Nieusprawiedliwiona nieobecność.

Każdy wie, że w sezonie najdrożej. A sezon jest wtedy, kiedy są wakacje. Jeśli pojedziemy na wczasy w marcu, wyniesie nas to taniej niż ta sama wycieczka w sierpniu na przykład.

Jeśli rodzice chcą zabrać dzieci na wakacje w czasie roku szkolnego, muszą uzyskać zgodę dyrektora. A ten może dać maksymalnie 10 dni w roku. Ale i to się wkrótce ukróci, bo podobno dzieci maja “tylko jedną szansę na to, aby uzyskać wykształcenie i aby zrobić to porządnie”, zatem za zabieranie dziecka na wakacje można będzie zapłacić karę w wysokości 100 funtów.

Ciekawa jestem Waszej opinii na ten temat. Czy szkoła powinna mieć prawo do karania rodziców za to, że dzieci opuszczają lekcje? Czy też może rodzice powinni mieć prawo decydować, czy ich dzieci będą w stanie “nadgonić” materiał czy nie?

Czy żyjesz w nędzy?

Otóż jeśli:

– nie posiadasz kolorowego telewizora;

– nie masz telefonu komórkowego;

– nie stać cię na samochód oraz

– nie stać cię na tygodniowe wakacje

to i owszem, żyjesz w nędzy. Przynajmniej Anglia tak uważa. Stworzyli listę biedy i aby się zakwalifikować, wystarczy nie móc sobie pozwolić na cztery z dziewięciu rzeczy. Pozostałe wyznaczniki biedy to płacenie czynszu i rachunków na czas; ogrzewanie domu; możliwość zapłaty nieoczekiwanego rachunku; jedzenie ryby lub mięsa co drugi dzień.

A co ciekawe, Anglia ma największą w Unii Europejskiej liczbę domostw, w których nikt nie pracuje, a w tym samym czasie liczba rodzin biednych jest jedną z najniższych w UE.

Jak to możliwe? Ano, znów mój ulubiony temat zasiłków powraca…

Źródło tutaj (po angielsku). Ciekawy artykuł i kilka interesujących statystyk.

Na dobre i na złe… przez dwa lata.

Rząd meksykański rozważa wprowadzenie tymczasowej licencji małżeńskiej. Takiej na dwa lata.

On i Ona mogliby wziąć ślub na dwa lata, i jeśli w tym czasie okazałoby się, że małżeństwo im się nie udało, kontrakt byłby zakończony i On mógłby iść sobie na prawo, a ona na lewo, unikając dlugiego i kosztownego rozwodu.

Jak myślicie, dobry pomysł?

Bałwan.

Spadł pierwszy śnieg, i ulepiłyśmy pierwszego bałwana. Postawiłyśmy pod domem. Sprawił wiele radości ludziom, przechodzącym obok. Komentowali: Ale słodki… pokazywali dzieciom. Robili sobie z nim zdjęcia. Teraz tylko muszę dzieci na sanki jakoś wysłać aby dopełnić doświadczenia zimowego. Niestety, sanek w domu nie mamy, bo nie byłoby gdzie ich schować.

Wstawiając zdjęcie bałwana otrzymałam od Blox.pl komunikat: Balwanek.jpg jest za duży. Jaki on za duży, skoro on taki malutki jest… (bo cierpliwości nam brakło).

A oto i nasz bałwan.

balwanek snowman

Oj, się narobiło….

Byłam w sklepie z komputerami. Stał tam sobie cudowny, prześliczny, wielki MAC. Co więcej, obraz z tego MACa widoczny był na olbrzymim ekranie na ścianie.

Pomyślałam sobie, że jakiś film puszczę, albo zdjęcia, żeby było zabawnie w sklepie. Miał to być niewinny psikus.

Kliknęłam na iPhoto, ale nie było tam żadnych zdjęć. Za to wyświetliło się, że są zdjęcia na iPhone niejakiego Chris’a. Widocznie iPhone Chrisa skumał się ze sklepowym komputerem. I zapytanie – chcesz zaimportować 192 zdjęcia? Nie chciałam, ale nie miałam wyjścia, bo inaczej nie mogłabym obejrzeć zdjęć. Kliknęłam więc tak.

Zdjęcia się importowały, oj, co to były za zdjęcia!!! Chris okazał się młodym, przystojnym brunetem, który miał w swoim telefonie zdjęcia takie jak skan paszportu, całująca się para, goły owłosiony tyłek, kolczyk w pępku jakiejś dziewczyny, i oczywiście sporo zdjęć imprezowych….

