Nocne rozrywki.

W poniedzialek wieczorem poszlysmy do “centrum rozrywki”, czyli sali, w ktorej odbywaja sie dyskoteki i wieczorne przedstawienia.

Sala wypelniona byla goscmi – w wiekszosci byli to mezczyzni z kolczykiem w uchu i tatuazami od nadgarstka do ramienia, otyle kobiety z tlustymi wlosami, lub mlodociani rodzice z malymi dziecmi – czesto pasujacymi tez do pierwszej kategorii.

Na scenie – tzw. maskotki, czyli ludzie przebrani za zwierzeta. Skacza i spiewaja zbyt glosno. Pozniej na scene wchodzi gwiazda wieczoru. Dwie dziewczyny i lysiejacy mezczyzna w srednim wieku, z piwnym brzuchem. Ubrani w niebieskie kostiumy wyszywane cekinami. Dziewczyny maja szorty – tego samego rozmiaru chyba, bo na chudej szorty wisza, grubej wbijaja sie w uda. Do tego czarne, toporne buty sportowe. Wszyscy wygladaja groteskowo. Spiewaja jeszcze gorzej. Nie moglam pozbyc sie skojarzenia z uczestnikami Idola – tymi, ktorzy biora udzial w eliminacjach i staja sie posmiewiskiem.

Zuzie boli glowa. Ola sie nudzi. Dalam im po dwa funty. Poszly do baru. Wrocily z czterema sprejami do ust i z butelka dezodorantu w kulce do ust (w srodku jakies ulepkowe wynalazki o owocowym smaku). O 23 mialam juz dosyc. Wracamy do karawanu.

Karawany.

Torby spakowane, GPS naladowany, wyjezdzamy na wakacje!! Tym razem do Kornwalii. Kto czyta bloga od dawna wie, ze lubie wakacje intensywne, podczas ktorych cos sie dzieje. Tym razem (troche z braku pieniedzy, troche z lenistwa) postanowilam, ze wakacje beda dla dzieci (ha, dobra ze mnie matka). Miejscem, ktore zapewnia dzieciom rozrywke sa parki karawanowe. Wakacje dosyc popularne tutaj, zwlaszcza wsrod niezbyt zamoznych rodzin z malymi dziecmi.

KarawanW karawanie jest przewaznie pokoj dzienny, lazienka, sypialnie (liczba zalezy od wielkosci karawanu), kuchnia. Wyposazenie – w zaleznosci od standardu – moze byc albo bardzo podstawowe, albo super wypasione, jak w luksusowym domu.

Podczas wakacji w karawanie dla dzieci organizowane sa zajecia – w ciagu dnia i wieczorami. Dyskoteka, przedstawienia, strzelanie z luku, itd.

Znalazlam cos takiego w internecie, i pomyslalam sobie – dzieciom sie spodoba. Ok. Jedziemy.

Torby spakowane. Lista rzeczy do zrobienia “tuz przed wyjsciem z domu” – podlac kwiatki, wylaczyc telewizor, wyniesc smieci – odznaczona.

Jedziemy samochodem. Piec godzin. Wbrew pozorom, wcale nie bylo ciezko, moze dlatego, ze ja lubie prowadzic. Po drodze trzy krotkie przerwy – jedna na siusiu i kanapke, 15 minut. Druga na posprzatanie wymiocin Oli (dobrze, ze duzo tego nie bylo). Trzecia – bo Zuzia myslala, ze jej tez sie chce wymiotowac.

caravan parkPark, w ktorym sa nasze wakacje jest olbrzymi. Nie wiem, ile karawanow, ale duzo. Niektore tuz nad samym brzegiem morza. Nasz, na szczescie, jest tuz obok recepcji i centrum rozrywki. Dobrze, bo mamy blisko na wieczorne przedstawienia, disko, i na basen.

Z karawanami roznie bywa, slyszalam historie mrozace krew w zylach – na przyklad zaplesniala kanapka za telewizorem, albo zdechla mysz pod kanapa… no dobra, krew nie zamarza, ale i tak mozna sie zniechecic. Nasz okazal sie nie tylko czysty, ale rowniez bardzo przestronny – trzy sypialnie, w mojej jest nawet i dodatkowa toaleta!

Zaczelam rozpakowywac torby. Najpierw oczywiscie towar pierwszej potrzeby – piwo do lodowki.

