Jak postepowac z mezczyzna.

Sa trzy rodzaje ksiazek, ktore relatywnie dobrze sie sprzedaja. Mianowicie:

  1. historie o czarach, gnomach, i tego typu niesamowitosciach – nie jestem pewna, o co chodzi, bo nigdy nie czytalam, ale jak powiem Harry Potter to pewnie wiekszosc z Was bedzie wiedziala, o co chodzi.
  2. porno, tudziez erotyka oklejone etykietka ‘literatura’. 50 shades of Grey, na przyklad. Moje tlumaczenie to 50 odcieni szarosci, jest w Polsce? Tez tak baby wariuja na tym punkcie? Bo w Anglii nie ma chyba jednej kobiety, oprocz mnie, oczywiscie, ale ja mam wiele genow meskich, ktora nie mialaby ochoty przeczytac tej ksiazki, albo juz ja skonczyla, albo wlasnie jest w trakcie.
  3. Poradniki. Jak schudnac, jak utyc, jak sie zakochac, jak odnowic mieszkanie…

Gdybym zechciala, z latwoscia moglabym Olzusy przerobic na (1). Ja bylabym wiedzma na zamku, ktora uczy dzieci czarow. W celu odkrycia nowych zaklec podrozujemy po swiecie. Po drodze przypaletal sie gnom (to bylby Matthew), ktory narobil sporo zamieszania, a potem sie zmyl.

Moglabym tez napisac erotyk. Nie to, ze mam takie bujne doswiadczenia, ale od kolezanek sie wystarczajaco duzo nasluchalam, co ta mlodziez dzisiaj wyprawia. Do tego kilka porad z Cosmopolitan i powiesc gotowa!

Mysle jednak, ze napisze poradnik. O mezczyznach. Jak traktowac mezczyzne, o, to dopiero jest chodliwy temat.

Wszyscy zaangazowani w ten blog wiedza, ze poradami na temat jak utrzymac mezczyzne nie powinnam sie raczej zajmowac. Ale nie rozpaczajmy, moge za to radzic tym kobietom, ktore z jakiegos powodu chcialyby sie pozbyc natreta. Na przyklad takiego, ktory je kocha za bardzo. Albo ma za duzo pieniedzy, i kobieta nie czuje sie komfortowo w jego towarzystwie, bo mysli, ze on mysli, ze ona jest z nim dla jego pieniedzy.

Taki wlasnie poradnik napisze. Dla Was, w podziekowaniu za wiernosc, kilka porad, zanim ukaza sie w druku.

Jak traktowac mezczyzne:

  • nie pomin zadnej okazji do wytkniecia mu bledu. Niech wie doskonale, co robi zle, moze w koncu sie nauczy.
  • ucz go od samego poczatku, ze to ty masz zawsze racje. A nawet jak nie masz racji, to, oczywiscie, tez masz racje.
  • zabieraj go na zakupy. Im dluzej przymierzasz te buty, im wiecej sukienek na siebie wciagasz i im czesciej pytasz – kochanie, jak Ci sie podoba? Ale nie jestem za gruba? ale na pewno? Na pewno? – tym lepiej.
  • za wszelka cene postaraj sie go zmienic. Jesli lubisz mezczyzn metroseksualnych, a twoj akurat jest rolnikiem, nie spocznij dopoki na nauczysz go, ze rzesy mozna henna sobie przyciemniac, i ze powinien stosowac rozne kremy do rak, twarzy, stop, i posladkow. Jesli lubisz facetow z klasa, a ten akurat ma klase, to nie szkodzi, wmow sobie, ze wolisz prostakow, i do dziela!
  • wyslij mu swoje zdjecie z kielbasa. Dziala bezblednie. Mialam jednego takiego prawie narzeczonego, jak mu wyslalam zdjecie z kielbasa, to juz sie nie odezwal. Chyba nawet zmienil numer telefonu, bo jak dzwonilam, to mi mowilo, ze nie ma takiego numeru.

