Nurkowanie sie skonczylo, wrzuce zdjecia jak wroce do domu, i troche wiecej napisze.
Ostatnie dwa dni swoje podrozy spedzilam na wyspie Thulsdhoo, pol godziny lodzia od Male w atolu Kaafu.
W porownaniu z Ukhulas Thulsdhoo jest duza wyspa. Powiedziawszy to, obejscie calej wyspy zajelo mi godzine.
Ukulhas po lewej, Thulsdhoo po prawej.
Na tej wyspie domy i turystyczne ‘przybytki’ znajduja sie na jednej polowie wyspy. Druga polowa to niezagospodarowane polacie ziemi.
Znajduje sie tutaj fabryka coca coli, jedyna na swiecie, ktora uzywa do produkcji odsolnionej wody morskiej.
Musze przyznac, ze ta wysepka jeszcze bardziej mi sie podoba od poprzedniej. Nie wiem, dlaczego, ale takie ma dobre vibes…. (Jak to mozna po polsku powiedziec poprawnie?)
Ludzie tutaj lubia kwiatki! Wszedzie sa sadzonki i rosliny w doniczkach, cos, czego na Ukulhas nie bylo. Plaza tez jest troche inna, tam bylo duzo muszelek i koralowcow, tutaj na plazy nie ma prawie w ogole. I woda ma kilkadziesiat odcieni niebieskiego i turkusowego… przecudowne.
Moj hotel nie byl tani jak na lokalna wyspe, bo kosztowal okolo £160 na dobe, ale jest cudowny! Na dachu ma basen, ktory zlewa sie z morzem, prywatna plaze tuz obok plazy dla turystow (Jesli nie napisalam wczesniej, na wyspach malediwskich sa tzw. Bikini plaze, dla turystow, gdzie mozna sie opalac i kapac w kostiumach kapielowych. Poza tymi plazami trzeba byc ubranym. Moja partnerka z nurkowania w Male poszla sie wykapac w kostiumie jednoczesciowym na plazy lokalnej, i ktos zadzwonil po policje i policja przyjechala. I zainterweniowala…)
Jest tez tutaj taka mini wysepka, nazywa sie Furaagandu. Jest oddzielona od glownej wyspy mostem, i jest w wiekszosci pokryta drzewami i buszem, ale udalo mi sie znalezc na niej dzika, odludna plaze, na ktorej nikogo nie bylo!
Jednego wieczoru, z polecenia recepcjonistki, wybralam sie do Byyoni Cafe, aby sprobowac maldiwskich ‘tapas’, czyli hedhikaa. Hedhikaa to mini przekaski, ktore je sie okolo 16-17 (czyli po modlitwie, pamietacie, ze Malediwy sa glownie muzulmanskim krajem)
Zamowilam sobie tylko 3, bo nie bylam glodna. Bajiyya, troche do samosy podobne, z farszem z tunczyka. Ta kulka to Gulha, kulka wypelniona tunczykiem i kokosem, z przyprawami. Oraz to najciemniejsze, nie wiem, jak sie nazywa, ale w srodku bylo jajko na twardo, oraz farsz z ziemnikakow.
Zauwazyliscie cos wspolnego? Tutaj prawie w kazdym posilku jest tunczyk. I kokos. Tunczyk jest bardzo tani, dlatego je sie tunczyka non stop. Do tego stopnia, ze tunczyk to tunczyk, a kazda inna ryba to ryba. Wiec mozna zamowic smazonego tunczyka, lub smazona rybe 😀
Musze przyznac, ze naprawde bardzo mi sie podobalo na tej wyspie, I bardzo milo spedzilam tutaj dwa dni… Ponizej kilka zdjec z mojego spaceru.
Ostatniego dnia w Ukulhas wlasciciel hoteliku zapytal mnie, czy nie zmienilabym swojego pokoju. Bo para w innym pokoju chciala zmienic. Pytam dlaczego? Zaczal cos motac, ze deluxe, ze superior, ze troche wiekszy… dobra, mowie, mi nie zalezy, ostatnia to noc, moge sie zamienic.
