Spalanie i nadrabianie kalorii

Zima trzyma twardo, juz od miesiaca. Temperatura dochodzila do osmiu stopni w dzien (teraz sie ocieplilo, jest okolo 18), w nocy nawet boje sie myslec jak musi byc zimno.

Juz po raz czwarty nie kupuje sobie grzejnika (jak to?? oburzam sie. Grzejnik gdy sie mieszka niemalze na pustyni??? Toz to szalenstwo, nie, dla zasady nie kupie!), i po raz czwarty bardzo tego zaluje.  Rano w kuchni, gdy Zuzia je sniadanie, to mam 18 stopni! Siedzimy skuleni w domu, zawinieci w swetry, i popijamy goraca herbate, wszystko, aby tylko sie ogrzac.  Juz sie nie moge doczekac, gdy sie zrobi cieplej!

A dzisiaj wybralam sie na cwiczenia, tzw. step. Pewnie wiecie, co to takiego, wchodzi sie i schodzi sie z takiego stopnia.

Co za glupi pomysl mialam!

Zasapalam sie jak nie wiem co (kondycja beznadziejna, oj, beznadziejna, ale jak ma byc lepsza, jak najdluzszy spacer to od drzwi do samochodu, i ewentualnie po centrum handlowym?).

A w dodatku przeciez ja nie mam zadnej koordynacji, jak mam machnac reka i noga w tym samym czasie to sie gubie, a tutaj instruktorka jakies uklady kazala nam robic,  wchodzimy z prawej strony na ten schodek, schodzimy z lewej, w miedzyczasie podnosimy prawa noge i machamy lewa reka, hopa, hopa!!!!!!!

Alez sie pogubilam, pod koniec to juz sobie skakalam na schodek, i ze schodka, na schodek, i ze schodka….  nudne toto bylo, chociaz meczace.

W ramach kompensacji za spalone kalorie w domu zjadlam podwojny lunch, ananasa, twixa, i dwie krowki (przywiozlam sobie z Polski, ida jak cieple buleczki, juz mi malo zostalo). 

Nastepnym razem sie wybiore na jakas joge moze? Tez nudna, ale chociaz sie nie zasape 🙂

 

U Arabki w domu i w pracy

Dzis jeszcze dwa filmiki, rowniez z Saudi (dzieki Aga :)).

Arabska kobieta wprowadza nas do swojego domu (to wielki zaszczyt, poniewaz ludzie z Zatoki bardzo chronia swojej prywatnosci; zreszta zauwazcie, ze w filmiku pokazala majlis, czyli pokoj dzienny, kuchnie, salon, ale nie pokazala prywatnej czesci domu, czyli sypialni), opowiada troszke o swoim zyciu. Film jest po angielsku.

Pokazuje np. synka kobiety, ktory oglada bajke muzulmanska. Postaci w bajce spiewaja tylko, bez muzyki, poniewaz muzyka jest zakazana w Islamie.

Kobieta opowiada rowniez o tym, ze zakrywa sie na ulicy, a w domu chodzi ubrana normalnie. Chyba, ze jest maz siostry, wtedy musi sie zakrywac rowniez w domu (moze pokazac swoje wlosy i twarz ojcu, bratu, synom, oraz wujkom swoim. Przed cala reszta meskiej populacji musi sie zakrywac). Podkresla, ze Saudyjki maja duze pojecie o modzie, ze lubia sie ladnie ubierac (pod abbaya, oczywiscie, lub w damskim towarzystwie).

Kobiety i mezczyzni zazwyczaj jedza osobno.

Wspomniany jest rowniez zakaz prowadzenia aut przez kobiety w Arabii Saudyjskiej. Glowna bohaterka moze i chcialaby prowadzic auto, ale rozumie, ze pozwolenie kobietom na prowadzenie to dramatyczna zmiana, a spoleczenstwo saudyjskie nie lubi dramatycznych zmian i nie jest jeszcze gotowe na to, aby kobiety prowadzily auta.

Bohaterka filmiku, powiedzialabym, nie jest typowa Saudyjka, jednakze. Po pierwsze nie ma sluzacej (a to rzadkosc), po drugie pracuje (5% kobiet w A.S. pracuje), po trzecie swietnie mowi po angielsku.

 

W drugim filmiku ogladamy kobiete-ginekologa przy pracy. Zajmuje sie ona IVF. IVF jest w Islamie dozwolone, pod warunkiem, ze zarowno jajeczko jak i sperma pochodza od meza i zony. Nie mozna sobie np. wziac spermy od innego mezczyzny (jesli maz jest nieplodny).