Czego absolutnie nie robic:

  • Nie zgadzaj sie z jego mamusia. Pamietaj – im wiecej jedziesz na tesciowa, tym lepiej!
  • Nigdy, przenigdy go nie chwal. Mezczyzna chwalony rozwydrza sie, i potem oczekuje pochwal za absolutnie wszystko, co robi. Nawet jesli w koncu naprawi ten kapiacy od miesiaca kran.
  • Nie dawaj mu chwili wytchnienia. W pracy dzwon do niego co godzine, pisz tez smsy, czasami wpadnij niezapowiedziana. Im wiecej czasu dla siebie ma taki delikwent, tym lepiej dla waszego zwiazku, wiec absolutnie nie mozna do tego dopuscic.
  • Ewentualnie mozecie przyjac zupelnie odwrotna strategie – unikajcie go jak ognia. Ale to byloby za latwe, oczywiscie.
  • Nie wyznawaj swoich uczuc. Jesli on powie, ze Cie kocha, to najlepiej zacznij uciekac. Z wrzaskiem.
  • Nie przyznawaj sie. Do niczego. Nigdy. Jesli, na przyklad jestes z narzeczonym numer trzy, a Twoj delikwent akurat dzwoni, to daj mu zjebke, i powiedz mu, zeby przestal Cie sprawdzac na kazdym kroku.

Jesli zastosujesz sie do wszystkich podanych wskazowek, delikwent powinien zerwac z Toba w miare szybko. Jesli jednak jest uparty, i sie nie poddaje, czas ponownie wziac sprawy w swoje rece. Pamietaj, najlepszym sposobem jest przekonanie go, ze to on zrobil cos zle. Mozesz rowniez zaczas plakac, i powiedziec – “to nie przez ciebie, kochanie, to ze mna jest cos nie tak”. Koniecznie dodaj, ze wciaz mozecie byc przyjaciolmi. Zawsze rowniez pozostaje sms, jesli absolutnie nie mozesz powiedziec mu prosto w twarz, ze z wami juz koniec.

 

**Malym drukiem: chcialabym dodac, ze z wlasnego doswiadczenia moge reczyc tylko za kielbase. No dobra, moze tez i za zakupy….

Jak to wrzodem na dupie zostalam.

Kupilam bilety na pewne wydarzenie. Bilet kosztuje £50, do tego £3.5 oplaty dla posrednika (bo, jak posrednik bezposrednio wyjasnia, organizator imprezy nie placi nam, wiec musimy dodac sobie sami do ceny biletu), i do tego £6 oplaty “transakcyjnej” – ktora pokrywa koszty drukowania, wysylki, pakowania, i czego tam jeszcze.

No trudno, skoro tak trzeba, to tak trzeba, zaplacilam, i czekam na bilety, ktore mialy zostac wyslane na moj adres domowy.

Na kilka dni przed wydarzeniem dostaje maila, ze bilety moge sobie odebrac w biurze.

W jakim biurze? Przeciez mialy byc przyslane do domu?

Na stare lata robie sie upierdliwa. Bardzo. £6 to nie majatek. Nie zbiednialabym. Ale tutaj chodzi o zasade.

Napisalam zatem maila, domagajac sie wyjasnienia. Dlaczego bilet nie zostanie wyslany do mnie do domu, tak jak mi obiecaliscie?

Odpowiedz – bo organizator imprezy nie wyslal im biletow na czas.

No to kolejnego maila smaruje – a dlaczego musze pokrywac oplate ‘transakcyjna’?

Bo ona pokrywa takie to i takie koszty. Odsylam Was do poczatku tego wpisu, jesli zapomnieliscie, o jakich kosztach mowa.

Moglam na tym poprzestac. Ale w tym momencie juz sie uparlam. Skoro nie przeslaliscie mi biletow do domu, tak jak obiecaliscie, to czy mozecie mi zwrocic oplate transakcyjna?

Nie, nie moga, bo ona pokrywa koszty, o ktorych mowa byla wczesniej.

