Lombok, Indonezja

Troche mi sie zapomnialo napisac, o ostatniej czesci naszej wycieczki do Indonezji.

Ostatnia wyspa, ktora odwiedzilismy, byl Lombok.

Lombok jest czesto nazywany ‚dziewiczym Bali’ – a to dlatego, ze jest tutaj stosunkowo malo turystow, zwlaszcza w porownaniu z Bali. Dwie godziny szybka lodzia na zachod od Bali, i jest sie na tej pieknej wyspie. Lombok znaduje sie w West Nusa Tenggara, najwiekszym miastem na Lombok jest Mataram. Lombok jest otoczony mniejszymi wysepkami, zwanymi Gilli. Mieszkancy Lombok to glownie muzulmanie, z korzeniami balijskimi (chociaz na Bali glowna religia jest buddyzm).

Do hotelu z portu przyjechalismy taksowka, Blue Bird, 30,000 rupii (okolo 2 funty?). Blue bird to taksowki, ktore maja konkurencyjne ceny, w przeciwienstwie do lokalnych kierowcow, ktorzy czesto probuja wyciagnac od turystow jak najwiecej pieniedzy – na przyklad podszedl do nas kierowca, i zaproponowal nam ta sama podroz za 150,000. W ogole w Indonezji trzeba sie bardzo targowac, spodobala mi sie miseczka, ktora jest osadzona na kawalku drewna, zapytalam, ile kosztuje, 750 tysiecy rupii mi powiedzial, (okolo 38 funtow), a kupilam ja od niego za 230 tysiecy (12 funtow). Ceny dla turystow sa straszliwie zawyzane.

Ale z drugiej strony trudno im sie dziwic, rozmawialam dzisiaj z facetem z centrum nurkowego, powiedzial mi, ze elektryk zarabia 5 milionow rupii (250 funtow), a sprzedawczyni w sklepie zarabia 2 miliony (niecale 100 funtow – to 500 czy 600 zlotych).

Nasz hotel jest cudowny, Holiday Resort Lombok, tuz przy samej plazy – z czarnym piaskiem, otoczony zielenia i roslinnoscia zapierajaca dech w piersiach. 

Zostawilismy bagaze w pokoju, i wybralismy sie ‚na miasto’. Zjedlismy obiad w lokalnym ‚warung’, czyli tania jadlodajnia, gdzie gotuja posilki domowe. Za wolowine w smacznym sosie i duze piwo zaplacilam piec funtow. Danie nazywalo sie Gulai Beef (poprosilam kelnera, aby mi wybral cos, co jest najsmaczniejsze), okazalo sie, ze jest to rodzaj aromatycznego curry, z trawa cytrynowa, cynamonem, kurkuma, imbirem, gozdzikami i cala masa innych przypraw! Bardzo dobre, aczkolwiek wolowina byla ‚zujaca’, jak to mowimy u mnie w domu, czyli po polsku to chyba bedzie twarda? 

Ponizej kilka posilkow, ktore jadlam.

9/9/2024

Dzisiaj wynajelismy skuter za 150,000 (£7.50 za dobe) i wybralismy sie na zwiedzanie polnocy. Wycieczka zajela nam 12 godzin, i przejechalismy okolo 200 kilometrow. Na skuterze!!! Wieczorem myslalam, ze nie rusze noga, a tylek tak mnie bolal, ze az pozniej dostalam siniaki!

Wycieczke zaczelismy od bardzo widowiskowej drogi wzdluz moza, od Senggigi do Pemenang. Widoki zapierajace dech w piersiach!

Po godzinie jazdy mniej wiecej krajobraz zaczal sie troche zmieniac, w okolicy Senggigi (tam, gdzie jest nasz hotel) uprawiaja glownie kukurydze. Jadac na polnoc kukurydza powoli zaczela byc zastepowna polami ryzowymi. Przejezdzalismy przez wiele terenow wiejskich, glownie wrecz przez wioski, gdzie ludzie zyja tradycyjnym zyciem. Duzo widzielismy pol uprawnych, na ktorych rosly pomidory (!! Kto by sie spodziewal), troche truskawek, duzo kapusty.

