Strat w roku 2025 ciag dalszy….

Zeby nie bylo za wesolo, we wtorek zmarl moj sasiad. Przyjaciel. Phil.

Phila znalam od wielu lat, w sumie odkad zamieszkalam na swojej ulicy. Mial psa, ktory jest w wieku Freksia. Gdy ja potrzebowalam, Phil zajowal sie Piegusem, gdy Phil lecial na Goa ja zajmowalam sie jego psem.

Jesli siebie potrzebowalismy, to wiedzielismy, ze mamy wsparcie… to u Phila na podjezdzie parkowalam swoj samochod, jak nie mial zaplaconego podatku i nie moglam parkowac na ulicy pod domem. A Phil placil za parking na ulicy za swojego wana, po to, abym ja mogla z jego podjazdu korzystac…

Dwa czy trzy lata temu Phil mial przyjsc na swieta do nas, ale jakos tak nie wyszlo, czy to Covid, czy inne chorobsko…

W tym roku Phil sie bardzo cieszyl na kapuste z grzybami. W ramach podziekowania za podjazd obiecalam mu ta kapuste. Mowil o niej kilka razy w tygodniu, bardzo sie cieszyl.

Phil mial ciezki rok tez. Latem zmarla mu mama. Dwa miesiace pozniej zdechl jego ukochany pies. Od tego czasu Phil sie tak naprawde nie pozbieral. Pil coraz wiecej, przewracal sie… w czwartek czy piatek zlama reke spadajac ze schodow.

Byl samotny. Byl nieszczesliwy. Ola zadzwonila do niego pewnego dnia. Jak on bardzo sie cieszyl… mowil o tym wiele razy w ciagu ostatnich tygodni. Zaprosila go na Wigilie. Potwierdzilam, jak z nim rozmawialam… znow powiedzial, jak sie nie moze doczekac sprobowac tej kapusty z grzybami…

Zadzwonil do mnie w sobote. Nie odebralam. Zostawil wiadomosc, cos na temat prezentow.. nie bardzo rozumialam, Phil byl bardzo pijany i nie mowil wyraznie.

We wtorek nastepnego tygodnia spadl znow ze schodow. Nie mial reki, nie mogl sie zlapac. Nasza kolezanka znalazla go o 15, na dole schodow. Juz nie zyl.

Wciaz w to nie wierze. Wciaz mysle, ze moglam zrobic wiecej.

2025 jest rokiem przekletym, wszystko, co ostatnio opisalam… biedna Zuzia doswiadczyla 4 smierci w ciagu drugiej polowy tego cholernego roku (jej prababcia, ciocia – moja siostra, Phil i wczoraj sie dowiedziala, ze jej przyjaciel ze studiow… ktory mial slub brac za kilka miesiecy…). Wczoraj powiedziala: moze ja cos zrobilam, ze tak smierc przyciagam, ze wszyscy dookola mnie umieraja, i to jest moja kara.

To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze zniesmiemy… tylko kiedy ‘duzo’ zaczyna byc ‘zbyt duzo’.To nie jest kara. To nie jest nasza wina. Ale czasami swiat nas testuje, i patrzy, ile jeszcze

Jak mnie Anglia przywitala po powrocie z Polski, czesc 1.

Ach, jakie to bylo kilka tygodni! Teraz juz troche ochlonelam, wiec moge sie zebrac aby napisac, ale jak to mowia Anglicy, when it rains, it pours, czyli nieszczescia chodza parami, albo kiedy sie wali, to na calego.

Wrocilam z Polski mniej wiecej 4 tygodnie temu.

Sobota.

Otwieram poczte, a tam mandat. £100. Za zle parkowanie. Dalej idziemy, a tam kolejne przypomnienie o mandacie. I kolejne, ze nie zaplacilam, zatem teraz kwota wzrosla do £170. Ale na tym sie nie konczy, dalej idzie list od windykatora dlugow, ze nie place, wiec teraz moj dlug stal sie ich problemem.

Dzwonie do nich, wyjasniam sytuacje, ze nie bylo mnie w Anglii przez kilka miesiecy. Ok, przeslij dowod, np. bilety lotnicze, to zmniejszymy ten dlug do stowy ponownie. Ok, to juz jest cos.

Ale cos mnie tknelo, i mysle sobie: przeciez ten pub (bo mandat dostalam za parking przy pubie) ma parking dla klientow. W dodatku wystawilam niebieska karte mamy. Zadzwonilam zatem do pubu, i pytam:

  • Wy oferujecie parking dla kilentow, tak?

Widocznie musi to byc czesty problem, bo od razu mowi: mandat dostalas? No tak, dostalam.

Okazalo sie, ze powinnam zarejestrowac samochod w pubie. A jak sie tego nie zrobi, to wala mandaty. Problem w tym, ze nie jest to nigdzie (wyraznie lub nie, nie ma po prostu) napisane. Wiele ludzi sie na to lapie, i pewnie niektorzy placa.

Poprosil mnie o przeslanie mandatu, i powiedzial, ze sie tym zajma, i anuluja mandat.

Po kilku tygodniach (i telefonach ode mnie) dostalam wiadomosc od pubu, ze mandat zostal uniewazniony. Zalatwione.

