Tak mnie przechytrzyla

Ola w zyciu nie zginie, poradzi sobie, mowie Wam.

Jakis czas temu Ola bez pozwolenia wziela rower, i pojechala do swojej kolezanki na drugi koniec miasta. Bylam na nia bardzo zla, i kazalam jej natychmiast wracac do domu.

– Jesli nie wrocisz, zabiore Ci rower do konca tego roku – pogrozilam.

Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec do domu nie wrocila.

Zakazalam jej uzywac roweru, ale czytaj powyzej, Ola nigdy sobie z pogrozek i zakazow nic nie robila, wiec dalej z roweru korzystala.

Wypuscilam zatem powietrze z kol.

Gowniara jezdzila na pustych oponach. Zobaczysz, ze kola sie pogna i nie bedzie sie rower do niczego nadawal – ostrzeglam.

Ola sobie nic z tego nie robila, i dalej na rowerze jezdzila.

Dzisiaj wdalam sie w pogawedke z sasiadem z ulicy, ma mieszkanie kilka domow dalej. W pewnym momencie pyta, jak tam Ola… zdziwilam sie troche, bo skad on zna Ole, a zwlaszcza jej imie? Moze kiedys wspomnialam? Ale zeby az tak zapamietal….

– Ciesze sie, ze moglem pomoc, sasiad mowi, napompowalem jej rower, ale mam taka specjalna pompke, wiec to tylko chwile zajelo!

Szczeka mi opadla! Jakim cudem to niesamowite dziecko wpadlo na pomysl, aby sasiada poprosic o napompowanie roweru? Jakim cudem znalazlo akurat tego sasiada, ktory ma pompke, i z ktorym czasami rozmawiam? Bo tu nie jest tak, ze wszyscy sie znaja i na kawe spotykaja…

I nic sie nie wygadala, do dzisiaj myslalam, ze na pustych oponach jezdzi i rower rujnuje..

Tylko nie badz na nia zla, sasiad sie troche przestraszyl…

Zla? Absolutnie nie! Jestem pod glebokim wrazeniem jej zaradnosci i tego, jak mnie przechytrzyla! ;D

Sluzba zdrowia

Angielskim NHS (National Health Service, czyli po polsku NFZ) zachwycam sie od samego poczatku. Uwazam, ze jest niesamowity. Zawsze denerwowalo mnie, jak bardzo Anglicy narzekaja na NHS – ze sie dlugo czeka, ze to, ze sramto. Pewnie, czeka sie dlugo, ale gdzie sie nie czeka.

Teraz mnie jeszcze bardziej denerwuje, ze ci sami Anglicy, ktorzy mieszali NHS z blotem, od czasu Covid pieja hymny na czesc NHS, jakich to cudownych pracownikow ma, i nawet swego czasu wychodzili na ulice co czwartek o 19 bic pracownikom NHS brawo (tak, tak, byl taki okres tutaj gdzie w calej Anglii ludzie wychodzili przed dom bic brawo dla NHS….).

Ale nie o to chodzi. Ten wpis ma na celu pokazanie Wam, jaki cudowny NHS jest.

Pisalam juz chyba, ze wszystkie dzieci maja lekarstwa za darmo. Ludzie z przewleklymi chorobami tez maja lekarstwa za darmo. Ci, ktorzy placa, placa chyba £8 za lekarstwo, bez wzgledu na prawdziwy koszt. Jak sobie pomysle, ze w Polsce ludzie nie wykupuja lekarstw, bo ich nie stac, to jest mi bardzo przykro. Wiecie, ze srednia wieku z mukowiscydoza w Polsce jest o wiele nizsza niz w Anglii? Nie dlatego, ze mamy gorszych lekarzy. Nie. Po prostu ludzi nie stac na leki, ktore sa nieziemsko drogie, i ktore trzeba brac codziennie, przez cale zycie. Tutaj ludzie dostaja te leki za darmo.

