Belgijskie wesele

No i juz po slubie.

Jak to wyglada?

Otoz w sobote rano Sylwia (moja kolezanka, ktora zmieniala stan z panienskiego na niewole) pojechala do domu tesciowej szykowac sie. Jej przyszly maz szykowal sie w domu u dziadkow.

Okolo 11:30 zebralismy sie wszyscy, przyszly maz przyszedl zobaczyc zone, i pojechalismy do urzedu. Po urzedzie (10 miut, bardzo szybko) do kosciola.

W kosciele bylo dwoch ksiezy: belgijski i polski. Ksiadz belgijski zartowal sobie, smial sie, z poblazliwoscia patrzyl na dwojke dzieci Sylwii, ktore lataly po oltarzu i niszczyly dekoracje.

Ksiadz polski bardzo powazny, wiadomo, msza to nabozenstwo, a nie cyrk. Na dzieci patrzyl z niesmakiem – jak smia sie jakies szczyle szwedac, zamiast siedziec grzecznie na dupie!

W kosciele byly przemowy (nie wiem, wiersze milosne, czy cos, nie rozumialam ani slowa, bo wszsytko bylo po francusku), piosenki (nie religijne, o nie! piosenki o milosci, np. Edith Piaf) – cudownie spiewala ta kobieta, ludzie klaskali, spiewali…

Pozniej wszyscy pojechali na obiad.

Do tej pory w uroczystosci brali udzial tylko najblizsi – rodzina i przyjaciele.

Okolo 19 obiad sie skonczyl, i zaczeli sie schodzic pozostali goscie. Byl DJ i zabawa do samego rana – ja sie poddalam o 4 rano, ale sporo osob jeszcze tanczylo i sie bawilo!!

Rano bylo sniadanie w formie bufetu. Belgowie patrzyli z niedowierzaniem na polskie kanapki, ktore sobie robilismy. Oni z francuska rogaliki z dzemem i kawa, a my z polska – kanapa z maslem, szynka, do tego jajecznica 🙂

W ta sobote bedzie powtorka – wesele w polsce. Biedna Sylwia, przygotowac jedno wesele to kupa zachodu, a ona nie tylko dwa wesela miala na glowie, ale rowniez przeprowadzke (bo wlasnie kupili dom w Belgii). Zaloze sie, ze juz dosyc ma uroczystosci weselnych 🙂 

Belgia, oui!

Oh, witajcie z Belgii!!!

Przylecialam do Belgii na slub mojej kolezanki. Poznalam ja w Katarze… teraz wrocila do Belgii i poslubia swojego ukochanego…

Kupilam sobie piekna suknie – brazowa, dluga, odkryte ramiona…. przylecialam do Belgii (liniami Wizz Air, tanie niby, i bilety rzeczywiscie w cenie znosnej. Spodziewalam sie przewozu typu ‘bydlo w pociagu na rzez’. Milo sie zaskoczylam. Fotele wygodne, obsluga mila, w sumie nie roznil sie ten przelot zbytnio od lotu Lufthansa czy LOT, oczywiscie z wyjatkiem tego, ze nie serwowali posilkow czy darmowego piwa. Ale hej, mozna przezyc, w koncu zarcie to nie wszystko!).

Zatem przylecialam do tej Belgii, i powital mnie DESZCZ. Ale nie byle jaki. Ulewa!!! Totalna i odjechana. Takiego deszczu nie widzialam od kilku lat chyba. Blyskalo sie, grzmialo, i padalo tak mocno, ze ulicy z auta nie bylo widac.

Dojechalismy do domu Sylwii (tej mojej kolezanki, ktora bierze slub), ubzdryngolilam sie winkiem, pogadalam z para ludzi, ktorzy juz tutaj byli, i poszlam spac.

Rano (ok, nie tak rano, bo okolo 10), kiedy jeszcze spalam, do pokoju wpakowal mi sie Laurent (przyszly maz) z jakims facetem. Facet 2 metry wzrostu, w reku walizeczka…. hej hej! Co za obsluga! Przynosza mi z rana faceta do lozka, nie sniadanie, a calego faceta z walizeczka pelna narzedzi!! Jak dla mnie moze byc! 🙂 (Laurent obiecal mi jutro strazaka, he he he).

Facet przyszedl naprawiac ciepla wode, zeby bylo sie jak kapac.

Naprawil, na odchodnym powiedzial BYE z francuskim akcentem (bo oni tutaj wszyscy po francusku) i usmiechnal sie znaczaco. Ja mu odpowiedzialam BYE z polskim akcentem, i rowniez sie usmiechnelam znaczaco z mojego poslania na podlodze.

