Odpowiedni jezyk w pracy

A dzisiaj podziele sie z Wami smieszna historia. Bo zawsze jest dobrze posmiac sie z samego siebie.

Mialam rozmowe ze swoim pracownikiem, nazwijmy go Jasiek, podczas ktorej zapytalam go, czy ma jakis problem ze mna (bo troche narozrabial, ale to inna historia). Po chwili niezrecznej ciszy powiedzial, ze nie, nie w tym przypadku, ale sa rzeczy, ktore nas roznia.

Wieczorem przeslal mi maila, w ktorym napisal – w bardzo ogledny i angielski sposob, ze on nie lubi dyskutowac na problematyczne tematy, ale ze ja odnosze sie do kogos w moim dziale jako ‘ona’, ale to nie jest ‘ona’, tylko ‘oni’, bo oni nie identyfikuja sie z zadna plcia, i wyraznie to stwierdzili w swoim oficjalnym podpisie do korespondencji biznesowej. I ze jego rodzenstwo rowniez sie nie identyfikuje, dlatego on wie, jakie to jest wazne dla nich.

Znacie slowo ‘woke’? Nie wiem, jak to jest po polsku, ale to ktos ‘swiatly’ – ktos, kto jest wrazliwy na najnowsze trendy w kulturze, feminizm, rasizm, plec, wszystkie te rzeczy… wygooglujcie, bardzo mi ciezko pisac o tym po polsku bo nie znam slownictwa, przyznaje sie, nigdy nie musialam o tym rozmawiac po polsku, zawsze po angielsku. Ma ktos jakies dobre linki po polsku? Wiecie, o czym mowie?

Wiec moje corki sie smieja, ze ja nie jestem w ogole ‘woke’. Ja mysle, ze jestem.

Ale w tym przypadku nie bylam, i mowilam na ‘nich’ (znow, jak to jest po polsku? jak sie odnosi do osoby, ktora sie nie identyfikuje z zadna plcia? Czy to jest popularne zjawisko w Polsce? Tutaj jest) – ona.

Wiec odpisalam Jaskowi, i mu podziekowalam, ze zwrocil moja uwage na to, i obiecalam, ze od tej pory swiadomie bede zwracala uwage jakiego zaimka bede uzywala.

Dodalam rowniez, ze jesli cos mu nie lezy, to zdecydowanie powinien to ze mna przedyskutowac.

Odpisal mi tak: ‘chyba polaczylas dwa slowa w jedno, ale nie sprawdzaj co to znaczy na google zdjecia’.

Oczywiscie sprawdzialam.

Uzylam – zupelnie nieswiadomie i przez przypadek – slowa ‘bugger’ i ‘bothering’ i polaczylam je w ‘buggering’.

Google mnie uswiadomil, ze ‘buggering’ oznacza ‘penetrowanie odbytu’….

Wiec, tak naprawde, zachecilam Jaska, aby dyskutowal ze mna jesli ktos mu penetruje odbyt… w mailu na temat uzywania odpowiedniego jezyka… 🤦‍♀️

Tylko w Olzusylandzie….

Rosjanie, rybki, i morze czerwone

Wreszcie, po ponad dwoch latach, wybralam sie ponownie na wakacje! Moje ostatnie takie prawdziwe wakacje byly w listopadzie 2019, tuz przed Corona, polecialam wtedy na Bali, i zrobilam kurs nurkowania.

Potem wybuchla Corona, i nie bylo ani wakacji, ani nurkowania.

Dwa tygodnie temu udalo mi sie w koncu Ole wyslac do ojca, wraz z psem, spakowac walizke, i poleciec na nurkowanie do Egiptu. Wszyscy mowili, ze tam jest najlepsze nurkowanie na swiecie!

Lot z Londynu do Sharm el Sheikh jest dlugi, bo ponad 5.5 godziny. Jedynie Easy Jet lata bezposrednio. Ale zaopatrzylam sie w ksiazki, filmy na iPadzie, i audiobooki, wiec nie bylo zle.