Furia mnie ogarnela. Starajac sie byc grzeczna, a latwo mi to nie przyszlo, bo ja grzeczna z natury nie jestem, znow im napisalam, domagajac sie wyjasnienia, dlaczego teraz oplata transakcyjna, z opcja ‘odbior w biurze’ wynosi £2, a ja z ta sama opcja, narzucona mi w dodatku, musze placic £6?

Chyba mieli mnie juz serdecznie dosyc, bo zaoferowali, ‘w gescie dobrej woli’, ze zwroca mi to moje £6.

Byc moze wysle im maila z podziekowaniem nawet.

Ale tak sie zastanawiam, chyba sama powinnam taki interes otworzyc? Sprzedawac bilety, pobierac oplaty za wysylke, a pozniej kazac bilety odbierac w biurze?

Bo ilez osob z tych setek, byc moze tysiecy, ktore bilety kupily, bedzie takim wrzodem jak ja? A £6 razy tysiac angielskich, ugodowych osob, ktore nie bardzo lubia sie wyklociac, a juz zwlaszcza nie o £6, to jest dodatkowe szesc tysiecy. Piechota nie chodzi, prawda?

Wycieczka do….

Dookola slysze pokaslywanie, wydmuchiwane nosy, kichanie… ale to nie wszystko, slysze tez radosne pogaduszki. Chrupanie roznych przekasek. Siorbanie coca coli lub tez sokow. Bezwstydny szelest papierkow.

Jak myslicie, gdzie jestem? Na placu zabaw z dzieciakami? No to czytajcie dalej.

Co chwila ktos wstaje, przechodzi mi pod nosem, albo wlasnie na odwrot, przychodzi i siada sobie…

Dzwoni nagle telefon. Ktos glosni informuje kogos innego, ze nie moze wlasnie rozmawiac, i ze tak, tak, oddzwoni wieczorem. Ale jak najbardziej, wszystko jest w porzadku. No to pa!

No to moze jestem w przychodni lekarskiej?

Z tylu za mna slysze cmokanie. Odwracam sie, siedzi tam para, tak bardzo zajeta namietnymi pocalunkami ze nie zauwazylaby gdyby nagle wybuchl pozar. Mysleliby pewnie, ze to plomien ich milosci.

Pewnie jestem na imprezie dla nastolatkow?

Otoz nie. Bylam w KINIE.

I z przykroscia zauwazam, ze z uplywem czasu ludzie zachowuja sie coraz gorzej. Przychodza w polowie filmu, wychodza przed koncem, rozmawiaja, szeleszcza papierami i siorbia coca cola. Nigdy nie wiem, co sie dzieje w ciagu pierwszych 20 minut, bo ekran przeslania mi pielgrzymka spoznialskich, ktorzy zupelnie sie nie przejmuja tym, ze przeszkadzaja innym.

Szkoda, bardzo szkoda, ze ludzie zapominaja, co wypada a co nie wypada w kinie, teatrze, operze..

Urodziny ksiezniczki.

W sobote pojechalysmy na party. Impreza byla z okazji 21 urodzin niejakiej Sophie. Sophie jest przesliczna dziewczyna, blondynka, ktora chcialaby zostac aktorka. Gdybym byla mezczyzna, byc moze i bym sie w Sophie zakochala. A byc moze nie. Bo uroda Sophie taka troche nudna jest. Dzisiaj jest poniedzialek i juz nie bardzo pamietam twarz Sophie. I powodem wcale nie sa te cztery butelki szampana, ktore wypilam tejze nocy. Byc moze nie zakochalabym sie rowniez w Sophie bo jej palce u stop wystawaly z butow i paznokcie rysowaly podloge. Ciagle musialbym ta podloge cyklinowac, gdybym byla mezczyzna.

Ale byc moze mezczyzni nie zwracaja uwagi na takie szczegoly, byc moze tylko dla mnie te palce wiszace poza butem wygladaja idiotycznie.

