Juz czas!!! Pomyslalam pewnego dnia, gdy wyciagnelam kiecke, ktora rok temu byla na mnie za duza, i moglam ja zakladac nie odpinajac suwaka, a teraz nie moglam sie w niej dopiac.
Waga to straszliwie zludna rzecz, tak powolutku, powolutku, w koncu pol kilo to nic, nie? Ale wiadomo, grosz do grosza, i bedzie kokosza, gram do grama i bedzie sukienka za ciasna.
Przeczytalam, ze pierwszym krokiem do efektywnego schudniecia jest zapisywanie WSZYSTKIEGO, co sie je. No to zaczelam zpisywac. Ale mnie to wkurzylo, bo ja jem tak naprawde co pol godziny. No to co, ja ten kawalek kielbasy tez mam pisac? Gdzie ten notes sie zapodzial? Co, tego cukierka tez??? Gdzie dlugopis? Moze jak nie wpisze tego pulpeta to sie nie bedzie liczyl?
Zabralam sie do rzeczy nieco bardziej nowoczesnie. Zainstalowalam sobie na iPhone aplikacje, fitness buddy czy jakos tak (jesli sa zainteresowani dodam linka, teraz nie pamietam).
Aplikacja jest super! Wpisuje sie swoje ‘cele’ – ile kalorii dziennie, na przyklad. Wiecie, ze kobieta taka jak ja powinna dziennie jesc tylko 1600 kalorii, aby utrzymac wage??? Co to jest, cholera, ja sie pytam? Przeciez to jeden porzadny obiad. A gdzie sniadanie? Kolacja? Przekaski??
Po kilku dniach naboznego wpisywania kazdej lyzeczki masla okazalo sie, ze zjadam sobie dziennie lekka reka (szeroka buzia?) okolo 3000 kalorii. A ja sie dziwilam, ze nic nie jem, i tyje!
Wpisalam sobie cel 1600 kalorii, i zaczelam jesc mniej. Chodze wiecznie glodna, wina pic nie moge, bo ma kalorie, a i tak ciagle granice 1600 przkraczam (o tak, moja aplikacja bez ceregieli pokazuje mi na czerwono, ze dzisiaj pani limit osiagnela juz po pierwszym lunchu!!).
Ale to nie wszystko! Pod koniec dnia gdy sobie klikam, ze juz skonczylam na dzisiaj jedzenie, to mi moj ‘fitness buddy’ pokazuje, ze jesli codziennie bede jadla tak jak dzisiaj, to za 5 tygodni bede wazyla….
I KUR..A zazwyczaj jest o kilo wiecej (bo, oczywiscie, 1600 to chyba dla niemowlaka limit, a nie dla mnie), albo jak danego dnia wyjatkowo glodowalam to za 5 tygodni mam szanse zgubic 500 gram…
No czy to wszystko jest tego warte? Podobno faceci i tak lubia sadelko.