Odnosnie francuskiego. Oni tutaj po angielsku chyba nie bardzo, taki jeden przystojny w kawiarni byl, kelner, chcialam machiatto, nie wiedzial, co to jest, chcialam mu wytlumaczyc, ale angielskiego nie rozumial, wiec mu Sylwia po francusku musiala… ale seksownie ten francuski brzmi, chyba sie zaczne uczyc, albo co….

albo w barze – poszlismy na zakupy, to juz dzisiaj, ale sklepy jakies takie beznadziejne i nic tu nie ma, wiec doszlismy do wniosku, ze piwo jest lepsze, i poszlismy na piwo (Belgowie siedza sobie w poludnie i popijaja piwko lub kawke, na skwerach i placach, czyzby oni nie musieli w ogole pracowac??), czworka nas byla, kolega zamawia 3 piwa i coca cole. Kelner uprzejmie mowi YES i zwraca sie do mnie: a co dla ciebie??? ha hah a, jakby kolega sam mial wypic te trzy piwa 🙂

Jutro wielki dzien. jestem swiadkowa, ceremonia po francusku, ja po francusku potrafie tylko zapytac, czy ktos pojdzie ze mna na obiad, jak myslicie, dam rade? 😀

Pseudo ekologia

Dobrze. Teraz sie naraze. Zdaje sobie z tego sprawe. Wystawiam sie na lincz! 

Nie jestem ekologiczna. A teraz mnie zlinczujcie. Nie jestem i juz. Jestem wygodna!

W moim miasteczku, T., postanowiono ze ekologia to jest to. I w supermarketach przestali uzywac reklamowek. Wiadomo, dlugo sie toto rozklada, i pozytku z tego zadnego. Wiec kazdy teraz jak idzie na zakupy, to musi swoje wlasne siaty brac. Pamietam takie, jak bylam dzieckiem, z oczek, z zylki…  Z tego co wiem, nie tylko w T., ale w innych miastach tez wycofuja popularne ‘reklamowki’. 

A ja sie buntuje! Ja nie chce pamietac o siatce zawsze, gdy ide na zakupy. Zwlaszcza, ze na zakupy wpadam spontanicznie, gdy mi sie czegos zachce.

Jestem  ‘anużkÄ…’ – w latach 50 w Zwiazku radzieckim siatki takie nazywano ‘anużkami’ (a nuż uda sie cos kupic) – ale nie chce nosic anużek.

Tzw. green bags (zielone torby), przedmiot szpanu w tej chwili, wsrod gwiazd i tych, ktorzy chca byc na topie, absolutnie mi nie imponuja.

Torby papierowe, rozpowszechnione w US sa zupelnie niepraktyczne – nie wyobrazam sobie latac do domu i z powrotem dwadziescia razy, z dzieckiem pod pacha, po to tylko, aby 20 toreb zaniesc do domu.

W kazdym badz razie, poszlam dzisiaj na zakupy, nie mialam anużki, oczywiscie, i zostalam zmuszona do kupna…. TORBY PLASTIKOWEJ. Za 60 groszy. Torba jakosci marnej, zanim zakupy donioslam do domu torba sie podarla.

Wyrzucilam ja do kosza, i taki z niej byl pozytek. Gdzie tu ekologia? 

Rozne kariery dwulatki

Lot do Polski via Londyn, 1:30 w niedziele.
A jesli chodzi o lot, to czy mi sie nigdy normalnosc przytrafic nie moze?

Najpierw o maly wlos sie nie spoznilam na samolot, pomimo, ze na lotnisku bylam 2.5h wczesniej. Ale tak sie jakos zlozylo, ze az czytali moje imie przez glosnik: "Pasazer Sylwia S. proszona jest o natychmiastowe udanie sie do bramy numer 3. Brama jest zamykana w tej chwili!".

W samolocie Zuzia nie czula sie najlepiej, czula sie na tyle niedobrze, ze jak samolot wyladowal, Zuzia puscila pawia – bynajmniej nie do torebki na wymioty, ale na siedzenie, na koce, na podloge, i oczywiscie na siebie.

Gdy ja bylam zajeta oczyszczaniem Zuzi i pilnowaniem, aby nastepny rzut wymiotow wyladowal w torebce, a nie znow dookola, Ola postanowila rozpoczac kariere naukowca. Postanowila zbadac, co znajduje sie w wymiotach. Rezultatem byla bluzka wysmarowana nadtrawionym tunczykiem.

Bluzke musialam zdjac. Na szczescie pod spodem miala podkoszulek, wiec nie musiala paradowac z golym brzuchem.

