Masturbacja a slepota, czyli Polak w Anglii przed posterunkiem.

stockings over headWczoraj w wiadomosciach Daily Mail przeczytalam, ze

Zlapano Polaka, masturbujacego sie przed posterunkiem policji, mial na glowie damska ponczoche… a teraz jest niewidomy!

No, oczywiscie, ze takie cos trzeba przeczytac.

Okazalo sie, ze niejaki Rafal Ciesielski (zna ktos?) podniecil sie nieco przed posterunkiem i dokonywal aktu seksualnego na sobie.

Rafal bardzo sie wstydzi tego, co zrobil, i uwaza, ze ktos mu czegos dosypal do drinka, bo w ogole nie ma pojecia jak to sie stalo, ze on z ta ponczoszka…

A o co chodzi z ta slepota? W zeszlym miesiacu Rafal stracil wzrok i teraz nie moze wozka widlowego prowadzic, a to jego praca.

Jak to sie ma do masturbacji? Nie wiem, moze na takiej samej zasadzie jak to kiedys chlopcow straszono, ze jak sie bedziesz ptakiem swoim bawil to bedziesz slepy…

Artykul tutaj.

Jak suszyc pranie.

Ciagle pada… No, ale w koncu jestesmy w Anglii. W zwiazku z tym tradycyjny sznurek do suszenia bielizny rzadko sie tutaj sprawdza.

Mamy za to kilka calkiem niezlych urzadzen.

Podrzewana suszarka

 

Podrzewana suszarka do bielizny. £85

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

drying pod

 

 

Albo taka kapsula, tez podgrzewana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

airing cupboardMozna tez bielizne wsadzic do tzw. airing cupboard, czyli szafki, w ktorej schowana jest kapsula z goraca woda. Wybaczcie profesjonalne slownictwo, ha ha ha.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A dla biedakow, ktorych nie stac na podgrzewane suszarki i ktorzy nie maja zbiornika z goraca woda pozostaje sposob najbardziej naturalny:

 

 

 

 

Dom nie jest jak buty.

Wiecie, ile przecietny Anglik spedza czasu na ogladaniu domu, zanim go kupi? 45 minut. Tak, dobrze przeczytaliscie – czterdziesci piec minut. Oglada dom raz, jak mu sie spodoba, to wpadnie drugi raz, zeby popatrzec na sciany, podlogi, i okna, po czym sklada oferte.

Mi, moi drodzi, wiecej czasu zajmuje decyzja kupna butow z wyzszej polki. Jak to powiedzialam agentowi, ktory sie denerwowal, ze dom dwa razy ogladalam, a oferty jeszcze nie zlozylam, to mi madrze powiedzial, ze kupno butow to zupelnie inna sprawa.

Bo jak kupujesz buty, to wiesz, ze jutro one wciaz beda na polce, tak mi powiedzial. No jaki on madry, normalnie.

 

P.s.

W Anglii tylko 3% domow sprzedaje sie na rynku prywatnym, to znaczy bez agenta. A agent tani nie jest, przy sprzedazy domu za £250.000 nalezy sie liczyc z kosztem £6000 dla agencji nieruchomosci. Do tego, podobno, dodatkowo placi sie za wykonanie zdjec, przygotowanie broszurek reklamowych i tak dalej. A co robi taki agent? Pokazuje dom potencjalnym kupcom, oglasza na portalach, pomaga wycenic dom, no i przygotowuje materialy reklamowe. A gdy oferta jest juz zaakceptowana, przekazuje wszystko w rece prawnikow. I inkasuje wyplate po sprzedazy domu.

Dlaczego zatem tak niewielu Anglikow sprzedaje dom bezposrednio? Bo nie jest to latwe.

W Polsce wystarczy zaplacic za ogloszenie, i juz nasze mieszkanko jest na portalu np. Gazeta Dom. Tutaj najpopularniejsze portale nieruchomosci (np. Rightmove.co.uk) nie przyjmuja w ogole prywatnych ogloszen. A to dlatego, iz kazdego prywatnego sprzedawce musialyby traktowac tak, jak agenta (agent musi przestrzegac pewnych regulacji prawnych, np. nie moze podawac falszywych informacji na temat domu; jesli dobrze rozumiem portal wystawiajacy prywatne ogloszenia musialby sprawdzac kazdy wystawiony prywatnie dom)

To ci dopiero motywator!

Dress too tight!!Juz czas!!! Pomyslalam pewnego dnia, gdy wyciagnelam kiecke, ktora rok temu byla na mnie za duza, i moglam ja zakladac nie odpinajac suwaka, a teraz nie moglam sie w niej dopiac.