Nastepny przystanek – dwa wodospady, znajdujace sie niedaleko wulkanu. Pierwszy to Sendang Gile, a drugi nazywa sie Kielep. Drugi byl o wiele wiekszy, i naprawde robil wrazenie! Nie bylo lekko do nich dotrzec, poniewaz musielismy is duzo pod gore, kamienistymi drokami, nawet przez dwie rzeki musielismy przejsc (papa suche buty!). 

Kolejnym punktem programu byl pokaz tradycyjnej techniki przedzenia tkanin, zwanej ikat. Jedziemy, jedziemy,  przez wsie, korzystamy z map google. Google przywiozl nas na miejsce. Nad rzeka siedza kobiety, ktore robia pranie w rzece. Dzieciaki kapia sie na golasa tuz obok. Za ‚parking’ trzeba bylo zaplacic. Nie bylismy pewni, co to za miejsce, ale widze, ze pobieraja oplate za wstep, wiec pomyslalam – to musi byc to. Wchodzimy. Zaplacilismy za bilety, i idziemy, nie bardzo wiedzac, czego szukamy. Ludzie kapia sie w rzece, jest basen, stragany ze smakolykami, pikniki, dzieciaki gole w wodzie sie pluskaja.… Kazdy sie na nas patrzy jak na malpki w zoo, a my jako jedyni biali turysci probujemy sie domyslec, co to w ogole jest. Okazalo sie, ze przez przypadek weszlismy do jakiegos lokalnego osrodka rekreacyjnego, gdzie Indonyzejczycy przyjezdzaja wypoczac i sie zrelaksowac. 

Zwinelismy sie bardzo szybko, z podkulonym ogonem, i pojechalismy dalej szukac przedziarki.

Dojechalismy, a jakze, i sie okazalo, ze to byl po prostu sklep, sprzedajacy jakies tam tkaniny! 

No trudno, jedziemy dalej zobaczyc jak sie plecie koszyki. Dojechalismy, po 40 minutach. Ponowie, okazalo sie, ze byly dwa sklepy na krzyz sprzedajace koszyki, i to wszystko! Podejrzewam, ze jezeli wykupuje sie wycieczke z przewodnikiem przewodnik organizuje jakis tam pokaz dla turystow. My jechalismy we wlasnym zakresie…. No trudno.

Atrakcji wiele nie zobaczylismy, ale i tak bylo super zobaczyc, jak ludzie zyja. Nie widzielismy ani jednego turysty, za to musielismy sie usmiechac i wolac ‚hello’ setki razy – kazdy dzieciak na nasz widok machal radosnie i entuzjatycznie krzyczal ‚hello, hello!’. Nie tylko dzieciaki, dorosli tez! A jedna mama z dziewczynka, moze 6 letnia, poprosila, czy moze zrobic zdjecie swojej corki ze mna! Podejrzewam, ze bialych duzo nie widuja, bo jezdzilismy na skuterze przez tereny wiejskie, a zorganizowane wycieczki pewnie sie nie wybieraja po wsiach, tylko prosto do celu…. 

10/9/24, wtorek

Dzisiaj mielismy zwiedzac poludniowa czesc wyspy, ale moj kolega nie mial ochoty, wiec niestety tego nie zrobilismy. Lezalam caly dzien na basenie, patrzac na morze. Wieczorem wyszlam na kolacje, do Coco Beach. Domowe obiady na plazy, z widokiem na morze – szkoda, ze przyszlam troche za pozno na zachod slonca. Nie mieli elektrycznosci, cos sie stalo, na calej wyspie nie bylo pradu, wiec zupe z kurczaka jadlam w calkowitej ciemnosci (ze swieczka tylko, i pomagalam sobie telefonem). Coco Beach jest mniej wiecej 20 – 25 minut na pieszo od hotelu, ale bylo totalnie ciemno, wiec poprosilam, czy nie mogliby mi zamowic skuterka-taksi. Pani zaproponowala, ze pracownik mnie podrzuci – i mnie podrzucil na swoim skuterze! Uwielbiam takie historie, takie klimaty, gdzie cos sie dzieje zupelnie bez planu 🙂 