Poszlam na plaze na godzinke, wracam do swojego nowego pokoju…. Bozesz. Farba ze scian zlazi – nie odrobine, nie, na calych scianach. I SMROD! Musialam wyjsc, bo myslalam, ze zwymiotuje. Pozniej zajarzylam, ze jak rozmawialismy pierwszej nocy, to mi powiedzial, ze para narzekala na komary, i musial im zapewnic pokoj w innym hotelu. Dziwne, ale ok, ludzie sa rozni. Drugiego dnia para chciala ‚wiekszy pokoj’. Oczywiscie, obydwie pary mialy , ten smrod, ktory wlasiciel chcial mi wcisnac. Powiedzialam, ze bardzo mi przykro, ale nie, nie dam rady, nie jestem wymagajaca, ale w tym nie da sie nocowac.
Nie robil problemu, zawiozl mnie do innego hotelu (ktory tak naprawde jest chyba nawet troche lepszy, ale dalej od plazy – mi nie zalezalo, bo jutro rano wyjezdzam). W nowym hotelu musialam wode na herbate gotowac na lozku, bo to bylo jedyne gniazdko, ktore dzialalo 😀
Ale powiedzialam mu, aby przestal ludziom ten pokoj wciskac, niech go odremontuje albo zamknie, bo bedzie dostawal negatywne opinie – a szkoda, bo hotelik calkiem fajny, i doslownie trzy kroki od pieknej plazy, i w dobrej cenie (Sea View Hotel, jakby ktos sie pytal. Prosze unikac pokoju numer 8).
Wpis ten pisze w srode wieczorem, korzystajac, ze mam internet, i zaplanuje go na piatek. Bo jutro lodz z powrotem na Hullhumale, i stamtad lodka kolejna zabierze mnie na ‚okret’, na ktorym spedze 10 dni, codziennie nurkujac!
Oh, gdy zamawialam safari, ze wszystkich lodzi, ktore mialam do wyboru wybralam Blue Voyager. Na kilka tygodni przed podroza statek splonal!! Na szczescie udalo im sie zapewnic ‚zastepstwo’, wiec nie musialam odwolywac wakacji, ale przez tydzien naprawde sie balam, ze strace tyle kasy (hotele, loty) i nie ponurkuje na Malediwach….
Wiec na zakonczenie jeszcze kilka zdjec z Ukulhas.
Oh, i jeszcze dwa slowa o krabach – pelno ich jest na plazy, rozne rodzaje, wychodza rano i wieczorem, i czlapia po piasku, do przodu lub do tylu, a jak sie przestrasza, to sie chowaja do skorupki. Jeden z nich nawet fikolka zrobil!
Zbieralam muszelki, i trzymalam ich kilka w dloni, gdy nagle czuje, cos mnie laskocze! Ja patrze, a to ten krab w bialej, szpiczastej muszelce probuje sie wydostac! Od razu zajrzalam do swojej sakiewki, do ktorej wczesniej wlozylam taka sama ‚muszelke’, o oczywiscie, biedne zwierzatko nie mialo pojecia, gdzie jest i skad taka ciemnosc! 😀
Zdjecie czerwone – jest bez zadnego filtra, zrobione jest przez okulary sloneczne.
A zjecie z krabem zostawiajacym za soba slad zatytulowalam: Isc w strone slonca.
Rzeczy na ostatnim zdjeciu wygladaja jak smieci, ale wydaje mi sie, ze to jest w celu budowania zatory wodnej (to bylo przy fazie 2 Ukulhas, o ktorej wczesniej pisalam).
Po nocnym locie wyladowalam w Male. Lub raczej na wyspie Hulhule, na ktorej znajduje sie lotnisko, i ktora jest o rzut beretem od kolejnej wyspy, Male (stolica Malediwow).
Jesli nie wiecie, Malediwy to panstwo na oceanie Indyjskim, skladajace sie z ponad tysiaca wysp zorganizowanych w 26 atoli. Do niedawna jesli ktos chcial odwiedzic Malediwy, to musial zakupic zakwaterowanie w resorcie – wysepki tutaj sa tak male, ze jedna wyspa to jeden resort. Jesli wyobrazacie sobie Malediwy i chatki ze ‘slomiana’ strzecha na nozkach ustawione w rzadku wypuszczajacym sie wglab oceanu, to wlasnie myslicie o resortach. Noc w takich miejscach kosztuje od kilkuset funtow w gore.
Ale Malediwy to nie tylko resorty, przeciez lokalni ludzie tez gdzies mieszkaja… no mieszkaja, na wyspach ‘zamieszkanych’, lub ‘lokalnych’. Dopiero w latach 70 rzad zezwolil obywatelom na otwieranie przybytkow turystycznych, oferowanie turystom noclegow. Dzieki temu za ulamek ceny mozna poleciec na Malediwy i cieszyc sie przecudnym, niebieskim i turkusowym morzem, oraz niezwykle mialkim, bialym piaskiem. (tak na marginesie, czy wiecie, ze bialutki piasek to odchody ryby-papugi? <parrot fish> Ryby te polykaja koralowce, co sie nie strawi wydalaja w takiej wlasnie formie, i ten bialy ‘piasek’ jest wymywany na brzegi oceanu tworzac biale plaze).
