Całowanie jest obleśne.

Wracałam do domu i utknęłam w korku. Nikt nie lubi korków, bo to nudy na pudy i strata czasu. Aby zrobić coś pożytecznego wyjęłam telefon i zaczęłam grać w gierkę.

Mam takiego konia na chowaniu, muszę go karmić i trenować, bo inaczej robi się nieszczęśliwy i w zawodach biegać nie chce, a jak w zawodach nie biega, to kasy nie przynosi. No i nie przesuwam się na wyższe poziomy, które mi dają diamenty. Wprawdzie diamentów na czarnym rynku opylić nie mogę, ale i tak fajnie wiedzieć, że mam np. 24 diamenty. Nawet jeśli to są tylko wirtualne diamenty.

No więc grałam sobie, karmiłam tego konia i trenowałam, ale ciężko się grało, bo samochody co chwila o kilka centymetrów się posuwały. Gdy prawie rozjechałam tyłek mercedesowi, który stał przede mną pomyślałam sobie, że może ta gierka to niezupełnie najlepszy pomysł i odłożyłam telefon do torebki.

Coś robić musiałam, wiec pomyślałam sobie, ze w nosie podłubię. I nie krzywcie się z oburzeniem, proszę bardzo, czy ktokolwiek z Was może mi szczerze, z ręką na sercu powiedzieć, że NIGDY nie dlubie w nosie? Albo że nie sika od prysznicem? No słucham?

Zanim przystąpiłam do oczyszczania górnych dróg oddechowych rozejrzałam się, czy aby nikt nie będzie tego widział. Samochód to niby moja prywatna przestrzeń, ale jednak w miejscu publicznym stałam.

W lusterku wstecznym zobaczyłam przepiękną blondynkę. Młoda, szczupła, śliczna buźka, proste, dlugie blond włosy. Czerwona szminka.

– O, mam towarzystwo, nie jestem sama! Ucieszyłam się widząc jak blondynka wkłada palca wskazującego do nosa.

Szybko jednak moja radość ustąpiła miejsca obrzydzeniu.

Blondynka wyciągnęła wymanikjurowanego paznokcia z nosa i…. wsadziła go do buzi, potem pogryzła chwilę! Fuj!!

Vomit

Myślałam, że się przewidziałam, ale gdzie tam! Po chwili blondyna zmieniła palca, tym razem małym palcem pogrzebała w nosie i ciach, znów do buzi!

No słowo honoru, myślałam, że zwymiotuję, i od razu odechciało mi się grzebać w swoim własnym nosie. Powiedziałam dzieciom i Ola przyznała, że jak nikt nie widzi, to ona tez je baby.

A ja sobie pomyślałam, że blondynka piękna pojedzie do domu, obejmie swojego chłopaka (męża?) i namiętnie pocałuje go wsadzając mu język głegoko do gardła. A chłopak się ucieszy i będzie mu się podobało. Bo nie wie, co w tej buzi było 10 minut wcześniej.

Picture perfect.

10 i 11 letnie dzieci w Anglii zostaną uświadomione, że super laski z kolorowych czasopism tak naprawdę są tworem grafika, a nie Bozi. Że prawie wszystkie zdjęcia w prasie kobiecej (i nie tylko) są retuszowane.

Moim zdaniem to świetny pomysł. Dziewczynki nie wiedzą, że nikt nie jest tak idealny jak modelki na zdjęciach w gazetach. Dorosłe kobiety również często o tym zapominają i pragną osiągnąć nieosiągalne.

Świetny pomysł. Chociaż ja uważam, że powinno się zabronić w ogóle retuszowania zdjęć i pokazywać “normalne” kobiety. Jak myślicie? Sprawdziłoby się?

Artykuł można sobie przeczytać tutaj (po angielsku), a przykłady retuszu obejrzeć poniżej.

Britney Spears airpbrushed

Brithney spears airbrushed

Tanie latanie?

Take offTanie linie lotnicze to swietny wynalazek. Tyle tylko, ze one wcale nie sa takie tanie.

Porównałam sobie raz, co się bardziej opłaca.

Opcja 1.

Lot z Heathrow lub Gatwick, regularnymi liniami lotniczymi (British Airways lub LOT). Dojazd na lotnisko a). taksowka; b). transportem publicznym.

Opcja 2.