Wciaz sobota.

Ale to nie koniec klockow z samochodem. Dostalam rowniez pismo, ze moj podatek drogowy nie jest oplacony. Bez tego podatku samochod nie moze stac na drodze publicznej, moga go odholowac, dac mandat, etc. (podatek skonczyl sie miesiac wczesniej, ja mieszkam w centrum miasta, i parking jest na ulicy przed domem, i tak dobrze, ze przez ten miesiac nikt nie zauwazyl, ze bez podatku oplaconego stoi!).

Zabieram sie do placenia podatku, ale sie okazuje, ze przeglad coroczny (MOT) rowniez sie skonczyl.

A bez przegladu nie oplace podatku.

A najblizszy przeglad dostepny dopiero za tydzien!

Poniedzialek.

Zadzwonilam do DVLA (Driver and Vehicle Licencing Agency – czyli taka centralna agencja rzadowa, ktora zajmuje sie rejestracja pojazdow i kierowcow w calej Wielkiej Brytanii. Rejestruja pojazdy, wydaja prawa jazdy, pobieraja podatki drogowe, maja wszystkie informacje na temat przekroczen drogowych ludzi, punktow karnych itd. – generalnie wszystko), tlumacze sytuacje: bylam w Polsce. Siostra zmarla. Mama bez opieki. Dopiero wrocilam. Najblizszy przeglad dopiero w czwartek. Czy moze moj samochod postac na drodze do tego czasu?

Nie. Sorki. Bedzie odholowany.

Wiec zaczelam szukac opcji, bo mysle sobie teraz jak juz wiedza, ze stoi bez podatku, to NA PEWNO kogos wysla i mi go odholuja.

Na szczescie jeden z moich znajomych pozwolil mi uzyc swojego podjazdu.

Czwartek.

Jade na przeglad, samochod zadbany, wiec sie nie obawiam, na pewno przejdzie.

Wieczorem ide po odbior, a tu sie okazuje, ze wielki problem – wszystkie swiatla z tylu sa zepsute – zadne nie dziala. No i spryskiwacze na swiatla przednie tez nie dzialaja. Nie przeszlo.

Pytam: ale te spryskiwacze dwa lata temu przeszly, i to u Was, jeden nie dzialal, powiedzieliscie mi, ze jak sie drugi odlaczy, to wtedy jest ok i przejdzie samochod przeglad…? Zasady sie zmienily, teraz nie przejdzie.

Czwartek wciaz.

Dzwonie do salonu Audi umowic wizyte. Dopiero za tydzien. (dopoki nie mam przegladu, nie moge zaplacic podatku za samochod, dopoki nie ma podatku, samochod nie moze stac na drodze… a znajomy placi codziennie za parking abym ja mogla na jego podjezdzie parkowac. No nie jest idealnie). Poza tym autoryzowany diler kupe kasy bierze, o wiele wiecej niz lokalne warsztaty. Szykuje sie na wydatek rzedu £1000, bo jak zadne swiatlo z tylu nie dziala, to powazny problem.

Szukam lokalnych warsztatow, pytam sasiadow o rekomendacje. Wieczorem zadzwonilam do warsztatu tuz obok domu, przyjedz jutro, mowi Josef, spojrzymy.

Piatek.

Podjechalam, i Josef (z akcentu pewnie z Bulgarii lub Rumunii, ale nie zapytalam) wlacza migacze, hamulec przyciska, co tam jeszcze – wszystkie swiatla dzialaja idealnie (z wyjatkiem jednego, ktory wiem, ze mi nawalal juz wczesniej). No nie ma problemu, mowi.

Zostawilam mu samochod, aby wymienil to jedno felerne swiatlo, aby zmienil wycieraczki (ktore tez test oblaly), oraz zobaczyl spryskiwacze na swiatla przednie.

Przychodze po poludniu, wycieraczki zmienione, swiatlo z tylu zmienione, a spryskiwacze w ogole nie byly zepsute, tylko pan mechanik, ktory robil przeglad, nie umial ich wlaczyc.

Rachunek: £150!!

Do tej pory nie wiem, dlaczego zadne swiatlo na przegladzie nie dzialalo (sama widzialam, nie dzialaly!) a na drugi dzien wszystko bylo ok… nie uzywany samochod byl 2 lub 3 miesiace, fakt, ale i tak to nie wyjasnia tej zagadki…

Podjechalam od razu na ponowne testowanie samochodu, oczywiscie zdal tym razem, oplacilam podatek.

Zalatwione.

Dlugi sie post zrobil. Aby Was nie zanudzic, wiecej jutro!

Tak to jest w Polsce

Odkad zmarla Dagmara, przejelam opieke nad mama. A to oznacza, ze od 2 miesiecy mniej wiecej jestem w Polsce.

Pare rzeczy mnie zdziwilo.

Przede wszystkim wszystkie sklepy i wszystko generalnie jest zamkniete w niedziele… W Anglii moze sa ograniczone godziny handlowe, ale jednak kazdy sklep jest otwarty, slusarz, szewc, krawiec, cokolwiek. W Polsce, niedziela to martwy dzien, powodzenia jak chcesz kupic pietruszke do kurczaka na obiad.