Sophie mieszka, z rodzicami, oczywiscie, w olbrzymim domu. Z boku domu jest basen, a przed domem plynie sobie mala rzeczka. Tamiza sie chyba nazywa.

Mama Sophie jest niezwykle chuda. Wcale sie nie dziwie, tez bym byla chuda jakbym musiala sie tyle nachodzic. Z kuchni do jadalni – dwie minuty. Z kuchni do basenu – piec minut szybkim marszem. Od wejscia do sypialni – 7 minut. A potem z powrotem. I to o ile zna swoj dom dosyc dobrze, bo wcale bym sie nie zdziwila, gdyby oni sie w tym domu wciaz gubili.

Party bylo przesliczne. Na roznie piekl sie prosiak. Kelnerzy czestowali wykwintnymi kanapeczkami z sera koziego i karmelizowanej cebulki. Barman polewal szampana. DJ zachecal do tanca. Klaun zabawial dzieci. Mozna bylo skorzystac sobie z baru tlenowego, albo zrobic sobie zdjecie – gospodarze wynajeli budke fotograficzna.

Oczywiscie przy tylu gosciach trzeba bylo jakos podloge zabezpieczyc, domyslam sie, ze podlogi pokryte sa jakims niezwykle drogim drewnem. Domyslam sie tylko, bo nie widzialam, na czas party podlogi zostaly przykryte dywanami, specjalnie na ta okazje kupionymi i przycietymi. A przykrycie 300m2 podlogi dywanem wcale tanio nie wyjdzie, nawet jesli uzyjemy najtanszego z mozliwych…

Juz prawie zapytalam, czy nie moge sobie tego dywanu wziac jak go juz zdejma, wystarczyloby na pokrycie podlogi w calym moim domu i jeszcze by trzy czwarte zostalo do sprzedania na eBayu, ale pomyslalam sobie, ze nie ma co wsi robic, w koncu polskie pochodzenie i czerwone szpilki zobowiazuja.

Bylam nieco zawiedziona tylko, ze Sophie, jak to angielski zwyczaj nakazuje, nie dala gosciom na odchodnym tzw. goodie bag, czyli drobnego upominku dla gosci. Bardzo bym sie ucieszyla, gdybym dostala, np. male diamentowe kolczyki….

Poradnik oszczednego klienta.

Poniewaz jestem osoba oszczedna, namietnie robie zakupy spozywcze w internecie. Zobaczcie, ile udalo mi sie oszczedzic do tej pory!!!

Najpierw Tesco przyslalo mi kupon na £5. Pomyslalam sobie, ze £5 pokryje koszty dostawy, wiec moge zrobic zakupy z domu i nie bedzie mnie to nic ekstra kosztowalo. A jaka wygoda!! Nie bede musiala latac po sklepie z ciezkim koszykiem i dwojka rozwydrzonych dzieciakow biegajacych od polki do polki jak orangutany i wrzeszczacych jak pawiany. Oszczedze sobie tych wszystkich spojrzen. Bo ludzie patrza na mnie z politowaniem (jak sobie wychowala, tak ma) albo z pogarda (jakze tak mozna, przeciez te dzieci to zwierzeta).

Zakupy zrobilam, dostarczyli, a potem Tesco przyslalo mi kolejny kupon! Wydaj £40 do jutra, a my damy ci £5 na kolejne zakupy.

No ale jak to, przeciez dopiero co wydalam £120, juz nic nie potrzebuje…? Trudno, piec funtow piechota nie chodzi, wiec z ciezkim sercem zalogowalam sie ponownie. W koncu wino sie nie zmarnuje… wodka w zamrazalniku tez powinna byc. Dorzucilam kilka puszek fasoli, zawsze sie moze przydac. Co by tu jeszcze… 10 kilo ziemniakow, czemu nie! Moj dziadek kupowal kartofle na metry, to ja tez moge. On mial piwnice, a ja nie? Nie szkodzi, ja mam kosz na odpadki zywieniawe.

