No i mamy Nowy Rok. Tym razem, jak zazwyczaj, przywitalismy go w Anglii. Oryginalna nie bede, jak napisze o postanowieniach noworocznych? A postanowienia jak co roku, oczywiscie, ta silownia sie przewija jak nudny motyw na tapecie….
I jeszcze postanowilam sobie, ze nie bede wrzeszczala na Zuzie, i ze nie bede sie z mezem klocila…
Maz powiedzial, ze wytrzymam do popoludnia 1 stycznia 🙂
Jak zwykle mamy problem z bagazami. Przylatujac do Anglii mielismy 100 kilogramow (na 70 dozwolonych). Teraz mamy chyba ze 200 – to wszystkie prezenty, wiadomo.
I jeszcze 8 puszek mleka Bebilon Pepti MCT (specjalnie przepisanego Oli przez dietetyka, bo Ola nie tyje, wiec musimy ja tuczyc specjalnymi preparatami). I 5 paczek Sinlac, specjalnej kaszki tuczacej.
No i do tego rozne takie drobnostki ktore kupilam… wypuscilam sie do Ikea – nakupowalam poszew, firanek, lamp, i innych ‘drobnostek’. W Anglii pojechalismy do Home base (cos w rodzaju Leroy Merlin) i kupilam galki do szafy w pokoiku Oli, kilka naklejek na sciane do pokoju dziewczyn…
Ja nie wiem, Matt w ogole nie rozumie, ze takie rzeczy po prostu TRZEBA, NO TRZEBA przewiezc. Chce oszczedzac kilogramy w bagazu, mowi: Zostawimy to czy tamto! A jak ja moge zostawic na przyklad ramki na zdjecia??? Takie super, metrowej dlugosci, mieszcza po 6 zdjec kazda (a mam ich dwie). No jak???
Albo moskitiere, ktora wprawdzie do zadnej walizki sie nie miesci, ale za to ufarbowana na rozowo bedzie wygladala po prostu SUPER w pokoiku Zuzi?
Ach, te chlopy, nic nie rozumieja.
Do Kataru wracamy za kilka dni. Odezwe sie, obiecuje. A za wszystkie zyczenia swiateczne serdecznie dziekuje, i wszystkim Mazusowiczom zycze cala mase dobrych decyzji na 2007 rok. Bo szczescie w duzej mierze zalezy od naszych decyzji – czasem sa one lepsze, czasem gorsze, ale w wiekszosci wypadkow mozemy decydowac – oby te decyzje byly dobre. Pa.