Ola rulez

Ola poszla dzisiaj do szkoly po raz pierwszy.

Po wejsciu do klasy od razu rozsiadla sie przy stoliku i – zupelnie zapominajac, ze ma mame – zajela sie lepieniem cudow z plasteliny.

Rozmawialismy z pania, opowiedzielismy jej o mukowiscydozie i czego od niej oczekujemy (np. ze musi Oli podawac kreon przed posilkiem). Pani wydawala sie totalnie przerazona 😉

Okolo 10 pani zadzwonila, przestraszylam sie, ze Ola placze i chce do domu. Ale gdzie tam, oczywiscie, ze nie! Ola czula sie swietnie, a pani dzwonila, by zapytac, czy moze jej nie dawac kanapki, bo Ola kategorycznie odmowila tejze spozycia, nalegajac na to, ze ona “chce sie bawic”.

Gdy pojechalam po Ole o 12 siedziala karnie przy stoliku z innymi dziecmi, pudelko z lunchem przed nia. Kiedy tylko mnie zobaczyla, zerwala sie z krzeselka, zlapala pudelko, stwierdzila, ze pudelko to za duzy balast, zostawila pudelko, i pobiegla do mnie, rzucajac mi sie w ramiona. Takiego “tulimy” nie dostalam nigdy w zyciu!!!
Od razu mnie poinformowala, ze plakala troche, bo chciala do mamy. Ale pani stwierdzila, ze placz byl bardzo krotkotrwaly. I Ola potwierdzila, ze jutro to ona do szkoly tez przyjdzie.

Po pierwszym dniu pani powiedziala, ze Ola ma bardzo silny charakter. Ja sie boje, ze po tygodniu Ola bedzie dyrygowala pania.

Pozniej Ola miala plywanie (zapomnialam kostiumu, wiec Ola plywala w majtkach).

Pod koniec dnia byla padnieta – usnela mi w aucie w drodze do domu (nigdy tego nie robi!), a wieczorem poszla spac o 6 – bez marudzenia. Ha ha ha.

Zuzia tez jest gwiazda – dostalam dzisiaj jej swiadectwo z drugiej klasy. Pani bardzo, bardzo ja chwali, i Zuzia ma najlepsze wyniki w kazdej dziedzinie. Czuje sie bardzo dumna 😀

Jak do pacjenta mozna z sercem tudziez o zagadkowej chorobie Oli

Ok, tutaj wyrywki z maila do mojej mamy opisujacego wizyte Oli w szpitalu w Londynie:

 

“Szpital w ogole jest bardzo fajny, maja pokoj zabaw – cala masa tam roznych zabawek, do tego maja mini dvd i telewizory, ktore daja dzieciom do lozka, i dzieci caly dzien moga sobie ogladac, maja oczywiscie rozne bajki na dvd, gry playstation, personel jest bardzo mily, nie to, co w polskich szpitalach. Kawe i herbate ci przynosza, prawie jak w hotelu. I pacjent jest nasz pan, nie tak jak u nas, ze pacjent=pasozyt.

Ola bardzo plakala przy wenflonie (znaczy sie miala wenflon, ale nie dala sie dotknac, aby jej podac antybiotyk dozylnie) – no to jej zmienili na antybiotyk doustny! Oni nie lubia tam, zeby dzieci sie stresowaly. I przy wszystkim moglam byc, nie tak jak u nas, ze zabieraja dziecko do zabiegowego i drzwi zamykaja.”

Zapomnialam mamie dodac, ze pielegniarka przyszla do pokoju zabaw, i pyta dziewczynke, czy chce leki do lozka, czy tez przyniesc jej do pokoju zabaw. Dziewczynka chciala w pokoju, i pielegniarka poszla, i przyniosla.

Poza tym pielegniarki przynosza rodzicom kawe lub herbate.

No i nikt nie wpada w nocy lub o 6 rano z hukiem aby zmierzyc temperature! O nie. Lozka na sali wieloosobowej sa odzcielone zaslonkami (szczelnymi), kazdy ‘boks’ ma swoja lampke, i jesli pielegniarka akurat ma interes do pacjenta, to po cichu zalatwia to z danym pacjentem.

I rano mozna spac do 8, o 8 jest podawane sniadanie. A do 8 zaslonki sa przysloniete i panuje na oddziale polcisza.

Zatem mozna. Jesli sie chce, mozna.

Teraz wyniki Oli – w skrocie.

Podejrzewaja, ze byc moze to nie jest mukowiscydoza, ale cos, co sie nazywa ‘pierwotna dyskineza rzesek’, badzo rzadka choroba genetyczna. Ale nie wiedza, dopiero wyslano probki do badania pod elektromikroskopem.

Bo rzeski Oli sie nie ruszaja. W muko tez sie nie ruszaja, ale z innych powodow. Aczkolwiek symptomy i leczenie muko i dyskinezy sa takie same, wiec w sumie roznica dla ‘koncowego odbiorcy’ zadna… :/

Wciaz w Anglii

Siedzimy wciaz w Agnlii, chomik miewa sie swietnie, nie wie, ze czeka go kolejna podroz w majtkach 🙂

Czekamy na wizyty w szpitalu, jedna bedzie pod koniec wrzesnia, druga na poczatku pazdziernika.