Lot tanimi liniami lotniczymi z Luton lub Stanstead. Dojazd na lotnisko a). taksówką, b). samochodem własnym i parking przy lotnisku.

Otóż ku mojemu zdziwieniu okazało się, że bardziej opłaca się opcja 1, przy czym nie ma znaczenia, czy taksówką, czy pociągiem, bo na jedno wychodzi (jadę z dwójką dzieci, które płacą za bilety na pociąg czy autobus).

A tanie linie lotnicze pobierają dodatkowe opłaty za wszystko, poczynając od bagażu.

Ale to nie wszystko. UWAGA.

Ostatnio przeczytałam, że Ryanair (jak i inne linie zresztą) pobierał opłaty manipulacyjne od zakupu biletu. Przy zakupie trzeba było zapłacić £5 czy £6. Opłaty tej można było uniknąć jedynie płacąc kartą MasterCard (prepaid, czyli ze środkami wpłaconymi na kartę, karta kredytowa, która działa jak telefon na karte). Ale ostatnio i to się zmieniło, i teraz, aby uniknąć dodatkowej opłaty, trzeba używać Ryanair Cash Passport. A jeśli nie użyjemy tejże karty przynajmniej raz na miesiąc, to też zabulimy, £2.5!

Tanie latanie? Nie takie tanie, jeśli dodamy wszystkie dodatkowe koszty!

Porady na zime.

Kto juz ma wlaczone ogrzewanie? Bo u nas bardzo zimno ostatnio bylo. A angielskie domy sa tragiczne! W moim, na przyklad, czlowiek czuje sie jak w piwnicy – zimno, zimno, zimno! Na dworze cieplej niz w domu. No ale nie ma sie czemu dziwic, drzewiej w Anglii zim prawdziwych nie bywalo, to i nie bylo potrzeby ocieplania domow. A i drzwi szczelne nie musialy byc, w moich na przyklad jest centymetrowa szpara przez ktora wiatr wpada sobie swobodnie i hula ile moze.

Wiec wlaczylam juz kaloryfery. Normalnie nienormalny krok! Ogrzewanie tutaj kosztuje fortune, wiec ludzie oszczedzaja jak moga – nikt chyba nie ma ogrzewania wlaczonego w nocy, bez wzgledu na miesiac (w grudniu i w lutym tez jest wylaczone). No i w wielu domach, bez wzgledu na pogode, ogrzewanie wlacza sie 29 pazdziernika, wylacza 29 marca, i koniec.

A ze energia w ciagu ostatnich pieciu lat o 51% w gore poszla, to gazety przescigaja sie w publikacji artykulow na temat: jak zaplacic mniej za ogrzewanie. Pare dobrych rad:

  • zmniejsz temperature termostatu o 2 stopnie. Albo jeszcze lepiej o 3 lub 5. W koncu i tak marzniesz, to co za roznica czy w 17 czy w 15 stopniach.
  • zasun zaslonki. Nie po to, by wscibski sasiad nie widzial Twoich dziurawych skarpetek, ale po to, by cieplo nie uciekalo.
  • otworz za to na osciez drzwi od najbardziej slonecznego pokoju, niech cieplo rozchodzi sie po domu, bo “slonce to najtansze zrodlo energii”.
  • wody za bardzo nie podgrzewaj, bo i po co. Letnia powinna wystarczyc.
  • ubierz sie cieplo i przykryj kocem.
  • po upieczeniu kurczaka otworz piekarnik i nagrzej kuchnie resztkami ciepla z piekarnika.
  • utyj. Ludziom otylym jest cieplej.
  • wykasuj konto na facebooku (w Polsce to na Naszej Klasie chyba). Bedziesz mniej energii czerpal.

Wszystkie porady autentyczne!

Madre pytanie do glupawej matki.

– Nalej mi pol szklanki mleka – mowie do Zuzi.

Zuzia nalala. Pol.

– Co tak malo? burze sie troche.

– No chcialas przeciez pol. Jak chcialas wiecej, to trzeba bylo powiedziec, ze chcesz trzy czwarte.

– A od kiedy to jestes taka madra? pytam od niechcenia.

Zuzia mysli, mysli, mysli. Po kilku minutach pyta mnie:

– Mama, a ty to lubisz, jak cie ludzie pytaja, od kiedy jestes taka madra?

– Nie pytaja mnie – odparlam po chwili zastanowienia.

– A dlaczego?