To tyle tytulem wstepu jesli chodzi o Malediwy. Dolecialam, wyladowalam, przechodze przez odprawe, a tu sie okazuje, ze nie mam paszportu! Szukam w panice, no nie ma, nie i koniec. Juz mi lzy zaczynaja leciec (glownie dlatego, ze moga mnie nie wpuscic, i takie wakacji mi kolo nosa przeleca), ale pracownicy graniczni spokojnie, opanowanym glosem, na pewno zostawilas w samolocie (a co jak nie? Panikuje). Wyslali kogos, i oczywiscie, cala torebke z paszportem, kupa kasy i wszystkimi swoimi kartami zostawilam… co za idiotka!
Jak juz mnie wpuscili, udalam sie do okienka D11 – hotelik, w ktorym mam zamowiony pokoj powiedzial, ze tam sie wszystkim zajma. Rzeczywiscie, jest to wszystki swietnie zorganizowane, o 10:30 zabrali nas do odpowiedniej lodzi, pobrali kase ($50 za osobe w jedna strone – to za lodz motorowa. Jest tez opcja publicznej lodzi, za $5, ale jezdzi chyba tylko raz na dzien, i czesto ja odwoluja), i po 90 minutach znalezlismy sie na wysepce Ukulhas.
Nazwy malediwskich wysp sa orkopne do zapamietania i do wypowiedzenia!
Na Ukulhas spedzam 3 dni. Jest to maciupenka wysepka, i pierwsza (z dwoch) ktora odwiedzilam na Malediwach, ale naprawde moge ja polecic. Plaze sniezno biale, jest to podobno jedna z najbardziej czystych wysp malediwskich, mieszkancy dumni sa z tego, ze codziennie ja sprzataja!
Wyspa jest taka malutka, ze drugiego dnia wybralam sie na spacer wzdluz wybrzeza. Przeszlam cala wyspe. Dookola. Zajelo mi to 59 minut. Zrobilam 3.34 km… A gdybym szla wzdluz przez srodek, to pewnie ze 20 minut by mi zajelo od jednego konca do drugiego (1km)
Co zatem mozna tutaj robic, zapytacie… idealne miejsce dla milosnikow sportow wodnych. Snorkling jest genialny, i to prosto z plazy bo koralowce sa tak blisko. Mozna sie wybrac na wycieczki – plywanie z mantami, bezludna wyspa, skutery wodne…
Malediwy sa panstwem muzulmanskim, dlatego na zamieszkanych wyspach nie kupi sie alkoholu. Nie mozna tez chodzic w bikini po ulicach – sa plaze dla turystow, i tam jest ok, ale w innych miejscach nalezy sie ubraz z poszanowaniem dla lokalnej religii.
Na pobyt w Bali wybralam Ubud. Z kilku powodow. Na Bali bylam juz, i oblatalam wszystkie turystyczne atrakcje. Ubud pamietalam bardzo dobrze. W Bali bylismy tylko jeden pelny dzien. No i Ubud byl w polowie drogi pomiedzy lotniskiem a portem. Zatem Ubud.
Po wyladowaniu na Bali zaladowalam aplikacje, cos w stylu Uber, sa dwie, Gojek i Grab. Ceny maja bardzo podobne, ale Gojek chyba jest lepszy, bo ma wiecej lokalizacji i szybciej samochod przyjezdza. Wiec zamowilam Gojek do Ubud. Cena: 350,000 , czyli okolo 18 funtow. Pomimo, ze to tylko 36 kilometrow, jechalismy 2 godziny – korki sa okropne. Turyzm w Bali potroil sie podobno po Covid.
Nasz hotel okazal sie przecudowna oaza spokoju, a tereny hotelu wygladaja jak dzungla….
Poszlismy na lunch, zjadlam zupe rybna i popilam piwem, oraz napojem Jamu – tradycyjny drink z imbirem, kurkuma oraz cytryna. Chyba zaczne sobie taki w domu robic codziennie rano. Mozna go pic na zimno i na goraco.