Tesco zlapalo mnie w swoje szpony, i juz nie popuszcza. Kolejna promocja byla po prostu NIE-DO-ODRZUCENIA!!! Wydaj £40, trzy razy, w ciagu miesiaca, a damy ci £20! Dwadziescia funtow! No glupia bylabym, gdybym nie skorzystala, nie?

Zatem szafki mam wypelnione pieciokilogramowymi torbami makaronu, mam zapas pomidorow w puszce na pol roku przynajmniej, no i komu nie przyda sie dodatkowy tunczyk w puszce?

Maraton to byl niezly, ale za to dostalam £20 (do wydania w ciagu tygodnia, oczywiscie) no i gdyby zdarzyla sie jakas tragedia typu wojna lub strajk pracownikow dostarczajacych paliwo do stacji benzynowych, to jestem spozywczo zaopatrzona na kilka miesiecy.

Nie tylko Tesco zorientowalo sie, ze ja taka oszczedna jestem. Groupon (to taka strona, gdzie ludzie kupuja masowo jakis produkt albo usluge, i dzieki temu placa taniej. Polecam!) przyslal mi kupon na £5, do wydania dzisiaj i jutro tylko. Tak za nic. Po prostu.

Od razu polecialam na ich strone, oczywiscie, i zastanawiam sie, na co wydac to piec funtow.

Do wyboru mam min. lozko (£199), kurs dla ksiegowych (£59), telewizor (£230)… na takim lozku moglabym oszczedzic £410 dzieki Groupon, no i oczywiscie dodatkowe £5 tak hojnie mi podarowanych…

Nie potrzebuje lozka? No rzeczywiscie, nie potrzebuje. To moze naszyjnik z perel, za £26? Oczywiscie zaplace tylko £21, bo wykorzystam kupon! Co za okazja! A ze nie nosze perel? No to co, grunt, ze oszczedzilam!

Sekrety handlu oraz moda podomkowa

Wiecie, jak to jest. Jak sobie kobieta ubzdura, to nie ma przebacz.

Kupiłam sobie najdroższy szlafroczek na świecie. Szlafroczek był na wyprzedaży, 70%. Tutaj zdradzę Wam pewien sekret.

Kilka lat temu handlowcy zastosowali sztuczke. Bo w końcu mało kto się połapie, że PLN 4.99 to jest prawie pięć złotych, większość z nas widzi 4 i to zostaje nam w głowie, a za cztery złocisze to przecież okazja. I rzeczywiście, przez kilka lat ludziska sie na to nabierali.

Ale to juz jest passe, mówię Wam. Ktoś mi powiedział, że towary lepiej się sprzedają, gdy w cenie jest siódemka. Zatem – zapamiętajcie sobie moje słowa – niedługo dziewiątki znikną i pojawią się siódemki – zamiast 4.99 cena będzie 5.07.

Aczkolwiek moim zdaniem ten ktoś się pomylił z tą siódemką. Tu nie chodzi o cenę, tu chodzi o procenty. Jak coś ma zniżkę 70% to na mur beton się sprzeda.

Tak jak ten szlafroczek, który ja kupiłam. Szlafroczek był przeceniony z ceny niebotycznie wysokiej na nieprzyzwoicie wysoką. No ale 70%….

Powinnam chyba, gwoli ścisłości, dodać, że szlafroczek tak naprawde jest… sweterkiem. Kaszmirowym… Ale jest biały, długi do ziemi, i nie ma guzików, więc za każdym razem, gdy go zakładam (dwa razy, jak do tej pory), nie mogę oprzeć się wrażeniu, że narzuciłam podomkę.

Wisiała sobie podomka sweterek na drzwiach przez miesiąc, ale w końcu musiałam go założyć, bo moje wrodzone skąpstwo nie pozwoliło mi na takie wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Ze sweterkiem są dwa problemy. Po pierwsze z niczym nie wygląda dobrze. Narzućcie sobie biała podomkę na ubranie, to zobaczycie, o czym mówię. Po drugie sweterek jest straszliwie długi, więc mogę go nosić jedynie do baaardzo wysokich obcasów.