W tym momencie wtraca sie Ola:

– Mama, a od kiedy jestes taka madra?

– Odkad skonczylam osiemnascie lat!

Na co Zuzia rezolutnie:

– A dlaczego tak pozno???

😀

Dodaj gazu! Albo nie.

Zapomnialam napisac, ze nasza podroz do domu z konikow bez przygod sie, oczywiscie, nie odbyla. Jade sobie A2 super Matizem mojej mamy, a tu nagle w pewnym momencie czuje, ze pedal gazu luzny sie zrobil jak guma w znoszonych majtkach. Zjechalam na pobocze. Stanelam tuz za innym samochodem, Audi, ktory tez sie akurat zepsul. Po tym, jak mi peknal pasek klinowy w drodze do Jansowki mialam juz wprawe i doskonale wiedzialam, co robic. Zadzwonilam po pomoc drogowa. W tym czasie przyjechala pomoc do Audi. Pan podszedl do mojego Matiza, popatrzyl, i mowi, ze nic nie poradzi.
Przejezdzala inna pomoc drogowa, zatrzymala sie, i pan tez popatrzyl, i mowi, ze nic z naprawy nie bedzie, trzeba holowac.
Ale ubezpieczenie mojej mamy pokryloby mniej wiecej polowe drogi do domu. Pan mowi, ze do Lodzi to mnie odholuje. A co ja niby w tej Lodzi mam robic? Na pieszo stamtad wracac? Taksowke wziac?
Postalismy tam sobie na poboczu, pogadalismy, w koncu pan pogrzebal mi pod maska, wzial kombinerki, i w ciagu minuty mi ta linke od gazu naprawil. Nie wiem jak, ja sie nie znam, ale sie ucieszylam, ze moge jechac.
Pan pojechal za mna jeszcze jakies 50 km, tak na wszelki wypadek, ale na szczescie udalo mi sie dojechac do domu. Teraz Matiz stoi u mechanika i sie naprawia.

Siniaki na nogach robia sie coraz bardziej czarne. Moja mama gdy je zobaczyla to za glowe sie zlapala. Wierzyc nie chciala, ze mozna tak wygladac. A najsmieszniejsze bylo to, ze zupelnie o tych siniakach zapomnialam i zalozylam spodniczke, po czym poszlam do sklepu spirytus kupowac (wymyslilam sobie, ze w Anglii zrobie nalewke). Czulam sie jakbym byla pobita alkoholiczka 🙂

Noi jeszcze na zakonczenie chcialabym dodac, ze najgorsze z clego tego wyjazdu jest to, ze utylam 2 kilo 😦 I kto powiedzial, ze sport to zdrowie??? A, Zuzia utyla 3 kilogramy. 😀 Ach, te ciasta….

Moj chlopak z Jansowki

Powiadają, że w Polsce z traktowaniem klienta jest krucho. A ja tutaj zaprotestuje.

W ośrodku konnym gdzie byłyśmy obsługa jest na światowym poziomie. Przedostatniego dnia Ola nie chciala jeść makaronu. Powiedziałam jej tak:

– Jak nie zjesz makaronu, to jutro ciasta nie dostaniesz.

Kara to była przeokrutna, ponieważ cista były codziennie, codziennie świeżo pieczone przez panie kucharki. Które zresztą są przemiłe.

Ola siedzi i myśli, myśli… w pewnym momencie poszla do kucharek zapytać, jakie ciasto będzie jutro. Musiało sobie dziecko oszacować, czy opłaca się jeść ten makaron czy też nie bardzo. No bo jak jutro będzie szarlotka, to po co się mordować z makaronem skoro i tak szarlotki się nie lubi, prawda?

Pani kucharka zapytała, jakie ciasto chcemy. Ola zażyczyła sobie ciasto czekoladowe. Ktoś przy stole krzyczał: KARPATKA!!! Ktoś inny miał ochotę na sernik. Jakoś do porozumienia dojść nie mogliśmy.

Zgadnijcie, jakie ciasto upiekły panie? Tak, zgadza się. Wszystkie trzy!!! Czekoladowe, karpatkę, i sernik!!!

Ale to nie wszystko. Była w ośrodku grupa na zjeździe integracyjnym. I oni na deser mieli lody. My nie. Zuzia wyraziła swoje rozczarowanie zaistniałą sytuacją. Jak to może tak być, że oni mają lody, a my nie?