Ola bedzie miala zrobiona bronchoskopie – czyli wsadza jej rurki w pluca i beda ogladac co sie tam dzieje. Oby sie dobrze dzialo.

Bedzie miala tez zrobiony potencjal chlorkow w nosie (badanie dla mukolinkow) oraz tomografie klatki piersiowej. Ciekawe, co jej tam powychodzi.

A pogoda, o dziwo, w Anglii ladna, nie pada 😀 😀

Sie pochwale

Sie pochwale swoja starsza pociecha.

Zapisalam ja do szkoly dla dzieci polskich mieszkajacych za granica. Polega to na tym, ze dziecko uczy sie w domu, w okerslonych terminach pisze prace kontrolne, ktore sa wysylane do szkoly, sprawdzane przez nauczycieli, i ocena jest wysylana z powrotem do rodzicow. Raz w roku, latem, odbywaja sie egzaminy w Warszawie, i na podstawie tego egzaminu dziecko otrzymuje swiadectwo i promocje do nastepnej klasy.

Zuzia zrobila pierwszy test spiewajaco – w koncu wg angielskiego systemu chodzi do 3 klasy i szlaczki to juz dawno umiala rysowac, liczy tez prawie lepiej ode mnie.

Ale dalam jej tez – tak z ciekawosci – test z angielskiego dla 1 klasy gimnazjum. I wiecie, ze robi to spiewajaco? Bez zadnego problemu! Z wieksza nawet latwoscia niz czytanie polskich bajek. Cos niesamowitego, patrzec na nia, jak plynnie robi to, co dzieciom jednojezycznym przychodzi z takim trudem (ja mialam dwadziescia pare lat gdy sie nauczylam).

Dlatego jesli ktos sie waha, czy jego dziecko jest za male na drugi jezyk, podpowiadam: na pewno nie jest.

Szmugiel

 

Wiernym moim Czytelnikom nie musze przypominac, ze u mnie zadna podroz przebiec normalnie nie moze.

O nadbagazu nie wspomne, bo to to akurat dwa razy do roku sie odbywa. (Tym razem mialam 40 kilogramow lekow!!). Dzisiaj mam dla Was cos o wiele bardziej interesujacego.

Otoz.

Zuzia dostala od Babci chomika. Postanowilysmy, ze tego chomika zabierzemy do Kataru, bo dzieci lubia zwierzatka, w Katarze chomikow – o ile mi wiadomo – nie ma.

Ale jak to zrobic? Upewnilam sie, ze Zuzia nie ma na sobie nic metalowego – zdjela nawet lancuszek (zeby nie piszczalo przy bramce). W plecak zapakowalam klatke dla chomika, a chomika na czas przeswietlenia schowalysmy do sloiczka (z dziurkami). Sloiczek powedrowal w rajtuzy Zuzi, pomiedzy nogi.

Pojechal z nami tez rowerek – w bagazu by sie nie zmiescil, wiec zabralam go ze soba “jako wozek” do oddania przy samolocie.

Panowie przy bramce przeswietlajacej bagaze mowia:

– trzeba nadac, nie zmiesci sie do przeswietlenia.

– Moze sie zmiesci? probuje niesmialo.

– Prosze probowac, ale mowie pani, ze sie nie zmiesci. (trwalo to jakies 4 minuty).

Nie zmiescil sie, i kazali mi nadac na bagaz – nadwymiarowy.

Poszlam tam, i znow z panem rozmawiam – czy nie daloby rady do samolotu tego rowerka, bo mi dziecko nie bedzie szlo (akurat!). Nie da rady, bo bedzie numer nadany, procedury, i sie nie bedzie zgadzalo.

Po kilku minutach rozmowy pan jednak rowerek przeswietlil, nakleil naklejke, i mi go dal. Na samolot!

Zdziwilam sie troche, ale ok, fajnie.

Wracam do bramki, celnik sie pyta:

– A kto pania z tym wypuscil?

– A tamten pan, mowie.

– No to pani przechodzi, mowi celnik.

– Jacek, czys ty z ta pania pil? (odzywa sie inna celniczka, stojaca obok). Ja tego bez przeswietlenia nie puszcze.

No i kolejny celnik zabral rowerek i osobiscie poszedl przeswietlac.

A w tym czasie Zuzia przechodzi przez bramke i O ZGROZO!!! PISZCZY!!! A co najgorsze, celniczka Zuzie od razu maca!

Oczywiscie wyczula cos pomiedzy nogami. Zawolala mnie, i pyta, co to jest.

– Sloiczek? – mowie z glupia mina. W glowie juz mialam wizje aresztowania, egzekucji chomika, dom dziecka…

– Na siusiu? Metalowy? pyta pani celniczka.

– Nie metalowy…. bakam.

– Ja to musze zobaczyc. Prosze na osobista rewizje.

Zuzia caly czas stala nieporuszona, nawet sie nie zaczerwienila, tylko wyszeptala: mama, moze ja go teraz do torby przeloze? Szmuglerka jedna.