W sobote mniejsze sklepiki tez sa zamkniete, supermarkety lub sieciowki sa otwarte, ale jak szlam ulicami, wszystko na cztery klodki i bardzo malo ludzi.

Dziwne dla mnie jest rowniez to, ze przewaznie nie mozna dokonywac zwrotow. W Anglii wszystko, co sie kupuje, to jest minimum 2 tygodnie, czesto dluzej, ze mozna oddac rzecz bez spowiadania sie dlaczego. Zmienilam zdanie, moge oddac. W Polsce wiekszosc sklepow zwrotow nie przyjmuje. Ale.

Kupilam wzmacniacz sygnalu do internetu w Media Expert, ktory niestety nie dzialal. I jak chcialam oddac produkt w sklepie, to zapytali, czy chce gotowke, czy na karte zwrot. W Anglii to nawet nie byloby pytanie, placisz karta, dostajesz na karte… tutaj moglam o gotowke poprosic. Co wiecej, zaplacilam 69.99 zlotych a oddali mi 70, w Anglii w zyciu to by sie nie stalo!

Kupilam przez internet perfumy polskiej firmy, niszowe. Podalam numer swoj telefonu, angielski. Nie przyjeli zamowienia, wymagaja polskiego numeru telefonu – bardzo to dziwne, pierwszy raz sie z tym spotkalam. Aczkolwiek musze przyznac, obsluga byla bardzo mila, bardzo ‘osobista’, nie jakies boty ale prawdziwe osoby piszace do mnie i tlumaczace, ze polski numer jest wymagany. (perfumy bardzo fajne, wlasnie je testuje).

Kolejna sprawa, zginal klucz do skrzynki do listow – mowiac ‘zginal’ jestem dobroczynna, bo wiem, ze starszy syn Dagmary go zabral. Zadzwonilam do wszystkich slusarzy w miescie mamy, kazdy powiedzial, ze tego nie da sie ogarnac. Obejrzalam kilka filmikow na youtube, bardzo latwo da sie to ogarnac, a co wiecej kosztuje to tylko ze 30 zlotych za nowy zamek.

Przejscia dla pieszych! Ozesz bozesz! normalnie kazdy samochod sie zatrzymuje jak zblizam sie do pasow!!! Na pasach na slepo mozna wlazic, i samochody sie po prostu zatrzymuja. To jest niesamowite! Tak, wiem, ze takie jest prawo, ale mimo wszystko. I tak dziekuje kierowcom, bo ja jestem kierowca i wkurza mnie, jak piesi lub rowerzysci wlaza na ulice tak po prostu, wiec doceniam, i dziekuje.

Waciki do uszow. Musialam odwiedzic kilka supermarketow aby znalezc waciki do uszow. I wybielacz gesty. Nie dziwi mnie teraz, ze Mamusia zawsze prosila o wybielacz z Anglii….

Herbata! Bozesz, ja lubie mocna herbate, herbata, ktora mama miala byla totalnie do dupy. Kupilam Liptona, mysle, bedzie lepszy. A gdzie tam! Takie same siki babci Weroniki (czy ktos tak jeszcze mowi? 🙂 ) Nastepnym razem bede musiala przywiezc z Anglii, ja pije Yorkshire Tea, i mama zawsze mnie prosila, abym przywozila, teraz juz wiem, dlaczego…

Wino. Wino jest drozsze od wodki. Za butelke wina trzeba zaplacic tyle, co za pol litra wodki. Nie do pomyslenia w Anglii. Albo ze w miejszych sklepikach jest tylko wino slodkie, i jak sie chce wino wytrawne to nie ma, albo jak jest to kosztuje dwa razy tyle, co pol litra wodki (szok!).

Reklamy w telewizji. Godzinny program ma minimum pol godziny reklam. I wiekszosc to medykamenty lub srodki medyczne/ziolowe na wspomaganie roznych schorzen lub bolaczek. W Anglii tez sa reklamy, ale po pierwsze o wiele mniej, po drugie nie ma zadnych reklam produktow medycznych.

Ludzie. Musze przyznac, ze ludzie w Polsce, przynajmniej moze mlodsi, sa o wiele fajniejsi niz byli w przeszlosci. Sa bardziej otwarci, bardziej przyjacielscy. Poszlam odebrac paczke, i tuz pod paczkomatem zdalam sobie sprawe, ze mi sie skonczyl internet, wiec nie moglam sie polaczyc, aby sprawdzic kod do paczkomatu. Chlopak z firmy dostawczej akurat stal i paczki wkladal, poprosilam go o internet, bez problemu, dal, super, z usmiechem i skierowal mnie do wlasciwego paczkomatu (bylam przy niewlasciwym)! Szukalam sklepu w niedziele (znow, nie mam internetu), zapytalam przechodnia na ulicy, wszystko z siebie dal aby mi pokazac, gdzie jest otwarty sklep. Nawet babcie w beretach czasami pokazuja cos co moze usmiech przypominac 😛