Polazilismy troche bo glownej ulicy Ubud, znajduja sie na niej sklepy, restauracje, oraz salony masazu. Zobaczylismy rowniez palac w Ubud.
Wieczorem wybralam sie na tradycyjny balijski masaz, ktory kosztowal 143,000 rupii, czyli nieco ponad 7 funtow za godzine! A to bylo drogo, bo mozna masaz za 100,000 rupii, czyli niecale piec funtow. Najpierw umyly mi stopy w wodzie, w ktorej plywaly rozne kwiaty, a pozniej zaprowadzily mnie do pokoju z przyciemnionym swiatlem i lagodna muzyka, gdzie odbyl sie masaz.
Nasz hotel znajdowal sie tuz obok Monkey Forrest, parku, w ktorym zyja setki malp. Pani w recepcji ostrzegla nas, aby nie zostawiac zadnych rzeczy wartosciowych na zewnatrz, bo malpy przychodza do pokoju. Niestety, nie posluchalismy jej… rano obudzilam sie, i na tarasie bylo pobojowisko! Stol przewrocony, popielniczka na podlodze, pety dookola, telefon na podlodze, resztki jedzenia (wzielismy na wynos) porozwalane po tarasie a pudelka porozdzierane. Na podlodze lezal jakis staniczek, ktory do mnie nie nalezal, recznik, ktory do suszenia sie lezal na daszku ponizej, moja sukenka oraz bluza, ktore tez sie suszyly, zniknely. Sukienka znalazla sie pozniej na schodach, ale bluza przepadla, nie ma jej nigdzie….
Na tarasie malpy urzadzaly sobie uczte, oraz bawily sie w berka. Sa bardzo zuchwale, jedna podchodzila do mnie szczerzac zeby, az musialam uciec do pokoju.
Poszlam pozniej na sniadanie, w pewnym momencie pagoda, pod ktora siedzialam i pilam herbate zaczela sie cala trzasc. Ziemia tez sie trzesla. Myslalam, ze to znowu malpy wariuja na dachu, myslalam sobie ilez toto ma sily, aby takie trzesienie pagody wywolac, ale biegnie do mnie pracownik krzyczac: madame, emergency, emergency! Zlapalam telefon i tableta, i wyszlam spod pagody, myslac, ze moze cos z konstrukcja i sie zaraz zawali. Okazalo sie, ze wlasnie doswiadczylam pierwszego w swoim zyciu trzesienia ziemi! 7 wrzesnia, o godzinie 9:51, w skali 4.9!!
Drugi dzien w Ubud byl nieco leniwy, rano poszlismy na ‚art market’ – czyli po prostu rynek ze straganami pelnymi pamiatek, koszulek, magnesow i otwieraczy do butelek w ksztalcie penisa.
Pozniej byl masaz, 90 minut kosztowalo 250 tysiecy rupii, czyli nieco ponad 12 funtow. To byl masaz z goracymi kamieniami. Super!
Wieczorem poszlismy na obiad, w internecie ktos polecal restauracje Laka Leke, wiec tam sie wybralismy. Bardzo sie ciesze, bo pomimo ze musielismy isc do niej 30 minut, to zdecydowanie bylo warto! Restauracja znajduje sie wsrod przecudownych ogrodow, stoliki sa poustawiane wsrod zieleni, mozna siedziec albo przy tradycyjnym stoliku, lub przy niskim, na poduszkach na podlodze. Jedzenie jest znakomite, ceny przystepne, i obsluga bardzo mila. Zamowilismy chrupiaca kaczke, sajgonki, zupe tom yum z krewetkami, oraz przystawke – 2 nadziewane tofu, 2 sajgonki, 2 szaszlyki z kurczaka, oraz butelke wina rose. Obiad kosztowal nas 665,000, czyli 33 funty na dwie osoby.
Kolega, z ktorym podrozuje, zostawil w restauracji swoj kapelusz, taki, z ktorym podrozuje po swiecie, i na ktorym ma przypinki z flagami krajow, ktore odwiedzil. Tuz przy hotelu zorientowal sie, ze nie ma kapelusza, i juz mielismy wracac (kolejne 30 minut w kazda strone), a tu nagle podjezdza na motocyklu pracownik restauracji, machajac do nas kapeluszem kolegi!!! Jak sie zorientowali, ze zostawilismy kapelusz, wyslali ;pracownika na motocyklu, aby nas znalazl i oddal kapelusz! Niesamowite!