11/09/24, sroda

Nurkowania nigdy nie za duzo, wiec jak zobaczylismy tuz przy naszym hotelu centrum nurkowe, zamowilismy sobie nurkowanie z lodzi na srode. Zrobilam trzy nurki, kazdy przy jednek z malenkich wysepek tuz obok Lombok – Gili Trawangan (zwane Gili T, pewnie turysci nie moga nazwy zapamietac), Gili Air and Gili Meno. Te wysepki to malenstwa, Gili Meno ma 4 kilometry obwodu, a Gili Air 5. 

Nurkowanie takie sobie, aczkolwiek wizialam kilka rekinow, w pewnym momencie dwa sobie siedzialy w ‘jaskini’, i bylam tak blisko! Jakby rekiny mialy zmarszczki, to bym widziala wszystkie jego zmarszczki.

A najciekawsze, ze okazalo sie, iz centrum Scuba Froggi prowadzi Polka, Alicja, wraz z mezem Tomkiem. Mieszkaja na Lombok juz od 10 lat, i maja trzy centra nurkowe. Opowiadala jak to sie zaczynalo, jakie problemy musieli przelamywac, 10 lat temu Lombok to byl trzeci swiat. Opowiadala nam, jak czesci do lodzi nie mogla kupic, musiala do Australii po nie leciec, albo jak utrzymanie ludzi, gdy nie ma klientow, kosztuje kilka tysiecy dolarow. Opowiadala, jak wszystko bardzo szybko sie psuje, przez pogode, ale rowiez przez jakosc, Indonezyjczycy nie maja pieniedzy, wiec wszystko musi byc robione tanim kosztem. Niby zycie w raju, ale jednak sa rozne problemy, ktore trzeba obejsc.

Wieczorem bylam totalnie klapnieta, ponieaz jestem chora, boli mnie gardlo, nos zatkany, kaszel… 

Ale poszlam jeszcze do warung na plazy, z widokiem na morze, i zjadlam zupe tom yum, oraz grillowana rybe mahi-mahi.

12/9, czwartek

Dzis znow wyjnajelismy skuter, i pojechalismy do tradycyjnej wioski Sasakow. Sasak to rdzenni mieszkancy Lomboku, i stanowia 85% ludzkosci tej wyspy. Pozostaly procent to ludzkosc pochodzenia balijskiego. 

Wioska Sasakow to miejsce, w ktorym ludzie zyja tradycyjnie, tak samo jak kilkaset lat temu. Kobiety zajmuja sie tkaniem materialow, lub przedzeniem bawelny, a mezczyzni uprawiaja role. 

Wioska niestety mnie rozczarowala bardzo, z kilku powodow. Spodziewalam sie, ze bedzie turystycznie, ale nie myslalam, ze az do takiego stopnia! Po pierwsze stworzyli zasade, iz do wioski mozna wejsc wylacznie z ‘przewodnikiem’. Nasz ‘przewodnik’ przez 5 minut oprowadzil nas po kilku straganach, poinformowal nas ze ten dach zrobiony jest z ryzowej trawy, ten z kokosowej palmy, a sciana z gowna krowiego, aby utrzymywac domy w chlodzie i odstraszac komary. Po czym poprosil o napiwek. Nie opowiedzial nam nic na temat tych ludzi, ich stylu zycia, nie powiedzial nic. Musialam sobie wszystko pozniej w internecie wyczytac.

Po drugie wioska oprocz tradycyjnych domow ze strzechami to jeden wielki stragan, gdzie sprzedawane sa tkaniny i inne turystyczne ‘pamiatki’, o cenach niesamowicie turystycznych. 