Paznokcie! (sztuczne) Kosztuja tyle, co w Anglii, ale jak dziewczyny robia tutaj w Polsce to nie ma porownania! Skorki, caly manicure, i paznokcie trzymaja sie minimum miesiac, proces zajmuje okolo 2 godzin. W Anglii walna w ciagu 30 minut, kosztuje tyle samo, i paznokcie odpadaja po 2 tygodniach…

Musze przyznac, ze zycie w Polsce to dla mnie jak zycie na innej planecie. Odwiedzalam, ale nigdy tak naprawde przez ostatnie 20 lat nie mieszkalam w Polsce. Nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo jestem odcieta od polskiej realnosci, od rzeczywistosci, od stylu zycia…

Co wiecej… zawsze mowilam, ze nie wyobrazam sobie powrotu do Polski, zycia tutaj…

Teraz, po dwoch miesiacach zycia w Polsce… nie wiem. Byc moze zycie w Polsce ma swoje zalety. Byc moze moglabym sie tutaj odnalezc….

Jestem slawna! (ok, prawie)

Dawno temu zapisalam sie do programu, gdzie od czasu do czasu wysylaja mi probki produktow do testowania. Nigdy nie wiem, jakiej firmy to jest produkt, jak sie nazwya, nie wiem nic z wyjatkiem do czego sluzy, i jak go uzywac – na przyklad szampon oczyszczajacy, lub krem nawilzajacy. Musze wypelnic ankiete na poczatku testowania, i pozniej na koniec, zazwyczaj po 2 tygodniach.

Jakis czas temu dostalam krem na czerwone krostki na ramionach (keratosis pilaris KP po angielsku). Wyslalam im zdjecie przed, po tescie wyslalam im kolejne zdjecie. Efekt byl zdumiewajaco dobry, nawet mnie zaskoczyl, bo ja generalnie nie wierze, ze kremy moga az tak bardzo cokolwiek zmienic. Odpisali mi, czy moge ponownie zdjecie wyslac, bo to zdjecie ‘po’ albo bylo wyretuszowane, albo w zlym swietle zrobione.

Zrobilam zdjecie ponownie, i im wyslalam. Zapytali, czy moga wykorzystac zdjecie do celow marketingowych dla Boots (to taka siec drogerii/aptek w Anglii, odpowiednik moze Rossmanna?), powiedzialam, ze a jak, prosze bardzo, mi nie przeszkadza. Podpisalam dokument, w ktorym za £1 zrzeklam sie praw autorskich do zdjecia, i bylo po sprawie.

To bylo w listopadzie 2023 roku.

Przedwczoraj w Boots zaczelam szukac produktu na KP, i znalazlam krem, ktorego opis brzmial dokladnie jak produkt, ktory testowalam w 2023. Z nowej linii produktow na czerwone krostki.

Kupilam.

Produkt przyszedl, i nie moglam wlasnym oczom uwierzyc! Na pudelku kremu sa zdjecia mojego ramienia! Przed i po! No po prostu nie moglam uwierzyc! Zaraz odszukalam swoje zdjecia, no i wypisz wymaluj, moje! Ze sladem po szczepionce i kazda krostka! Z wielu osob testujacych wybrali akurat moje zdjecia 🙂

Teraz na milionach pudelek w calej Wielkiej Brytanii swieca moje rece z krostkami i bez!!!

Ponizej pudelko z kremem i moje zdjecia na dole pudelka, na ekranie komputera moje oryginalne zdjecie, ktore wyslalam, a w tle ja z ucieta twarza, na ktorej byl wyraz niedowierzania.

Produkt nazywa sie Derma Care, KP Exfoliating Cream z Boots, ktory obiecuje eksfoljacje obumarlego naskorka i poprawe wygladu skory ktora jest szorstka i ma krostki.

To nie jest post sponsorowany, po prostu chcialam sie z Wami podzielic tym, ze moje zdjecie zostalo wykorzystane na kremie dostepnym w calym kraju! 😀

Tak sie naszukalam….

Przywiozlam Mamusie do siebie do Anglii, i musze ustalic jakis plan akcji – moze tutaj byc max 180 dni w roku, ja oczywiscie mam prace, dom, dzieci, zycie, wiec nie moge do Polski sie przeniesc. (dla tych, ktorzy nie wiedza, po wypadku 3 lata temu Mamusia wymaga stalej opieki, nie ma pamieci w ogole – prawie. Dagmara sie nia zajmowala).

Zaczelam proces wizy – na podstawie tego, ze potrzebuje ciaglej opieki, i ze w Polsce nie ma jej kto tego dostarczyc. To takie tam, obowiazki.

Ale dzisiaj troche na wesolo.

Mamusia ciagle zapomina, co gdzie ma. Juz zdazyla zgubic torebke (powiesila ja pod prysznicem), jedna kule (do tej pory nie wiemy, gdzie jest), i codziennie pyta, gdzie jest jej portfel (ktory zostawila w Polsce, bo nic w nim nie miala).

Wczoraj chcialam zlapac dokumenty medyczne Mamusi, aby wyslac je do tlumacza przysieglego. Szukam, i szukam, wiem gdzie byly, ale ich nie ma! Szukajac dokumentow zgubilam swoje sluchawki (iPody).

