Wtorkowy wieczor wiekszosc Polonii katarskiej rozpoczela w Polskiej Ambasadzie – zostalismy zaproszeni rowniez ze wzgledu na obchody 11 listopada, ale glownie z powodu wizyty Donalda Tuska w Warszawie.
Nie bede pisala, po co przyjechal, bo o tym trabia gazety i telewizja pewnie tez (chcemy gazu od Kataru), opisze jak bylo na wieczorku w Ambasadzie.
A bylo duzo prasy i telewizji polskiej, i duzo Polonii – podobno jest juz tutaj okolo 600 Polakow! Donald wyglosil krotkie przemowienie, a pozniej przedzieral sie przez tlum w strone jadla – oczywiscie rozmawiajac z ludzmi i robiac sobie z nimi zdjecia.
Ja i moje kolezanki stalysmy za Tuskiem, to znaczy za ochroniarzem, bo za p. Tuskiem stal ochroniarz, ze sluchawka w uchu (ten to ma klawa prace, nie? Wszystkie te laski napieraja na niego od tylu 😉 ) i chcialysmy sobie zrobic zdjecie, ale ze wyrywne nie jestesmy za bardzo, to czekalysmy i czekalysmy, narzekajac, ze my to zdjecie, ze nigdy nam sie nie uda itd itp.
W pewnym momencie jeden pan (jak sie okazalo pozniej, tez byl z rzadu, ale wtedy tego nie wiedzialysmy) popukal Donalda w ramie i mowi:
– Panie premierze, tutaj sa panie, chcialyby zdjecie.
No i pan premier sie odwrocil, przywital sie, zapytal co wy tutaj robicie, dziewczyny, podal swoj sok pomaranczowy polskiemu ambasadorowi do potrzymania (hi hi hi) i zaczal pozowac z nami do zdjec. Pozowal dlugo, bo bylo kilka aparatow, i po kilka zdjec z kazdego aparatu, ambasador go pogania, panie premierze, moze juz, moze chodzmy, a pan premier ze zaraz, no zaraz, przeciez zdjecie trzeba 😀 i dodal: tylko jest jeden problem, bo wy jestescie za ladne.
Pozniej chodzimy sobie po terenie ambasady, jemy przekaski, pijemy wino, a przy stoliku stoi dwoch takich, i mowia: to zapraszamy, prosze sie przylaczyc! My akurat szukalysmy Madzi, bo Madzia miala aparat ze zdjeciami, i chcialysmy zobaczyc, czy te zdjecia wyszly ladne, no ale nie mozna bylo zignorowac i tak na bezczelnego nie podejsc.
Podeszlysmy wiec, zaczelysmy rozmawiac, okazalo sie, ze panowie to wcale nie Polonia katarska, jak na poczatku myslalysmy, tylko "pan od gazu", "pan od pradu", i "pan od inwestycji" (pozniej jescze dolaczyl "pan od chemii" i "pan do towarzystwa" ha ha ha), czyli biznesmeni, szefowie najwiekszych w Polsce firm paliwowo-chemicznych, ktorzy przylecieli z premierem samolotem rzadowym (a tak na marginesie. Oni do Polski tym samolotem leca 3 czy 4 godziny; normalnym samolotem leci sie 6-7 godzin do Londynu, a pozniej kolejne 2 do Polski; plus czekanie w Londynie! I gdzie tu sprawiedliwosc 🙂 ).
Pozniej impreza przeniosla sie do pubu w hotelu Sheraton.
A tak na marginesie. Wyczytalam w Bankier.pl ze premier spotkal sie z "emirem Kataru szejkiem Hamadem ibn Chalifą as-Sanim". Boze drogi, toz to nie jest jakis tam Chalifa as sani, tylko to jest szejk HAMAD BIN KHALIFA AL THANI. I nikt mi nie powie, ze to spolszczona nazwa, bo NAZWISK SIE NIE SPOLSZCZA, nie slyszalam jeszcze, aby pan Smith byl panem Smifem, a Angelina Jolie nie jest Andzelina Dzoli, prawda?
Link do artykulu w Bankierze jest tutaj.