Burza piaskowa

Dzis mielismy zaplanowany piknik. Albo kamping? W kazdym badz razie plan byl, ze wybierzemy sie na pustynie, z wielka grupa ludzi, wezmiemy grilla, alkohol, namioty i zostaniemy na noc.

Nic z tego, niestety, nie wyszlo.

Jadac musielismy miec okno zamkniete, bo piasek zanosilo jak nie wiem. Ciemno, szaro, widocznosc bardzo, bardzo kiepska. Jadac slyszelismy piasek uderzajacy w nasze auto! A po ulicy piasek hulal we wszystkie strony!

Dojechalismy do Sea Line resort. To taki osrodek wypoczynkowy; a ze znajduje sie tuz przy pustyni, tu, gdzie rozpoczyna sie pustynia, to jest to miejsce zbiorki wszystkich, ktorzy wybieraja sie na jazde po wydmach. Nasi znajomi juz tam byli. Wyszlam z auta, i natychmiast do niego wrocilam, bo mialam oczy i buzie pelna piasku. Oczywiscie o wycieczce po pustyni mowy byc nie moglo. Zatem wrocilismy do domu : (

W zeszlym roku tez sie wybralismy na wyprawe po pustyni. Zabladzilismy wtedy, i wrocilismy do domu. A jak sie wybralismy na piknik z tymi samymi ludzmi co i dzisiaj, to tez nam nie wyszlo, bo tez byla burza piaskowa! Jakos nie mamy szczescia do piknikowania 😦

Tajemnice

Dzieki Enga dowiecie sie, iz:

1. Na poczatku liceum rozpoczela sie moja przygoda z fotografia. Zabralam mame do sklepu, a ze bogate nie bylysmy, to poszlysmy do komisu. Wypatrzylam tam sobie Zenita. Ale z jakiegos powodu mama mi go nie kupila. Poszlysmy do domu, wrocilysmy na drugi dzien, a Zenita nie bylo! Rozplakalam sie wtedy w sklepie jak gowniara piecioletnia. Plakalam, i plakalam, i plakalam, i mnie mama uspokoic nie mogla.

2. Mam celulitis. Duzy. Bez komentarza.

3. Jak bylam w liceum, to sluchalam muzyki heavy metalowej – tak na powaznie. Ubieralam sie na czarno, w obcisle 'gumki' (pamietacie te spodnie?), rozciagniete swetry, rozwiany dlugi wlos…. znalam sklad wiekszosci zespolow, znalam dyskografie, teksty piosenek…. moj ubior byl powodem ciaglych klotni z mama, i z nauczycielami. Raz poszlam do szkoly w pizamie, gdy pani zabronila mi ubierac sie na czarno. W tym okresie zjezdzilam kawal Polski autostopem – z namiotem, spalismy gdzie popadlo, jedlismy to, co znalezlismy na polu.

Rowniez w tym czasie uwielbialam miec chroniczne depresje. Im czarniejsze doly mialam, im gorzej sie czulam, tym lepiej sie czulam.

To byly czasy….

4. Gdy bylam dzieckiem, mialam lale. Lala zmarla smiercia tragiczna – zostala zamordowana. Pewnego dnia lala spac nie chciala, a to byla taka prosta lala, ktorej sie oczy nie zamykaly, tylko byly namalowane. Zatem ta lala nie chciala zamknac oczu. Tak ja tluklam szczotka do wlosow po glowie, krzyczac: "idz spac! idz spac!" az jej ta glowa pekla. Jak rasowy kryminalista przeleklam sie wymiaru sprawiedliwosci (mojej wlasnej mamy) i schowalam lale za lodowke.

5. Jestem gadzeciara. Jak rasowy facet (generalnie sporo we mnie cech meskich). Uwielbiam najnowsze gadzety, komputerowe wynalazki i udogodnienia, nowinki technologiczne (w zakresie telecom). Mam rowniez zajoba na punkcie kosmetykow, perfum, butow, mody… Sprawia mi zboczona przyjemnos czytanie o nowinkach z tego zakresu.

Z kupowaniem jest juz gorzej.

Powyzsze fakty nie zostaly nigdzie ujawnione na pismie. Zgodnie z regulami gry, prosze o ujawnienie pieciu nieopublikowanych faktow o sobie nastepujace piec osob:

Alka

Homester

Chaobella

Romek Samolot

Zbit

Ameelka

Forma przetrwalnikowa

(z matematyki nigdy nie bylam najlepsza, wiec czuje sie usprawiedliwiona, ze tych osob jest chyba troche wiecej niz piec. Byloby jeszcze wiecej, ale chcialbym zachowac chociaz pozory przyzwoitosci w stosowaniu sie do regul niniejszego lancuszka).

