Mistrzowie kamuflazu

Nasze mieszkanie w Warszawie jest wynajmowane. Mlodej parze. On i Ona. Ostatnio pojechalam ich odwiedzic, obejrzec mieszkanie, porozmawiac o rachunkach i o przedluzaniu umowy.

Tak sobie rozmawiamy, a w pewnym momencie On mnie pyta:

– Czy mieliby panstwo cos przeciwko temu, jesli my mieszkalibysmy tutaj z dzieckiem?

– Nie, no dlaczego mielibysmy miec cos przeciwko? zdziwilam sie.

No i mnie tknelo!

– To Ona jest w ciazy???? Ktory miesiac?

On zaczal sie tlumaczyc, nieco zmieszany, skrepowany… Zaczal:

– To ja moze powiem juz cala prawde…(pomyslalam z przerazeniem: Matko! Maja dziecko, ktore oddali na wychowanie, bo mysleli, ze to dziecko nie moze z nimi mieszkac w naszym mieszkaniu!)

A On kontynuuje, tlumaczac sie, ze oni to maja juz dziecko, takie w wieku naszej Oli…. mieli to dziecko jak mieszkanie wynajmowali, ale nie przyznali sie, bo zawsze jak znajdowali ladne mieszkanie, to nikt nie chcial im wynajmowac, przez to dziecko wlasnie, wiec postanowili nic o dziecku nie mowic!

Szczeka mi ze zdziwienia opadla! Bo za kazdym razem gdy ich odwiedzalam, w mieszkaniu nie bylo najmniejszego sladu dziecka, najmniejszego smrodku z pieluchy! Ba, Ona absolutnie nie wygladala jakby dziecko wlasnie urodzila! Nadziwic sie nie moglam gdzie oni to dziecko tak dobrze ukrywali caly rok!

Usmialam sie bardzo. Obejrzalam zdjecie malutkiej Onej. No i mam nadzieje, ze nastepnym razem jak pojade mieszkanie obejrzec, to zobacze i malutka Oną. 🙂


Our flat in Warsaw is being rented. To a young couple. He and She. Recently I went to visit them, to have a look at the flat, talk about bills and extending the renting contract.

We're talking, at one point He says:

– Would you mind if we were living here with a baby?

– No, why would we mind? I was surprised.

And I got a thought!

– She's pregnant! Which month?

He started explaining, a bit uncomfortable… He started:

– So maybe I'll tell you the whole truth… (I thought scared: Jesus! They have a child and they gave the child to some grandparents or something, because they thought the child can't live with them in the flat!)

And He continues, explaining, that they already have a child, child is the same age as our Ola…. they had had this baby when they're renting the flat, but they said nothing, because whenever they found a nice place, nobody wanted to rent it to them because of the baby, so they decided not to say anything about the baby…

My jaw dropped to the floor! Because whenever I went to visit them, in the flat there was no slightest sign of a baby, not the slightest smell of diaper! Moreover, She never looked like if she just gave birth! I was amazed how well they were hiding this baby for the whole year!!!

I couldn't stop laughing. I had a look at the Baby, and I hope next time when I go to look at the flat, I'll see the little Baby 🙂

Burza (nie w szklance wody, bynajmniej)

Jest burza. Najnormalniejsza. Nie widzialam burzy juz od bardzo dawna. Takiego deszczu tez nie.

W srode wybralam sie do szpitala, w ktorym rodzila sie i byla operowana Ola. Ja to juz mam takie szczescie, ze jak sie wybieram do lekarza, to lekarz akurat strajkuje (gdy rok temu rodzilam Ole byl dlugi weekend, polaczony ze strajkami, stad wszystkie moje owczesne niewiarygodne przygody. Tym, ktorzy nie czytali, polecam wpisy z poczatku maja zeszlego roku).

Tym razem tez strajkowali. Przyjmowali do godziny 12, a od 12 do 13 mieli przerwe na strajk.

Zapisalam sie do chirurga, aby obejrzeli Ole i jej przetoke.  Pojawilam sie o 9:30. 10, wciaz czekam. 11, czekam. Zbliza sie 12, a ja wciaz czekam. I sie zastanawiam: czy jak wybije 12, to reszte ludzi z kwitkiem odprawia? Bo chirurg generalnie tylko do 13 przyjmuje. Czy tez moze po 13 przedluza przyjmowanie o godzine?