Nastepnego dnia rano mielismy zamowiona taksowke, ktora zabrala nas do portu Penang Bai (350,000, 18 funtow). Pomimo malej odleglosci, podroz zajela 2 godziny – slynne balijskie korki! W porcie odprawilismy sie, i czekalismy na nasza lodz, ktora zawiezie nas do Lombok. Wybralam szybka lodz, pomomo, ze byla drozsza od wolnej lodzi, z dwoch powodow, po pierwsze czas podrozy to 2.5 godziny, a nie 5 lub 6 godzin na wolnej lodzi, po drugie szybka lodz przyplywa do portu Senggigi, w Lombok, a ten port jest lepiej usytuowany w stosunku do moich planow w Lombok.
Lodz okazala sie dyskoteka na oceanie, siedzialam sobie na dworzu, z glosnika walila letnia muzyczka (Coco Jumbo i Modern Talking), ludzie popijali piwko (ocywiscie cena na lodzi wywindowana na maksa, 300 procent amarzy), jacys mlodociani z Walii wrecz tanczyli sobie! 🙂
2/9 – pierwszy dzien na lodzi. Rano stawilismy sie w centrum nurkowym, wsadzili nas do minivana, odebralismy jeszcze kilkoro ludzi, i odstawiono nas do portu. Nie bylo kolejek, wiec w ciagu kilku minut doslownie bylismy na naszej lodzi, ktora nazywa sie Cajoma IV. Myslalam, ze kajuta bedzie maciupenka, ale wcale nie byla az taka mala (aczkolwiek powiedzmy przytulna). Na dole na dole byly trzy kajuty (w tym nasza), pozniej na glownym poziomie byla kuchnia, jadalnia oraz miejsce gdzie sie przygotowywalismy do nurkowania. Tutaj staly tez butle z powietrzem i caly sprzet potrzebny do nurkowania. Jeszcze jedno pietro wyzej byl, nazwijmy to, taras, miejsce z lezakami, gdzie mozna sie bylo zrelaksowac pomiedzy nurkami. Mielismy nawet jacuzzi!
Na lodzi spedzimy kolejne 3 noce i 4 dni. Kazdego dnia mamy trzy nurki.
Nie bede Was zanudzala opowiesciami o swoich nurkowaniach, ale pierwszego dnia nurki mialam okropne! Pierwszy od razu z mety byl z bardzo silnymi pradami…. Zwazywszy, ze ciezar mialam bardzo zle dobrany, caly czas po prostu skupialam sie na tym, aby przezyc (nie doslownie, ale prawie). Nie widzialam nic, i nie mialam z tego zadnej przyjemnosci.
Dopiero pozniej, jak w koncu mialam odpowiednio ciezar dobrany, nurkowanie znow bylo przyjemnoscia.. troche winie za to przewodniczke, nalegala ze mam miec 5kg ciezaru, podczas gdy ja jej mowilam, ze potrzebuje 8. W koncu po kilku nurkach doszlismy do 8… mowilam jej. No ale to byj jej pierwszy rejs, dopiero zdobyla tytul ‚Master diver’, wiec nie bede sie czepiala.
4/09/2024 – Z samego rana mielismy dwa nurki w miejscu, gdzie jest bardzo duzo mant (manta ray, zwane diablami morskimi). Sa to przepiekne stworzenia, olbrzymie, i takie majestatyczne! Wiedzielismy ich bardzo duzo, pierwszy raz widzialam tyle mant, w pewnym momencie 5 z nich plywalo sobie obok nas! Szkoda, ze widocznosc byla kiepska, bo widea, ktore nagralam dupy nie urywaja. Ale w naturze bylo przecudownie. Jesli bede miala jakies zdjecia z go pro, to wstawie tutaj, abyscie mogli zobaczyc.
Pozniej pojechalismy zobaczyc Pink Beach – plaza z rozowym piaskiem. Piasek jest rozowy poniewaz koralowce ‚gubia skore’, kawalki koralowcow sie odrywaja, i zabarwiaja piasek na rozowy kolor.
Nie mielismy duzo czasu, bo w planie byly jeszcze warany z Komodo. Komodo to wyspa, ktora znajduje sie w archipelagu Flores.
