ostatnie 20 lat nie mieszkalam w Polsce. Nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo jestem odcieta od polskiej realnosci, od rzeczywistosci, od stylu zycia…

Co wiecej… zawsze mowilam, ze nie wyobrazam sobie powrotu do Polski, zycia tutaj…

Teraz, po dwoch miesiacach zycia w Polsce… nie wiem. Byc moze zycie w Polsce ma swoje zalety. Byc moze moglabym sie tutaj odnalezc….

Jutro!

Rany Julek, jutro lece na Malediwy, i jakos tak mi w glowie to jeszcze nie zostalo! Jakos tego nie przerobilam! Jutro! Nawet jeszcze nie jestem spakowana!

Siostra mame okrada juz od dwoch miesiecy, nic sie tutaj nie zmienilo.

Przestalam dzwonic do mamy, bo nie moge sie pogodzic z tym, co sie z nia stalo, jak bardzo jest pod wplywem Dagmary, i stala sie tym, czym kiedys pogardzala i plakala do mnie codziennie. Od 7 tygodni z nia nie rozmawialam. Slysze tylko, ze Dagmara ma karte mamy i kase codziennie wydaje (jak sie dowiedziala, ze wiem o tym, to kazala mamie konto zmienic. Mama zmienila). I nie trzezwieje. Mama tego nie widzi.

Moze jestem zlym czlowiekiem, ze do niej nie dzwonie… nie wiem.

Ale dygresuje (to nawet jest slowo po polsku?).

Jutro lece, a tu jeszcze musze bananowce w ogrodzie pozakrywac, bo bedzie -1 w grudniu, i rybkom musze wode zmienic, i sie spakowac, i wlosy sobie wyflokowac, bo a jakze nie…. a, i malwy przesadzic, bo inaczej nie przezyja.

A tymczasem w Anglii sztormy, drzewa, ktore z sypialni widze prawie do polowy zgiete pod wplywem wiatru… (a na Malediwach 30 stopni! oooo!)