Pozniej Ola postanowila zamienic kariere naukowca na prace streapteaserki i postanowila pozbyc sie spodni. Najbardziej skuteczny sposob? Oczywiscie nawalic kupsko tak wielkie, ze wylewa sie z pieluchy. Spodnie musialam zdjac.

Bedac bardzo leniwa i nieprzewidujaca matka (moglabym wygrac nagrode dla Najgorzej Przygotowanej na Nagle Wypadki Matki) oczywiscie nie mialam ubran zapasowych, wiec biedna Ola zostala w podkoszulku z krotkim rekawem i samej pieluszce. Wcale nie bylo goraco!

W koncu udalo sie nam doleciec. A teraz…

Obzarta parowkami wieprzowymi i pasztetowa, opita Tyskim, przeslodzona Princessa i oczytana Elle jestem w domu!

Roze na przeprosiny

Dziekuje wszystkim za komentarze.

Wczoraj M przyniosl bukiet roz, na przeprosiny. Brzmi tak typowo, prawda?

W koncu, byc moze jak sobie wszystko przemyslal, zrozumial, ze to, co zrobil, to jednak nie jest ok, ze nie ma prawa MNIE winic za to, co sie stalo…

Bukiet wiele nie zmienil (jesli chodzi o mnie).

Chcialam zrobic obdukcje, wprawdzie siniaki niewielkie, ale kto wie, kiedy moze sie przydac… niestety, powiedzieli mi, ze z tym trzeba na policje, ze szpital sam nic nie moze.

A policji nie chce w to mieszac.. juz wyjezdzam niedlugo na wakacje, do Polski.. byc moze w niedziele (chociaz biletow wciaz jeszcze nie mam!)

Problemy pomiedzy mna a M sa glebsze, nie tylko to, co sie stalo w poniedzialek. Do niedawna wciaz mialam nadzieje, ze moze on zrozumie, ze moze bedzie mozna cos jeszcze naprawic.

Teraz juz tak nie mysle. Juz wiem, ze to wszystko zaszlo za daleko.

Jednak rozwod jest takim powaznym krokiem. Teraz, kiedy sama stoje przed tym krokiem podziwiam wszystkie te kobiety, ktore sie na to zdecydowaly. Jednak to prawda, czlowiek nie zrozumie tak naprawde, dopoki sam czegos nie doswiadczy.

A, chcialam napisac, i zapomnialam.

Matt nie jest zlym facetem. Naprawde nie jest. Tylko ze z jakiegos powodu – nie wiem, kwitnaca kariera? Koledzy, ktorzy sa mlodsi, sa singlami, chodza do barow i na dziwki, i ruchaja wszystko, co im w rece wpadnie.. byc moze to, ze Matt zasmakowal nowego zycia bez rodziny przez jakis czas, i to mu sie tak bardzo spodobalo… –  wiec z jakiegos powodu on totalnie sie zagubil. Zmienil sie z odpowiedzialnego, milego faceta w niedojrzalego chloptasia, ktory chcialby sobie zycia pouzywac do woli, a jednoczesnie chcialby miec dzieci na wyciagniecie reki, bo jednak dzieci to on kocha.

Po prostu sie totalnie pogubil. Zatracil trzezwe spojrzenie na to, co tak naprawde w zyciu jest wazne. Gdy sie obudzi, o ile kiedykolwiek sie obudzi, bedzie juz za pozno. Ale tego tez nie widzi. Bo jest zbyt niedojrzaly na to, w tej chwili. 

Sama jestes sobie winna

Wczoraj maz wrocil do domu pijany. Niezbyt pozno, o 10:30. Wczesnie wrecz.

Zaczelam mu zadawac pytania, gdzie, z kim, bla bla bla. Chcialam zobaczyc, co ma w portfelu, ktory namietnie chowal i kategorycznie nie chcial mi pokazac.

Wiec maz, ktory mnie podobno kocha, jak mowi, zaczal sie ze mna szarpac. Potem rzucil mnie na kanape i zaczal mnie dusic. Tak mocno, ze w pewnym momencie nie moglam zlapac oddechu. Raz. Dwa razy. Pozniej jeszcze raz. Uderzyl mnie tez w twarz, niezbyt mocno, na tyle mocno jednak, ze zabolalo.

I powiedzial, juz dzisiaj, na trzezwo – ze przeciez sama jestem sobie winna. Bo po co go przesluchiwalam? Po co chcialam mu w portfelu grzebac?

Slownictwo jakiego uzywal? Pierdol sie. Wstretna suka. Glupi pojebus. Pojebana suka. I jego ulubione, ktore sie powtarzalo najczesciej – glupia suka.

Ale przeciez sama jestem sobie winna – bo on tylko chcial wrocic do mnie do domu, a ja go przesluchuje. No po co go przesluchiwalam?