Przyszla dzisiaj paczka do Oli. Troche nietypowa, bo pelna medykamentow. Ola wyhodowala paskudne bakterie w plucach, lekarz w szpitalu specjalistycznym nie tylko wypisal recepte, ale zaaranzowal apteke przyszpitalna aby wyslala wszystko, co bedzie Oli potrzebne poczta do nas do domu!! Lokalna apteka nie wydaje tych lekarsw, poniewaz sa zbyt drogie, wiec musialabym wybrac sie po odbior do Londynu.

Paczki olbrzymie, i ciezkie, kilka kilogramow kazda. A na paczce napisana wartosc… nieco ponizej £900. Dziewiecset funtow, czyli okolo 4500 PLN…

Sama bylam w szoku… Ale jestem bardzo wdzieczna NHS i zawsze bede.

Sama sobie zrobie

Nudzi mi sie. A co kobieta robi, jak jej sie nudzi?

Obcina sobie wlosy, przeciez to jasne, no nie?

Zabralam sie do tego profesjonalnie. Obejrzalam tutorial na youtube, a jakze. W koncu to wyrocznia, i jak bloggerka mowi, ze ta metoda zawsze sie sprawdza, to na pewno ma racje.

Zabralam sie do roboty. Zwiazalam wlosy w kucyk, zlapalam nozyczki, i – powtarzajac akcje bloggerki krok po kroku – obcielam. Potem jeszcze ‘piorka’ porobilam, bo podobno tak trzeba…

Efekt byl piorunujacy. Zobaczcie zdjecie ponizej.

Zawolalam dziecko do pomocy. To dziecko, ktore sobie kiedys grzywke obcinalo tak, ze grzywka miala 3mm dlugosci.

Dziecko przyszlo, i wlosy mi wyrownalo. Jest o wiele lepiej, niz na zalaczonym obrazku. Ale i tak wygladam, jakbym pod kosiarke wpadla. Dookola twarzy mam geometryczne schody, ciach, ciach, ciach.

Krok nastepny? Za kilka dni sie bede farbowala. Na blond. Juz kupilam sobie perhydrol czy cos w tym stylu, farba blond, ktora rozjasni nawet i najczarniejsze wlosy.

Myslicie, ze mi totalnie odwalilo?

Zgadzam sie. Ale mi sie nudzi.

Efekt obcinania sobie wlosow metoda domowa typu zrob to sam

Zrobie ci ogrodek…

Dzwoni dzwonek.

Drzwi otwieram, a tam stoi taki ‘warszawski cwaniaczek’, czapka z daszkiem, zloty sygnet, zloty lancuch na szyi.

– Chcialas wycene na patio? mowi, mietolac wykalaczke w zebach.

– Tak, chcialam, a pan kim jest? – pytam zaskoczona, bo sie nikogo nie spodziewalam. Wszystkie wyceny, ktore mialam dostac, juz dostalam.

Skonczyla sie przybudowka, teraz nadszedl czas na ogrod. Wiec zaprosilam kilku panow, aby mi dali wycene na patio, plotek, szope…

Na mojej ulicy zawsze stal samochod, a na nim naklejki, ze robia ogrody i tak dalej. Zapytalam chlopaka, czy nie chcieliby mi dac wyceny. Ok. Przyszedl, wymierzyl, i mowi, ze jego szef przyjdzie w srode, aby ze mna porozmawiac.

Super. W srode zawsze zabieram swojego 85 letniego sasiada na zakupy, ale odwolalam, bo szef ma przyjsc.

Pan od ogrodow nie pojawil sie.

Az do dzisiaj wlasnie, okazalo sie, ze cwaniaczek przed moimi drzwiami to ‘szef’ wlasnie.

– Spodziewalam sie pana w zeszlym tygodniu – mowie.

– Ach, wie pani, duzo pracy…

No dobra, jak juz tu jest, to niech popatrzy.