Miesiaczka w Sri Lance

Dowiedzialam sie od naszej Indi (nie pytajcie mnie, jak to sie zaczelo ;)) jak to wyglada, gdzy dziewczyna ze Sri Lanki (Sri Lanczanka?) dostaje swoja pierwsza miesiaczke. Otoz zamyka sie ona w domu na 20-30 dni. Zdejmuje z siebie wszystko, ubranie, bizuterie, wszystko. Nie myje sie przez ten miesiac. Nie jestem pewna, czy przez miesiac siedzi gola w tym domu, w kazdym badz razie nie wychodzi, i z nikim sie nie spotyka.

Po miesiacu urzadzane jest ogromne przyjecie, 'jak wesele', powiedziala Indi, gdzie zaprasza sie rodzine, znajomych, cala wies. Dziewczyna dostaje prezenty – nowa garderobe. Od tego czasu nie moze na siebie zalozyc zadnej z rzeczy, ktore nosila zanim dostala miesiaczke.

Gdy dziewczyna staje sie kobieta, jest to wielkie wydarzenie na Sri Lance. Interesujace, prawda? 

Jak samemu zrobic aparat fotograficzny

We wtorek wybralam sie na warsztaty z fotografii, czarno bialej. O fotografii bylo niewiele, ale zrobilismy swoje wlasne aparaty fotograficzne!

Zajecia byly  swietne. Zrobilismy swoje wlasne, tzw. 'pin hole camera', czyli aparat otworkowy.

Kazdy musial przyniesc puszke lub pudelko. Pozniej pomalowalismy to pudelko (puszke) czarnym sprejem w srodku, pozaklejalismy wszelkie mozliwe otwory – tak, aby do srodka nie dostalo sie swiatlo.

W jednej scianie pudelka zrobilismy dziure. Wielkosci 1×1 centymetra. Dziure zakleilismy czarna tasma. W tasmie zrobilismy kolejna dziurke, tym razem dziurka byla malutka, wykonana igla.

Na to kolejna tasma – aby zakryc dziurke. W ciemni wlozylismy do pudelka papier fotograficzny, zamknelismy pudelko, i juz, gotowe.

Dzisiaj musialam wykonac  tym aparatem zdjecie – odkleic tasme, zakrywajaca dziurke, naswietlic (przez 3 minuty), i ponownie zakryc tasma dziurke.

Dzis wieczorem, na kolejnych warsztatach, bedziemy wywolywac te zdjecia.

Jestem bardzo ciekawa, co mi wyjdzie 🙂 Pewnie nic, bo znajac mnie cos tam zle naswietlilam, albo zle ustawilam 'aparat'…

Po wywolaniu zeskanuje, i umieszcze na Mazusach, zebyscie mogli sobie obejrzec.

Wyscigi motocyklowe

W sobote wybralismy sie na wyscigi motocyklowe. Wydarzenie na skale swiatowa, z takimi osobnikami jak Biaggi. Bylo glosno, bylo tloczno, bylo super.

 

 

Wyscigi odbywaly sie na torze Lusail.

start lusail

 

 

 

Najszybsze motocykle swiata, zgromadzone tutaj, w Katarze. Chlopcy, ktorzy jezdza na tych motocyklach to dzieciaki, naprawde mlodzi. Nie wyobrazam sobie, jaka adrenaline musza oni czuc, gdy tak sie scigaja – ja bylam niezwykle podekscytowana, gdy te motocykle tak eeeeeo! eeeeeeeeeeeo! eeeeeeeeeeeeeeeeeo! z niezwyklym halasem, obok naszych trybun przejezdzaly.

Niestety, po pierwszym wyscigu musialam wracac do domu – bylo chlodnawo, a ja nie wzielam swetrow dla dziewczyn, no i zapomnialam jedzenia dla Oli. Ze juz nie wspomne o tym, ze w takim halasie Olka spac nie mogla, wiec byla zmeczona.

Dwa lata temu Matt pracowal przy wyscigach motocyklowych, jako tzw. marshall. A w tym roku jednym z lekarzy na wyscigach byl Polak 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gucci, D&G, Dior…

Wracajaco do Florencji, tak jak obiecalam…

Florencja to raj dla zakupoholikow. Ma sklepy wszystkich najwiekszych, najbardziej znanych projektantow – Gucci, Dolce & Gabbana, Roberto Cavalli, Dior, Miu Miu, Bulgari, Prada – to tylko nieliczni. Ich sklepy rosna sobie na ulicach jak supermarkety w Polsce.