Właściciel stadniny to usłyszał, i na drugi dzień Zuzia i Ola dostały lody.

Wakacje się skończyły, a ja, z czystym sumieniem mogę polecić Jansówkę. Każdemu, kto chciałby:

– nauczyć się jazdy konnej;

– podszkolić swoje umiejętności (na każdym poziomie);

– zrozumieć te piękne zwierzęta – w Jansówce uczą jazdy metodą naturalną;

– wypocząć w przepięknym otoczeniu, wśród zieleni.

Jedzenie jest przepyszne, konie ukochane, właściciel przystojny (niestety żonaty, zatem pozostaje tylko popatrzeć i powyobrażać sobie 😉 ), trenerzy cierpliwi a atmosfera niemalże rodzinna.

W ciągu 10dniowego turnusu (zaczynaliśmy od podstaw niemalże) zaliczyliśmy “kierowanie koniem”, kłus, galop, i skakanie przez przeszkody. Nieźle, zwłaszcza gdy ma się do czynienia z takimi głąbami jak ja 😀

A poniżej zdjęcie mojego “chłopaka” Dankana.

Zostałam wycieraczką Dankana.

Lubi mnie – pomyślałam o Dankanie. Dankan to koń, na którym czasami tutaj jeżdżę.

Po każdej jeździe Dankan trącał mnie swoim łbem, ocierał się o mnie, dosyć silnie napierając. Myślałam sobie – niechybnie mnie lubi, tak mi okazuje swoją sympatię, swoje uczucia.

Oczywiście, że Dankan okazywał mi swoje uczucia. Tyle tylko, że zupełnie inne niż te, które ja sobie wyobrażałam!!

Konie mają bardzo silną hierarchię. Zawsze jest koń ważniejszy i ten mniej ważny. Każdy koń dokładnie zna swoją pozycję w stadzie. No i okazało się (po moich dociekliwych poszukiwaniach informacji), że tylko koń ważniejszy może ocierać swój pot o konia niższego w hierarchii. Koń, który się ociera mówi: Jestem wyżej od ciebie, ty jesteś moją wycieraczką, będziesz stał tam, gdzie stoisz, a ja sobie pot o ciebie obetrę i ty nie masz nic do gadania.

Oczywiście, jeśli koń delikatnie tyka cię nosem po jeździe to mówi: ale było super! Aczkolwiek w moim przypadku jest to bardzo mało prawdopodobne. Dzisiaj Dankan zdecydował sobie, ze ucieka z parkuru (to taki tor przeszkód dla konia, gdzie się skacze przez przeszkody), po czym tak też zrobił, i poszedł sobie na łąkę. Nie winię go za bardzo. Nie umiem skakać przez przeszkody, wychodzi mi to kiepsko, szarpię konia i sama siebie też napinam. Zatem Dankan sie wkurzył, miał już dosyć braku moich umiejętności, i zdecydował, że sobie idzie. A ja, chociaż bardzo się starałam, nie mogłam go powstrzymać. Dopiero gdy trener ruszył z odsieczą udało się Dankana z powrotem na parkur zagnać. Potem Dankan nie chciał skakać i musiałam kilka razy do przeszkody podchodzić zanim łaskawie zgodził się przez nią przeczłapać.

A zatem, jak sami widzicie, Dankan musiałby być niespełna rozumu, aby mi powiedzieć: ale było super!

Zatem logiczne wyjaśnienie jego zachowania – zostałam wycieraczką Dankana.

Spadlismy.

No i spadlam. Wczorajsze lekcje bardzo się przydały! Dzisiaj galopem jeździłam i skakałam przez przeszkody, takie niskie, na wysokości około 40 centymetrów.

W pewnym momencie noga wypadła mi ze strzemienia. Trochę spanikowałam, i niestety, musiałam robić lądowanie. Dzięki wczorajszym ćwiczeniom wiedziałam jednak, co robić, i zeskoczyłam z tego konia popisowo.

Tyle tylko, ze nadwyrężyłam sobie potężnie pachwiny, zupełnie jakbym robiła szpagat na siłę, i teraz nie tylko nie mogę chodzić, ale – co najgorsze – nie mogę również koniowi sygnałów dawać. No i bardzo trudno jest mi utrzymać się w siodle.

Miejmy tylko nadzieję, że nie będę musiała mieć przymusowej przerwy w jeździe, w koncu turnus niedługo się kończy 😦