A potem…

Oczywiscie jest to moja historia, nie moglo sie obyc bez przygody, prawda?

Zatem potem okazalo sie, ze zapomnialam….

Walizki.

Tak. To mozliwe. Nie, nie wiem, jak. Widocznie powinnam zaczac wpisywac na moja liste rzeczy do zrobienia tuz przed wyjsciem z domu: ‘zabrac walizki’.

Ale walizka zostala w domu. A w niej aparat fotograficzny (najwazniejsza rzecz). Inhalator Oli. Jej antybiotyk. Szczotki do zebow. Makijaz. Kurtka (lepiej zeby bylo slonce!!). I pare innych rzeczy pierwszej potrzeby…

Bylam w glebokiej rozpaczy, bo bardzo chcialam porobic piekne zdjecia – Kornwalia jest przecudownie widowiskowa – nawet sobie poczytalam jak robic swietne pejzaze… i sie okazalo, ze nie mam aparatu ;(

p.s. zdjecia karawanu i parku nie sa mojego autorstwa, znalezione w necie.



Do pelna!

Od dawna wiadomo, ze podaz i popyt ida ze soba blisko w parze.

Od dawna wiadomo tez, ze jak podaz spada, to popyt rosnie.

Od dawna wiadomo tez (przynajmniej dla wiekszosci), ze ludziska glupie sa.

W mediach tutejszych puszczono informacje, ze kierowcy cystern z paliwem ida na strajk. No i sie zaczelo!

Najpierw jeden taki polityk poradzil, aby sobie zrobic zapas paliwa w kanistrach, i trzymac toto w garazu.

No to co ludzie robia? Jako narod karny leca na stacje z kanistrami. Jeden poszedl z trzema pojemnikami, ale stacja odmowila, i odszedl z jednym pelnym, i dwoma pustymi.

No fuel no petrolNiemalze natychmiast zaczela sie nagonka na polityka – ze przechowywanie paliwa w garazu jest niebezpieczne. Polityk przeprosil. Drugi polityk poradzil, zeby do kanistrow to raczej nie lac, tylko zeby do pelna tankowac, i jak sobie przejezdzasz obok stacji to sobie do pelna dolej. Nie zaszkodzi – dodal.

Brytyjczycy, generalnie stosujacy sie do zasad i wyznacznikow odgornych, rzucili sie na stacje benzynowe. Popyt wzrosl o ponad 170 procent. W rezultacie na niektorych stacjach zaczely sie deficyty – zwlaszcza diesla. Kolejki zaczely sie robic. Ludziska zrobily sie nerwowe. Jednen grozil, ze nacisnie zielony guzik na swoim telefonie i wykona polaczenie – a kazdy przeciez wie, ze na stacji telefonow uzywac nie mozna, bo grozi to wybuchem – szanse sa jak 1 do 10000, no ale oficjalnie nie mozna. No wiec zdesperowany Bryt krzyczal, ze nacisnie zielona sluchawke, bo on chce tylko troche paliwa i niesmaczna bulke ze sklepu, i jesli jego dzieci go teraz ogladaja, to on je kocha, i w przyszlosci zrozumieja, dlaczego tatus musial sie tak zachowac.

A my jedziemy na wakacje. Prawie 300 mil (okolo 500 kilometrow). Caly bak jak nic mi wyjdzie. Na podroz powrotna nie starczy nijak. Powinnam sie martwic, zwlaszcza znajac moje szczescie – zawsze cos nam sie przytrafia przeciez… No ale nigdy tak nie bylo, zeby nie bylo, i nie bede panikowala, z kanistrami latala, i wciskala zielonej sluchawki na swoim telefonie!

Za to z ciekawoscia bede obserwowala paliwowy cyrk. Dosyc to jest rozrywkowe, szczerze mowiac. A ja myslalam, ze po wyjezdzie z Kataru “Ksiega absurdow” nie doczeka sie kolejnych wpisow….

Reklama.

Fanką angielskich reklam jestem od dawna. Są po prostu zabawne i nietuzinkowe.

Firma optyczna Specsavers ma zawsze bardzo śmieszne reklamy. Jedną z moich ulubionych jest ta poniżej – staruszek i staruszka siadają sobie “w parku” na piknikowy lunch. Staruszka wyjmuje kanapkę z serem… a potem to już tylko z górki jest 🙂 Po “pikniku” staruszek pyta się: Co to był za ser??? i pojawia się napis – Trzeba się było wybrać do Specsavers.