Kobieta-ginekolog z drugiego filmu przedstawia nam swoja "mala" rodzine (ma piatke dzieci :)).

Film pierwszy:

 

Oraz film drugi:

Plac za prace

Aby nie przynudzac za bardzo smetnymi historiami z mojego zycia, dzis informacja czysto katarska. 

Od niedawna zony cudzoziemcow musza starac sie o zezwolenie na prace. Zezwolenie takie kosztuje 500 riali rocznie (okolo 340 zlotych).

O zezwoleniu na prace dla kobiet juz pisalam na Mazusach, Katarki, aby pracowac, musza miec zezwolenie z urzedu pracy oraz zgode meza lub ojca.

Wyglada na to, ze teraz wszystkie kobiety beda musialy placic aby moc pracowac! 

Podejscie mezczyzny do zycia

Dziekuje za zyczenia, i wszystkim rowniez zycze Najlepszego Nowego Roku 🙂

U nas generalnie bez zmian. Wrocilismy do Doha, Matthew, jak to okreslil po tym, gdy  go poprosilam, aby wrocil do rodziny, nie jest pewien, czy chce wrocic. To znaczy on mnie kocha, i nie chce tego konczyc, ale z nami mieszkac tez nie chce. On che tak jak jest teraz, on mieszka osobno (czytaj: wychodzi kiedy i gdzie chce, wraca kiedy chce, nie ma obowiazkow i w dupie ma to, ze na przyklad dziecko jest chore i sie budzi co godzina w nocy) i ja z dziecmi mieszkamy osobno, on widuje dzieci w weekendy, a w miedzyczasie (pomiedzy wypadem do baru, na tenisa, squasha, czy do Dubaju) on mysli, czy chce z nami byc.

A ile ty tego czasu potrzebujesz, Matt? Tydzien? Miesiac? Rok? zapytalam.

On nie wie. Ale nie konczmy tego teraz. Nie mow, ze to juz koniec (bo tak mu powiedzialam. Kazalam mu zbierac swoje manatki i sie wynosic, jesli nie chce do nas wrocic, niech sie wynosi. Powiedzialam mu, ze nie chce zyc w zawieszeniu, niby z mezem a bez meza).

A ja mam czekac. Bo przeciez teraz stosunki pomiedzy nami sa dobre, wiec ciagnijmy to tak, jak jest, i w przyszlosci zdecydujemy, czy chcemy razem byc.

Takie jest podejscie Matthew do zycia, naszego zwiazku…

Ach, jeszcze jedno. Bo on mowi, ze nie mysli tylko o sobie.

Nie Matt? A o kim ty myslisz? O mnie? Chyba nie. O dzieciach? Na pewno nie, bo przeciez widzisz jak Zuzia placze (bo tatus dzis juz wyjezdza). To dla kogo to robisz?

No, mysle o sobie w koncu przyznal troskliwy ojciec.

I tak nam sie powolutku zycie toczy.

A tak bardziej optymistycznie.

Zapisalam Ole na plywanie i na zajecia z muzyki.

Zuzie zapisze na francuski i karate, bo juz od dawna mi marudzi, ze chce.

A sama pojde na silownie. I moze na jazde konna?

Na trawke z Katarczykiem??

Co sie dzieje, co sie dzieje!

Jakis czas temu wdalam sie z moim znajomym Katarczykiem, tym, ktory mi drzwi malowal,  w dyskusje o shisha.

Zapytal mnie, jaka pale (bo widzial, ze faja stoi na miejscu honorowym w duzym pokoju). Ja mu na to, ze pale apple, czyli smak jablka.

On mi na to, ze pali saloon (czy jakos tak), i ze do tego trzeba miec specjalna shisha, i ze to o wiele lepsze od shisha. No i jakos tak nam wyszlo, ze ja chcialabym tego sprobowac (oczywiscie! przeciez musze dbac o wiedze moich polskich czytelnikow).

I dzisiaj rano zapukal do drzwi, powiedziec mi, ze o dwunastej beda wymieniac bordery na podlodze, a tak przy okazji wyciaga malutka fifeczke, a do niej buteleczke z czyms, co na oko wyglada jak herbata yerba mate.

No i sie pyta, czy chce zapalic! Z pewna taka niesmialoscia, ale przeciez, ze powiedzialam TAK!