Na szczescie przyjeli mnie, i to po dwunastej dziesiec. Obejrzala pani doktor Ole (na chirurgow w Instytucie Matki i Dziecka zlego slowa  powiedziec nie dam! Jedynie poloznictwo jest do dupy), i powiedziala, ze byc moze zamkniecie przetoki bedzie jeszcze w wakacje…. zobaczymy. Bede Was informowac.

Jesli tak, to oznacza, ze w te wakacje Ola bedzie miala druga operacje, ktora juz, miejmy nadzieje, zupelnie skonczy jej problemy z jelitkami. 

Taksowka po katarsku

Ze tak jeszcze wroce na wschod z Warszawy, i opowiem Wam o Karwa.

Dawno temu (moze rok?) po Katarze jezdzily tylko taksowki pomaranczowe. Nie bylo autobusow, byly tylko limuzyny i pomaranczowe taksowki. Taksowki byly w zaden sposob nie zrzeszone. Jezdzily sobie, jak sie chcialo taksowke, to wychodzilo sie na ulice, machalo, i juz. Bo taksowek bylo duzo, jakby nie patrzec, byl to jedyny, oprocz wlasnego auta, srodek transportu.

Calkiem niedawno weszla Karwa. Przedsiebiorstwo w posiadaniu Katarczykow. Karwa ma taksowki, w pieknym turkusowym kolorze. Wprowadzila tez autobusy. Rowniez turkusowe.

 

Postanowili zainstalowac, jak na wszystko zreszta, monopol.  Zatem pomaranczowym taksowkom nie odnawiano licencji. W ciagu kilku miesiecy pomaranczowe taksowki zupelnie zniknely z zakurzonych ulic Kataru.

Zostaly taksowki turkusowe. I autobusy. 

Autobusy niby sa, ale jezdza nimi glownie mezczyzni,  robotnicy. Co oczywiscie sprawia, ze kobieta czulaby sie w takim autobusie bardzo skrepowana. Zatem kobieta do takiego autobusu nie wsiada.

Zostaje jej taksowka. Karwa poczatkowo byla prowadzona przez Francuzow. Jak Francuzi caly interes rozbujali, madre katarskie glowy doszly do wniosku, ze dalej moga same, a jak beda same, to wiecej kasy natluka.

W zwiazku z czym przejeli prowadzenie Karwa, i wprowadzili nastepujace zasady:

– jak kierowca chce wynajac taksowke na 10 godzin (zeby nia jezdzic), to musi zaplacic 250 riali. Jesli zarobi cos ponad to, to jest jego. Jak nie, jego strata. W dodatku jesli zdarzy sie jakas stluczka lub odrapanie (a zdarzaja sie nagminnie), to kierowca z wlasnej kieszeni pokrywa koszty.

Oczywiscie kierowcy nie sa w ciemie bici, i doszli do wniosku, ze o wiele taniej bedzie wynajac auto (koszt ok. 1500 riali na miesiac), i zarabiac sobie na lewo, prywatnie wozac klientow.

Rezultat: na ulicach ciezko zauwazyc taksowke, a jak sie chce ja zamowic przez telefon, to taksowek nie ma, no, moze za dwa dni? 

Mam dylemat, czy do katarska opowiesc, czy absurd, ale moze jednak katarska opowiesc bedzie…. 

Nic bez przygod

Nic bez przygod sie odbyc nie moze, oczywiscie, zatem i tym razem zaczelo sie od przygod.

Zaczelo sie calkiem niezle. Mielismy w samolocie siedzenie z fotelikiem dla  Oli, i nie musialam jej trzymac cala noc na kolanach. Mialam rowniez bardzo milego sasiada, ktory pracuje dla marynarki wojennej, i okazal sie swietnym rozmowca – bardzo to skrocilo czas podrozy.

No ale juz po przylocie do Warszawy…

Czekam na bagaze, czekam, i czekam…. i sie nie doczekalam. Zgubili obie moje torby. Zostalam bez absolutnie niczego – nie mam nawet majtek na zmiane 🙂

No ale wiem ze juz jedna torba dzisiaj przyjedzie, druga jutro.

No i pogoda jaka ladna w Polsce..

No i najdziwniejsze jest to, ze po ulicach  chodza sobie kobiety. Takie rozebrane, i chodza sobie, na spacery. Zupelnie sie od takiego widoku odzwyczailam (w Katarze na spacery sie nie chodzi – za goraco, no i nie ma chodnikow!)