Caly dom wysprzatalam, szukajac tych dokumentow i sluchawek. Przelecialam wszystkie pokoje minimum trzy razy. Ze cztery godziny stracilam na szukanie – zwlaszcza tych sluchawek, bo drogie… zaswiadczenie od lekarza zawsze moge ponownie wziac, chociaz doda to czasu i pieniedzy na podroze do mojego miasta rodzinnego.

Nawet wyjelam smieci z kosza, myslac, ze moze przez przypadek te sluchawki wrzucilam. Mamy takie olbrzymie 240 litrowe kosze – jeden do recyclingu, i jeden na odpady ogolne. Rzeczy z recyclingu powyciagalam pojedynczo, ok, no nie tak zle…. ale te odpady ogolne, 2 tygodnie torebek z psimi kupami, obslizgle obrzydlistwa, smrod i muchy. A ze kosze wysokie, to czesc wysypalam na folie, ale i tak do kosza musialam zanurkowac.

Sluchawek ani widu, ani slychu.

Poszlam spac zmeczona jak nie wiem co.

Rano schodzac na dol wzielam paste do zebow do lazienki Mamusi. Ja patrze, i co widze? Obok toalety leza moje sluchawki…. No w zyciu by mi nie przyszlo, aby w toalecie Mamusi sprawdzac, czy sluchawki sa, bo nie korzystam z tej toalety!

Mamusia sie obudzila, schodzi na dol, widzi sluchawki na stole i pyta: o, a gdzie byly? (o dziwo pamietala, ze szukalam wczoraj). Mowie, u Ciebie w lazience… teraz jeszcze tylko te dokumenty musze znalezc…

Mamusia otwiera pokrowiec na telefon, wyciaga dokumenty, i mowi: no przeciez tutaj sa!

No zesz! To jak Cie pytalam wczoraj, to nie moglas powiedziec? Kilka godzin czasu i stresu bys mi oszczedzila!

A Mamusia na to: Ale mnie wczoraj nie pytalas! A potem dodaje: to daj mi te dokumenty ja je schowam, to na pewno nie zgina!

Jak mam cos cennego to Mamusi powinnam dac na przechowanie! Nie zginie, tylko nie wiadomo, kiedy sie znajdzie

Dagmara

Dagmara.

Urodzila sie w 1979 roku… z nas dwoch to ona zawsze byla ta popularna osoba. Ona miala grono znajomych, kolegow, lubila wychodzic, miala z kim wychodzic. Powinno byc na odwrot, ale to ja, starsza siostra, blagalam ja, czy moge na doczepke z nia wychodzic. Uciekala, nie chciala 🙂 A ja za nia biegalam… och, mlodosc.

Ja siedzialam w domu i ksiazki czytalam, a Dagmara byla dzika dusza, zawsze ja gdzies nosilo, zawsze cos robila… Rajzer… tak sie okreslala sama.

Czesto zadawala sie ze zlym tlumem… jej pierwszy chlopak, przystojny jak nie wiem co, ale chodzili razem i kradli ze sklepow… on skonczyl w wiezieniu. Nie wiem, za co. Drugi chlopak byl porzadny, ale dlugo nie wytrzymal, pewnie byl za nudny…

Dagmara.

Jak miala 19 lat zaszla w ciaze. Wyszla za maz, w dniu slubu jej maz podbil jej oko. Za stodola ja pobil. Wytrwala z nim jakis czas, bita, ponizana. W koncu sie rozwiedli. On sobie znalazl nowa rodzine – nie wiem, czy sie zmienil, i swoja nowa zone bil tez, czy nie. Zmarl kilka lat temu, mlodo, problemy z nerkami mial i mial dialize przez kilka lat…

Dagmara.

Pozniej zwiazala sie ze swoim kolejnym partnerem, i urodzila kolejnego syna. Razem zyli, razem sie kochali, razem pili, i razem sie bili. Raz pamietam on ja zamknal na klucz w domu i zabronil jej wychodzic… W pewnym momncie przeprowadzila sie do mamy ale wciaz i wciaz do niego wracala. Do samego konca…

Dagmara.

Zawsze kochala dzieci. Swoje, i moje. Utulala i kochala moje dzieci jak swoje wlasne. Ukochana ciocia byla, ktora oddalaby wlasna skore. Sama nic nie miala, ale jak byly urodziny to jedyny swoj pierscionek dala mojej corce w prezencie…

Dagmara.

Gdy mama dostala zawalu i stracila pamiec i to byl moment kiedy wymagala stalej opieki, Dagmara przejela role opiekunki. Czy byla swietna opiekunka? Nie. Ale byla, i robila co mogla.

Dagmara.

Bylysmy sobie bardzo bliskie. I bylysmy sobie bardzo obce. Byly czasy, kiedy kochalam ja najbardziej na swiecie. I byly czasy, kiedy zyczylam jej smierci. Czego teraz bardzo sie wstydze.

Od dawna nie myslalam o niej jako ‘moja mala siostra’.

Byc moze nie docenialam jej wystarczajaco… byc moze nie rozumialam, jak duzo z siebie dawala… byc moze ocenialam ja zbyt surowo…. byc moze nie rozumialam, jak bardzo musiala sie borykac z zyciem….

Ja.

Bylam zbyt surowa. Nie rozumialam. Nie docenialam. Osadzalam. Bylam zla siostra.