Wszedl do ogrodu, powiedzialam mu, co chce, on zaczyna krokami odlegosci mierzyc. Napomknelam, ze jego ludzie juz byli, i mierzyli, miarka… tak, tak, wiem.

Polazil po ogrodzie, ‘pomierzyl’, skrytykowal czesc mojego plotu, ktora juz stala (nowo postawiony, przez budowlancow), powiedzial ze tez go trzeba wymienic (nie trzeba). No i mowi: zanim zaczne robote, to wysle ci to na pismie, ale zrobie ci to wszystko za £4500.

Czyli o £1500 – £1000 wiecej, niz pozostale 3 wyceny, ktore juz dostalam. Troche mi szczeka opadla.

Duzo mnie kosztowalo, aby nie zaczac sie smiac mu w twarz, ale mowie, ok, zatem przeslij mi wycene.

– Dobra, wysle Ci – mowi. To kiedy mam zaczynac?

– ?? zdziwilam sie. Wyslij mi wycene najpierw, tak?

– To nie chcesz, abym ci robil?

Nie mialam nic innego do odpowiedzenia, wiec (w szoku) mowie:

– Nie.

– Ok – powiedzial, odwrocil sie na piecie, i odszedl, nie mowiac nawet do widzenia…

Kotek i myszka, czy jak?

Chcecie sie posmiac? To poczytajcie!

Pamietacie pana dyrektora z NFZ? Tego, ktory mnie zablokowal, ale niby ze podobno zgubil moj numer, a pozniej na aplikacji randkowej prosil o ten numer ponownie?

Zignorowalam go wtedy, nie odpisalam. Zniknal z mojej skrzynki randkowej. Po kilku tygodniach ponownie sie pojawil. Halo, probuje sie z Toba skontaktowac, pisze…

To mu w koncu napisalam, ze czego ode mnie chce, ma moj numer, to niech sobie odblokuje, on ze go zgubil, bla bla bla.

Zaczelismy troche pisac, chcial sie spotkac. Ale ja ochote stracilam po tym zablokowaniu, wiec mu powiedzialam, grzecznie i przyjaznie, ze na razie to nie jest dobry czas.

Zgadnijcie, co zrobil?

Tak jest, zablokowal mnie! Ha ha ha. (nagrod za poprawna odpowiedz nie ma, niestety. Za latwe zadanie 😀 )

Zgadnijcie, co sie stalo potem? Wyslal mi dzisiaj rano zaproszenie do znajomych na facebook!

Co za czlowiek, czy on ma jakies rozdwojenie jazni, czy cos?

Ksiazki czytane, czyli o uchodzcach i o sprzedazy organow

Kazdy kij ma dwa konce, nieprawdaz… kazda sytuacja ma dwie strony…

Jadac do Liverpool z dziewczynkami wpadlam na genialny pomysl, i sciagnelam sobie audiobooka, czyli ksiazke czytana. Nigdy mnie to nie interesowalo, bo jestem wzrokowcem, i lubie widziec, a jak slysze, to do mnie nie dociera (nie, nie jestem nastolatkiem, ani mezczyzna 😛 ). Ale 10 godzin jazdy samochodem (5 w kazda strone) pomyslalam sobie, sprobuje. Sciagnelam sobie The Dutch House (Holenderski dom), i tak mnie to wciagnelo, ze sciagnelam sobie rowniez inna ksiazke, The beekeeper of Aleppo (Pszczelarz z Aleppo).

Obie ksiazki doskonale, i napisze o nich, kiedys pisalam tu recenzje ksiazek przeczytanych, pozniej przestalam…

Dzisiaj nie recenzja, ale cos, co mi dalo duzo do myslenia.