Pozniej wrocilismy do hotelu, bo zadnemu z nas nie chcialo sie dalej jezdzic na tym motorku. Poza tym poludniowa czesc Lomboku jest o wiele bardziej sucha niz czesc polnocna, jest tutaj o wiele wiecej ruchu motorkowego, a co za tym idzie kurzu wszedzie pelno, i smog zapierajacy dech w piersiach. 

Z powodu o wiele bardziej suchego klimatu w porze suchej roslinnosc jest pozolkla, i nie mozna nic uprawiac oprocz kukurydzy – to by wyjasnilo, dlaczego, o ile pamietacie wczesniej o tym pisalam, pola kukurydzy zaczely sie zamieniac w pola ryzowe czym bardziej na polnoc. Na polnocy ryz mozna uprawiac caly rok, na poludniu tylko raz w roku, w czasie pory deszczowej. 

13/9 piatek

Dzis wzielismy taksowke i przyjechalismy do Kuta, poludnie Lomboku. Glownie dlatego, bo zle zpojrzalam na  daty, i zamowilam hotel o jedna noc za krotko, a jak sie zorientowalam, to juz nie mieli wolnych pokoi. Hotel w Kuta, Novotel, zamawial moj kolega. Jak przyjechalismy to sie okazalo, ze hotel jest na totalnym zadupiu, kilometry od czegokolwiek. I w dodatku reklamujacy sie jako ‘swietne miejsce na romantyczny wypad’. I rzeczywiscie, od razu bagazowy zapytal nas, czy to jest nasz miesiac miodowy, i nie wierzyl, ze jestesmy tylko znajomymi. Uwierzyl dopiero jak zobaczyl ze mamy dwa osobne lozka.

A hotel sam w sobie swietny, z prywatna plaza, widokiem na gory, oferujacy wille z prywatnym basenem (my wzielismy standardowy pokoj) i bungalowy ze slomianymi dachami… 

Towarzysz podrozy odsypial kaca, wiec ja spedzilam troche czasu na basenie na plazy, i porozmawialam sobie z ‚beach boys’, jak sie nazywali, pracownikami, ktorzy wydawali reczniki kapielowe. Padla nawet propozycja malzenstwa od Chilli Boy, oraz od Sammy propozycja najpierw randki (koncze o 20, wezme Cie na skuter i pojedziemy do miasta…) a jak odmowilam, to propozycja wspolpracy i prowadzenia biznesu razem (ja otworze domowy hoteli, i bede sciagala gosci, a on bedzie zapewnial im rozrywke. Tak naprawde wcale to glupi pomysl nie jest, mogloby miec rece i nogi. 

Zarty zartami, ale tez porozmawialismy powaznie, i jak mu powiedzialam, ze za gaz i elektrycznosc place 70 funtow, to on mi powiedzial, ze to jest jego miesieczna wyplata. Ale bardzo mi sie spodobala jego postawa po tym, co powiedzial nastepnie. Ze w Indonezji ludzie zarabiaja bardzo malo, ale tez wszystko jest tanie, bo rzad dofinansowuje. W Europie wy zarabiacie wiecej, ale tez o wiele wiecej wszystko was kosztuje. To sie rownowazy, podsumowal.

Gdy siedzialam na plazy, przylaczyly sie do mnie dwie dziewczynki, Indonezyjki. Po plazy chodza dzieciaki, i sprzedaja bransoletki plecione z nitek, oraz z muszelkami. Wczesniej dalam im po 10 tysiecy rupii. Probowalysmy rozmawiac (uzywajac tlumacza w telefonie), pozniej zaczely czytac na glos ksiazke na moim ipadzie. Pozniej chcialy jakas bajke, wiec wrzucilam youtube i oddalam ipada w ich panowanie. Ale im sie podobalo! Dolaczyla do nas jeszcze jedna mala dziewczynka, z Niemiec, i tez sie smiala z bajek! 

Dziewczynki mialy po 12 i 11 lat, ale wygladaly na 7 gora, malutkie takie, nie chcialam uwierzyc, ze maja 11/12 lat. A dodam jeszcze, ze z domu na plaze sprzedawac te bransoletki przyjechaly na skuterze. SAME!!

