2/9 – pierwszy dzien na lodzi. Rano stawilismy sie w centrum nurkowym, wsadzili nas do minivana, odebralismy jeszcze kilkoro ludzi, i odstawiono nas do portu. Nie bylo kolejek, wiec w ciagu kilku minut doslownie bylismy na naszej lodzi, ktora nazywa sie Cajoma IV. Myslalam, ze kajuta bedzie maciupenka, ale wcale nie byla az taka mala (aczkolwiek powiedzmy przytulna). Na dole na dole byly trzy kajuty (w tym nasza), pozniej na glownym poziomie byla kuchnia, jadalnia oraz miejsce gdzie sie przygotowywalismy do nurkowania. Tutaj staly tez butle z powietrzem i caly sprzet potrzebny do nurkowania. Jeszcze jedno pietro wyzej byl, nazwijmy to, taras, miejsce z lezakami, gdzie mozna sie bylo zrelaksowac pomiedzy nurkami. Mielismy nawet jacuzzi!
Na lodzi spedzimy kolejne 3 noce i 4 dni. Kazdego dnia mamy trzy nurki.
Nie bede Was zanudzala opowiesciami o swoich nurkowaniach, ale pierwszego dnia nurki mialam okropne! Pierwszy od razu z mety byl z bardzo silnymi pradami…. Zwazywszy, ze ciezar mialam bardzo zle dobrany, caly czas po prostu skupialam sie na tym, aby przezyc (nie doslownie, ale prawie). Nie widzialam nic, i nie mialam z tego zadnej przyjemnosci.
Dopiero pozniej, jak w koncu mialam odpowiednio ciezar dobrany, nurkowanie znow bylo przyjemnoscia.. troche winie za to przewodniczke, nalegala ze mam miec 5kg ciezaru, podczas gdy ja jej mowilam, ze potrzebuje 8. W koncu po kilku nurkach doszlismy do 8… mowilam jej. No ale to byj jej pierwszy rejs, dopiero zdobyla tytul ‚Master diver’, wiec nie bede sie czepiala.
4/09/2024 – Z samego rana mielismy dwa nurki w miejscu, gdzie jest bardzo duzo mant (manta ray, zwane diablami morskimi). Sa to przepiekne stworzenia, olbrzymie, i takie majestatyczne! Wiedzielismy ich bardzo duzo, pierwszy raz widzialam tyle mant, w pewnym momencie 5 z nich plywalo sobie obok nas! Szkoda, ze widocznosc byla kiepska, bo widea, ktore nagralam dupy nie urywaja. Ale w naturze bylo przecudownie. Jesli bede miala jakies zdjecia z go pro, to wstawie tutaj, abyscie mogli zobaczyc.
Pozniej pojechalismy zobaczyc Pink Beach – plaza z rozowym piaskiem. Piasek jest rozowy poniewaz koralowce ‚gubia skore’, kawalki koralowcow sie odrywaja, i zabarwiaja piasek na rozowy kolor.



Nie mielismy duzo czasu, bo w planie byly jeszcze warany z Komodo. Komodo to wyspa, ktora znajduje sie w archipelagu Flores.
Doplynelisy do Komodo, gdzie przywital nas przewodnik. Zabral nas na godzinny spacer – najpierw przez wioske, gdzie ludzie zyja swoim zyciem, widzielismy szkole, w ktorej dzieci uczyly sie Koranu, cmentarz, gdzie na grobach kozy sobie odpoczywaly i chronily sie przed goracym sloncem, szkole podstawowa, ktora byla na przeciwko cmentarza. Kobiety robiace pranie, dzieci bawiace sie z kotami, i kury leniwie drapiace w suchym piasku. Przed wieloma domami wystawione stoly z pamiatkami z komodo, glownie warany rzezbione w drewnie, oraz miseczki, nie jestem pewna z czego. Oraz bransoletki z koralikow.
Pozniej doszlismy do terenow, gdzie byl sam piach, oraz gdzieniegdzie drzewa. I pod tymi drzewami wlasnie warany z komodo chronia sie przed upalem.