Nie odwazylam sie wejsc do zadnego z nich, gdyz wymuskane, idealne, nieskazitelne ekspedientki przerazaja mnie. Nie lubie, gdy patrza na mnie z gory. Moze i nie stac mnie na sukienke od D&G, ale czy taka paniusie, ktora te sukienki sprzedaje, stac? Jeszcze bardziej nie. Zatem nie rozumiem, dlaczego one tak udaja, ze sa lepsze od innych. Byc moze dodaje im to pewnosci siebie i sprawia, ze sie lepiej czuja. Niech sie czuja.

Tuz poza Florencja, na obrzezach miasta, sa slynne 'discount designer shops', czyli sklepy, gdzie rzeczy od projektantow mozna kupic za pol ceny. Chcialam sie tam wybrac, ale latwo dojechac nie jest – pociag, potem taksi… podobno sie czeka, bo wpuszczaja po kilka osob, a nie tak ze kazdy wchodzi kiedy chce.

Zauwazylam, ze nasz hotel organizowal transport do tych sklepow. Super, mysle sobie, pojade. Ale jak zapytalam, ile kosztuje ten transport, to sobie siniaka na dolnej szczece nabilam, o podloge. Bo transport kosztowal, UWAGA, UWAGA, 200 euro. He he he. Juz sie rozpedzilam.

Zatem nie pojechalam.

Oprocz ubran popularne sa, jak na kraj sloneczny przystalo, okulary przeciwsloneczne. Sklep przy sklepie, a od wyboru az sie w glowie kreci. I wszystko najnowsze modele. Te z zeszlego sezonu przecenione o 20, 30 procent.

I oczywiscie BUTY, BUCIKI, BUCICZKI….. piekne, zlote, srebrne, w kwiaty i groszki, z kokardkami, fikusne i proste, seksowne i zolnierskie, kazdy rodzaj…. a wszystkie piekne…. duzo 'baletek'. Nowy trend. Chociaz nie w moim stylu.

 

gucci prada designer

 

Zachcialo mi sie

Zupy fasolowej. A ze zachcianka nagla byla, nie moczylam tej fasoli, tylko ja od razu do gara, z miechem, i gotowac zaczelam.

Gotowalam i gotowalam, a fasola twarda byla i sie miekka zrobic nie chciala. Gotowalam ja od 12 do 20.

A o 20 ja przypalilam, bo o niej kompletnie zapomnialam, i woda wyparowala. Mam wymowke, bo dzieci spac kladlam, ale i tak….

No i teraz nie ma fasolowej, ani na dzisiejszy obiad, ani na jutrzejszy…

Zamiast fasolowej jem sobie biszkopciki wloskie, tzw. biscotti. Biscotti podobno znaczy 'dwa razy pieczone'. Sa przepyszne, i maja w srodku cale migdaly. Przywiozlam je z Florencji.

Razem z biscotti przeszmuglowalam wino. Bo biscotti z vin santo, czyli swietym winem (jakie ono tam swiete!) sa tradycyjnym deserem we Florencji. Vin santo absolutnie jak wino nie smakuje, jest mocniejsze, nieco slodkawe, ma kolor herbaty.

Ten kolor herbaty ulatwil mi zadanie. Oczywiscie do Kataru alkoholu wwozic nie wolno, wszystkie torby przed wpuszczeniem do kraju sa przeswietlane. Co robic? Musze miec vin santo, bo bez niego biscotti to nie to samo!

Wlalam to wino do butelek po mrozonej herbacie Nestle. Do bagazu (w podrecznym by zabrali,  nie mozna przewozic wiecej niz 100 ml w bagazu podrecznym). Na lotnisku w Doha, tuz przed przeswietlaniem, 'mrozona herbate' wyjelismy z walizki i wsadzilismy dziecku do wozka, pod budke.

I tak tylko sie modlilam, zeby nie zechcieli wozka przeswietlac, bo wtedy dopiero by bylo!

Na szczescie nie chcieli wozka przeswietlac.

Na nieszczescie jedna butelka "mrozonej herbaty" sie wylala. Calkiem przypadkiem, juz w lodowce naszej. Odzalowac do dzisiaj nie moge. 

Sam Abell

Wczoraj wybralam sie z Grzesiem i Basia na odczyt pt. Life as a Photographer. Nie byle jaki, bo prezentowal sie Sam Abell, jeden z trzech czy czterech etatowych fotografow National Geographic. Sam Abell jest z NG juz od bardzo, bardzo dawna.