Ale nic to, przywdziałam szpilki, biała sukienkę, i wypuściłam się na miasto.

Idę przed siebie, pewna siebie i dumna, bo przecież wyglądam jak gwiazda!!! Wiatr mi włos rozwiewa, poły szlafroka swetra kaszmirowego powiewaja dumnie dookoła moich zgrabnych nóg… zalotnie spoglądam na tego przystojniaka po drugiej stronie ulicy…

Niestety, szpilki założyłam, a szpilki ostre takie, zahaczyły o połę kaszmira, kaszmir zaczął mi się dookoła nóg plątać, omotał moje zgrabne nogi, owinął, jak wąż, który owija się na szyi swojej ofiary, rękoma rozpaczliwie machałam, nie na tego przystojniaka, co to szedł po drugiej stronie ulicy, ale po to, by równowagę jakoś utrzymać, niestety niezbyt skutecznie.

Gdzie ten zajączek, kochanie? Uciekł? Nie udało się złapać? – tak bym powiedziala do Oli w podobnej sytuacji.

Bardzo chciałabym napisać, że wpadłam prosto w umięśnione ramiona przystojniaka, który mnie uratował przed upadkiem, ale niestety, takie historie zdarzają się tylko w filmach, a tu samo życie, więc tylko pozbierałam szczątki swojej godności z chodnika i – kulejąc – pomaszerowałam dalej.

A szlafrok wciąż mi powiewał dookoła moich zgrabnych odrapanych kolan. Bo było za zimno, by kaszmirek zdjąć.

Dla ciekawych, tak oto wygląda bohater tego wpisu (bez białej fikuśnej sukienki również widocznej na zdjęciu).

PIIIPIIII PI PI PIIIIII

Nie ma nic piekniejszego, niz poranek wypelniony trelami ptaszkow….

ALE NIE, KURKA WODNA, O 4 RANO!!!!

Wczoraj pozno poszlam spac, w dodatku wypilam trzy piwa, w koncu Anglia grala i na trzezwo nie dalo sie tego ogladac, wiec rano zmeczona bylam.

A tu uparty cwiergot jakis mi za oknem PIIIPIIII PI PI PIIIIII. I tak w kolko macieju, jakby mu sie plyta zaciela. Chcialam kamieniem rzucic, zeby sie zamknal, ale jakos tak nie mialam w lozku pod reka zadnego kamienia. Swieczka by sie nadala, ale szkoda mi jej bylo, bo £10 kosztowala….

PIIIPIIII PI PI PIIIIII

Spojrzalam na zegarek, tuz po 4 bylo. Wydawalo mi sie, ze to chyba niemozliwe, zle spojrzalam. Ale po szybkiej weryfikacji okazalo sie, ze i owszem, jest tuz po 4 rano….

Glowa mi peka, oczy mnie bola….

A ptaszek idiota radosnie mi oswiadcza, ze PIIIPIIII PI PI PIIIIII. I to w dodatku niezwykle przerazliwie glosno i irytujaco wysoko.

Przekrecilam sie na drugi bok. Przykrylam sobie glowe poduszka. Jaskiem dolozylam. PIIIPIIII PI PI PIIIIII.

A przeciez mieszkam w centrum MIASTA!!! W centrum miasta nie budzi ludzi trel ptakow, szum drzew, i szmer strumyka!! Budza nas samochody, karetki jadace na sygnale, chrobotanie koszy na smieci i pijacy wracajacy do domu nad ranem!! PIIIPIIII PI PI PIIIIII

A idzze ty w cholere, walniety spiewaku.

Tak nas potraktowal…

Ola zostala zaproszona na specjalistyczne badania do szpitala w Warszawie.