Waga to straszliwie zludna rzecz, tak powolutku, powolutku, w koncu pol kilo to nic, nie? Ale wiadomo, grosz do grosza, i bedzie kokosza, gram do grama i bedzie sukienka za ciasna.

Przeczytalam, ze pierwszym krokiem do efektywnego schudniecia jest zapisywanie WSZYSTKIEGO, co sie je. No to zaczelam zpisywac. Ale mnie to wkurzylo, bo ja jem tak naprawde co pol godziny. No to co, ja ten kawalek kielbasy tez mam pisac? Gdzie ten notes sie zapodzial? Co, tego cukierka tez??? Gdzie dlugopis? Moze jak nie wpisze tego pulpeta to sie nie bedzie liczyl?

Zabralam sie do rzeczy nieco bardziej nowoczesnie. Zainstalowalam sobie na iPhone aplikacje, fitness buddy czy jakos tak (jesli sa zainteresowani dodam linka, teraz nie pamietam).

Aplikacja jest super! Wpisuje sie swoje ‘cele’ – ile kalorii dziennie, na przyklad. Wiecie, ze kobieta taka jak ja powinna dziennie jesc tylko 1600 kalorii, aby utrzymac wage??? Co to jest, cholera, ja sie pytam? Przeciez to jeden porzadny obiad. A gdzie sniadanie? Kolacja? Przekaski??

Po kilku dniach naboznego wpisywania kazdej lyzeczki masla okazalo sie, ze zjadam sobie dziennie lekka reka (szeroka buzia?) okolo 3000 kalorii. A ja sie dziwilam, ze nic nie jem, i tyje!

Wpisalam sobie cel 1600 kalorii, i zaczelam jesc mniej. Chodze wiecznie glodna, wina pic nie moge, bo ma kalorie, a i tak ciagle granice 1600 przkraczam (o tak, moja aplikacja bez ceregieli pokazuje mi na czerwono, ze dzisiaj pani limit osiagnela juz po pierwszym lunchu!!).

Ale to nie wszystko! Pod koniec dnia gdy sobie klikam, ze juz skonczylam na dzisiaj jedzenie, to mi moj ‘fitness buddy’ pokazuje, ze jesli codziennie bede jadla tak jak dzisiaj, to za 5 tygodni bede wazyla….

I KUR..A zazwyczaj jest o kilo wiecej (bo, oczywiscie, 1600 to chyba dla niemowlaka limit, a nie dla mnie), albo jak danego dnia wyjatkowo glodowalam to za 5 tygodni mam szanse zgubic 500 gram…

No czy to wszystko jest tego warte? Podobno faceci i tak lubia sadelko.

Odkrycie roku!

buttermilk mleko zsiadleOdkrylam!! Odkrylam mleko zsiadle!

Do jakiegos przepisu potrzebne bylo mi cos, co sie zwie “buttermilk”. Poszlam do sklepu, zapytalam sprzedawczynie, gdzie to jest, i co to jest. Troche wytlumaczyla, ale nie bardzo, z jej opisu wynikalo, ze to prawie jak smietana. Obrazek gofrow na opakowaniu rowniez mnie nieco upewnil, ze to moze byc smietana.

W domu jednak okazalo sie, ze to jest zwykle zsiadle mleko! I kto by pomyslal, ze tutaj tez takie maja…

Zatem jakby kto nie wiedzial, i sie pytal, mleko zsiadle po angielsku to buttermilk. Chociaz google translate mowi, ze to maslanka, ale moim zdaniem to nie smakuje jak maslanka, tylko jak zsiadle mleko.

Szokujace wiesci z Kataru.

landcruiser qatar grocery shop

Nie wiem, cz bedzie to smieszne dla kogos, kto nie mieszkal w Katarze, ale ja sie w glos smialam. I postanowilam, ze zamieszcze ten artykul tutaj.

Slowem wyjasnienia – Katarczycy zazwyczaj podjezdzaja pod sklepik ‘osiedlowy’ (czyli maly sklepik spozywczy) i trabia. Ze sklepu wylatuje Hindus, przyjmuje zamowienie, po chwili wynosi zakupy, inkasuje naleznosc, Katarczyk (Kataryjczyk??) odjezdza swoim olbrzymim Land Cruiserem.

No i dzis rano przeczytalam ten artykul. Oto skrot:

 

Tego jeszcze nie bylo. Klient osobiscie wchodzi do sklepu w Katarze.