Dagmara.

Nie miala wiele zycia. Jej zycie obracalo sie w zasciankowym miasteczku, z wodka, papierosami, i bez wiekszych przezyc…. pojechalysmy razem do Egiptu, bardzo jej sie podobalo, ponurkowala sobie, to bylo doswiadczeni zycia… Pojechalysmy do Madrytu, tez odpoczela…

Przepraszam.

Dagmara. Daga. Dagusia.

Moja siostra.

Zmarla 31 lipca 2025 roku.

Jak sasiadowi cycki pokazalam

Bylam w Wietnamie, ale nie napisalam, i nie o tym teraz, moze niedlugo. Mam duzo zdjec, ale musze obrobic.

Dzisiaj wzielam prysznic, nie to ze to jakas tam wyjatkowa okazja, no ale wzielam, i tak na golasa sobie po domu chodze, i zauwazylam, ze dwie moje bugenwilie (cudne kwiaty, w ktorych zakochalam sie w Katarze, i bodajze z Grecji sobie z 15 lat temu przywiozlam do domu – a kocham je, bo w Katarze, ale rowniez np. w Hiszpanii – rosna olbrzymie, cale ploty zaslaniaja. U mnie w domu ledwo co toto rosnie, ale jak kwitnie, to sie jak dziecko ciesze. to na zdjeciu to nie moja, ale aby Wam pokazac jak wyglada bugenwilia) maja jakies tam robaki. Mysle sobie – wyniose na dwor. Letnie slonce zabije te biale robaczki, a bugenwilie uwielbiaja slonce tak czy siak.

Zlapalam te dwie doniczki, i ide na dol. Wyobrazcie sobie teraz syrene taka, naga jak ja pan Bog stworzyl (plus kapcie), wlosy do pasa, dlugie, blond, krecone, w obydwu rekach niose doniczki z moimi bugenwiliami. Troche jak obrazek powyzej, ale na golasa, ale AI nie chce robic nagich obrazkow. Wychodze tylnymi drzwiami na patio, i pierwsza rzecz, ktora widze to…..

OCZY GRAHAM’a! Graham to moj sasiad. Gej. Ostatnio sie razem upilismy. Graham stoi w ogrodku, i rozmawia przez telefon.

Wiec widze oczy Graham’a, Graham widzi moje cycki spod bugenwilii pewnie reszte tez…. cala sytuacja zajela pol sekundy, nie wiecej, obiecuje Wam! Ja ukucnelam, prawie ze krzyz sobie swoj stary zlamalam. Graham wskoczyl do swojego domu jeszcze szybciej.

No groteska, wyobrazcie sobie scene z filmu, nie moglam przestac sie smiac!

Sasiadka moja skomentowala to tak: pewnie pierwszy raz widzial kobiete na golasa, a moze i nawet przestal byc gejem 😂

Wyobrazacie sobie? Ja do tej pory sie smieje. Napisalam do niego potem zaraz wiadomosc:

Mam nadzieje, ze nie dalam Ci urazu na cale zycie z moimi bugenwiliami!

Na co mi dyplomatycznie odpisal:

Ha ha ha. Nie. Szkolimy naszego psa, aby nie szczekal w ogrodku za bardzo.

Lol.

Thulsdhoo, druga wyspa na Malediwach, ktora odwiedzilam

Nurkowanie sie skonczylo, wrzuce zdjecia jak wroce do domu, i troche wiecej napisze.

Ostatnie dwa dni swoje podrozy spedzilam na wyspie Thulsdhoo, pol godziny lodzia od Male w atolu Kaafu.

W porownaniu z Ukhulas Thulsdhoo jest duza wyspa. Powiedziawszy to, obejscie calej wyspy zajelo mi godzine.

Ukulhas po lewej, Thulsdhoo po prawej.

Na tej wyspie domy i turystyczne ‘przybytki’ znajduja sie na jednej polowie wyspy. Druga polowa to niezagospodarowane polacie ziemi.

Znajduje sie tutaj fabryka coca coli, jedyna na swiecie, ktora uzywa do produkcji odsolnionej wody morskiej.

Musze przyznac, ze ta wysepka jeszcze bardziej mi sie podoba od poprzedniej. Nie wiem, dlaczego, ale takie ma dobre vibes…. (Jak to mozna po polsku powiedziec poprawnie?)

Ludzie tutaj lubia kwiatki! Wszedzie sa sadzonki i rosliny w doniczkach, cos, czego na Ukulhas nie bylo. Plaza tez jest troche inna, tam bylo duzo muszelek i koralowcow, tutaj na plazy nie ma prawie w ogole. I woda ma kilkadziesiat odcieni niebieskiego i turkusowego… przecudowne.