Albo ta, gdzie facet idzie do łaźni…. Oczywiście też powinien był wybrać się do Specsavers 🙂

Potega Twittera czyli jak rosnie plotka.

Dwie ulice od mojego domu cos sie wydarzylo.

O 17:40 wynioslam smieci przed dom. We wtorki jezdza smieciarze i zabieraja odpady ze wszystkich pieciu koszow. Tak, mam kosz na papier, na tworzywa, ktore mozna recyklingowac, na odpadki zywnosciowe, na zrzuty z ogrodka, oraz na wszystko inne.

Zatem wynioslam te swoje smieci przed dom, zeby jutro rano mogli je zabrac, i poczulam dym. Pare minut pozniej uslyszalam syreny strazackie. Wyjrzalam przez okno, dwa helikoptery lataly.

No, ni rusz cos sie dzieje w poblizu. Gdzie najlatwiej znalezc informacje? Zajrzalam na Twitter’a (kto nie wie, co to jest, niech zapyta, wyjasnie w komentarzach). Wpisalam nazwe swojego miasta, i oczywiscie, uzyskalam mnostwo wpisow i informacji.

W Miescie pozar. Ulica Uliczna i Alejkowa zamkniete dla ruchu”.

Ok, to tuz obok mnie – pomyslam sobie. Syreny wyja, helikoptery lataja, wiec sprawdzam Twittera ponownie, po pieciu minutach. Tym razem informacja o wiele ciekawsza:

Wybuch w Miescie. Miasto zakorkowane”.

Choroba, mysle sobie, jak byl wybuch, to dosyc ciekawe, moze gaz albo cos w tym stylu, ide ogladac. Zabralam dziatwe, i poszlam. Ok, wstydze sie. Zazwyczaj nawet sie nie zatrzymuje jak takie rzeczy sie dzieja na ulicy a ja akurat przechodze, ale moje zycie stalo sie takie nudne, ze wycieczka na sasiednia ulice aby zobaczyc “wybuch” staje sie atrakcja dnia.

Na miejscu widze cztery wozy strazackie, hordy strazakow, czesc z nich ma osmalone twarze. Ludzie ewakuowani ze swoich mieszkan, stali na zimnie kilka godzin.

Gdy wrocilam do domu znow zajrzalam na Twittera, sprawdzic, czy wiadomo jaka byla przyczyna pozaru.

Pozaru? Jakiego pozaru? Twitter mnie poinformowal:

W miescie wybuchla bomba!

Dzien matki.

Dzisiaj Anglia obchodzi Dzien Matki. Podobno Anglia byla pierwszym krajem, ktory wprowadzil to swieto, jeszcze w XVII wieku. Wtedy to Krolestwo przeszlo na chrzescijanizm.

A dlaczego “dzien matki”?

W XVII wieku dzieci z biednych rodzin byly wysylane do pracy w domach szlachty i bogaczy. Raz do roku dzieci dostawaly jeden dzien wolny, aby mogly odwiedzic najpierw Mother Church* a pozniej swoja wlasna matke. Dzien ten przypadal na srodkowa niedziele wielkiego postu.

Dzieci szly do kosciola (Mother church) a pozniej odwiedzic swoja mame. Chlopcy przynosili mamie kwiatki, dziewczynki przynosily wlasnorecznie upieczone ciasteczka.

Tego dnia tez szaty postne zmieniano z fioletowych na rozowe, byc moze dlatego Dzien Matki utozsamiany jest z rozami. I do dnia dzisiejszego obchodzony jest w czwarta niedziele Wielkiego Postu.

Mamy dostaja laurki, kwiatki, calusy i sniadanie do lozka.

A moje dzieci sa akurat u taty, i nawet nie zadzwonily. Nie lubie sie uzalac, ale uwazam, ze niezbyt to ladnie ze strony taty.

 

* Mother Church – nie podejme sie przetlumaczenia tego terminu, bo po prostu nie wiem. Moze tu chodzic o lokalny kosciol, albo o jakis glowny kosciol w miescie/wsi…

Seks telefon oplaci ci studia.

– Wrrrrr, szczekaj, psie, szczekaj! O tak, dobry piesek – mowi ladna, mloda blondynka do sluchawki telefonu.

Tak zaczal sie program o operatorkach seks telefonow.