Juz dzisiaj

Lecimy sobie. Lecimy z British Airways. Wszyscy, ktorzy lataja tymi liniami – goraco polecam ich serwis internetowy. Mozna wszystko zrobic w internecie – uzyskac odpowiedzi na rozne pytania (ile bagazu, jakie torby, jaki terminal, plan terminalu…). Mozna sprawdzic, ile nazbieralo sie tzw. airmiles. Mozna sobie wybrac miejsca, ktore chce sie miec w samolocie, i je sobie zarezerwowac. Mozna wrecz check in (jak to jest po polsku?) w internecie. Po prostu super.

Zatem dzis lecimy, troche beznadziejnie, bo mamy miedzyladowanie w Bahrain, pozniej lot do Londynu, w Ladku musimy zmienic terminal, i do Warszawy. Zajmie nam lot 12 godzin 😦 z dwojka dzieciakow nie bedzie latwo.

A w Polsce chcialam do lekarzy Oli sie wybrac, ale lekarze strajkuja, wiec nie wiem, jak to bedzie.

Zegnaj Katar na kilka miesiecy.

p.s. Dziwne to, ale jeszcze nie wylecialam, a juz za Katarem tesknie…. zglupialam, czy co? 

Narzekacie na swoja prace?

No to przeczytajcie tekst ponizej, i moze sie Wam wyda, ze Wasza sytuacja nie jest az taka beznadziejna.

Gulf Times podaje fakty z zycia sluzacych (pomocy domowych?), ktore pracuja w krajach Zatoki. Fakty te sa powszechnie i kazdemu znane, bo tak to tutaj po prostu jest. W wielu arabskich domach.

Otoz taka sluzaca zostaje sprowadzona ze swojego kraju (Filipiny, Sri Lanka, Nigeria, te kraje najczesciej) do pracy w domu w Katarze (Bahrain, Dubaj, Arabia). Mieszka ona u swoich panstwa, panstwo daja jej pokoj (czesto wygladajacy jak komorka), wyzywienie, i placa jej, w zaleznosci od hojnosci, ale tak okolo 900-1000 riali na miesiac. Czasami mniej (slyszalam, ze niektore zarabiaja wrecz 600 riali!).

Taka sluzaca sprzata, zajmuje sie dziecmi, ogrodem, usluguje (robi herbate, przynosi ciasteczka gosciom, itd), gotuje, i wykonuje wszelakie inne prace, ktorych jej panstwo od niej zazadaja.

Sluzaca pracuje przecietnie okolo 108 godzin. Nie miesiecznie, TYGODNIOWO (to 15.4 godziny dziennie, 7xtydzien). Przecietnie dostaje jeden wolny dzien w miesiacu.

W dodatku czesto traktuje sie te kobiety jak psy – wyzywa sie je, traktuje po chamsku, nierzadko bije, a czesto zdarza sie, iz pan domu wykorzystuje taka sluzaca seksualnie.

Co gorsza, kobieta taka nie ma sie gdzie zwrocic po pomoc, uciec nie ucieknie, bo bez zgody sponsora (czyli swoich panstwa) nie dostanie innej pracy ani nie wyjedzie z kraju. Jesli zwroci sie po pomoc do policji, to albo jej policja pomoze, albo nie.

Nie jest fajnie byc sprzataczka w Katarze…


 If you're complaining about your job, read what's below, maybe you'll realize that your job is not that bad after all..

Gulf Times writes about maids in the Gulf region. Facts are well known to everybody, because this is the way it is here. In many arab house.

So a maid is brought to the Gulf from her country (Sri Lanka, Philipines, Nigeria) to work in a house. She lives with her employers, they give her food and a room (very often tiny and awful), and they pay her, depending on how generous they are, between 900-1000 rials. Sometimes even less (I heard some of them earn 600 rials).

This maid is cleaning, babysitting, serving, cooking, and doing all the other jobs that her employers decide she has to do.

This maid is working on average 108 hours. Not monthly. WEEKLY (this is 15.4 hours a day, 7 times a week). On average she has 1 day off a month. 

On top of that these women are treated like dogs – they're called names, beaten, often her employer is abusing her sexually.

What's worse, they have nowehere to turn for help, they won't run away because without the sponsor's permission she won't get another job, neither will she leave the country. If she wants help from police, she'll get it or not.

It's not cool to be a maid in Qatar…

Spusc wode!

W ogrodzie mamy olbrzymi zbiornik z woda (na zdjeciu to ten po lewej stronie, taki szary). Stoi sobie, i ubrzydza ogrodek.