Pszczelarz z Aleppo (moje tlumaczenie tytulu) jest fantastyczna ksiazka o uchodzcu z Syrii, i jego podrozy do Anglii…. Ksiazka dala mi wiele do myslenia. Przyznaje, zawsze krzywo patrzylam na uchodzcow, na te ich nielegalne podroze, lodziami, ciezarowkami, ich proby dostania sie do Europy… Zjezdzaja tutaj chmarami, i oczekuja Bog wie co…

Po wysluchaniu tej ksiazki troche mi sie zmienilo. Ksiazka jest opowiescia o pszczelarzu z Aleppo, w Syrii, ktory stracil syna, i ktory, ratujac zycie swoje, i swojej zony, probuje dostac sie do Anglii. Opisuje swoja podroz, ktora kosztuje go oszczednosci calego zycia, zdrowie psychiczne i fizyczne, i ktora trwa wiele, wiele miesiecy!

Historia jest opowiedziana z jego punktu widzenia. Pozwolila mi dostrzec, ze to rowniez sa ludzie, co wiecej, ludzie, ktorzy przezyli o wiele wiecej ode mnie i od przecietnego Europejczyka, ludzie, ktorych los doswiadczyl o wiele ciezej niz nas. Ludzie, ktorzy sa pozbawieni szans, ktore my mamy, i po prostu probuja nawet nie polepszyc sobie zycie, ale w ogole uzyskac szanse na PRZEZYCIE…

Pozniej, zupelnie przypadkowo, ogladala program o przeszczepie organow.

Program byl o tym, jak to wlasnie takich uchodzcow, ktorzy nie maja pracy, ani mozliwosci pracy, poniewaz nie maja legalnych praw, nie maja rowniez pieniedzy, zwabiaja ‘zniwiarze organow’, placa im $4000 lub $5000 za nerke. Czesto ich oszukuja, ze organ odrosnie… Czesto uchodzcow po prostu porywaja, i zabijaja ich dla organow. Lub kradna im watrobe, lub nerke… Kradna dzieci, ktorym pobieraja organy na sprzedaz…

Ogladam, i mysle, Boze, co za okropienstwo… straszne to jest….

A potem naszla mnie mysl…

Jesli moje dziecko potrzebowaloby nerki, i nie byloby dawcy…

Czy kupilabym nerke na czarnym rynku?

Czy uratowalabym zycie swojego dziecka, wiedzac, ze kupuje organ ukradniety od kogos, lub kupiony od kogos, kogo zycie stoi na ostrzu noza?

Odpowiedz jest tak, kupilabym, najprawdopodobniej… Pewnie to sprawia, ze jestem okropnym czlowiekiem… lub moze po prostu jestem matka? nie wiem.

Kazdy kij ma dwa konce…

Wyfrunal ptaszek z gniazdka…

I pojechala, w swiat daleki, w swiat szeroki…

W piatek rano spakowalysmy wszystkie te bambetle, kilka toreb z garnkami, talerzami, ubraniami i jedzeniem, kilka poduszek i kocyk, ulubiona maskotke z dziecinstwa, caly dorobek jej osiemnastoletniego zycia….

Zebralysmy te manele do kupy, wpakowalysmy do samochodu… pozniej wcisnelysmy do samochodu Ole, i Freksia… na koncu ja, za kierownica, oraz Zuzia, obok.

I wyruszylysmy w pieciogodzinna podroz na polnoc.

Do Liverpool…

Bo tam wlasnie bedzie mi dziecko zylo, szalalo, i studiowalo przez kolejnych kilka lat.