Mieszkancy bogatej dzielnicy w Katarze byli bardzo zaskoczeni gdy mezczyzna wysiadl ze swojego samochodu i osobiscie wszedl do lokalnego sklepiku spozywczego.

Klient poprosil o anonimowosc, bo bal sie odwetu ziomkow. Wkrotce po tym szokujacym wydarzeniu klient twierdzil, ze cos z nim bylo nie tak, i ze cale to wydarzenie pozostawilo go w szoku.

Dr Rehan Angina ze swiatowej organizacji zdrowia przestrzegal wszystkich, ktorzy chcieliby isc w slady piechura, ostrzegajac, ze wielu mieszkancow Kataru nie bedzie w stanie wytrzymac osmiu sekund upalu, na ktore sie naraza przechodzac z samochodu do sklepu. Dr Rehan ostrzegl tez, ze nawet zdejmowanie towarow z polek, samo w sobie jest ‘niesamowicie stresujacym procesem i zdecydowanie moze zaszkodzic tym mniej wytrzymalym’.

“Samochody parkuja przed sklepem, trabia, a my wychodzimy aby przyjac ich zamowienie” – powiedzial Arjt Fairy-Liquid (To marka plynu do zmywania naczyn), manager sklepu Happy Snack, gdzie odbyl sie ten incydent.

“Tak to dziala, i zawsze tak bylo, przez lata. Dzis jestem w stanie odroznic przynajmniej 20 roznych Land Cruiserow, tylko po tym, jak trabia”.

Naleśniki z owsem i makiem.

pancakes with lemon and sugarBrzmi dziwacznie? I bardzo dobrze, bo smakuje też dziwacznie.

Rano przypomniało mi się, że w domu jest tylko łyżka mąki. Mąka nie mąka, ale tradycji musi stać się zadość, i naleśniki w weekend na śniadanie muszą być. Na szczęście uwielbiam piec chleb. Raz na rok, bo potem kończy się zapał. Ale dzięki temu mam całkiem niezły zapas rozmaitych mąk. Wszystkie jednak do pieczenia chleba – razowa, razowa z otrębami, żytnia z drożdżami, z ziarnami (czyli płatkami owsianymi, makiem, nasionami słonecznika).

Pomieszałam toto wszystko, i zrobiłam naleśniki. Były nieco słodkawe w smaku (???). A teraz wyciągm mak z zębów różne takie. Jak koń. Nie to, żeby koń z zębów wyciągał, ale jakby miał nić dentystyczną to może by używał? Bo ten owies to bardzo dokuczliwy w zębach jest….

Dzieci zjadły bez komentarza. One zeżrą wszystko, co się cukrem posypie.

Anglicy generalnie za naleśnikami nie przepadają, a jeśli już to jedzą raczej tzw. crepes, czyli cieniutkie naleśniki francuskie. No i polewają naleśniki sokiem z cytryny, po czym posypują cukrem. Polecam, smakują wyśmienicie w takiej konfiguracji!!!

Nie wszystko złoto.

GHDPo trzech miesiącach podklejania Kropelką oderwanego żelazka od prostownicy do włosów postanowiłam, że już czas na nowy zakup.

Jak do wszystkiego, porządnie się do tego przygotowałam. Naczytałam się recenzji, posprawdzałam ceny, opinie. Jasno i bez dyskusji wynikało, że niejakie GHD jest mercedesem wśród prostownic. Że najlepiej prostuje, najdłużej służy, włosy są najbardziej jedwabiste po użyciu właśnie GHD.

Poszperałam w internecie i znalazłam super okazję. Za 85 funtów (przesyłka gratis) stałam się właścicielką legendarnej prostownicy, której podobno używają wielkie gwiazdy (chociaż nie wiem, czy mam w to wierzyć, bo czy gwiazdy same sobie w domu prostują włosy? Od tego chyba mają fryzjerów?). W prezencie dostałam też kosmetyczkę i matę odporną na gorąco. To na wypadek, gdybym prostownicę, jeszcze gorącą, zapragnęła zapakować do torebki – można ją wtedy w tą matę zawinąć – i zabrać ze sobą. Na przykład na randkę. Bo w sumie to takie normalne, że w czasie randki człowiek leci do toalety włosy sobie podprostować.

Z radości się prawie posikałam jak poczta przyniosła mi to cudo. Od razu wzięłam się do prostowania.