Na lotnisku celnik wzial ode mnie paszport, i wstawil mi zla pieczatke. Nie dziwie sie, bo caly czas ogladal jakis serial turecki na telefonie. Wzial dlugopis, zamazal pieczatke, i postawil nowa. Wciaz ogladajac serial turecki na telefonie.

Minibus zabral mnie do hotelu. Hilton, all inclusive. Zazwyczaj nie jezdze na wycieczki all inclusive, bo to nie moj styl, ale te wakacje mialy byc inne. Mial byc basen, i nurkowanie. I tyle. Poza tym all inclusive bylo tansze od pokoju ze sniadaniem tylko….

Wyladowalam wieczorem, 14 lutego. Walenty. Nie dali o tym zapomniec. Hotel caly udekorowany sercami i czerwienia.

Pierwszego dnia w sumie tylko zjadlam obiad, i poszlam spac, zmeczona po podrozy. We wtorek rano mialam kurs przypominajacy nurkowanie. Myslalam, ze sobie po prostu poplywamy, a tu dupa, instruktor kazal mi robic wszystkie te rzeczy, ktorych nie lubie, czyli caly taki porzadny trening – zdejmowanie maski pod woda, zdejmowanie calego sprzetu, unoszenie sie na wodzie, wymiana zrodla powietrza, i tak dalej.

Ale pomimo, ze nie chcialam robic tego, to ciesze sie, ze jednak zdecydowalam sie na kurs, poniewaz zapomnialam prawie wszystko – 2 lata bez nurkowania to bardzo dlugo, zwlaszcza dla poczatkujacej osoby…

Po poludniu za to poszlam sobie na basen. Cisza, spokoj… nikogo nie ma…. (wybaczcie giry na zdjeciu…)

Sielanka trwala kilka minut, bo za chwile po lewej stronie rozlozyla sie para Rosjanskich chlopakow, z glosnikiem, i puszczali rosyjskie techno na maksa. Z tylu rodzina arabska puszczala zawodzace arabskie melodie, rowniez na maksa, jakby sobie zawody z Rosjanami robili. A z prawej strony polozyl sie bardzo kulturalny chlopak, ktory przywital sie, po czym zaczal palic papierosy jak komin.

Pozniej sie okazalo, ze chlopak ten byl z Ukrainy, lub raczej z Republiki Donieckiej, i uwazal sie za Rosjanina. Jego lamana angielszczyzna i moim kiepskim rosyjskim sie dogadalismy, ze ma trzy paszporty – rosyjski, doniecki (?), oraz ukrainski, ze uwaza sie za Rosjanina, i chce niepodleglosci od Ukrainy. Nie wiedzialam, ze dwa tygodnie pozniej bedzie wojna….

Bardzo zdziwil mnie fakt, ze 95% gosci hotelu to byli Rosjanie. Wszystkie napisy byly po rosyjsku, obsluga hotelu nie mowila hello ani marhaba (po arabsku), tylko zdrasti. Rosjanie mowili do obslugi po rosyjsku, a obsluga wiedziala, o co chodzi.

Musze przyznac, ze obsluga w hotelu byla znakomita. Pierwszego wieczoru, podczas obiadu, poprosilam o gin z tonikiem. Z lodem i cytryna. Drugiego wieczoru mialam poprosic o wino, ale zanim zdazylam usiasc do stolika, ‘moj’ kelner juz dostarczyl gin z tonikiem. Z lodem i cytryna. Nie mialam serca mu powiedziec, ze chce wino, wiec do konca wakacji juz pilam gin z tonikiem. Z lodem i cytryna, oczywiscie. Ale zawsze mnie wypatrzyl, zanim sie zdazylam przywitac, i zawsze widzial, kiedy mi sie drink konczy. Podobnie obsluga w barze.

Albo chlopak, ktory moj pokoj sprzatal. Jednego dnia zostawil mi napoje w lodowce, napisalam mu karteczke, ze dziekuje.

Na drugi dzien zrobil mi ‘rzezbe’ z recznikow! I pozniej codziennie zostawial na lozku piekne kreacje. Wcale nie musial tego robic, nie musial marnowac czasu, a jednak mu sie chcialo!