Znalazlam w jego portfelu numer telefonu do niejakiej Jess. Barmanki, Azjatki oczywiscie, poniewaz moj maz uwielbia azjatki.

Ale tez jestem sama sobie winna, bo ja w swoim telefonie mam wiele numerow do facetow.

Dzisiaj rano maz, po tym juz, jak powiedzial, ze to wszystko moja wina, powiedzial: Przepraszam. A teraz ty mnie przepros za swoje zachowanie. Nie chcialam go przepraszac za to, ze go 'przesluchiwalam'. Nie chcialam go tez przepraszac za swoje siniaki na przegubach, zadrapania na brodzie, za zdrapany pieprzyk.

Zatem wspanialomyslnie zaproponowal: ja nie bede sie na ciebie gniewal, a ty sie nie bedziesz na mnie gniewala, i o wszystkim zapomnimy.

W sumie to i tak. Za co mam sie gniewac, w koncu sama jestem sobie winna. 

Gapil sie na nogi

Poszlam na obiad z dziewczynami, do hotelu.

Obok nas siedziala rodzina, w tym jeden stary facet, ktory sie gapil na moje nogi pod stolem. Nie pozostalam mu dluzna, i rzucilam mu zabijajace spojrzenie, polaczone z paskudna mina, zeby wiedzial, co o tym sadze.

Po pieciu minutach przesiedli sie do innego stolika.

Pod koniec posilku dostalysmy karte do wypelnienia, gdzie trzeba bylo ocenic jakosc posilkow, obslugi, estetyke podania….  Bylo tez miejsce na komentarze.

Wiec w komentarzach, zgodnie z prawda, wpisalam, ze facet przy stoliku obok gapil sie na moje nogi. Troche dla jaj to napisalam, zeby bylo wesolo…

Manager przeczytal, i od razu przyszedl i zaczal tlumaczyc, ze tutaj faceci sie tak gapia, bla bla bla bla. Wiedzial, o kogo mi chodzilo. Byl bardzo powazny w tej sprawie. Oczywiscie powiedzialam mu, zeby nie robil z tego zadnej afery, ze nic sie nie stalo, ze naprawde to nie ma znaczenia.

On mi na to, ze jesli dostana taki komentarz, to musza cos z tym zrobic. Nie pytalam co, czy policja, czy wywalic faceta z restauracji… wiec powiedzialam mu, aby wyrzucil ta karte z komentarzami, bo ja absolutnie nie chce zadnych akcji. 

Takze  moi drodzy. Nie piszcie nic ot tak sobie, bo wszystko moze byc kiedys wykorzystane. Na Wasza korzysc lub nie 🙂

Prezent na dzien ojca

Angielscy tatusiowie obchodza swoje swieto dzisiaj. Czy znacie moze jakies strony www, ewentualnie macie jakies pomysly na to, jaki prezent Zuzia moglaby zrobic tacie?

Chcialabym, aby zrobila laurke i jakies 'rekodzielo', ale brakuje mi pomyslow, szczerze mowiac.

Gdzie moge znalezc pomysly??? Co moze zrobic Zuzia???

Ratunku, i to szybkiego, desperacko potrzebuje 🙂 

Powialo chlodem i zdolne dzieci

Powialo chlodem.

I nie mowie tutaj o stosunkach malzenskich, gdzie maz, pytany, czy w barze, w ktorym akurat siedzi, bo przez trzy dni jest w delegacji, sa dziwki, kaze mi sie pierdo..c.

Mowie tutaj  o pogodzie.

Juz sie robilo goraco. Juz bywalo 35 stopni rano. A teraz, gdy o 6:30 ide do auta, aby zawiezc Zuzie do szkoly, jest po prostu chlodno. Tylko 30 stopni, niebo pochmurne i wiatr…. Gdzie jest slonce? Gdzie jest upal???

A skoro juz o szkole.

Mam chyba genialne dziecko. Ostatnio chodze spac pozno, wstaje wczesnie, wiec jestem wyczerpana. Dzisiaj rano, gdy budzik zadzwonil o 6 po prostu go wylaczylam, i zasnelam w trzy sekundy.

O 6:18 budzi mnie Zuzia. W ciagu 18 minut moja szesciolatka sama sie ubrala, zrobila sobie sniadanie i je zjadla, uczesala sie nawet calkiem znosnie (a ma wlosy prawie do pasa) i gotowa do wyjscia, z usmiechem na buzi obudzila matke!!

Nie pozostalo mi nic innego jak zwlec tylek z lozka, zrobic jej lunch, i zawiezc do szkoly.

Czy wszystkie szesciolatki sa juz tak rozgarniete czy to tylko moja?Â