Ale się okazało, że prostownica jakaś taka mała (wszystko tutaj jest małe, nawet cholerne prostownice!), żelazka krótkie i niezbyt szerokie, nie ma regulacji ciepła, a włosy jak były sianowate, tak są sianowate, o jedwabiu mogę tylko pomarzyć, albo założyć jedwabną bluzkę, jak mi się chce jedwabiu. No a spirale, które niby miała robić ta prostownica, rozpadają się zanim zdążę wypowiedzieć GHD.

Nie wszystko złoto, co się świeci, moi drodzy, i czasami mercedes niekoniecznie jest dla nas. Ja chyba wolałabym fiata, za połowę tej ceny.

Dzikie jeżyny.

blackberries eatingOla Piękna pogoda zmusiła mnie do odłożenia sprzątania na następny weekend, i wybrania się ze stonką dziećmi na wycieczkę rowerową wzdluż rzeki.

Po drodze Ola zatrzymuje się i krzyczy:

– MAMA! MAMA! JARZĘBINA!! CHODŹ, ZATRZYMAJ SIĘ, BĘDZIEMY JEŚĆ!

Dziecko, jak się okazało, zobaczyło krzaki jeżyn. A na nich aż czarno od owoców, napęczniałych sokiem!! W Tesco liczą sobie £1 za 100 gram! A tutaj rośnie tego dobrodziejstwa bez liku! A co najdziwniejsze, nikt, absolutnie nikt tych jeżyn nie zrywa. Nie wiem, dlaczego.

Zatrzymałyśmy się przy tych krzakach. Słoneczko przygrzewa, rozłożyłam się na trawie, i zagłębiłam się w lekturze. A dzieci szalały w jeżynach. Jak już się obżarły (ten wpis zaczyna wyglądać jak dyktando na literkę ż i rz!!) zaczęły karmić swoją mamę. I tylko się prześcigały, która przyniesie mi słodszy owoc! Aby podtrzymać entuzjazm (no co, leniwa i egoistyczna jestem) zaczęłam oceniać w skali od 1 do 10 słodkość dostarczanych mi owoców.

Na długo pozostanie ze mną to wspomnienie. Słońce, trawa, i słodkie owoce wkładane mi do ust malutkimi łapkami poplamionymi sokiem jeżynowym.

Wysłużona rękawiczka.

Powrót do Anglii po wakacjach zawsze, ale to zawsze sprawia na mnie wrażenie przywdziewania starej rękawiczki zrobionej z najlepszej skórki.

Bardzo wygodnej, wysłużonej, ulubionej, idealnie dopasowującej się do mojej dłoni, bo już na pamięć zna każdą zmarszczkę i każde zagięcie palca. Nieco zużytej, ale wciąż jeszcze w świetnej formie. Nie wzbudzającej już jednak większych emocji.

Po wylądowaniu to samo rozczarowanie – znowu pada? Rano to samo uczucie, że jest szaro i brak słońca. Potem po otworzeniu szafy ten sam dylemat, co założyć, bo nie za ciepło, i może padać… i uczucie zniechęcenia, że znów trzeba założyć te same ciemne, jesienne ubrania, a letnie sukienki, po upraniu, znów wylądują w torbie pod łóżkiem, czekając na kolejne wakacje.

Wsiadając do samochodu będę się czuła, jakbym to wczoraj zaparkowała. Naturalnie przyjdzie mi jazda po lewej stronie i nie będę się zastanawiała, w którą stronę mam pojechać na rondzie. Tylko trochę zdziwi mnie uprzejmość ludzi na drodze, i łatwość, z jaką kręci się kierownica (na zasadzie kontrastu z samochodem mamy, który wspomagania nie ma).

W supermarkecie łezka się w oku zakręci na widok malutkich pojemniczków z malinami (tutaj nikt nie kupuje na kilogramy, jak w Polsce) i szklarniowych ogórków (każdy takiej samej długości), ale później już naturalnie w koszyku wylądują angielskie Wheetabix (otręby w kostce, na śniadanie) i plasterki szynki w plastikowym opakowaniu. Pajda chleba ze smalcem i świeżym pomidorem pójdzie szybko w zapomnienie.

Dzieci znów zaczną się kłócić, tak jak to robią codziennie (czemu nie kłóciły się pod blokiem w piaskownicy???), sąsiedzi poczęstują herbatką (już się nie dziwią, że piję bez mleka) i ciasteczkiem, a pan listonosz przywita nas uśmiechem i słowami: O, już wróciłaś! Jak się udały wakacje?

Jedyna rzecz, która wydaje się dziwaczna to to, że w radio mówią …. po angielsku. Jutro się przyzwyczaję.