Jedzenie bylo jak to w all inclusive, taka troche masowka, i koktajle pozostawialy wiele do zyczenia (na gin z tonikiem nie bede mogla chyba spojrzec przez rok), ale widoki z baru przy plazy byly cudowne, basen tez piekny, no i centrum nurkowania bylo tuz przy hotelu.

Kilka razy nurkowalam tuz obok hotelu, i dwa razy wybralismy sie lodza do morskich parkow narodowych. Dostalam chorobe morska – o dziwo, bo zazwyczaj nie mam. Gdy przechylona przez burte w spazmach wypluwalam wode z zoladka (dobrze, ze sniadania nie zjadlam!), jeden z instruktorow bardzo troskliwie podal mi kubek z woda. Okazalo sie, ze to woda morska. Kazal sie napic malego lyka, i przemyc sobie twarz ta woda, oraz za uszami i szyje. Wiecie, ze pomoglo? Nie wiem, na jakiej zasadzie, ale pomoglo.

Pozniej wdalismy sie w rozmowe, okazalo sie, ze od dziecka pracowal jako rybak. Lowil ryby harpunem. Nurkowal albo ze sprzetem, albo bez niczego, tylko z harpunem, i lowil olbrzymie tunczyki i inne ryby. Mial dyplom inzyniera, ale nurkowanie to jest jego pasja, wiec zaczal pracowac jako instruktor. Dowiedzialam sie, ze ryby nie boja sie naszego ciala. Boja sie naszych oczu. I ze jesli zdarzy sie nam bliskie spotkanie pierwszego stopnia z rekinem, to za zadna cene nie mozna z niego spuscic wzroku. Trzeba mu sie patrzec gleboko w oczy. I miec nadzieje, ze juz zjadl obiad wczesniej.

Niestety, nie mam zadnych zdjec ‘nemo’ i innych stowrzen zyjacych w morzu czerwonym, poniewaz nie dorobilam sie jeszcze kamery podwodnej, ale uwierzcie mi, nurkowanie w Morzu Czerwonym jest cudowne. Cala masa kolorowych ryb, pieknych, malych i duzych, nawet zolwia raz widzielismy, i dwa razy olbrzymie, olbrzymie wargacze napoleona.

I jeszcze jedno miejsce, ktore w Sharm el Sheikh odwiedzilam, to Soho Square. Dziwne pomieszanie Bozego Narodzenia z Las Vegas, mnostwo swiatel, muzyczne fontanny, restauracje i sklepy, i glowny deptak udekorowany rzezbami. Ciezko mi zdecydowac, czy uwazam Soho Square za szczyt kiczu, czy mi sie podoba… moze odrobine jednego i drugiego.

Czy moge powiedziec, ze bylam w Egipcie? Oczywiscie, ze nie, bo nie widzialam nic oprocz hotelu i rybek. Ale bylam na wakacjach, wrocilam ze opalenizna i bialymi sladami bikini na ciele, oraz ponurkowalam – i o to mi wlasnie chodzilo!

Do nastepnego razu!

Juz czuc Swieta

W koncu udalo mi sie zagospodarowac troche czasu aby ubrac choinke. Zasuwam na dwa etaty, studiuje ta cholerna ksiegowosc, ktorej ani rusz nie rozumiem, uzeram sie z dzieckiem, mam dom na glowie, ogrod i dzialke, psa, wiec czasu na wszystko mi brakuje.

W ten weekend, kosztem nauki, ubralam choinke.

Zuzia siedzi na uniwersytecie, i do domu przyjedzie 20 dopiero, Ola ma jeszcze tydzien szkoly, ja tydzien pracy, ale choinka jest, wiec Swieta ida!

Kilka lat temu Swieta spedzilam w Peru, i zobaczylam tam tradycje, ktora bardzo mi sie spodobala. Otoz w Peru bardzo popularne sa szopki. Kazde miasto ma swoja szopke, w kazdym domu ustawianie szopki jest rodzinnym rytualem, ktory odbywa sie co roku w swieta. Maja tam jarmarki swiateczne, na ktorych mozna kupic figurki, domki, i inne rekwizyty do szopek.