Wieczorem szybki wypad do centrum Kuta, miasteczko okazalo sie malo ekscytujace, glownie surferzy, mlodzi ludzie, dwie ulice na krzyz, jedna wypelniona typowymi turystycznymi pamiatkami, a druga jadlodajniami. 

Zjadlam kolacje, wrocilismy do hotelu, i nasza przygoda z Indonezja sie skonczyla…. Potem tylko jeszcze 24 godzinny lot do Londynu, i witajcie burze, i temperatury 3 stopnie (w nocy).

P.s. Ciekawostka.

W hotelu w Kuta pracownik, gdy dowiedzial sie, ze jestesmy z Polski, opowiedzial nam historie o sportowcu,
Muhammad Zohri, atleta indonezyjski. W 2018 roku wygral bieg, ale niestety nie mial flagi indonezyjskiej. Polscy sportowcy pozyczyli mu nasza flage, a Muhammad Zohri wzial ja, zlapal do gory nogami, i dumnie biegl i swietowal swoje zwyciestwo!

Tutaj jest tweet PZLA (Polski Zwiazek Lekkiej Atletyki)

Ubud, Bali

Na pobyt w Bali wybralam Ubud. Z kilku powodow. Na Bali bylam juz, i oblatalam wszystkie turystyczne atrakcje. Ubud pamietalam bardzo dobrze. W Bali bylismy tylko jeden pelny dzien. No i Ubud byl w polowie drogi pomiedzy lotniskiem a portem. Zatem Ubud.

Po wyladowaniu na Bali zaladowalam aplikacje, cos w stylu Uber, sa dwie, Gojek i Grab. Ceny maja bardzo podobne, ale Gojek chyba jest lepszy, bo ma wiecej lokalizacji i szybciej samochod przyjezdza. Wiec zamowilam Gojek do Ubud. Cena: 350,000 , czyli okolo 18 funtow. Pomimo, ze to tylko 36 kilometrow, jechalismy 2 godziny – korki sa okropne. Turyzm w Bali potroil sie podobno po Covid.

Nasz hotel okazal sie przecudowna oaza spokoju, a tereny hotelu wygladaja jak dzungla…. 

Poszlismy na lunch, zjadlam zupe rybna i popilam piwem, oraz napojem Jamu – tradycyjny drink z imbirem, kurkuma oraz cytryna. Chyba zaczne sobie taki w domu robic codziennie rano. Mozna go pic na zimno i na goraco.

 Polazilismy troche bo glownej ulicy Ubud, znajduja sie na niej sklepy, restauracje, oraz salony masazu. Zobaczylismy rowniez palac w Ubud.

Wieczorem wybralam sie na tradycyjny balijski masaz, ktory kosztowal 143,000 rupii, czyli nieco ponad 7 funtow za godzine! A to  bylo drogo, bo mozna masaz za 100,000 rupii, czyli niecale piec funtow. Najpierw umyly mi stopy w wodzie, w ktorej plywaly rozne kwiaty, a pozniej zaprowadzily mnie do pokoju z przyciemnionym swiatlem i lagodna muzyka, gdzie odbyl sie masaz. 

Nasz hotel znajdowal sie tuz obok Monkey Forrest, parku, w ktorym zyja setki malp. Pani w recepcji ostrzegla nas, aby nie zostawiac zadnych rzeczy wartosciowych na zewnatrz, bo malpy przychodza do pokoju. Niestety, nie posluchalismy jej… rano obudzilam sie, i na tarasie bylo pobojowisko! Stol przewrocony, popielniczka na podlodze, pety dookola, telefon na podlodze, resztki jedzenia (wzielismy na wynos) porozwalane po tarasie a pudelka porozdzierane. Na podlodze lezal jakis staniczek, ktory do mnie nie nalezal, recznik, ktory do suszenia sie lezal na daszku ponizej, moja sukenka oraz bluza, ktore tez sie suszyly, zniknely. Sukienka znalazla sie pozniej na schodach, ale bluza przepadla, nie ma jej nigdzie…. 