Moj hotel nie byl tani jak na lokalna wyspe, bo kosztowal okolo £160 na dobe, ale jest cudowny! Na dachu ma basen, ktory zlewa sie z morzem, prywatna plaze tuz obok plazy dla turystow (Jesli nie napisalam wczesniej, na wyspach malediwskich sa tzw. Bikini plaze, dla turystow, gdzie mozna sie opalac i kapac w kostiumach kapielowych. Poza tymi plazami trzeba byc ubranym. Moja partnerka z nurkowania w Male poszla sie wykapac w kostiumie jednoczesciowym na plazy lokalnej, i ktos zadzwonil po policje i policja przyjechala. I zainterweniowala…)

Jest tez tutaj taka mini wysepka, nazywa sie Furaagandu. Jest oddzielona od glownej wyspy mostem, i jest w wiekszosci pokryta drzewami i buszem, ale udalo mi sie znalezc na niej dzika, odludna plaze, na ktorej nikogo nie bylo!

Jednego wieczoru, z polecenia recepcjonistki, wybralam sie do Byyoni Cafe, aby sprobowac maldiwskich ‘tapas’, czyli hedhikaa. Hedhikaa to mini przekaski, ktore je sie okolo 16-17 (czyli po modlitwie, pamietacie, ze Malediwy sa glownie muzulmanskim krajem)

Zamowilam sobie tylko 3, bo nie bylam glodna. Bajiyya, troche do samosy podobne, z farszem z tunczyka. Ta kulka to Gulha, kulka wypelniona tunczykiem i kokosem, z przyprawami. Oraz to najciemniejsze, nie wiem, jak sie nazywa, ale w srodku bylo jajko na twardo, oraz farsz z ziemnikakow.

Zauwazyliscie cos wspolnego? Tutaj prawie w kazdym posilku jest tunczyk. I kokos. Tunczyk jest bardzo tani, dlatego je sie tunczyka non stop. Do tego stopnia, ze tunczyk to tunczyk, a kazda inna ryba to ryba. Wiec mozna zamowic smazonego tunczyka, lub smazona rybe 😀


Musze przyznac, ze naprawde bardzo mi sie podobalo na tej wyspie, I bardzo milo spedzilam tutaj dwa dni… Ponizej kilka zdjec z mojego spaceru.

Nurkowanie – pierwsze dwa dni

Korzystam ze sie internet pojawil, bo jak do tej pory byl bardzo kiepski.

Dzien trzeci na lodce sie konczy, drugi dzien nurkowania. Wszyscy tutaj sa O WIELE bardziej doswiadczeni ode mnie w nurkowaniu. Maja kilkaset nurkow zaliczonych, ja mam tylko 40… Wiec troche sie balam.

Jest tutaj wielka roznica z nurkowaniem, do ktorego jestem przyzwyczajona. Do tej pory zawsze byl ‘trener’ na 3, 4 osoby, pomagal ci jak ci cos nie szlo, sprawdzal, czy masz wystarczajaco powietrza, i czlowiek sie czul bezpiecznie.

Tutaj, jestes za siebie sam odpowiedzialny. Jeden ‘trener’ na grupe 10 osob, mozesz z nim nurkowac lub nie, mozesz wynurzyc sie kiedy chcesz, sam musisz pilnowac ile masz powietrza, nikt sie z toba nie cycka. Porownalabym to do bycia w podstawowce do wkroczenia w dorosle zycie.

Pierwszy dzien byl latwizna, mysle sobie jak tak ma byc, to super, dam rade, idzie mi swietnie!

Drugi dzien (czyli dzisiaj). Pierwszy nurek, i musielismy od razu zejsc na glebokosc 25 metrow. Probowalam, probowalam, i nie moglam! Pyrkalam sobie na powierzchni… a moja grupa coraz dalej… kiedy mi sie w koncu udalo zejsc, grupy nigdzie nie bylo, babelkow nigdzie nie bylo… musialam wrocic na lodz. Stracilam nurka… .

Drugie nurkowanie dzisiaj, troche sie balam, ale dolozylam sobie 1kg ciezaru, aby nie miec problemu ze zejsciem pod wode. Pod wode zeszlam, a jakze, ale prad byl barzdzo silny! W miejscu, gdzie mielismy obserwowac rekiny, wszyscy juz tam doplyneli, przypieli sie haczykami do kamieni (zeby ich prad nie znosil), i obserwuja sobie rekiny. A ja z pradem walcze, i probuje do nich doplynac (pod prad) i nie moge… w koncu zeszlam na dno, i kamien po kamieniu, lapiac sie co chwila (wyobraz sobie wspinaczke po scianie, tylko ze w poziomie, a nie pionie), udalo mi sie do nich dotrzec. Ale stracilam na to bardzo duzo powietrza…

Przy 70-50 barach w butli juz powinnismy sie zaczac wynurzac, absolutne minimum powietrza w butli w momencie, gdy stajemy po nurkowaniu na lodzi, powinno byc 30 bar (a to i tak jest bardzo malo, bo w Egipcie zazwyczaj 60 bar to minimum). Wszyscy sobie nurkuja, wiec nie chcialam osobie, ktora ze mna nurkowala psuc ‘nurka’. Ale jak spojrzalam, i juz mialam 30 bar, to mowie ze musimy sie wynurzac. Doplynelysmy na glebokosc 5 metrow – na 5 metrow nalezy zrobic tzw. Safety stop, czyli 3 minuty sie wisi w wodzie, zanim mozna sie wynurzyc.