Tak bardzo spodobala mi sie ta tradycja, ze od tej pory sama robie szopke w domu na swieta. Kilka figurek przywiozlam z Peru, reszte dokupowalam tu i owdzie, troche w Hiszpanii, wiekszosc w Anglii, ale niestety w Anglii takich figurynek malo jest… a do krajow katolickich w swieta rzadko latam.. nie szkodzi. Bede dalej gromadzila jak mi sie uda.

Zazwyczaj szopke mialysmy w duzym pokoju, w tym roku przenioslam ja do jadalni, i mysle, ze miejsce na polce bardzo naszej szopce pasuje.

Jak co roku dzieci gwiazdke na choinke klada, od dwoch lat robi to Ola tylko (Zuzia na polnocy siedzi i nie ma jej w domu jak dekorujemy dom). I co roku robimy zdjecie pod choinka rodzinne. Fajnie popatrzec przez lata, jak dzieci rosna, a ja sie nie starzeje 😛

Czy Wy macie jakies tradycje bozonarodzeniowe, pielegnowane z roku na rok?

Wizyta w Polsce

Wybralam sie na krotki weekend do Polski, spotkac sie z moim kochanym siostrzencem. On i jego dziewczyna beda mieli dzidziusia, i pomyslalam sobie ze fajnie bedzie spedzic z nimi kilka dni.

Niestety J (jego dziewczyna) spedzila 2 dni w szpitalu. Bylam w szoku. Piaty miesiac ciazy, miala straszliwe bole plecow (plakala z bolu), do tego krew w moczu. Pojechali na izbe przyjec o 22:00, do domu wrocili o 2 rano, ale tylko dlatego, bo nikt sie nimi nie zainteresowal, J byla wdzieczna, ze jej krzeslo w ogole dali! Postanowili, ze wroca do domu, jak sie dowiedzieli, ze staruszek na izbie przyjec przyjechal o 12 w poludnie, o 2 nad ranem nastepnego dnia wciaz siedzial na izbie przyjec, i nie widzial ani lekarza, ani nawet pielegniarki!

Na drugi dzien Cz. zawiozl J znow do szpitala, zostawil ja, i wrocil, aby sie mna zajac. Biedny chlopak, rozerwany, bo z jednej strony dziewczyna w szpitalu, z drugiej ciocia wpadla na trzy dni tylko…

J pojechala do szpitala o 10 rano, o 21 ja odebralismy. Miala zrobione badania, dostala antybiotyk, ma piasek w nerkach, i krotka szyjke macicy… W miedzyczasie ja z Cz pojechalismy na plaze, spedzilismy troche czasu razem, szczere rozmowy i tak dalej…

Moja fotograficzna opowiesc z Gdanska i Gdyni ponizej.

O Jezu, gdzie tu zaczac….

Wczoraj Ola wrocila do domu po tygodniowym pobycie u taty.

Wrocila, i zupelnie bez oczywistego powodu (bo powod jakis zawsze jest, ale nie zawsze ja wiem, jaki) zaczela mnie gnoic. Kazda moja proba kontaktu, kazda prosba, aby cos zrobila, konczyla sie na ‘wypierdalaj’.

Wiec zrobilam to, co zazwyczaj robie, gdy jej zachowanie mnie obraza/sprawia mi przykrosc/jest obrzydliwe – usunelam sie. Przestalam byc dostepna. NIe wiem, czy to ma sens po polsku. Zdystansowalam sie?

Ola poszla do siebie do pokoju, ja do siebie.

Dzisiaj dzwoni do mnie szkola. Bo Ola do szkoly przyszla z siniakami na twarzy, na policzku, i na czole. Powiedziala pani, ze na drzwi wpadla.