Warany wystepuja tylko na Komodo i na pobliskiej wyspie Rinca. Chyba tez na wyspie Flores. Sa to olbrzymie jaszczury, ktore osiagaja 3 metry i waza do 150 kilogramow. Przewodnik powiedzial nam, ze jest tylko 1500 waranow na wyspach. Jest to gatunek ginacy, niestety. Ciaza u nich trwa 5 miesiecy, samica znosi do 20 jaj. Niestety, potem zjada wiekszosc swoich nowo wyklutych dzieci….
Widzielismy calkiem sporo waranow, siedzialy zupelnie nami nie zainteresowane. Przewodnik porobil nam zdjecia (ktore wyszly beznadziejne, bo warany sie wtapialy w cien rzucany przez drzewa…).




Wieczorem wybralismy sie na spacer aby zobaczyc zachod slonca z wyspy Padar – trzeciej (po Komodo i Rinca) najwiekszej wyspie w parku narodowym Komodo.
Najwieksza chyba atrakcja na tej wyspie jest spacer na szczyt wyspy – 800 ‘schodow’ (kamieni raczej), bardzo stromych. Wspinaczka zajmuje przecietnie 30 minut, 20 jak ktos jest super wysportowany. Na szczyt dotarlam totalnie spocona, zasapana, i z drzacymi nogami, ale bylo warto! Duzo widzialam juz, ale tak przepieknego widoku nie widzialam chyba nigdy! Slowa tego nie opisza, wiec popatrzcie tylko na zdjecia!



To byla nasza ostatnia noc na lodzi, wiec przygotowali nam specjalny posilek na tarasie, grillowana kalamarnica, ryba z rodzin tunczykowatych, szaszlyki z wolowiny, kurczaka, krewetek, zupa z dyni z imbirem, caly stol zastawiony przepysznym jedzeniem. A po kolacji rozlozylismy sie na lezakach, i podczas gdy lodz plynela przez wody morskie (morze Flores, ktore jest polaczone z oceanem Indyjskim) obserwowalismy gwiazdy… Magiczny dzien!

A skoro juz o jedzeniu mowa, to wspomne, jak nas karmili na lodzi. Codziennie byly sniadania, obiad, i kolacja, oraz dwie przekaski pomiedzy posilkami. Do wyboru zawsze byly jakies warzywa, salatka, tofu i tempe w sosie, smazona ryba, kurczak, zawsze byla jakas zupa (kazda przepyszna), makaron, ryz lub ziemniaki (smazone, frytki, gotowane i tluczone z czosnkiem), oraz owoce. Przeslodkie, bardziej znane takie jak arbuz, papaja czy ananas, oraz mniej znane takie jak dragon fruit, snake fruit.

5/9/24, czwartek.
Dzisiaj jest ostatni dzien. Myslalam, ze zrobie tylko dwa nurkowania, bo jutro lecimy na Bali, a trzeba miec okreslona ilosc czasu pomiedzy nurkowaniem a lotem w samolocie, ale ‘dive master’ powiedziala, ze spokojnie mozemy nurkowac trzy razy.
To byly nurkowania w calym pobycie!! Pierwszy nurek byl latwy i przyjemny, mialy byc prady, ale nie bylo. Drugi i trzeci, o moj Boze! Obydwa byly nieco inne, poniewaz ze wzgledu na prady przypielismy sie do kamieni hakami, i stalismy w jednym miejscu obserwujac zycie podwodne dookola. W pewnym momencie widzielismy SZESC white spot rekinow, ktore plywaly sobe w ta i z powrotem, tuz obok nas! Niesamowite! Widzielismy tez olbrzymie lawice ryb, morze ryb, ze sie tak wyraze!
Ale niestety, czas na lodzi sie skonczyl, i trzeba bylo sie zbierac… jedna noc w Labuan Bajo, a rano lot na Bali! Zegnaj, Cajoma IV!