Badania te sa standardem w Europie Zachodniej, ale w Polsce sie ich nie wykonuje, poniewaz nie mamy sprzetu. W lipcu i sierpniu przylatuje ekipa z Niemiec, ktora przebada polskie dzieci. Takie, u ktorych ciezko jednoznacznie zdiagnozowac mukowiscydoze. Takie jak Ola.

Nie bylam pewna, czy Ola miala te badania, czy nie. Postanowilam zatem, ze napisze maila do naszego tutejszego lekarza. Jest on dosyc znanym profesorem, wiec zaczelam szukac adresu mailowego w necie. Znalazlam. Wprawdzie nie szpitalny mail, jakis uniwersytecki, ale z braku laku…. w koncu to ta sama osoba.

Maila napisalam. Przeprosilam, ze mu glowe zawracam.

W ciagu godziny mi odpisal! Nie tylko powiedzial, ze oczywiscie, ze nie ma sprawy, ze mozna do niego pisac, ale rowniez doskonale pamietal Ole i jej historie medyczna. Napisal mi, ze rozmawialismy o tych wlasnie badaniach, ze dziecko musi wspolpracowac, ze Ola byla jeszcze za malutka, dlatego tych badan nie miala. Tego samego maila wyslal rowniez do innej lekarki, ktora jest specjalista od tychze badan. Obiecali przejrzec historie medyczna Oli, i zdecydowac, czy mozna juz Oli robic te badania, i czy wniosa one cos nowego do jej diagnozy. Dzieki temu nie bedziesz musiala latac do Polski, zrobimy te badania tutaj – napisal.

Zaoferowal rowniez, ze porozmawia ze specjalistami w Polsce, aby upewnic sie, czy to aby na pewno te same badania.

Jestem bardzo, bardzo mile zaskoczona tym, jak mnie potraktowali. Bardzo bym chciala, aby polscy lekarze mieli podobne podejscie do pacjentow i ich rodzin. Pewnie, niektorzy maja, ale wciaz jest jeszcze wielu, wielu lekarzy, ktorzy traktuja pacjenta jako zlo konieczne.

Chcialabym zaznaczyc, ze sluzba zdrowia w Anglii wcale taka idealna nie jest, oczywiscie. Mamy z Ola szczescie, ze jej szpital jest naprawde swietny pod kazdym wzgledem. Wyjatkowy.

Do polskiej szkoly marsz!

Wreszcie przeczytalam cos pozytywnego o Polsce w angielskich mediach.

Otoz okazuje sie, ze edukacja w Polsce jest swietna!! W Polskich szkolach zmniejsza sie roznica pomiedzy bardzo dobrymi, i bardzi kiepskimi uczniami.

W testach przeprowadzonych przez Programme for International Student Assessment (Pisa) [Program miedzynarodowej oceny studentow] Polska zajela 14 miejsce w czytaniu – wyzej niz Stany Zjednoczone, Szwecja, Francja, Niemcy, czy sama Anglia (25 miejsce. O dziwo, bo angielskie dzieci zacheca sie bardzo do, i uczy sie czytania juz od 4-5 roku zycia). I to pomimo tego, ze nasz budzet na edukacje jest o polowe mniejszy!

Bardzo mnie to cieszy. Ja zawsze uwazalam, ze w polskich szkolach dzieci ucza sie o wiele wiecej niz w angielskich. Poziom jest wyzszy, polskie dzieci zdobywaja wiecej wiedzy ogolnej, no i nie ucza sie tylko o Polsce. W tutejszych szkolach, np., skupiaja sie glownie na historii Anglii.

Pewnie, mozna krytykowac, ze za duzo bezuzytecznych wiadomosci wpaja sie w polskiej szkole. Ale mi na przyklad jest bardzo milo, ze wiem rzeczy, o ktorych przecietny Anglik w zyciu nie slyszal.

Najsmieszniejsze jest to, ze ogladajac np. Milionerow, czesto nie znam odpowiedzi na pytania za £100 czy £1000, ale bez problemu odpowiadam na te za £32000 🙂