Poszlysmy na osobista. Pani ja maca, i kaze Zuzi kiecke zadrzec. Zuzia zadziera. Pani ponownie pyta, co to za sloiczek. Wyjscia nie mialam, i zaczerwieniona jak burak mowie: Chomik….

Zuzia wyciaga sloik spomiedzy nog.

Ale sie zaczely smiac (dwie byly celniczki). Powiedzialy, ze w zyciu im sie cos takiego nie przytrafilo. Smialy sie i smialy. Kazaly Zuzi wsadzic chomiczka do klatki i tylko go w Londynie nie pokazywac na granicy.

Teraz jeszcze czeka nas granica w Londynie, moga nie miec poczucia humoru….

Koniki…

Podczas wakacji spelnialam kolejne swoje marzenie – zaczelam sie uczyc jazdy konnej. Zabieralam dzieci i siebie i jezdzilysmy na koniach.

Ola – spacerek na kucyku. W ogole sie nie bala, jechala stepa, i klusem, bez trzymanki, dotykala ogona podczas jazdy….

Zuzia uczyla sie jezdzic, rowniez na kucyku, ale sama musiala kontrolowac konia.

I ja…. Najlepiej jezdzilo mi sie z jednym z najwiekszych koni, niezbyt przez to popularnym, ale mi z nia jakos udalo sie nawiazac swietny kontakt.. Najpierw nudna jazda, dookola, dookola. Ale dzisiaj, dzisiaj pojechalam “w teren”. Do lasu, przez laki, pola, przez rzeczke… troche sobie szyje krzakami oskrobalam (przypomnialy mi sie kajaki 😉 ), ale bylo niesamowicie!! Klusem, klusem….

Kon

Koncertowo

Alez ten czas leci, moi drodzy, zasuwa jak nie wiem co, dopiero przylecialam a tu juz polowa sierpnia i zaraz trzeba bedzie wracac do Kataru!

Bylam na koncercie U2 w Chorzowie, 6 sierpnia, bylo niesamowicie.

Dzisiaj ide na Madonne, na Bemowo. Nie moge sie doczekac. Wiem, ze bedzie swietnie.

Jakis czas temu, kiedy wychodzilam z dolka i probowalam sobie poradzic z nadmiarem zlych emocji ktos mi poradzil: napisz liste rzeczy, ktore chcialabys zrobic.

Liste oczywiscie napisalam, a jakze, ale o niej zapomnialam.

Kupilam bilety na Madonne.

Po jakims czasie znalazlam liste, a tam jak byk stoi: ISC NA KONCERT MADONNY.

Zatem, prosze Panstwa, marzenia czasem sie spelniaja.

A tak juz zupelnie z innej beczki. Prosze spojrzec na to zdjecie, zrobione w Tesco.

Czy ktos widzi co w nim smiesznego?

 

Zyczenia

Dzis 11 sierpnia, w zwiazku z tym chcialabym sobie zyczyc:

– zeby Ola nie miala mukowiscydozy.

– zeby Zuzia pozostala takim samym (zdrowym, grzecznym, dobrze uczacym sie) aniolkiem jakim jest w tej chwili.

– zeby moja siostra wyleczyla swoje anemie.

– zeby moja mama przestala miec swoje bole (i bolaczki tez 😉 ).

– zeby moja przyszlosc byla przynajmniej tak dobra jak terazniejszosc.

– nie bylabym soba, gdybym sobie nie zyczyla pary bucikow Louboutin i tylu sukienek Teda Bakera ile zmiesci mi sie w szafie ;).

Pewnie mialabym wiele jeszcze innych zyczen, ale zaraz biegne do lekarza (ZNOWU!!!) wiec juz nie mam czasu ich wymieniac.

A, dla wszystkich zainteresowanych losami Oli – wczoraj dostalam wyniki testu potowego (jedno z podstawowych badan w muko) – sa prawidlowe!!!

(z drugiej strony bylam, rowniez wczoraj, u gastrologa, i zabrala mi nadzieje, bo choroby trzustki takie powazne sa tylko trzy, a Ola kwalifikuje sie TYLKO na muko, na inne zupelnie nie. No i co o tym myslec? Zupelnie nietypowa jakas to mutacja, ale to dobrze, bo “te z nietypowymi zyja dlugo” – slowa dr gastrolog).

Nadzieja ale taka malutka

Dzisiaj ponownie bylam w Instytucie, ostatnio chodze tam codziennie – na badania, dostarczyc kupe, odebrac wyniki…

Jutro pojade znowu, zrobic testy potowe – dwa byly prawidlowe, jeden na granicy, ostatni zawyzony. Ciekawe, jaki wyjdzie ten.

Pani doktor powiedziala, ze moze to nie jest mukowiscydoza? Testy genetyczne niczego nie wykazaly, objawy ze strony przewodu pokarmowego ma prawo miec w zwiazku z operacja trzy lata temu, kiedy to wycieto jej 3/4 jelit, a kaszel i katar to moze alergia?

Malo mi sie w to chce wierzyc, nie ciesze sie, ale moze? Pojdziemy do alergologa, ach, aby miala alergie!