Gdy skończył się import, MAC zapytał mnie: czy usunąć zdjęcia z telefonu? Chciałam kliknąć nie, ale siłą rozpędu, ponieważ “tak” było podświetlone, kliknęłam tak… i 192 zdjęcia, włączając w to całującą się parę i owłosiony tyłek zostały usunięte z iPhone Chrisa…..

Poczułam się bardzo źle, biedny Chris… pewnie bardzo się zdziwi, gdy odkryje pusty folder na swoim telefonie….

Kto mi powie jak?

Kto mi powie jak usunąć z bocznej szpalty z zakładek wymagania wizowe, zegar z godziną w Doha, gadżet z temperaturą? Tam, gdzie jest kod HTML w zakładce “Boczna szpalta” nic nie ma, wyczyściłam pomimo wszystko, ale dodatki nie zniknęły…. Może ktoś wie?

Wiktoriański dom.

Wiktoriańskie domy (w takim mieszkam) wyglądają pięknie, i mają dużo tzw. charakteru i ciekawych elementów architektonicznych.

Największą ich wadą jest chyba to, że jest w nich zimno. W moim domu jest tak zimno, że mam zgrzybiałe palce, sterczące sutki, a z siku leci para.

Warszawa na Syberii.

No, dzisiaj to prawdziwa syberyjska pogoda! – powiedział angielski pan. Było 0 stopni.

W wiadomościach za to pokazali prawdziwą Syberię, zasypaną śniegiem, z zamarzniętym morzem, i temperaturą -43 stopnie.

Pokazano również “przytułek dla bezdomnych w Warszawie”, najazd na stół, przy którym siedzieli bezdomni, jeden spał w sztok pijany, oczywiście na nim kamera się skupiła i zatrzymała na kilka sekund, tak, przytułki w Warszawie mają problemy z ogrzewaniem swoich siedzib..

No i po tej informacji znów wrócili na Syberię, inormując jak to ludzie z mrozu na ulicy umierają.

Ja się nie znam, ale może Polska i Syberia to jedno, bo skoro tak w jednej migawce je umieścili… albo może troche schizę mam na punkcie propagandy, no ale w końcu wychowywałam się w takich czasach gdzie propagandę serwowali nam na śniadanie. W Warszawie, nie na Syberii.

Burdel otworzyli.

Jest u mnie w mieście cmentarz centrum handlowe.

Centrum to marne, nic tam nie było. Aż do niedawna, kiedy to doświadczona grupa handlowa postanowiła przejąć nasze centrum, i zrobić z niego cud natury.

Przyznaję, świetną robotę wykonali. Pojawiły się znane marki, oświetlenie jak w Londynie, centrum wypiękniało. No i mój 75 letni sąsiad nachwalić sie nie może kawiarni Costa – nie tyle go cieszy, że Costa się otworzyła, ile fakt, że “ladies” siedzą na podwyższeniu, i jak wchodzi się do centrum to widać, co mają pod spódniczkami.

Jakiś czas temu przed jednym ze sklepów stało dwóch młodych, przystojnych, umięśnionych, cudownych……………. (itd, itp) chłopaków. W bardzo skąpych slipkach. Coś jak na tym zdjęciu, ale nieco mniej konserwatywnie (to znaczy bardziej rozebranych).

 

Zastanawiałam się, o co chodzi…Czyżby burdel otworzyli?

Okazało się, że to nowy sklep, Hollister dla Abercrombie and Fitch.

Po dwóch miesiącach odważyłam się wejść. Poczułam się jak w klubie nocnym. Nie tylko głośna muzyka, ekrany z obrazami imitującymi morze (wydaje się, że jesteś w pomieszczeniu, wyglądasz przez okno, i widzisz szumiące morze…), ale w sklepie było po prostu ciemno. Oświetlone były jedynie wybrane rzeczy… gdybym chciała coś tam kupić, nie byłabym w stanie obejrzeć tego dokładnie. A przed przymierzalnią był napis: “Ubranie poza tą linią jest opcjonalne” 🙂

Zdecydowanie sklep się wyróżnia. Jest inny.

Szkoda tylko, że mięśniaki sprzed sklepu zniknęły…..

A jaki najbardziej oryginalny sklep Wy widzieliście?

xxx