Otoz okazuje sie, ze calkiem sporo kobiet dorabia sobie swintuszac przez telefon do podnieconych facetow, ktorzy dzwonia na seks-linie. Fantazje maja najrozniejsze – niezbyt innowacyjne swintuszenie, goraca gospodyni domowa, dominatriks, pani miazdzaca karly, dziewczyna, ktora uprawia seks ze Swieta Trojca…

Operatorkami zostaja przewaznie gospodynie domowe, ktore maja dzieci w szkole, i chca sobie dorobic (hmmm, moze taka kariere powinnam obrac?), albo studentki, ktore chca zarobic na studia (w Anglii studia sa platne, kosztuja w zaleznosci od kierunku, ale mniej wiecej 6000 funtow rocznie, a widzialam tez ze Oxford za kierunek europeistyka kasuje 15 tysiecy funtow za rok!).

Bohaterki programu udzielaly sie zawodowo podczas wykonywania roznych zajec – jedna gotowala, sprzatala, malowala sobie paznokcie; druga chodzila na spacery i zakupy, i w ogole jej nie przeszkadzalo ze ludzie patrza na nia dziwnie jak opieprza przez telefon faceta, ktory nie warczy wystarczajaco groznie…

Wrrrr!

Woda i jaja.

W Polsce jaja drożeją, jak donosi gazeta.pl, a w Anglii jajek brakuje. Powód jest ten sam – nowe dyrektywy unii, według których kurom ma się poprawić – większe klatki, i do tego z grzędą!

Brakuje też wody (na wyspie) – w związku z tegoroczną “suszą” (czyli niższymi niż zazwyczaj opadami). Zatem od 1 kwietnia wchodzi zakaz używania węża ogrodowego do podlewania ogrodu, mycia samochodu, itp. Osobom przyłapanym na używaniu szlaufa (ale śmieszne słowo!) grozi kara do £1000.

Kilka lat temu gazety zalecały kąpiel z sąsiadem, aby oszczędzać na wodzie.

Całkiem ciekawy pomysł gdyby sąsiad był młody i piękny, ale mój akurat ma 75 lat….

Wycieczka.

Wczoraj niedziela była taka piękna, że postanowiłyśmy wybrać się na wycieczkę rowerową. Zazwyczaj jest to stres wielki, bo jeździmy po głównych ulicach, przynajmniej przez część trasy, a Ola mała, nie bardzo jeszcze przy krawężniku umie jeździć.

No ale jedziemy. Bardzo pod górę było, więc większość drogi Ola prowadziła swój mały rowerek. W pewnym momencie Zuzia też nie dała rady.

Nagroda była za to warta tego wysiłku – widok na całe nasze miasto, cudowne lasy i pola naszego księstwa.

W drodze powrotnej może być tylko lepiej – bo z górki.

Akurat!

Najpierw Ola. – Bo ja zamknęłam oczy na moment, mama (i pokazuje mi, jak mrugnęła), i widzę, że jadę na tego słupa, więc musiałam gdzieś szybko skręcić…

Skręciła, prosto na kamienną ścianę, a potem twarzą na chodnik. Płaczu było co niemiara, bo Ola nie robi niczego na pół gwizdka, jak się śmieje to dźwięczniej od dzwoneczków, jak płacze, to głośniej niż syrena wozu strażackiego.

Po jakimś czasie udało się nam zażegnać tragedię. Nie na długo, bo wkrótce Zuzia poszła w ślady Oli i wjechała na ścianę. Oczywiście bez płaczu się nie obyło.

W nagrodę zatem pojechałyśmy do pubu na obiad. Kiełbaski z ziemniakami, mniam.

A w pubie obserwowałam ludzi. Moje ulubione zajęcie. I po raz kolejny z przerażeniem, smutkiem, i ze zdziwieniem odkryłam, że ja już raczej zaliczam się do grona osób w wieku średnim (czyli tej starszej pani i tego starszego pana, którzy siedzą sobie w rogu, znudzeni sobą i życiem generalnie, ze zmarszczkami, wystającym brzuchem i w kiepskim ubraniu) a nie do młodzieży (czyli tej głośnej grupy rozmawiającej o wczorajszych tańcach w klubie, z gładką skórą, bez dzieci i większych problemów, na początku swojej kariery, wciąż zakochanych i pełnych nadziei na to, co przyniesie życie)…. a jeszcze dziesięć lat temu myślałam, że mnie nigdy to nie spotka.