Ja powiedzialam pani, ze to absolutnie nie jest mozliwe, ze na pewno nie. I ze nie sadze, aby ktos ja pobil, bo od taty (gdzie z nikim sie nie spotykala) wrocila do domu. A na nastepny dzien poszla do szkoly. Ale ze slyszalam walenie w sciane, byc moze walila glowa w sciane jak byla w swoim pokoju…

Pani obiecala, ze znow z Ola porozmawia.

Ola wrocila do domu. Pyta jej: dlaczego masz siniaki? Jak to sie stalo?

Ola: uderzalam sie w twarz.

Ja: czym?

Ola: piesciami

Ja: dlaczego?

Ola: dlaczego nie?

Po jakims czasie, gdy powtorzylam pytanie, dlaczego? nie odpowiedziala, jaka jest przyczyna, ale powiedziala:

Bo juz nie mam miejsca na przedramionach i na udach.

Pani zadzwonila do mnie wieczorem. Przedyskutowalysmy plan, aby przekonac Ole, zeby sie zgodzila na powrot do opieki zdrowia psychicznego (wiemy, ze Ola powie nie). Bo jesli ona ‘nie ma miejsca na przedramionach i udach’, to znaczy ze jej samookaleczanie jest bardzo zaawansowane….

Czy to jest normalne, ze jestem wdzieczna szkole, ze wierzy, ze Oli siniaki nie sa wynikiem tego, ze ja tluke Ole po twarzy? Bo przeciez jak dziecko przychodzi z siniakami na twarzy, to szkola ma obowiazek zglosic to do opieki spolecznej.

A najsmieszniejsze? Najgorsze? nie wiem…. jest to, ze Ola wczoraj rzuca wypierdalaj ty taka i owaka, a dzisiaj zachowuje sie jakby nic sie nie stalo, i to ja czuje sie winna, ze jestem urazona obrzydlistwami z dnia poprzedniego…

Taka jestem przyjacielska sasiadka.

Na mojej ulicy jest zaparkowany samochod z rejestracja A2RUN (lub cos w tym stylu, nie napisze dokladnie przeciez). Zatem zalozylam z calkowitym przekonaniem, ze samochod nalezy do mojego sasiada, z ktorym czesto przyjacielsko rozmawiam, a ktory nazywa sie Arjun.

Ide dzisiaj rano z psem na spacer, i widze, jak A2RUN parkuje na mojej ulicy, wiec juz z daleka sie usmiecham i radosnie macham na przywitanie, i nawet buziaka wyslalam, a co!

Gdy blizej podeszlam zauwazylam, ze w samochodzie siedzi chlopak, ktory totalnie nie jest moim sasiadem, z ktorym czesto przyjacielsko rozmawiam, ale za to jest totalnie zdezorientowanym mezczyzna, obok ktorego siedzi zona / narzeczona, ktora patrzy na mnie z niepokojaca mieszanka zaciekawienia i nienawisci.

Podrapalam sie szybko w nos, pociagnelam psa za smycz, i wyprulam kite. Ale A2RUN i Arjun, hej, kazdemu sie moglo pomylic, nie? Tylko co ja teraz zrobie, jak wlasciciel A2RUN (lub gorzej, jego zona / narzeczona!) beda mnie mijac na chodniku…..

Konkluzja: nie wyciagaj pochopnych wnioskow i nic nie zakladaj….

Konkluzja 2: Zanim zaczniesz machac upewnij sie, ze wiesz komu machasz…

Mam glupie dzieci….

Totalnie.

W bloku, gdzie mieszka moja mama, jest sasiadka, ktorej nikt nie lubi. Bo jest nieprzyjemna dla ludzi. Moje dzieci dzwonily do niej do drzwi. Ale zamiast uciekac, jak kazdy normalny dzieciak, ktory dzwoni do drzwi i zwiewa, moje czekaly az sasiadka drzwi otworzy…. 🤦🏻‍♀️

Albo w podstawowce, Ola wysmarowala wszystkie szafki w kuchni maslem szkolnym. Polowe zezarla, druga polowa wysmarowala cala kuchnie. I dala sie zlapac… Jak juz robisz cos takiego to rob tak, aby Cie nikt nie przylapal.