Po drodze zahaczylysmy o Manczester, tam studiuje chlopak Zuzi, nie widzieli sie od tygodnia, wiec trzeba bylo podjechac, aby golabki mogly sobie pogruchac…

Do Liverpool dojechalysmy poznym popoludniem, i wybralysmy sie na spacer po miescie. Jest to cudowne miejsce, i musze przyznac, zaskoczylo mnie bardzo pozytywnie. Piekne, duzo cudnych budynkow, glownie cegla, miejscami industrialne, miejscami nastrojowe… Mnostwo sklepow, pubow, barow, muzeum, kino, teatr…

Zuzia zachwycona spiewala sobie piosenke z musical Annie, “I think I’m gonna like it, I think I’m gonna like it, I think I’m gonna like it here…”

Rano w sobote wstalysmy wczesnie, i pojechalysmy do akademika. Nowym studentom zostal wyznaczony dokladny termin, data i godzinne okienko, kiedy mogli sie stawic w akademiku. W Anglii dziala to w taki sposob, ze na pierwszym roku mieszka sie w akademiku (miejsce chyba jest gwarantowane, chociaz oczywiscie jak cale studia, platne, i to nie malo). W kolejnych latach studenci szukaja juz prywatnego zakwaterowania.

Zawiozlysmy rzeczy Zuzi do pokoju – bardzo fajnie tam maja, jej blok jest akurat nowy, z olbrzymim zielonym terenem dookola, jest rowniez jeziorko.. moga sobie wypozyczyc rower na caly rok. Blok jest podzielony na mniejsze ‘unity’ (podzespoly? Jak to nazwac?), w kazdym ‘unicie’ jest 7 jednoosobowych pokojow, kazdy z oddzielna lazienka. Maja wspolna kuchnie, 2 lodowki, kazdy ma swoja wlasna szafke w kuchni.

Zostawilysmy torby, rozejrzalysmy sie, i poszlysmy na lunch. Po lunchu Zuzia mowi:

– Mamusiu, oni wszyscy przyjezdzali z calymi zgrzewkami piwa, i butelkami wodki, a ja tylko troche wodki mam (fakt, zabrla buteleczke, ktora w domu miala, a w niej na dnie tylko troche… Zuzia nie pije duzo*). Podwieziesz mnie do Tesco, zebym sobie kupila cos?

Podwioze.

– O kurcze, zapomnialam pieniedzy!

Ach, ta stara sztuczka…

No trudno, kupie Ci juz… podjechalysmy do sklepu, i zrobilysmy typowo studenckie zakupy. Wodka, lemoniada i mleko…

Pozniej zawiozlam Zuzie z powrotem do akademika, i tyle ja widzieli…. od tej pory tylko dostaje wiadomosci, wyszlismy o 17 na impreze, wrocilam do pokoju o 4 rano… ale jestem zmeczona, dopiero sie obudzilam (wiadomosc przyszla o 13:30….).

Podobno tak jest codziennie.

My z Ola zostalysmy jeszcze jeden dzien, aby pozwiedzac sobie miasto.

Ponizej fotostory. Miasto tetni zyciem, i jest piekne, wiec jesli znajdziecie sie kiedys w okolicy, goraco polecam! Zwlaszcza fanom the Beatles. I pilki noznej 🙂

  • Nie pila, chyba powinnam powiedziec, bo kto to wie, co teraz porabia…

Moj (juz prawie skonczony) dom

Rok temu postanowilam, ze zrobie sobie przybudowke. Nie bede pisala o tym, jak bardzo niefortunnie sie to wszystko potoczylo. Ogolnie tylko, mialo byc 4 miesiace, trwalo 11. Jakosc wykonczenia jest amatorska, nauzeralam sie z budowlancami straszliwie, mieszkalam na budowie, bez drzwi i okien przez pol roku, wszystko, co moglo pojsc nie tak, poszlo nie tak, ba, rzeczy, ktore nie mialy prawa byc skopane tez byly skopane…

11 miesiecy pozniej, kuchnia i jadalnia sa juz skonczone. Rezultaty ponizej. Phew! Oczywiscie dom nigdy nie jest skonczony, i caly czas jest mnostwo do zrobienia, ale moge juz sie niejako zrelaksowac…. 🙂

Co myslicie? Jak sie Wam podoba?