Doplynelisy do Komodo, gdzie przywital nas przewodnik. Zabral nas na godzinny spacer – najpierw przez wioske, gdzie ludzie zyja swoim zyciem, widzielismy szkole, w ktorej dzieci uczyly sie Koranu, cmentarz, gdzie na grobach kozy sobie odpoczywaly i chronily sie przed goracym sloncem, szkole podstawowa, ktora byla na przeciwko cmentarza. Kobiety robiace pranie, dzieci bawiace sie z kotami, i kury leniwie drapiace w suchym piasku. Przed wieloma domami wystawione stoly z pamiatkami z komodo, glownie warany rzezbione w drewnie, oraz miseczki, nie jestem pewna z czego. Oraz bransoletki z koralikow.
Pozniej doszlismy do terenow, gdzie byl sam piach, oraz gdzieniegdzie drzewa. I pod tymi drzewami wlasnie warany z komodo chronia sie przed upalem.
Warany wystepuja tylko na Komodo i na pobliskiej wyspie Rinca. Chyba tez na wyspie Flores. Sa to olbrzymie jaszczury, ktore osiagaja 3 metry i waza do 150 kilogramow. Przewodnik powiedzial nam, ze jest tylko 1500 waranow na wyspach. Jest to gatunek ginacy, niestety. Ciaza u nich trwa 5 miesiecy, samica znosi do 20 jaj. Niestety, potem zjada wiekszosc swoich nowo wyklutych dzieci….
Widzielismy calkiem sporo waranow, siedzialy zupelnie nami nie zainteresowane. Przewodnik porobil nam zdjecia (ktore wyszly beznadziejne, bo warany sie wtapialy w cien rzucany przez drzewa…).
Wieczorem wybralismy sie na spacer aby zobaczyc zachod slonca z wyspy Padar – trzeciej (po Komodo i Rinca) najwiekszej wyspie w parku narodowym Komodo.
Najwieksza chyba atrakcja na tej wyspie jest spacer na szczyt wyspy – 800 ‘schodow’ (kamieni raczej), bardzo stromych. Wspinaczka zajmuje przecietnie 30 minut, 20 jak ktos jest super wysportowany. Na szczyt dotarlam totalnie spocona, zasapana, i z drzacymi nogami, ale bylo warto! Duzo widzialam juz, ale tak przepieknego widoku nie widzialam chyba nigdy! Slowa tego nie opisza, wiec popatrzcie tylko na zdjecia!
To byla nasza ostatnia noc na lodzi, wiec przygotowali nam specjalny posilek na tarasie, grillowana kalamarnica, ryba z rodzin tunczykowatych, szaszlyki z wolowiny, kurczaka, krewetek, zupa z dyni z imbirem, caly stol zastawiony przepysznym jedzeniem. A po kolacji rozlozylismy sie na lezakach, i podczas gdy lodz plynela przez wody morskie (morze Flores, ktore jest polaczone z oceanem Indyjskim) obserwowalismy gwiazdy… Magiczny dzien!
A skoro juz o jedzeniu mowa, to wspomne, jak nas karmili na lodzi. Codziennie byly sniadania, obiad, i kolacja, oraz dwie przekaski pomiedzy posilkami. Do wyboru zawsze byly jakies warzywa, salatka, tofu i tempe w sosie, smazona ryba, kurczak, zawsze byla jakas zupa (kazda przepyszna), makaron, ryz lub ziemniaki (smazone, frytki, gotowane i tluczone z czosnkiem), oraz owoce. Przeslodkie, bardziej znane takie jak arbuz, papaja czy ananas, oraz mniej znane takie jak dragon fruit, snake fruit.
5/9/24, czwartek.
Dzisiaj jest ostatni dzien. Myslalam, ze zrobie tylko dwa nurkowania, bo jutro lecimy na Bali, a trzeba miec okreslona ilosc czasu pomiedzy nurkowaniem a lotem w samolocie, ale ‘dive master’ powiedziala, ze spokojnie mozemy nurkowac trzy razy.
To byly nurkowania w calym pobycie!! Pierwszy nurek byl latwy i przyjemny, mialy byc prady, ale nie bylo. Drugi i trzeci, o moj Boze! Obydwa byly nieco inne, poniewaz ze wzgledu na prady przypielismy sie do kamieni hakami, i stalismy w jednym miejscu obserwujac zycie podwodne dookola. W pewnym momencie widzielismy SZESC white spot rekinow, ktore plywaly sobe w ta i z powrotem, tuz obok nas! Niesamowite! Widzielismy tez olbrzymie lawice ryb, morze ryb, ze sie tak wyraze!
Ale niestety, czas na lodzi sie skonczyl, i trzeba bylo sie zbierac… jedna noc w Labuan Bajo, a rano lot na Bali! Zegnaj, Cajoma IV!