No i dzisiaj zadzownil do mnie dyrektor szkoly, bo Ola z kolezankami ‘przejela kontrole w toaletach szkolnych’ (jego slowa), byly bardzo glosne i zastraszaly inne dziewczynki, i cala toalete wysmarowaly graffitti, ktore jest w wiekszosci albo nieprzyzwoite (podejrzewam ze meska anatomie malowaly? Notatka do siebie: popros Ole, aby narysowala penisa, bo ciekawa jestem jak dzieciaki teraz to rysuja), albo obrazliwe, wlaczajac w to obrazliwe wiadomosci z uzyciem nazwisk nauczycieli.

Naprawde, corko? Naprawde? Pomijajac fakt ze wandale to przewaznie prymitywni ludzie, a ja taka mialam nadzieje, ze moje dzieci beda inteligentne, ambitne, i w ogole nie wiadomo co, wiec pomijajac to, naprawde uwazasz, ze to jest dobry pomysl publicznie obrazac nauczycieli, od ktorych zaleza Twoje stopnie? Ktorzy beda oceniali twoje egzaminy w tym roku? 🤦🏻‍♀️

Dziecko wraca do domu za godzine. Juz sie mentalnie przygotowuje na nasza rozmowe. Zyczcie mi powodzenia!

Moze jednak cos z tego bedzie…

A wiecie, jaka istota na swiecie jest najsilniejsza, a jednoczesnie najslabsza?

Matka.

Matki sa silne. Nosza na grzbiecie swoje ciezary, i ciezary swoich dzieci. Matka jest zazwyczaj tylko tyle szczesliwa, ile jej najbardziej nieszczesliwe dziecko.

Ale matki rowniez sa bardzo slabe, jesli chodzi o ich dzieci, i najlepszym tego przykladem jestem teraz ja. Zlamalam sie, i w ostatnim momencie zaproponowalam Oli, aby wrocila do domu jednak. Nie moglam zniesc mysli, ze nie bedzie jej tutaj, ze mna. Nie moglam patrzec, jak bardzo byla nieszczesliwa wiedzac, ze bedzie musiala zostawic swoja szkole, wszystkich swoich znajomych, swoje cale pietnastolentie zycie.

Ola obiecala, ze po pierwsze, bedzie mnie traktowala z szacunkiem, a po drugie bedzie ze mna o wszystkim szczerze rozmawiala. Bo o te dwie rzeczy tylko poprosilam.

O durna ty matko, durna ty kobieto!

Ola wrocila do domu, i cyrk sie zaczal od razu, tak samo jak przedtem, o ile nie gorzej. To dziecko potrafi dac popalic, trzeba jej to przyznac. Juz po kilku dniach wielka racje przyznawalam tym wszystkim, ktorzy mowili, ze to bedzie najlepsze rowzwiazanie, jesli Ola pojedzie mieszkac z ojcem. Po tygodniu moja depresja osiagnela nowe szczyty.

Ale pewnego dnia Ola zgodzila sie isc na terapie rodzinna. Zdziwilo mnie to bardzo, bo proponowalam jej wiele razy, i zawsze slyszalam kategoryczne NIE. Wiec nie marnujac czasu natychmiast poszukalam terapeutki, ktora wydawala sie idealna, bo i mila buzie na zdjeciu miala, i zajmuje sie dziecmi wlasnie z takimi problemami, z jakimi zmagamy sie my. Umowilam wizyte, i poszlysmy.

Kobieta zaimponowala Oli spodniami (z Urban Outfitters, tzw. lifestyle retailer, ktory kojarzy sie z mlodymi mentalnie ludzmi, i “inspiruje klientow poprzez polaczenie unikalnych produktow, kreatywnosci i zrozumienia kulturowego”). Poza tym wiecej sluchala, niz mowila, i absolutnie nie przyjmowala zadnej strony – nie probowala Oli na sile pokazac, ze jej zachowanie nie jest ok. Bardziej na zasadzie: czyli jak mama robi to, to ty sie czujesz tak?