Polski tinder, czyli przeglad polskiego kwiecia

Zajrzalam sobie na polskiego Tindera, i usmialam sie porzadnie. Dowiedzialam sie, ze polscy panowie mieszaja portal randkowy z kolkiem politycznym. I ze tak naprawde to wszystko sprowadza sie do seksu.

Jeden pan mnie rozsmieszyl swoim opisem, ze nie nadaje sie do leasingu, bo jest uzywany i lekko bity (zastanawiam sie, czy go kobieta bila?), ale jego glowna zaleta jest to, ze jest krajowy i na chodzie…

No ale najlepszy to byl taki, ktory prosto z mostu powiedzial, ze duza i ciezka dupa odpada. Nie sadze, aby ten pan mial wiele amatorek.

Prosze pana, cham bez manier tez odpada…

Wirtualna wywiadowka, czyli wglad w zycie prywatne rodzicow.

Kilka dni temu mialam wywiadowke u Oli. Moze niezupelnie wywiadowke, moze raczej wieczorek zapoznawczy? Cos, co odbywa sie tutaj na poczatku roku szkolnego, gdzie rodzice sa zapraszani, a nauczyciele opowiadaja czego dzieci sie beda uczyly, jaki bedzie system kar i nagrod, jak maja wygladac mundurki, i tego typu organizacyjne sprawy.

W tym roku wieczorek byl, po raz pierwszy, wirtualny. Przez Zoom. Bylo to, stuprocentowo, najlepsze spotkanie, jakie kiedykolwiek mialam w szkole.

O 18:30 zalogowalam sie. Do spotkania dolaczylo okolo 200 rodzicow (caly rocznik, czyli np. wszystkie klasy 10). Niektorzy z kamerkami, niektorzy bez.

Skupmy sie na tych, ktorych bylo widac…. ja sie na nich skupialam, w kazdym badz razie.

Najlepsza byla jedna mama, dolaczyla do spotkania, i nie zdajac sobie sprawy, ze widzi ja kazdy nauczyciel i 200 rodzicow, gotuje sobie obiad w najlepsze…. spaghetti bolognese, z tego, co bylo widac… Przez dziesiec minut nie moglam sie skupic na tym, co mowila nauczycielka, bo patrzylam na owa mame, ktora gotuje to bolognese, potem nagle zdaje sobie sprawe, ze wszyscy ja widza, potem probuje wylaczyc kamerke, ale nie umie, wola corke, ktora jest uczennica w szkole, corka tez nie umie, matce sie bolognese przypala, wiec macha reka, i wraca do gotowania obiadu, wieczorek zapoznawczy trwa w najlepsze, 200 rodzicow widzi ja, jak kraja cebule, wrzuca pomidory, gotuje i naklada obiad na talerze…. Po zaserwowaniu obiadu w koncu mogla skupic sie na spotkaniu, zasiadla przy blacie kuchennym, podparla sie pod brode, i sluchala….

Inne rozrywki, ktorych nigdy nie widzialam podczas takowych wieczorkow, to tata, ktory sie ustawil tak, ze mu bylo widac glownie krocze….

Inny tata, ktory siedzial, piwo pil, i paznokcie sobie obgryzal…

Kolejny z kolei ziewal i w nosie dlubal…

Mama, siedzaca na kanapie, ze znudzonym wyrazem twarzy, i pijaca wino… co chwila sobie dolewala….

Tata przebiegajacy przez kuchnie co kilka minut, z wielkim brzuchem, za to bez koszuli… i z duzym zarostem na klacie, ktory kazdy z rodzicow widzial… Chcial sie pochwalic?

A jedna mama, sie ustawila na kanapie, a za nia dumnie olbrzymi krzyz z Jezusem Chrystusem na scianie wisial…

Nie wiem, co mowila nauczycielka, bo za bardzo fascynowalo mnie ogladanie rodzicow… i myslenie: czy oni naprawde nie zdaja sobie sprawy z tego, ze kazdy ich widzi? Czy tez moze zdaja sobie sprawe, ale maja to w nosie….?