Wczoraj rano cos sie zepsulo, bo woda wylewala sie z tego zbiornika, przez pol nocy chyba. Matt zatem zakrecil doplyw wody, aby sie nie uzupleniala, i nie wylewala juz. Ktos mial przyjsc okolo 8-9 i naprawic ta wode.

Nikt nie przyszedl, calkiem o tym zapomnielismy.

Dzisiaj sie okazalo, ze nie mamy wody. Co gorsza, nie wystarczylo odkrecic zakreconego kurka, o nie. Bo sie okazalo, o czym nie mialam pojecia, ze Kahrama (katarski dostarczyciel wody i pradu) puszcza wode przez 10 godzin dziennie, pozostale 14 godzin tej wody nie ma.

Dlatego tez wszyscy maja te zbiorniki z woda, aby nie musieli bez wody pozostawac, gdy Kahrama wode wylacza.

Zadziwiajace, ilu czynnosci nie mozna wykonac, gdy nie ma wody:

– umyc zebow, rak, wykapac sie;

– umyc talerza, szklanke, czy nawet garnek namoczyc;

– zrobic kupe i wode spuscic; plywa sobie potem taki klocek;

Mam nadzieje, ze jutro woda bedzie juz!

Jak to sie robi w krajach Zatoki

Jakze to prawdziwe…. Oczywiscie krowy sa tylko przyslowiowe, ale ponizszy tekst bardzo akuratnie opisuje zycie w krajach Zatoki, podejscie tutejszych ludzi do zycia, i generalnie jak to sie wszystko tutaj odbywa….

Nie wiem, czy ktos, kto tutaj nie mieszka to zrozumie, ale mam nadzieje, ze tak. A zatem:

W DUBAJU:

Sa dwie krowy. Tworzy sie dla nich strone internetowa, oglasza sie te krowy na wszelkie mozliwe sposoby. Tworzy sie Cow City (czyli Miasto Krow) albo Milk Town (Miasto Dojenia). Sprzedaje sie mleko tych krow, znaim sa one zdolne do mleczenia, inwestorom, ktorzy maja nadzieje sprzedac to nieistniejace mleko ze 100% zyskiem za dwa lata. Sprowadza sie Tiger Woods'a aby pierwszy wydoil krowy – w koncu to przyciagnie uwage swiata.

====================================

W KATARZE:

Sa dwie krowy. Byly sobie te krowy bezuzyteczne w Katarze przez 10 lat, i nikt nawet sie nie zorientowal, ze krowy daja mleko. Katar zauwaza nagle, co sie dzieje w Dubaju i co Dubaj robi z krowami. A wiec zaczyna sie szalenstwo, i doi sie te krowy do upadlego. Potem nagle Katar zdaje sobie sprawe, ze tak naprawde nikt nawet tego mleka nie chcial.

====================================

W BAHRAIN:

Sa dwie krowy. Jakis wysoko postawiony urzednik panstwowy kradnie krowe, doi ja, sprzedaje mleko dla wlasnego zysku. Rzad informuje, ze jest tylko jedna krowa, i ze nie ma wystarczajaco duzo mleka dla wszystkich ludzi. Ludzie prowadza demonstracje, groza rzadowi smiercia, i nosza flagi iranskie. Parlament, po 11miesiecznym namysle, decyduje, ze zatrudni Bahrainczykow do dojenia krowy a tym samym zmniejszy nieco stopien bezrobocia.

====================================

W KUWEJCIE:

Nie maja krow. Mleko sie importuje, poniewaz zaden Kuwejtczyk nie potrafi ani nie chcialby wydoic krowy.

====================================

W ARABII SAUDYJSKIEJ:

Poniewaz dojenie krowy wymaga dotykania sutkow, rzad zdecydowal wydac absolutny zakaz wszelakich krow w miejscach publicznych. Krowe mozna wydoic jedynie w ten sposob, ze mleczarz jest po jednej stronie kurtyny, a krowa dojona po drugiej stronie kurtyny.

====================================

W OMANIE:

Sa dwie krowy. Wyglaszana jest wielkie publiczne przemowienie. W przemowieniu oswiadcza sie, iz dojenie krow to krok milowy. Powoluje sie rowniez nowe Ministerstwo do Dojenia Krow. Najpierw nic sie nie dzieje przez rok. Przez kolejny rok planuje sie, jak nalezy doic te krowy porzadnie i bezpiecznie. Rok trzeci mija na uzyskiwaniu zgody Ministerstwa na dojenie krow. Gdy w koncu wydojenie krow staje sie mozliwe, krowy juz dawno zdechly.