Wiec Ola zachwycona terapeutka, i sesja okazala sie bardzo owocna dla nas obu. Glownie dlatego, ze Ola sluchala tego, co mam do powiedzenia (w domu nigdy nie slucha, wychodzi z pokoju i nie chce rozmawiac w ogole), i sama tez sie otworzyla.

Ola zauwazyla, ze jej mama nie jest potworem, ktory tylko chce jej zmarnowac zycie. Ze mama sie stara. Byla w szoku, gdy dowiedziala sie, ze bardzo duzo czytam na temat autyzmu i ze rzeczy, ktorych sie ucze, wlaczam w zycie. Ja bylam w szoku, ze tego nie wie, ale tak naprawde skad miala wiedziec, jesli jej tego nigdy nie powiedzialam?

Ja z kolei dowiedzialam sie, ze Ola jest na mnie wsciekla caly czas i bez powodu bo tak jest jej latwiej. Ze gdy nie jest na mnie zla, to musi sobie radzic z cala tecza roznych emocji, wiec latwiej jej po prostu byc na mnie zla i koniec.

Umowilysmy sie na nastepna sesje za dwa tygodnie (Ola chciala). I jak do tej pory, odpukac w niemalowane, minelo 8 dni, i zycie znow jest fajne… Ola sie stara, i chociaz czasami mamy ‘maly deszczyk’ to nie przeradza sie on w burze z piorunami i niszczace tornado…

Ja wiem, ze to tylko poczatek, i ze nie jest to ‘i zyli dlugo i szczesliwie’. Ale to jest dobry poczatek. Trzymajcie kciuki!

Malowanie kanapy

Ile kanap w swoim zyciu mieliscie? Ile kupiliscie?

Ja mialam 2 wersalki (to u mamy i w wynajmowanym mieszkaniu), i 3 kanapy – jedna u mamy, oraz dwie kupione, jedna w mieszkaniu w Warszawie, oraz jedna, ktora kupilismy w Katarze.

Ta katarska kanapa pozniej powedrowala ze mna i dziecmi z Kataru do Anglii, i wciaz siedzi w moim salonie.

Ma juz 17 lat, wiec mebel totalnie wysluzony, jak to widac na zalaczonym obrazku.

Juz od dawna nosilam sie z zamiarem zakupu nowej, ale troche mi szkoda bylo tej wyrzucac, poniewaz jest wygodna, solidna, i balam sie, ze jak kupie jakies nowe tanie badziewie, to po kilku latach bede siedziala w zapadnietym dolku na kanapie.

Zatem co robi nalogowa przerabiaczka (upcyclerka? jak to po polsku ladnie powiedziec?)?

Oczywiscie maluje kanape!

Najpierw wyszorowalam kanapy woda z mydlem, pozniej potraktowalam je specjalnym acetonowym produktem do przygotowywania skory do malowania.

Wiele godzin spedzilam na wybieraniu odpowiedniego koloru, bo jak wiadomo, kolor na ekranie a kolor w rzeczywistosci to zupelnie dwie rozne rzeczy.

W koncu zdecydowalam sie na kolor nazwany Dark Bone firmy Angelus. Z moich ‘badan’ wynikalo, ze bedzie to bardzo jasny, niemalze bialy szary. I taki chcialam. Zakupilam 6 buteleczek (118ml kazda), i zabralam sie za malowanie.

Poczatkowo malowalam pedzielkiem, nakladajac bardzo cienka warstwe farby (pozniej kupilam mini walek, i szlo o wiele szybciej).

W trakcie pierwszej warstwy

Po pierwszej warstwie kanapa wygladala tak:

Jak widzicie, widac pociagniecia pedzla, i oryginalny kolor kanapy wciaz przeswituje. Tak ma byc. Zbyt gruba warstwa farby by sie pozniej, podczas uzywania, kruszyla.

Po drugiej warstwie kanapy wygladaly tak:

Jak widzicie, kolor juz jest o wiele bardziej rownomierny, i nie widac ‘wysiedzianej’ skory.