Ja czuje ze coraz mniej mi powietrza leci, coraz mniej, wiec zanim jescze moj ‘safety stop’ sie skonczyl, wynurzylam sie. Ale juz nie mialam zadnego powietrza aby nadmuchac ‘kamizelke’. Nic. Zero. Fale olbrzymie, nosza mnie w prawo i w lewo, a ja tylko probuje z calych sil utrzymac sie na powierzchni, nie opic sie za duzo slonej wody, nie utonac…

Moja partnerka na szczescie nadmuchala mi kamizelke (zapomnialam, ze mozna to zrobic ustami, a nie regulatorem i powietrzem z butli), i ostatkami sil doplynelysmy do lodzi.

Nigdy w zyciu jeszcze mi sie nie zdarzylo, aby powietrze skonczylo mi sie calkowicie. Nigdy w zyciu nie powinno sie to wydarzyc. Ten nurek to na pewno byla ciezka, ale wartosciowa lekcja!

Za to trzeci nurek byl fantastyczny! Latwy, malutki prad tylko byl, i widzielismy duuuuuzo rekinow! Minimum 5 z nich plywalo sobie obok nas, jeden to sie prezentowal tuz tuz obok nas, w ta i z powrotem… To byl piekny nurek.

Jutro o 6 rano znow pobudka, i zaczynamy od nowa!

Kilka ostatnich zdjec z Ukulhas

Ostatniego dnia w Ukulhas wlasciciel hoteliku zapytal mnie, czy nie zmienilabym swojego pokoju. Bo para w innym pokoju chciala zmienic. Pytam dlaczego? Zaczal cos motac, ze deluxe, ze superior, ze troche wiekszy… dobra, mowie, mi nie zalezy, ostatnia to noc, moge sie zamienic.

Poszlam na plaze na godzinke, wracam do swojego nowego pokoju…. Bozesz. Farba ze scian zlazi – nie odrobine, nie, na calych scianach. I SMROD! Musialam wyjsc, bo myslalam, ze zwymiotuje. Pozniej zajarzylam, ze jak rozmawialismy pierwszej nocy, to mi powiedzial, ze para narzekala na komary, i musial im zapewnic pokoj w innym hotelu. Dziwne, ale ok, ludzie sa rozni. Drugiego dnia para chciala ‚wiekszy pokoj’. Oczywiscie, obydwie pary mialy , ten smrod, ktory wlasiciel chcial mi wcisnac. Powiedzialam, ze bardzo mi przykro, ale nie, nie dam rady, nie jestem wymagajaca, ale w tym nie da sie nocowac.

Nie robil problemu, zawiozl mnie do innego hotelu (ktory tak naprawde jest chyba nawet troche lepszy, ale dalej od plazy – mi nie zalezalo, bo jutro rano wyjezdzam). W nowym hotelu musialam wode na herbate gotowac na lozku, bo to bylo jedyne gniazdko, ktore dzialalo 😀

Ale powiedzialam mu, aby przestal ludziom ten pokoj wciskac, niech go odremontuje albo zamknie, bo bedzie dostawal negatywne opinie – a szkoda, bo hotelik calkiem fajny, i doslownie trzy kroki od pieknej plazy, i w dobrej cenie (Sea View Hotel, jakby ktos sie pytal. Prosze unikac pokoju numer 8).

Wpis ten pisze w srode wieczorem, korzystajac, ze mam internet, i zaplanuje go na piatek. Bo jutro lodz z powrotem na Hullhumale, i stamtad lodka kolejna zabierze mnie na ‚okret’, na ktorym spedze 10 dni, codziennie nurkujac!

Oh, gdy zamawialam safari, ze wszystkich lodzi, ktore mialam do wyboru wybralam Blue Voyager. Na kilka tygodni przed podroza statek splonal!! Na szczescie udalo im sie zapewnic ‚zastepstwo’, wiec nie musialam odwolywac wakacji, ale przez tydzien naprawde sie balam, ze strace tyle kasy (hotele, loty) i nie ponurkuje na Malediwach….

Wiec na zakonczenie jeszcze kilka zdjec z Ukulhas.

Oh, i jeszcze dwa slowa o krabach – pelno ich jest na plazy, rozne rodzaje, wychodza rano i wieczorem, i czlapia po piasku, do przodu lub do tylu, a jak sie przestrasza, to sie chowaja do skorupki. Jeden z nich nawet fikolka zrobil!

Zbieralam muszelki, i trzymalam ich kilka w dloni, gdy nagle czuje, cos mnie laskocze! Ja patrze, a to ten krab w bialej, szpiczastej muszelce probuje sie wydostac! Od razu zajrzalam do swojej sakiewki, do ktorej wczesniej wlozylam taka sama ‚muszelke’, o oczywiscie, biedne zwierzatko nie mialo pojecia, gdzie jest i skad taka ciemnosc! 😀

Zdjecie czerwone – jest bez zadnego filtra, zrobione jest przez okulary sloneczne.

A zjecie z krabem zostawiajacym za soba slad zatytulowalam: Isc w strone slonca.

Rzeczy na ostatnim zdjeciu wygladaja jak smieci, ale wydaje mi sie, ze to jest w celu budowania zatory wodnej (to bylo przy fazie 2 Ukulhas, o ktorej wczesniej pisalam).