====================================
This below is soooo true! Of course not with cows, but in general, about lifestyle, 
attitude of locals to life and doing things.... Hope people who don't live in the Gulf can understand it. Enjoy.

DUBAI SYSTEM:

You have two cows. You create a website for them
and advertise them in all magazines. You create a Cow
City or Milk Town
for them. You sell off their milk before the cows have even been milked to both
legitimate and shady investors who hope to sell the non-existent milk for a
100% profit in two years time. You bring Tiger Woods to milk the cows first to attract attention
.
====================================

QATAR SYSTEM:

You have two cows. They've been sitting there
for decades and no one realizes that cows can produce milk. You see what Dubai
is doing; you go crazy and start milking the heck out of the cows in the
shortest time possible. Then you realize no one wanted the milk in the first
place.
 
====================================

BAHRAIN SYSTEM :

You have two cows. Some high government official
steals one, milks it, sells the milk and pockets the profit. The government
tells you there is just one cow and not enough milk for the people. The people
riot and scream death to the government and carry Iranian flags. The Parliament
,
after thinking for 11 months, decides to employ ten Bahrainis to milk the cow
at the same time to cut back on unemployment. 
====================================

KUWAIT SYSTEM:

They do not have cows. Milk is imported since no locals can or would milk a cow.
====================================

SAUDI SYSTEM:

Since milking the cow involves nipples the
government decides to ban all cows in public. The only method to milk a cow is
to have a cow on one side of the curtain and the guy milking the cow on the
other.
 
====================================

OMAN SYSTEM:

You have two cows. After a huge public speech in
which you declare cow milking as a landmark initiative and appointing a new
government body in charge of cow milking. You first spend a year doing nothing,
then you spend 1 year on planning to milk them properly and safely, another one
year to get the proper ministry approvals to milk them. By the time you
actually get around to milking the cows, the cows are dead
 

Pasta nie ma racji bytu

Bardzo smieszny filmik o tym, dlaczego wloskie restauracje nie sa popularne w krajach Zatoki. Ha ha ha. A najsmieszniejsze jest to, ze takie widoczki (moze nie z pasta, ale z innym jedzeniem jak najbardziej) ogladamy tutaj na codzien. Wyobrazcie sobie np. lody…. 🙂

A very funny movie about why Italian restaurants are not that popular in the Gulf region. Ha ha ha. And the funniest thing is that stuff like that we see every day here (maybe not with pasta, but with other foods for sure). Imagine eating ice cream, for example… 🙂

Z gazet

W Omanie cyklony. Oman zalany woda, w gazetach az pelno wiadomosci z Omanu. Masa ludzi jest ewakuowana z Omanu do Iranu. Loty odwolane.  Swiat sie konczy, po prostu.

A tymczasem Gulf Times podaje, iz turystyka szybko sie rozwija w Katarze. No pewnie i sie rozwija, bo jak przyjechalam tutaj, to o pamiatkach mozna bylo zapomniec, nic nie mozna bylo kupic. A teraz suk pelen jest pamiatek typowo pamiatkowych – breloczkow z wielbladami, piaskiem w butelce, ba, nawet kubki z napisem "Qatar" sa na sprzedaz!

No i w koncu, otwarto Ramade, a raczej nowe skrzydlo Ramady, nazwane Ramada Plaza. To jest hotel, nad ktorym pracowal moj niezastapiony maz. Bylo oficjalne otwarcie, ale raczej kiepskie i malo prestizowe, niestety.

Walizki jeszcze nie spakowane (jak zwykle zaczne sie pakowac w dniu wylotu).

 


In Oman there are cyclons. Oman is flooded, newspapers keep talking about it. Lots of people are being evacuated to Iran. Flights are cancelled. End of the world, really.

 

In the meantime, Gulf Times is announcing that tourism in Qatar is catching up. Of course it's developing, when I came here there were no souvenirs available. At the moment souqs are full of souveniry souvenirs – key chains with camels, sand in the bottle, and even mugs with "Qatar" written over them!

And finally Ramada was open, or rather a new wing of Ramada hotel, called  Ramada Plaza. It's a hotel that my unreplaceable husband was working on. The opening was official, but not very prestigious, unfortunately.

Suitcases are not packed yet (as usual, I'll start packing on the day of leaving).