Aczkolwiek w tym momencie juz sie zaczelam bardzo martwic, bo kolor zupelnie nie taki, jaki sobie wymarzylam, jakis taki ciemno szarawy, plaski, wrecz sinawy nieco…

Wle wyjscia nie mialam, farby i te pe kosztowaly mnie £100, wiec ciagne dalej.

Caly projekt zajal mi dwa dni (wraz z czekaniem na wyschniecie farby), i to tylko dlatego, bo postanowilam przemalowac sciane za kanapa rowniez, poprzedni kolor sciany stapial sie z kanapa, wiec machnelam ja na ciemno granatowy.

I nawet jestem zadowolona ze swojego projektu.

Teraz tylko czekam na paczke z eBay, zamowilam 2 buteleczki ostatecznej warstwy, ktora utrwali farbe. Po ostatecznej warstwie nie bedziemy mogly siedziec na kanapie przez 3 dni. A pozniej bedziemy testowac. Dam Wam znac, czy malowanie kanapy sie sprawdzilo!

Ostateczny efekt jest taki:

A moze sami malowaliscie kanapy? Jesli tak, to sie koniecznie podzielcie uwagami!

emocjonalnie naladowany wpis

Ostatnio przechodzimy bardzo trudne czasy w domu. Nie pisalam nic o tym, poniewaz jest mi zbyt ciezko o tym pisac, chociaz wiem, ze w przeszlosci pisalam o wszystkich, nawet tych najbardziej osobistych i bolesnych wydarzeniach w zyciu.. Ale dzisiaj uslyszalam cos, co mna bardzo wstrzasnelo, i dlatego napisze..

Kilka miesiecy sytuacja w domu, z Ola, doszla do takiego krytycznego momentu, ze kazalam jej sie wyprowadzic do ojca. Ktory do tej pory w wychowanie sie nie angazowal, jego obowiazki rodzicielskie konczyly sie na comiesiecznych wizytach i radosnych weekendach. Kazda moja prosba o pomoc, o interwencje konczyla sie na niczym.

Dzisiaj, po kilku miesiacach, kiedy Ola mieszkala u dziadkow z nim, spotkalismy sie w trojke, aby przedyskutowac kolejne kroki i podjac ostateczna decyzje.

Czy Ola ma szanse wrocic do domu, czy tez musi zamieszkac z ojcem na stale.

Problem jest w tym, ze on mieszka w Dubaju, a Ola nie chce sie tam przeprowadzic.

Po dlugiej, emocjonalnej rozmowie doszlismy do punktu, gdzie dalsze negocjacje byly bezcelowe, i konkluzja byla taka, ze Ola jednak jedzie do Dubaju, poniewaz ona i ja nie mozemy znalezc wspolnego jezyka w zaden sposob.

Ola wybiegla z domu, poplakala sie. On za nia poszedl. Rozmawiali.

Po tej rozmowie powiedzial do mnie cos, co mna wstrzasnelo. Wstrzasnelo to mna, poniewaz nie dosc, ze nigdy nie wspomagal mnie jako rodzic, nie dosc, ze nigdy nie byl obecny, nie bral nigdy zadnej odpowiedzialnosci za wychowanie Zuzi i Oli, nie dosc, ze to on podja decyzje, ze ona jedzie do Dubaju, bo sam widzial, ze nie ma innego wyjscia, to probuje zastosowac na mnie emocjonalny szantaz.

Powiedzial mi tak, z zimna krwia: Ona sie moze zabic, jesli pojedzie do Dubaju. Zebys tylko byla tego swiadoma, ze moga byc konsekwencje.

Powiedzial rowniez cos, co zabolalo. Jak powiedzialam do Oli, ze przez wszystkie te lata wspieralam Cie i zawsze przy tobie bylam, ON, ON ze wszsytkich ludzi smial powiedziec: a w jaki dokladnie sposob ja wspieralas i przy niej bylas?

Musze to wszystko jakos ogarnac, bo mam w tej chwili przeciazenie. Ale pomysle o tym jutro, jak to Scarlett mawiala. Zaraz mi glowa wybuchnie.