Prezentacja odbywala sie w Diplomatic Club i byla polaczona z rozdaniem nagrod w konkursie fotograficznym.. Wszystko bardzo elegancko, stoliki nakryte bialymi obrusami….

Abell bardzo umiejetnie wlaczyl swoje zdjecia w opowiesc – o swoim zyciu, o Ameryce, o  tym, jak powstawaly jego fotografie… dowiedzielismy sie o jego bracie, rodzicach, o jego przygodach (skreconym karku, kilku ukradzionych aparatach, pobitym pysku), a takze o zyciu w malym miasteczku Amerykanskim.

Po prezentacji byl pyszny obiad, rozdanie nagrod w konkursie fotograficznym (oczywiscie wszystkie nagrody zgarneli Katarczycy; moim zdaniem nie zawsze zasluzenie, ale ja jurorem nie bylam) i czas na rozmowe z innymi pasjonatami fotografii.

Na tej stronie – czesc pierwsza, dziennik ,  a takze na tej , mozna niejako obejrzec prezentacje, ktora ja widzialam wczoraj. Wszyscy pasjonacji fotografii powinni sie tam wybrac.

Dziennik jest prywatnym fotograficznym zapisem  Abell'a. Gdy zaczal prace w NG myslal, iz przygoda z pismem nie bedzie trwala wiecznie. Aby miec dziennik swoich przygod z tego czasu, postanowil, iz bedzie robil czarno biale fotografie. I Dziennik to wlasnie ten czarno bialy zapis. Klikajac na miniaturke znajdziemy sie na stronie z historia zdjecia.

Druga strona to geneza powstania fotografii. Znow, klikajac na miniaturke zobaczymy kilka fotografii, ktore Abell zrobil ZANIM powstala ta jedna, najlepsza. Oczywiscie z historyjka.

Strony sa po angielsku. 

Zuzia i ksiaze Karol

Dzis Karol i Kamila odwiedzili DESS, czyli szkole, do ktorej chodzi Zuzia. Ze mial tam byc, dowiedzialam sie od kolezanki (mamy innego dziecka w DESS).

Zatem po szkole pytam Zuzi:

– Zuzia, byli dzisiaj u was w szkole goscie? Powiedz mamie, bo to jest bardzo wazne.

Zuzia: – Dla mnie nie jest bardzo wazne.

I nic. No wiec dalej ja podpytuje, bo w koncu chcialabym wiedziec, czy moje niespelna piecioletnie dziecko widzialo glowe krolewska, czy nie.

Okazalo sie, ze byl pan, ale nie tylko pan. Byla pani? Najprawdopodobniej w kapeluszu? Tak, w kapeluszu i z kwiatuszkami w dloni. I dzieciaki spiewaly im piosenki, ale nie wszystkie dzieciaki, tylko te starsze dzieciaki.

– Zuzia, a czy wiesz, ze ten pan to jest ksiaze Karol, prince Charles? Syn krolowej angielskiej?

– A kto to jest krolowa angielska?

– No wiesz, ona jest najprawdziwsza na swiecie krolowa, i rzadzi Anglia. A on jest jej synem. Najprawdziwszym ksieciem.

– No, najprawdziwszej krolowej. Mama, glodna jestem – podsumowalo moje niespelna piecioletnie dziecko.

Zdrowe ma podejscie, nie? Bo w sumie to dorosli sie ekscytuja, przedstawienia szykuja, a dziecko ma to gdzies – w koncu nie zna tego pana, nie? Jakby tata przyszedl do szkoly, to co innego, a taki pan, to co tam!

A Karolowi pewnie tez bokiem wychodza te wszystkie piosenki spiewane przez dzieci, i zaloze sie, ze wolalby sobie konno pojezdzic i w golfa pograc…

A wczoraj Karol byl na suku Waqif , znanym kiedys jako suk iranski. O suku pisalam tutaj .

A tutaj jest link do Gulf Times , ktory pisal o wizycie Karola w DESS. 

Ksiaze Karol w Katarze

Karol i kamila

 

 

Tytul mowi wszystko. Dzis przylecial Ksiaze Karol ze swoja Camilla (pamietacie: Krol Karol kupil krolowej Karolinie korale koloru koralowego…. jakze to bylo prorocze, szkoda, ze imie nie to… ale tez na k [w mowie] ;P) do Kataru.

Zwiedza sobie Ras Laffan (wydobycie gazu sie tam odbywa), potem Education City (projekt szejkowej Mouza, o ktorym pisalam kilka dni temu), potem obejrza sobie sztuke wystawiona przez dzieciaki….

Ciekawe, w ktorym hotelu sie zatrzymaja.Â