Poszlismy do ogrodka, zeby nie kopcic w domu. Nabil fifke tym czyms (co nazwal 'naturalnym tytoniem'), zaczal przypalac zapalka, i sie sztachnal. Zupelnie jak palenie haszu.

No to moja kolej. Jak se pociagnelam (a pociagnelam, jakbym shisha palila), to mi swieczki w oczach stanely, myslalam, ze mi one na wierzch z orbit wyjda, a gardlo mi ogien zezre!!! Zaczelam kaslac jak gruzlik w ostatnim stadium, polecialam do domu, i napilam sie wody.

On mi na to, jak juz sie uspokoilam,  spokojnie, z delikatnym usmiechem, ze to trzeba mniej, a nie tak!

No to nastepnym razem juz mniej sie sztachnelam, ale i tak bylo ostre. I tak sobie pociagalismy, na zmiane, raz ja, raz on….

Po kilku  machach bylam juz calkiem ugotowana. Oblaly mnie poty, w glowie mi sie krecilo, takie milutkie uczucie…. pewnie niektorzy z Was wiedza, o czym mowie….

Zapytalam go, czy to jest legalne, bo przeciez to zupelnie jak haszysz. On mi na to, ze legalne. Ze to jest jak cos pomiedzy shisha a haszysz.

Okazalo sie, ze to glownie Beduini sobie toto popalaja (on jest Beduinem), ze kobiety to nie, ze jak sie rano napalisz, to potem caly dzien taki spokojny bedziesz, ze najlepiej to sobie po obiedzie walnac… na deser niejako 🙂 

To gdzie to moge kupic? pytam pelna nadziei.

A, nie mozna kupic. On to z Omanu przywozi!

Ale dal mi, no dal mi, i fifke, i 'naturalny tyton'!

Takie jaja tutaj odchodza.

A tak oto wyglada sprzet i 'naturalny tyton', ktory robi cos z twoja glowa 🙂

Brak rownouprawnienia w Katarze

Aby pracowac w Katarze, nalezy miec swojego 'sponsora', czyli takiego opiekuna, ktory daje nam wize, jest za nas odpowiedzialny i moze nam uprzykrzyc zycie do granic mozliwosci (jesli odmowi nam prawa do samochodu, telefonu, wyjazdu z kraju….).

Sponsor musi sie zgodzic, aby sponsorowany opuscil kraj, dajac mu tzw. exit visa, czyli wize wyjazdowa.

Maz zazwyczaj sponsoruje zone. W takim wypadku zona nie potrzebuje wizy wyjazdowej, moze wyjechac kiedy chce. I nawet bez wiedzy meza, a co!

Moze sie zdarzyc tak, ze to zona sponsoruje meza. Tak tez sie dzieje. Aczkolwiek, maz, aby wyjechac z kraju, musi dostac od zony wize wyjazdowa!!! Czyli jesli zona powie NIE, to maz sie nigdzie nie ruszy i bedzie kwitl w Katarze do usranej smierci. Albo dopoki zona sie nie ulituje 🙂

I gdzie tu jest rownouprawnienie, ja sie pytam??? 🙂 

Przemoc w rodzinie arabskiej

Jak podaje Gulf Times, przeprowadzono badania majace wykazac poziom przemocy w rodzinie.

Respondentkami byly uczennice uniwersytetu katarskiego, w tym 84% Katarek i 16% innych narodowosci.

Az 63% badanych bylo bitych; 55% respondentek doswiadczylo 'silnej przemocy', takiej jak na przyklad gwalt !!!

Dziewczyny doswiadczaja przemocy glownie ze strony meskich czlonkow rodziny (brat, wujek, ojciec…).

Rzecza szeroko akceptowana jest milczenie. Nikt nie mowi glosno o tym, co dzieje sie za zamknietymi drzwiami, dziewczyny potulnie godza sie na bicie, wyzysk, i gwalt… poniewaz najprawdopodobniej wstyd padlby na nie wlasnie, a nie na tego, ktory bije, czy gwalci…

Z grupki badanych kobiet (2778) az 50 probowalo popelnic samobojstwo! (a to sa tylko respondentki ankiety, w dodatku dziewczyny ksztalcace sie! Az strach pomyslec, co sie dzieje w pozostalych rodzinach, takich, gdzie np. dziewczyny nie studiuja, bo rodzina jest prosta i nie zauwaza takiej potrzeby!)