Na tarasie malpy urzadzaly sobie uczte, oraz bawily sie w berka. Sa bardzo zuchwale, jedna podchodzila do mnie szczerzac zeby, az musialam uciec do pokoju.

Poszlam pozniej na sniadanie, w pewnym momencie pagoda, pod ktora siedzialam i pilam herbate zaczela sie cala trzasc. Ziemia tez sie trzesla. Myslalam, ze to znowu malpy wariuja na dachu, myslalam sobie ilez toto ma sily, aby takie trzesienie pagody wywolac, ale biegnie do mnie pracownik krzyczac: madame, emergency, emergency! Zlapalam telefon i tableta, i wyszlam spod pagody, myslac, ze moze cos z konstrukcja i sie zaraz zawali. Okazalo sie, ze wlasnie doswiadczylam pierwszego w swoim zyciu trzesienia ziemi! 7 wrzesnia, o godzinie 9:51, w skali 4.9!! 

Drugi dzien w Ubud byl nieco leniwy, rano poszlismy na ‚art market’ – czyli po prostu rynek ze straganami pelnymi pamiatek, koszulek, magnesow i otwieraczy do butelek w ksztalcie penisa. 

Pozniej byl masaz, 90 minut kosztowalo 250 tysiecy rupii, czyli nieco ponad 12 funtow. To byl masaz z goracymi kamieniami. Super!

Wieczorem poszlismy na obiad, w internecie ktos polecal restauracje Laka Leke, wiec tam sie wybralismy. Bardzo sie ciesze, bo pomimo ze musielismy isc do niej 30 minut, to zdecydowanie bylo warto! Restauracja znajduje sie wsrod przecudownych ogrodow, stoliki sa poustawiane wsrod zieleni, mozna siedziec albo przy tradycyjnym stoliku, lub przy niskim, na poduszkach na podlodze. Jedzenie jest znakomite, ceny przystepne, i obsluga bardzo mila. Zamowilismy chrupiaca kaczke, sajgonki, zupe tom yum z krewetkami, oraz przystawke – 2 nadziewane tofu, 2 sajgonki, 2 szaszlyki z kurczaka, oraz butelke wina rose. Obiad kosztowal nas 665,000, czyli 33 funty na dwie osoby. 

Kolega, z ktorym podrozuje, zostawil w restauracji swoj kapelusz, taki, z ktorym podrozuje po swiecie, i na ktorym ma przypinki z flagami krajow, ktore odwiedzil. Tuz przy hotelu zorientowal sie, ze nie ma kapelusza, i juz mielismy wracac (kolejne 30 minut w kazda strone), a tu nagle podjezdza na motocyklu pracownik restauracji, machajac do nas kapeluszem kolegi!!! Jak sie zorientowali, ze zostawilismy kapelusz, wyslali ;pracownika na motocyklu, aby nas znalazl i oddal kapelusz! Niesamowite!

Nastepnego dnia rano mielismy zamowiona taksowke, ktora zabrala nas do portu Penang Bai (350,000, 18 funtow). Pomimo malej odleglosci, podroz zajela 2 godziny – slynne balijskie korki! W porcie odprawilismy sie, i czekalismy na nasza lodz, ktora zawiezie nas do Lombok. Wybralam szybka lodz, pomomo, ze byla drozsza od wolnej lodzi, z dwoch powodow, po pierwsze czas podrozy to 2.5 godziny, a nie 5 lub 6 godzin na wolnej lodzi, po drugie szybka lodz przyplywa do portu Senggigi, w Lombok, a ten port jest lepiej usytuowany w stosunku do moich planow w Lombok. 

Lodz okazala sie dyskoteka na oceanie, siedzialam sobie na dworzu, z glosnika walila letnia muzyczka (Coco Jumbo i Modern Talking), ludzie popijali piwko (ocywiscie cena na lodzi wywindowana na maksa, 300 procent amarzy), jacys mlodociani z Walii wrecz tanczyli sobie! 🙂 

Lodz dojechala do portu, i jestesmy w Lombok!